Życie Hermiony Granger

Hermiona Granger prowadziła bardzo żałosne życie i doskonale o tym wiedziała. Właśnie była umówiona na spotkanie ze swoją przyjaciółką – Ginny i jej narzeczonym Draconem Malfoyem.
Planowali ślub, na którym Hermiona miała być druhną honorową. Ginny i Draco spotykali się od zakończenie wojny, co wprawiło Granger w totalny szok. Ponieważ dziewczyna od dawna podkochiwała się w Malfoy’u, jednak nikomu o tym nie powiedziała, nawet Ginny. Więc jej przyjaciółka związała się z miłością jej życia, nie mając pojęcia o uczuciach Granger. Gin i Draco byli ze sobą już trzy lata i planowali ślub, który miał się odbyć za trzy miesiące. Dzisiaj mieli wybrać zastawę odpowiednią na wesele. Tak też Granger teleportowała się na Pokątną i szybko poszła pod sklep, przy którym się umówili. Ginny, Draco i Blaise Zabini, który był świadkiem blondyna, już na nią czekali.
- Cześć. – powiedziała, cmokając Weasley w policzek, przytulając Blaise’a, a Malfoy’owi po prostu podając dłoń. – Przepraszam za spóźnienie, zatrzymali mnie w pracy.
- Kolejny idiota, który potrzebuje prawnika? – zapytał Malfoy, przyglądając jej się.
- Coś w tym stylu. – mruknęła.
- Jakaś poważna sprawa? – zapytała Gin ze zmartwieniem.
- Obowiązuje mnie tajemnica służbowa.
- Oczywiście. Martwi mnie tylko, że wszystkie najgorsze sprawy przypadają właśnie tobie, Herm.
- W końcu jest najlepszym prawnikiem w całym magicznym społeczeństwie. – odezwał się Zabini.
- Wchodzimy? – zapytała Hermiona, chcąc zmienić temat. Granger pracowała w najlepszej magicznej kancelarii w Anglii, jako najlepszy prawnik. Wszystkie najgorsze, najbardziej skomplikowane sprawy trafiały właśnie do niej. Na samym początku swojej kariery wykazała się ogromnym zaangażowaniem, charyzmą oraz siłą woli i w ten sposób wygrała rozprawę, broniąc swojego klienta przed Azkabanem, a faktycznego sprawcę skazując na pocałunek dementora. Od tamtej rozprawy wszyscy wiedzieli, że Hermiona Granger jest groźnym przeciwnikiem w sądzie. Niektórzy adwokaci czasami nawet nie podejmowali się spraw, wiedząc, że Hermiona będzie po drugiej stronie.
Teraz jednak Hermiona nie była adwokatem, a przyjaciółką, która miała pomóc przy wyborze odpowiedniej zastawy.
- Ta jest ładna. Co tym sądzisz, Herm? – zapytała Ginny.
- Faktycznie ładna, ale nie za bardzo wzorzysta?
- Może masz rację. Coś prostszego i eleganckiego byłoby idealne.
Granger przez chwilę rozglądała się po sklepie, ale nic takiego nie zauważyła, natomiast Zabini podszedł do nich z talerzem.
- Co sądzicie o tym?
- Z klasą. – pochwaliła Hermiona.
- Proste i eleganckie. – mruknęła Gin, kiwając głową. – Draco, podoba ci się?
- Podoba mi się wszystko, co wybierzesz. – odpowiedział Malfoy, całując narzeczoną w usta, przez co Hermiona szybko odwróciła wzrok, skupiając się na widoku za szybą, czym zwróciła uwagę Blaise’a.
- Dobra, to ja złożę zamówienie. – odezwała się rudowłosa kobieta. – To pewnie chwilę zajmie, więc może idźcie do Dziurawego Kotła. Tam się spotkamy. – zarządziła i odeszła w stronę lady.
Hermiona szybko opuściła sklep, a Zabini i Malfoy podążyli za nią.
Kiedy już siedzieli przy stoliku w barze, podszedł do nich kelner.
- Na co mają państwo ochotę?
- Ja poproszę szklankę Ognistej Whiskey. – powiedział Draco.
- Dla mnie to samo. – dodał Blaise.
- A co dla pani? – zapytał mężczyzna, patrząc niepewnie na Hermionę.
- Wódkę z lodem. – powiedziała cicho, a mężczyźnie spojrzeli na nią zaszokowani, lecz zignorowała to.
- A więc co u ciebie, Hermiono? – odezwał się Zabini.
- W porządku. Tak jak mówiliśmy wcześniej, właśnie pracuję nad pewną sprawę, więc większość czasu spędzam w kancelarii.
- A tak prywatnie, co u ciebie? – Blaise sprecyzował swoje pytanie.
- Wspaniale. – odpowiedziała z wymuszonym uśmiechem.
- Masz kogoś? – nagle zainteresował się Draco.
- A czy żeby kobieta była szczęśliwa potrzebuje do tego mężczyzny?
- Ja uważam, że tak. – odparł Zabini. – A ty, Smoku?
- Mnie również się tak wydaje.
- Więc się mylicie. – powiedziała i wtedy przyszedł do nich kelner z zamówieniem, a sekundę po nim zjawiła się Ginny.
- Wszystko załatwione! – zawołała radośnie. – Co pijecie?
- Ognistą. – powiedzieli jednocześnie mężczyźni.
- A ty, Hermiono?
- Teraz już nic. – odpowiedziała, wypijając wszystko na raz. Draco i Blaise byli pod wrażeniem, nawet się nie skrzywiła. – Ale z przyjemnością napiję się tego samego ponownie! – zawołała do kelnera, unosząc delikatnie w górę kieliszek. Mężczyzna skinął głową i pobiegł przygotować zamówienie.
- Wszystko w porządku, Miona? – zapytała Ginny.
- Naturalnie. – odparła, a następnie skinęła głową kelnerowi, który przyniósł jej alkohol. Po raz kolejny wypiła wszystko na raz, nie krzywiąc się przy tym, a następnie rzuciła parę monet na stół. – Ja będę się już zbierać, mam sporo pracy.
- Dobrze, ale wiesz, że jeśli się coś dzieje, możesz do nas przyjść? Zawsze ci pomożemy.
- Oczywiście. – Draco potwierdził słowa swojej narzeczonej.
- Nic się nie dzieje. – odpowiedziała z dystansem. – Do zobaczenia. – dodała i opuściła bar.
- Coś jest nie tak. – stwierdziła Ginny, patrząc za przyjaciółką.
- Nie znam jej zbyt dobrze, ale też mi się tak wydaje. – zgodził się Malfoy.
- Zrobiła się taka… inna odkąd dowiedziała się o naszym ślubie.
- Myślisz, że to ma jakiś związek?
- Nie wiem. Może czuje się samotna?
- To ty jesteś jej przyjaciółką, Gin, nie ja. Ja nie mam pojęcia, co się z nią dzieje. – powiedział Dracon.
- Porozmawiam z nią. – zdecydowała Weasley.
- Ja to zrobię. – do rozmowy wtrącił się Blaise.
- Ty? – zdumiała się kobieta. – Myślisz, że tobie coś powie?
- Myślę, że mnie powie więcej, niż tobie.
- A to niby dlaczego?
- Dlatego, że ty jesteś jej przyjaciółką, planujesz ślub, masz masę innych rzeczy na głowie niż zajmowanie się nią, więc nie będzie chciała cię obciążać. A ja jestem tylko starym znajomym ze szkoły.
- Może masz rację. – stwierdziła w końcu Ginny. – Daj nam znać, jak się czegoś dowiesz.

Hermiona weszła do swojego gabinetu w kancelarii i ze złością rzuciła swoją torebkę na biurko. Coraz trudniej było jej przebywać w ich obecności. Nie może już patrzeć, jak się całują i przytulają, jacy są szczęśliwi. Kochała Malfoy’a, ale on kochał Ginny, więc ona nie mogła wchodzić między nich. Zależało jej na jego szczęściu, jednak była zbyt blisko. Potrzebowała zniknąć na jakiś czas i odpocząć. Westchnęła, siadając za biurkiem i wtedy rozległo się pukanie.
- Proszę.
To Amelia Stannis, sekretarka w kancelarii.
- Panno Granger, ma pani klienta.
- Dobrze, poproś go, Amelio.
Dobrze, że ktoś znów potrzebuje jej pomocy. Przynajmniej pracując, nie mogła sobie pozwolić na myśli o Malfoy’u.
Kiedy wyszła z kancelarii było parę minut po 22. Odetchnęła chłodnym powietrzem i spojrzała w niebo pełne gwiazd. Nie lubiła wracać do domu. To oznaczało pustkę, smutek, samotność.
Mimo to ruszyła spacerkiem w stronę mieszkania. Nie bała się chodzić po nocy sama, chociaż wielu uważało, że przydałaby jej się ochrona. Była świetnym prawnikiem i często stawała przeciwko jakimś gnojom, którzy życzyli jej jak najgorzej. Jednak ona się nie bała.
Tej nocy od razu wyczuła, że ktoś za nią idzie. Wsadziła rękę do kieszeni i zacisnęła palce na różdżce. Zatrzymała się i odwróciła. Ktoś stał kawałek dalej, jednak światło latarni było zbyt słabe, aby mogła go dostrzec, jednak zarys sylwetki wskazywał, iż jest to osobnik płci męskiej.
- Czego chcesz? – zapytała głośno, celując różdżką w mężczyznę.
- To ja, Hermiono.
- Blaise? – schowała różdżkę. – Czemu mnie śledzisz?
- Chciałem z tobą porozmawiać.
- Wybacz, ale nie mam czasu. – chciała go spławić.
- A co? Spieszysz się gdzieś? Chętnie ci potowarzyszę.
- Dobra, mów, o co chodzi. – zirytowała się.
- Ginny się o ciebie martwi.
- To niech przestanie, bo nie ma o co.
- Draco też.
Przez moment milczała.
- Nie obchodzi mnie to.
- A jednak. – mruknął Zabini.
- Przestaniesz bawić się w te dziwne gierki i powiesz mi wprost po co tu przyszedłeś?
- Odkąd zaczęły się przygotowania do ślubu, dziwnie się zachowujesz.
- Mam dużo pracy.
- Tak, to na pewno. – stwierdził.
- Co to miało znaczyć?
- A to, że zakopujesz się w robocie, aby o czymś zapomnieć lub czegoś się pozbyć. Ty mi powiedz, o co konkretnie chodzi.
- Nie twój interes. – burknęła, odwracając się i odchodząc.
- Hermiono! – zawołał za nią, ale nie zareagowała.
Naprawdę potrzebowała gdzieś wyjechać, odpocząć i zapomnieć. Jak najdalej od tego całego gówna.

Jej prośby zostały wysłuchane, gdyż kolejnego dnia w pracy, jej szef poinformował ją, że znalazła się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Morderca, przeciw któremu Hermiona kilka miesięcy temu występowała w sądzie, zbiegł z więzienia i teraz poluje na Granger, chcąc się na niej zemścić. Szef kobiety postanowił dać jej urlop i wręcz kazał jej wyjechać, mówiąc, że poinformuje ją, kiedy mężczyzna zostanie złapany i nic już nie będzie zagrażać jej życiu.
- Jak długo to może trwać? – zapytała Granger.
- Nie mam pojęcia, moja droga. Rozmawiałem z aurorami, ale oni kompletnie nie wiedzą, gdzie zbieg się podziewa, wiedzą natomiast, że na pewno chce się na tobie zemścić. Zostawił im wiadomość w celi.
- Ohh… no dobrze. Więc wyjadę, odwiedzę rodziców w Australii.
- Wspaniale Hermiono, jednak może lepiej nikomu nie podawaj konkretnego adresu. Tak będzie bezpieczniej.
- Tak jest, szefie.

Dwie godziny później Granger stała przed drzwiami domu, w którym mieszkali Ginny i Draco, w jednej ręce ściskała walizkę, a drugą dłonią pukała do drzwi, które otworzył jej Malfoy.
- Cześć, jest Ginny? – zapytała od razu.
- Nie ma, poszła do krawca, powinna wrócić za jakąś godzinę. Chcesz na nią poczekać? – odpowiedział blondyn, patrząc na jej walizkę.
- Nie mogę, nie mam czasu. Przekaż jej, że jest mi bardzo przykro, że jej nie zastałam i że nie mogę jej tego powiedzieć osobiście, ale nie mogę być jej druhną.
- Dlaczego? – zdziwił się Malfoy.
- Muszę natychmiast wyjechać i nie mam pojęcia kiedy wrócę.
- Ale co się stało? – zmartwił się.
- Parę miesięcy temu występowałam przeciw pewnemu mordercy. Przeze mnie został skazany na dożywocie, ale uciekł. Teraz mnie szuka, chce się zemścić. Muszę zniknąć na jakiś czas. Powiedz Ginny, żeby się nie martwiła i że przez jakiś czas nie będę się odzywać, żeby nie mógł mnie namierzyć. I przekaż jej, że przepraszam, jeśli nie będę na waszym ślubie.
- Hermiono, poczekaj, powoli. Gdzie wyjeżdżasz?
- Nie mogę ci powiedzieć.
- Ale… – zaczął, jednak przerwała mu.
- Muszę iść.
- No dobrze. – przyglądał jej się ze zmartwieniem i troską. – Uważaj na siebie.
Kiwnęła głową, wpatrując się w jego szare oczy, a następnie teleportowała się, zanim mógł zauważyć, jak łzy zaczęły spływać po jej policzkach.

Minęły dwa miesiące, a Hermiona wciąż się ukrywała, ponieważ aurorom nie udało się złapać zbiega. Nie mogli go w ogóle wyśledzić, natomiast on zdawał się iść tropem Granger, więc ta musiała się co chwilę przenosić w inne miejsce. Pierwsze trzy tygodnie spędziła u rodziców w Australii, ale wtedy dostrzegła, że zaczynają się dziać dziwne rzeczy, więc rzuciła masę zaklęć ochronnych na dom rodziców i sama przeniosła się do Kanady, nie chcąc ich jeszcze bardziej narażać. W Kanadzie spędziła tydzień, gdyż mężczyzna bardzo szybko ją wyśledził. Na dwa tygodnie udało jej się ukryć w Rosji, jednak i tam złapał jej trop. Następnie przeniosła się do Francji, ale tam spędziła również tylko dwa tygodnie i ledwo zdążyła uciec, gdyż zbieg spalił cały budynek łącznie z mieszkaniem, w którym się zatrzymała. Teleportowała się tak szybko, że odrobinę się rozszczepiła, jednak szybko to uleczyła dyptamem. Tydzień spędziła w Norwegii, kiedy morderca ją dopadł. Walczyła z nim, czując się jakby ponownie przechodziła przez wojnę z Voldemortem. Jej przeciwnik walczył doskonale, brakowało jej już sił, była pewna, że go nie pokona, dlatego w pewnym momencie poddała się. Morderca posłał w jej stronę serię klątw torturujących, po których Hermiona straciła przytomność i kiedy mężczyzna miał rzucać mordercze zaklęcie do pomieszczenia wpadli aurorzy i złapali zbiega. Granger została przetransportowana do specjalnej kliniki w Nowym Jorku, gdyż okazało się, że dostała jakimś bliżej nie zidentyfikowanym zaklęciem i przez to przebywała w śpiączce.
Jej przyjaciele zostali powiadomieni o tym, jednak żadne z nich nie mogło przybyć do swojej przyjaciółki. Rozkaz ten wydał sam szef aurorów, ponieważ któryś z jego ludzi ciągle czuwał przy pokoju szpitalnym Hermiony.
Pewnego dnia Granger w końcu się wybudziła ze śpiączki, jednak wciąż była w fatalnym stanie. Nagle dostała krwotoków wewnętrznych, których lekarze nie mogli opanować. Dodatkowo wymiotowała krwią, a jej skóra była niemal przezroczysta. Aurorzy wspólnie zgodzili się nie powiadamiać nikogo o tym, że Hermiona się obudziła, bo jej stan był tak krytyczny, że kwestią czasu była jej śmierć. A oni nie chcieli niepotrzebnie martwić jej przyjaciół i rodziny. Niech myślą, że zmarła w spokoju.
I była chwila, kiedy aurorzy ściągnęli swoje czapki, aby uczcić w ten sposób śmierć jednej z bohaterek wojennych. Była chwila, kiedy lekarze nie mieli już pojęcia, jak przywrócić jej serce do bicia. Ale ona ich zaskoczyła i po długich minutach, kiedy uzdrowiciel nie czuł już pulsu Hermiony, a maszyna do której była podłączona przeraźliwie piszczała, kobieta otworzyła swoje oczy. Szok, jaki ich wszystkich wtedy ogarnął był niesamowity. Lekarze od razu zaczęli badać Hermionę i podawać jej eliksiry.
- Nie mówcie nikomu. – wyszeptała sennie w pewnym momencie.
- O czym mamy nie mówić, panno Granger? – zapytał jeden z uzdrowicieli.
- Że się wybudziłam.
Mężczyzna nie zgadzał się z tym. Uważał, że każdy powinien się dowiedzieć o tym, że przyjaciółka Harry’ego Pottera wciąż żyje, jednak szanował jej decyzję i przekazał ją innym lekarzom oraz aurorom, którzy jej pilnowali. Był 23 lipca, kiedy Hermiona wyszła ze szpitala, co oznaczało, że do ślubu Ginny i Draco zostały jeszcze dwa dni. Granger długo myślała o Malfoy’u. I postanowiła nie wracać do Anglii na jego ślub.
Wysłała list do swojego pracodawcy, składając rezygnację i prosząc o dyskrecję. Następnie wynajęła mieszkanie w Nowym Jorku i zaszyła się w nim.
Kiedy nadszedł ten dzień, starała się nie myśleć o tym, co właśnie się dzieje w Anglii. Starała się nie wyobrażać sobie Dracona w pięknym czarnym smokingu podkreślającym jego wyrzeźbioną sylwetkę. Próbowała o nim zapomnieć. W pewnej chwili usłyszała dzwonek do drzwi, na początku wystraszyła się, że to Ginny albo ktoś z Londynu, ale potem zdała sobie sprawę, że oni nie mają pojęcia, że ona w ogóle żyje, więc bez wahania otworzyła drzwi.
I tak właściwie mogła tego nie robić.
- Cześć. – powiedział Blaise, opierając się ramieniem o framugę.
- Co tu robisz?
- Czemu udajesz, że nie żyjesz? – odpowiedział pytaniem na pytanie.
- Bo tak jest lepiej. Nie powinieneś być na ślubie Gin i Draco?
- Ty chyba też.
- Jak zauważyłeś, udaję, że nie żyję, więc…
- Ślub zaczyna się za pół godziny, więc spokojnie zdążę. Pomyślałem, że uda mi się ciebie nakłonić, żebyś na niego poszła.
- Jak mnie tu znalazłeś?
- Dobrze jest być aurorem, Hermiono.
- Ktoś poza tobą wie?
- Nikt. Dlaczego nie chcesz wrócić do Anglii? I to w dodatku w dzień, kiedy twoja przyjaciółka wychodzi za mąż?
- Bo wychodzi za mężczyznę, którego kocham. – powiedziała wprost. – Nie mogę… nie jestem w stanie na to patrzeć. Chcę, żeby był szczęśliwy, ale nie mogę patrzeć, jak bierze ślub.
- Dlaczego nie powiedziałaś wcześniej?
- A co by to zmieniło?
- Nie wiem. – westchnął Zabini. – Co z pracą?
- Zrezygnowałam. Poszukam sobie czegoś tutaj.
- Chcesz tu zostać?
- Tak będzie lepiej.
- Co mam powiedzieć twoim przyjaciołom, Hermiono?
- Nic im nie mów, niech wciąż myślą, że jestem w śpiączce. Kiedy nadejdzie czas, ujawnię się.
- A kiedy nadejdzie ten czas?
- Możliwe, że nigdy.
- A jak będą chcieli cię odwiedzić w szpitalu?
- Nie możesz na to pozwolić.
- Naprawdę sądzisz, że uda mi się powstrzymać Wybrańca przed przybyciem tutaj i zobaczeniem swojej najlepszej przyjaciółki? – powiedział z delikatnym uśmiechem.
- Kiedyś się ujawnię. – obiecała mu. – Idź już.
Pokiwał głową.
- Do zobaczenia, Hermiona.
- Do widzenia, Blaise. – szepnęła, zamykając za nim drzwi.

Zabini spodziewał się, że Hermiona wróci do Anglii za jakiś miesiąc, może dwa. Jednak zaczęły mijać lata, a ona nie wracała. Przyjaciele już jej nie wyczekiwali, czasami tylko ją wspominali. Tylko Ginny chodziła trochę przygnębiona, ale Draco zawsze ją pocieszał. W między czasie, wiele się zmieniło w magicznym Londynie. Ron Weasley porzucił swoją pracę obrońcy w stanowej lidze i zajął się pracą aurora. Natomiast Harry Potter, niegdyś dyrektor Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów, teraz objął posadę Ministra Magii. A sam Draco awansował ze zwykłego uzdrowiciela na ordynatora w św. Mungu. Kancelaria, w której kiedyś pracowała Hermiona, została zamknięta. Nie szło im już tak dobrze, od kiedy Granger zrezygnowała. I również zwiększyła się liczba przestępców na wolności, gdyż większość z nich wiedziała, że w Londynie nie ma już najlepszego prawnika, który by ich powstrzymał przed znalezieniem sobie adwokata, który skróci ich wyrok. Taki też sposób wykorzystał Lucjusz Malfoy, którego zaraz po wojnie Hermiona wtrąciła do Azkabanu. Draco nie był zadowolony, że jego ojciec jest znów na wolności, doskonale zdawał sobie sprawę, jakim potworem jest Lucjusz.
Jednak Malfoy Senior nie zainteresował się swoim synem po opuszczeniu więzienia, wręcz przeciwnie. Od razu przeniósł się do innego miasta. Nikt nie wiedział gdzie.
Kiedy dziewięć lat później Draco i Ginny w otoczeniu przyjaciół, świętowali swoją rocznicę ślubu, ktoś zapukał do drzwi ich dworu.
- Ja otworzę. – poinformował żonę Malfoy. Szybko poszedł, aby zobaczyć kto przyszedł, choć zdawało mu się, że na tej uroczystości zjawili się już wszyscy zaproszeni. Otworzył drzwi i zamarł.
- Hermiona? – wyszeptał.
- Cześć, Draco. – uśmiechnęła się. – Wszystkiego najlepszego z okazji rocznicy ślubu. – powiedziała, podając mu wino, które ze sobą przyniosła.
- Dzięki. Wchodź, śmiało. Ginny będzie zachwycona. – odpowiedział, wpuszczając ją do środka. Kiedy weszła poprowadził ją do salonu, w którym byli wszyscy goście. – Zobaczcie kto nas odwiedził. – powiedział, wchodząc do pomieszczenia. Zaraz za nim pojawiła się kobieta.
- Hermiona! – wykrzyknęła Ginewra i rzuciła się przyjaciółce na szyję. Sekundę później jej miejsce zajął Harry, a następnie Ron i również Blaise.
- Trochę ci zajęło to wracanie tutaj. – wyszeptał jej do ucha Zabini.
- Co u ciebie? Kiedy wyszłaś ze śpiączki? Aurorzy i uzdrowiciele nie chcieli nic nam mówić i nawet nie pozwolili nam cię zobaczyć. Nie mieliśmy pojęcia, co się dzieje. Opowiadaj natychmiast. – mówiła rudowłosa.
- Trochę się u mnie pozmieniało. Jeśli nie macie nic przeciwko to za chwilę dołączy do nas mój mąż.
- Twój mąż?! – zawołał z zaskoczeniem Blaise.
- Chyba nie rozumiem. Masz męża? Czemu nic o tym nie wiem? I skoro masz męża to kiedy się wybudziłaś, Hermiono? – pytała pani Malfoy.
- Wybudziłam się ze śpiączki dwa dni przed waszym ślubem. – przyznała.
- To dlaczego się nie pojawiłaś? Dlaczego nic nie napisałaś?! – krzyczał Potter.
- Potrzebowałam trochę czasu.
- Czasu na co?! – zawołał Weasley.
- Od wojny z Voldemortem byłam zakochana w Draconie. – wyszeptała, spoglądając na zaszokowanego blondyna. – Wasz ślub był dla mnie ciężkim przeżyciem i właściwie na rękę mi było, że musiałam się ukrywać. Nie chciałam uczestniczyć w tych wszystkich przygotowaniach, ale też nie chciałam sprawiać ci przykrości, Gin.
- Kochałaś mnie? – zapytał Malfoy.
- Tak. Przez bardzo długi czas. Nawet jak już mieszkałam w Nowym Jorku przez kilka miesięcy nie mogłam o tobie zapomnieć, ale później pojawił się ktoś inny.
- Kto? – odezwał się Blaise.
- Zaraz zobaczycie. Musiał zostać odrobinę dłużej w pracy, ale za moment powinien się pojawić.
- Hermiono, ja nie miałem pojęcia. – szepnął Draco.
- Wiem. – odpowiedziała. – Nikt nie wiedział.
- Poza mną. – wtrącił Zabini.
- Wiedziałeś? – zaszokowała się Ginny.
- Podejrzewałem, ale Hermiona potwierdziła to, kiedy pojawiłem się w Nowym Jorku.
- Widziałeś się z nią? I nic mi nie powiedziałeś?! – wrzasnęła Ginewra.
- Pojawiłem się u niej chwilę przed waszym ślubem. Nie powiedziałem nic, bo mi zabroniła.
- Ale dlaczego? – Ginny i Draco nie mogli zrozumieć, podobnie jak reszta tam zebranych.
- Nie chciałam wracać do Londynu. – odezwała się Hermiona i chyba chciała coś jeszcze dodać, ale rozległ się dzwonek do drzwi.
- Pójdę. – powiedziała Ginny i szybko opuściła pomieszczenie, aby wrócić po kilku minutach z przerażeniem wypisanym na twarzy. – Draco, ktoś do ciebie. – rzekła, podchodząc szybko do męża i wtedy do salonu wkroczył Lucjusz Malfoy.
- Ojciec?! – wykrzyknął zaszokowany. – Co ty tu robisz?
- Tak jak powiedziała Ginewra, Draconie, przyszedłem do ciebie, ale nie tylko. Szukam żony.
- Nie pan jeden. – parsknął Ronald Weasley.
- Szukam mojej żony. – sprecyzował Malfoy, spoglądając po wszystkich.
- Tu jestem, Lucjuszu. – odezwała się Hermiona, wstając z fotela, na którym dotychczas siedziała i stając przy nim.
- Zadam to pytanie jeden raz. – powiedział Draco. – Co tu się, kurwa, dzieje?
- Mówiłam wam, że znalazłam kogoś przy kim zapomniałam o tobie, Draco. Tak się złożyło, że to twój tata.
- Jesteście małżeństwem? – zapytała dla potwierdzenia Ginny.
- Od czterech lat. – odpowiedział Lucjusz.
Draco wypuścił z siebie głośno powietrze i usiadł na sofie.
- Co się dzieje, Smoku?
- Najpierw się dowiedziałem, że Hermiona Granger kochała się we mnie przez kilka lat, a ja zmuszałem ją, aby patrzyła na moje szczęście z inną kobietą. Przez co przez bardzo długi czas udawała prawie umarłą. I teraz nagle zjawia się tutaj z moim ojcem, mówiąc że jest jego żoną. Jestem w lekkim szoku, Blaise. – wytłumaczył Draco.
- Nie chcieliśmy sprawiać problemu. Chcieliśmy tylko powiedzieć wam, że jesteśmy razem i że jesteśmy szczęśliwi. Ale może nie potrzebnie.
- Tak więc już pójdziemy. – dodał Lucjusz, łapiąc Hermionę za rękę. – Miło było cię zobaczyć, synu. – mruknął i razem opuścili dwór Ginny i Draco, pozostawiając ich oraz resztę gości w stanie totalnego osłupienia.
Natomiast Hermiona i Lucjusz wrócili do Nowego Jorku nieco zawiedzeni. Kobieta myślała, że jej przyjaciele przyjmą ich nieco inaczej. Z większym entuzjazmem, z radością. Ale oni raczej wyglądali na dość niepewnych w stosunku do niej i jej męża. Chciała znów uczestniczyć w ich życiu, ale widocznie oni tego nie chcieli. Cóż, tyle lat sobie bez nich radziła, więc i teraz to nie zrobi różnicy.

Jednak ku jej zdziwieniu dwa dni później w drzwiach jej i Lucjusza mieszkania stanął Blaise Zabini.
- Czego chcesz, Blaise?
- Draco was szuka.
- No i?
- On chce z wami porozmawiać, Hermiono. Zrozum, że to dla niego nowa sytuacja. Jego matka zmarła w trakcie wojny, ojciec trafił do więzienia. Po kilku latach nagle on wychodzi, ale nawet nie zjawia się u swojego syna, tylko od razu opuszcza kraj i po kolejnych latach przybywa na rocznicę ślubu Draco wraz ze swoją dużo od siebie młodszą żoną, która niegdyś była najlepszą przyjaciółką Ginny.
- O czym chce z nami rozmawiać? – zapytała cicho.
- Nie mam pojęcia. Ale zmusił biuro aurorów, aby was odnaleźli.
- Nie odnajdą.
- Ja was odnalazłem.
- Bo byłeś tutaj wcześniej. Zaraz po ślubie wraz z Lucjuszem nanieśliśmy na ten apartament potężne klątwy. Jeśli ktoś tutaj wcześniej nie był, nie odnajdzie tego miejsca.
- A więc teleportujcie się do Londynu, porozmawiajcie z Draco.
- Lucjusz jest teraz w pracy.
- O której wraca?
- Powinien być po 16.
- Pojawicie się w Londynie?
- Nie wiem, porozmawiam o tym z Lucjuszem i dam ci znać.
- Dobrze.
- To cześć.
- Cześć. – odpowiedział Blaise i zniknął, a Hermiona głośno westchnęła.

Po krótkiej rozmowie z Lucjuszem, wspólnie zdecydowali, że odwiedzą Dracona. Hermiona wysłała liścik do Blaise’a, informując go o tym, że za parę minut pojawią się we dworze Malfoy’ów.
I faktycznie już po 15 minutach stali w salonie, Ginny podawała herbatę, a Draco i Blaise siedzieli na sofie.
- Co chcesz wiedzieć, synu? – odezwał się Lucjusz, który siedział w fotelu, przy jego boku stała Hermiona.
- Dlaczego po wyjściu z Azkabanu nie przyszedłeś do mnie?
- Wątpię, abyś chciał mnie wtedy widzieć. Prowadziłeś już swoje własne, szczęśliwe życie, wolałem tego nie niszczyć.
- Jak to się stało, że ty i Hermiona spotkaliście się?
- Po wyjściu z więzienia, przeniosłem się do Nowego Jorku. Szybko otworzyłem tam firmę, a pewnego dnia do drzwi mojego gabinetu zapukała Hermiona, przychodząc tam na rozmowę w sprawie pracy. Miała wspaniałe kwalifikacje, a poza tym doskonale wiedziałem na co ją stać. W końcu widziałem ją na sali sądowej, kiedy dzielnie walczyła, aby zamknąć mnie raz na zawsze w Azkabanie. – powiedział nieco rozbawiony, a kobieta przy nim zachichotała. – Zatrudniłem ją. Pracowała u mnie około pół roku, kiedy zauważyłem w niej kogoś więcej.
- Zaprosił mnie wtedy do restauracji. Rozmawialiśmy o wielu rzeczach i naprawdę fantastycznie się z nim bawiłam.
- Owszem, ponieważ naśmiewałaś się z mojej elegancji. – odparł Lucjusz.
- Byłeś wtedy taki sztywny, poważny i nadęty.
- Oh dziękuję. – odpowiedział przekornym tonem.
- Później spotykaliśmy się coraz częściej, aż w końcu zapytał, czy zostanę jego dziewczyną. Na początku się nie zgodziłam. Bałam się, że potraktuje mnie jak zabawkę, a następnie zostawi dla innej, bardziej eleganckiej i dystyngowanej.
- Ale przekonałem ją, że uwielbiam ją taką, jaka jest. Nie chciałem i wciąż nie chcę dystyngowanej i chłodnej kobiety, jaką była twoja matka, Draco. Chciałem, żeby w moim życiu pojawiło się odrobinę radości i szaleństwa. Hermiona mi to dała. Pokazała mi, jak się bawić życiem.
- A jak to się stało, że się pobraliście? – zapytał cicho Draco.
- Pewnego wieczoru byliśmy na balu, moja firma sponsorowała wtedy operację dla pewnego bardzo chorego dziecka. Hermiona ciągle myślała o tym chłopcu, mówiła, że takim dzieciom nie powinny się zdarzać takie rzeczy i że każdy potrzebuje czuć opiekę, troskę i miłość. A ja poczułem, że chcę to wszystko dać właśnie jej. Chcę się nią opiekować każdego dnia, troszczyć się o nią w każdej chwili i kochać ją do końca mojego życia. To były też słowa mojej przysięgi ślubnej.
- Tamtego wieczoru wyszliśmy na taras, było dość chłodno, więc Lucjusz dał mi swoją marynarkę i zakładając mi ją na ramiona, spojrzał mi w oczy i zapytał, czy chciałabym spędzić z nim resztę życia. I żeby była jasność w chwili, kiedy zaczęłam pracować u Lucjusza totalnie o tobie zapomniałam, Draco. Więc kiedy Lu zadał mi to pytanie, byłam taka szczęśliwa. Kochałam go, więc się zgodziłam.
- Jak wyglądała ceremonia? – wyszeptała Ginny, po której policzkach spływały łzy wzruszenia.
- Była piękna. Byliśmy tylko my, kapłan i świadkowie. Wszystko odbyło się w malutkim kościółku poza miastem. Miałam na sobie śliczną, białą, długą suknie.

tatata
- Wyglądała cudownie. – wtrącił Lucjusz, a Hermiona obdarowała go szerokim uśmiechem i spojrzeniem pełnym miłości. Mężczyzna złapał jej rękę i pocałował wierzch dłoni.
- Dlaczego nie powiedzieliście wcześniej? – odezwał się do tej pory milczący Zabini.
- Nie byłam pewna, jak zareagujecie na wieść o tym, że żyje i mam się raczej dobrze, a do was nie wróciłam. Ale w Londynie nie miałam już niczego, nie chciałam tutaj wracać. Natomiast w Nowym Jorku było całe moje życie.
- A w jakim mieście jest teraz twoje życie? – zapytała niepewnie Ginewra.
- Już nie jest w mieście. Teraz całe moje życie właśnie siedzi obok mnie.
Draco westchnął głośno. Ojciec i Hermiona naprawdę się kochali, więc nie pozostawało mu nic innego, jak się z tym pogodzić. Zastanawiała go jeszcze tylko jedna rzecz.
- Planujecie mieć dzieci?
Hermiona spojrzała na niego zaskoczona, natomiast Lucjusz odpowiedział.
- Nie myśleliśmy o tym.
- Bo jeśli chcielibyście to wolałbym mieć brata. – powiedział bardzo poważnie, a następnie roześmiał się. – A poza tym za parę miesięcy będziecie mieli okazję poćwiczyć opiekę na waszym wnuku.
- Ginny? – brunetka od razu zwróciła się do swojej przyjaciółki. – Jesteś w ciąży?
Rudowłosa pokiwała głowa.
- Trzeci miesiąc.
- To fantastycznie! – wykrzyknęła Hermiona, podchodząc do kobiety i ją przytulając.
- Wiem. – zaśmiała się. – Dasz wiarę, że będziesz babcią mojego dziecka??
Po tym zdaniu wszyscy ryknęli śmiechem.
Życie Hermiony od teraz układało się idealnie. Sześć miesięcy później Ginewra urodziła chłopczyka, który urodę odziedziczył zdecydowanie po swoim ojcu. Lucjusz wraz z żonę często odwiedzali Dracona i Ginny, jednak wciąż mieszkali w Nowym Jorku. Dwa lata później Hermiona dowiedziała się, że jest w ciąży, Lucjusz był zachwycony. Chwalił się niemal każdemu, że po raz drugi zostanie tatą. Niestety, kiedy Hermiona była w piątym miesiącu ciąży, poroniła. Przez tę sytuację, przez trzy miesiące pozostawała w depresji, a jej mąż nie miał pojęcia, co robić. Jednak w końcu udało mu się wyprowadzić kobietę z tego stanu. I razem wrócili do normalnego życia, jednak temat dzieci już nigdy więcej nie był poruszony…

Córka Ciemności <3

Opublikowano opowiadania/miniaturki | 2 komentarzy

Randka, informacje, nowe doświadczenia i wszyscy są w szoku cz.II

Ku swojemu zdumieniu kolejny wieczór Severus spędził bardzo sympatycznie. Ginewra była inteligentna i oczytana, Snape był zachwycony, a i ona wydawała się być bardzo zadowolona.
W dniu kiedy Sev wysyłał kolejny list do Ginny, odwiedził go Lucjusz, taszcząc ze sobą dwie wielkie torby.
- Witaj, Severusie. – powiedział, wchodząc do jego gabinetu bez pukania.
- Co tu robisz?
- Hermiona powiedziała mi, że potrzebujesz szat wyjściowych, więc postanowiłem porozmawiać z moim krawcem, aby i tobie uszył. Są fantastyczne, sam zobacz. – powiedział Malfoy, wyjmując je z toreb i kładąc na biurku przed Severusem. – Oczywiście czarne, ale dotknij tego materiału, jest wspaniały.
Snape niewyraźnie podziękował Malfoy’owi.
- Nie mogłem uwierzyć w to, co powiedziała mi Hermiona. Wiesz jakich słów użyła?
- Jakich?
- ”Lucjuszu, twój przyjaciel, Severus, koniecznie potrzebuje nowych szat, wybierz mu coś niesamowitego. Coś co oczaruje moją przyjaciółkę, z którą umówił się na randkę.”
Snape odetchnął.
- Nie powiedziała ci o kogo konkretnie chodzi. To dobrze.
- Nie musiała, sam się domyśliłem, że się zabujałeś w Weasley. Wiesz, Hermiona nie ma innych przyjaciółek. Ma samych przyjaciół-kretynów.
Parę minut później Lucjusz pożegnał się i wyszedł, a Snape poleciał do swojej sypialni, aby przymierzyć szaty. W duchu dziękował, że Lucjusz znał go tak dobrze, żeby wiedzieć, że Sev nie toleruje innych kolorów poza czarnym i że Malfoy posiadał dobry gust.

Kolacja z Ginewrą przebiegała znakomicie do chwili, kiedy panna Weasley postanowiła zadać wyraźnie nurtujące ją pytanie.
- Dlaczego pan to robi?
- Co takiego robię, panno Weasley?
- Najpierw to spotkanie w bibliotece, teraz ta kolacja. Ja nie jestem głupia, proszę pana. Musi istnieć jakiś powód dla którego pan to robi.
- I oczywiście istnieje.
- Mam pana za honorowego człowieka, więc mam tylko nadzieję, że to nie był jakiś głupi zakład z kimś o poderwanie naiwnej Gryfonki, która jest w panu szaleńczo zakochana.
- To nie był zakład. Zaprosiłem panią na kolację, panno Weasley, ponieważ zdałem sobie sprawę z tego, że znaczy pani dla mnie dużo więcej niż jakaś naiwna Gryfonka.
- Słucham? – zapytała zaskoczona.
- Pani inteligencja oraz uroda niesamowicie mnie ujęły. Zainteresowałem się pani osobą. I wiem również, że pani jest zainteresowana moją osobą.
- Skąd ten pomysł?
- Rozmawiałem z pani przyjaciółką.
- Z Hermioną?! Powiedziała panu?! – wykrzyknęła.
- Owszem, lecz proszę się na nią nie złościć. Powiedziała mi, ponieważ ją o to poprosiłem.
- Nie bawi się pan mną? – zapytała cicho.
- Za kogo mnie pani ma, panno Weasley? – prawie się oburzył. – Nie bawię się kobietami i raczej w ogóle nie zwracam na nie uwagi, chyba że pojawia się ktoś wyjątkowo interesujący. Jak się okazuje, to właśnie pani jest taką osobą.
- Cóż, w takim razie, cieszy mnie to, proszę pana.
- Mnie również.
- Jednak mam jedną prośbę.
- Słucham.
- Mam na imię Ginny.
- Severus. – wyszeptał, unosząc kieliszek z winem w geście toastu.

Następnego wieczora wpadł do niego Lucjusz, a sekundę po nim zjawiła się Hermiona, podeszła do Malfoy’a i pocałowała go na powitanie.
- Przepraszam bardzo, ale to jest mój gabinet, a nie miejsce spotkań zakochanych. – wysyczał.
- Nie marudź, Sev. – mruknął Lucjusz, siadając na krześle i ciągnąc na swoje kolana Granger.
- I jak wczoraj poszło? Nie mogłam nic wydusić z Ginny.
- A co panią to obchodzi, panno Granger?
- Pomogłam panu. Beze mnie nic by pan nie zdziałał. Chcę wiedzieć, czy wszystko poszło dobrze.
- Wszystko poszło wyśmienicie. – odparł powoli.
- To wspaniale. – ucieszyła się Granger. – Mówiłam ci, Lu, że jakoś dadzą sobie radę.
- Oczywiście, moja kochana. – odpowiedział, patrząc na dziewczynę z uczuciem, jakiego Severus jeszcze nie widział u przyjaciela. Malfoy nie patrzył tak nawet na swoją żonę. Hermiona przelotnie spojrzała na zegar, wiszący na ścianie i szybko wstała z kolan Malfoy’a.
- Wybaczcie, ale umówiłam się z Harrym, chciał mi powiedzieć coś ważnego.
- Co takiego? – zapytał ostrym głosem Lucjusz.
- Nie wiem, Lu, idę się dopiero dowiedzieć. Nie martw się.
- Nie martwię się.
- No to nie bądź zazdrosny. – zachichotała i poszła.
- Wpadłeś, Malfoy. – odezwał się Severus.
- Tak jak ty, Snape.

Harry siedział na błoniach pod wielkim dębem i czekał na swoją przyjaciółkę. Miał dla niej dwie wiadomości i miał nadzieje, że je zaakceptuje. Wreszcie się pojawiła.
- O czym chciałeś porozmawiać, Harry?
- Mam dla ciebie dwie informacje.
- Dobrą i złą? – zaśmiała się,
- Właściwie to złą i jeszcze gorszą. – odparł poważnie.
- Co się dzieje, Harry?
- Od której wiadomości mam zacząć?
- Od złej. – wyszeptała, patrząc na niego ze strachem.
- Jestem gejem. – wyznał.
- Ohh… Harry, tak bardzo mnie wystraszyłeś. To wcale nie jest zła informacja. Rozumiem to, Harry. Wolisz chłopców, to pewnie dlatego nie układało ci się z Gin.
- Tak, dobrze że to akceptujesz.
- Oczywiście. – uśmiechnęła się szeroko. – A druga informacja?
- Zakochałem się.
- To wspaniale! – zawołała radośnie.
- W Draco Malfoy’u. – dodał.
- O cholera.
- Lepiej bym tego nie ujął. – mruknął.
- Nie zrozum mnie źle, Harry. Cieszę się, że się zakochałeś i nawet nie przeszkadza mi to, że jest to Draco, tylko czy on też czuje to do ciebie?
- Nie mam pojęcia, Hermiono. Ale czuję się tak dobrze, kiedy jest w pobliżu, chciałbym podejść do niego i mu powiedzieć, że go lubię. – Potter uśmiechnął się.
- To zrób to.
- Hermiono, on mnie wyśmieje.
Dziewczyna spojrzała na niego ze zmartwieniem, ale już nic nie powiedziała na ten temat.
- Harry, przepraszam cię, ale obiecałam się z kimś spotkać, więc muszę lecieć, widzimy się później. – no cóż Granger trochę skłamała, nikomu nic nie obiecała, ale musiała jak najszybciej zobaczyć się z Lucjuszem.
Popędziła więc do lochów prosto do gabinetu Snape’a. Weszła do gabinetu, nie pukając i nie czekając na zaproszenie. Miała nadzieję zobaczyć tam Malfoy’a, ale przy biurku siedział tylko Snape.
- Lucjusza już nie ma? – zapytała z rozczarowaniem.
- W łazience. – burknął Snape. Granger zamknęła za sobą drzwi i usiadła na krześle. Severus spojrzał na nią pytająco. – Zamierzasz tu na niego czekać?
- Tak, muszę mu przekazać coś bardzo ważnego.
I w tej chwili do gabinetu wrócił Malfoy.
- O, już jesteś, Hermiono?
- Tak, Lu, ja nie wiem, jak ci to powiedzieć.
- Co mi powiedzieć?
- Ja…
- Potter ci coś zrobił?
- Nie.
- Mam kogoś zabić?
- Nie.
- Jesteś w ciąży?
- Nie.
- A więc zrywasz ze mną?
- Nie.
- Więc o co, do jasnej cholery, chodzi?! – krzyknął Malfoy.
- Harry się zakochał…
- A co mnie to, do diabła, obchodzi? – warknął zirytowany Lucjusz.
- W Draconie. – dokończyła Granger.
- Co? – zapytali jednocześnie Malfoy i Snape, po czym Sev ryknął śmiechem, a Lu stał jak sparaliżowany.
- Potter zakochał się w moim synu?
- Na to wygląda.
- Czy Draco… czuje to samo? – wyszeptał z przerażeniem.
- Tego nie wiem. – powiedziała Hermiona i podeszła do mężczyzny, aby go przytulić. Lucjusz już nic więcej nie powiedział.
Trwali tak chwilę w uścisku, a Sev przyglądał się im, zastanawiając się, czy on będzie mógł tak kiedyś tulić Ginewrę i wtedy totalnie niespodziewanie drzwi do gabinetu Severusa otworzyły się i do pomieszczenia wkroczył Draco, mówiąc.
- Panie profesorze, muszę się spotkać z ojcem, bo… – i właśnie wtedy jego wzrok padł na Hermionę i Lucjusza, wciąż objętych. Draco zamarł w miejscu, Snape szybko podszedł do drzwi i zamknął je. – Co to ma znaczyć? – zapytał chłopak.
- Synu… – zaczął Lucjusz, wyswobadzając się z objęć dziewczyny. – Ja i Hermiona spotykamy się.
- Spotykacie się. – powtórzył.
- Tak.
- Od kiedy to trwa? – z jego ust wyszedł tak chłodny głos, o jaki Sev nigdy by go nie podejrzewał.
- Zaczęło się, kiedy Hermiona zaczęła nam pomagać w odbudowie Malfoy Manor.
- Chcesz powiedzieć, że jesteście razem pół roku i nie powiadomiłeś mnie o tym, że znalazłeś sobie dziewczynę i że jest nią pieprzona Hermiona Granger? – wywarczał.
- Uważaj na język. – skarcił go odruchowo Snape.
- Nie byliśmy pewni twojej reakcji, a poza tym chcieliśmy… – rzucił szybkie spojrzenie Hermionie. – … chcieliśmy się upewnić, że jest to coś poważniejszego.
- Upewniliście się?
- Draco. – odezwała się Granger. – Bardzo kocham twojego ojca.
- A czy on kocha ciebie? – zapytał lekko kpiąco.
- Tak. – powiedział cicho Lucjusz. Odchrząknął i rzekł już głośniej. – Kocham Hermionę.
Draco skinął głową, nie odzywając się.
- Kiedy bezczelnie wtargnąłeś do mojego gabinetu, chciałeś widzieć się z ojcem. – powiedział Severus. – Możecie to załatwić od razu?
- Tak. – odparł Malfoy Jr. – Chciałem ci powiedzieć, że Potter się ciągle na mnie czai. Nie wiem o co mu chodzi, ale wydaje się to bardzo podejrzane.
Lucjusz westchnął głęboko i usiadł ciężko na krześle.
- To może ja to wytłumaczę. – rzekła Granger. Dracon spojrzał na nią. – Otóż, Harry jest gejem.
- A co mnie obchodzi orientacja Pottera? Jaki to ma związek ze mną? – zapytał zdziwiony chłopak, a potem natychmiast zrozumiał. – Nie. – wyszeptał. – Granger, chcesz mi powiedzieć, że podobam się Potter’owi?
- Eee… tak, Harry powiedział mi, że się w tobie eee… zakochał.
- Cudownie. – skwitował z sarkazmem i wyszedł.
- Mam nadzieję, że go nie zabije. – wyszeptała Hermiona.
- Mało prawdopodobne. Draco lubi nowe doświadczenia. – powiedział załamany Lucjusz.

Tymczasem Harry Potter siedział w swoim dormitorium i zawzięcie przeglądał mapę Huncwotów. W pewnej chwili dostrzegł, że Draco Malfoy cały czas kręcił się przy obrazie Grubej Damy. Harry postanowił sprawdzić, czego Ślizgon tutaj szuka. Wyszedł na korytarz niemal wpadając na blondyna.
- Potter! – zawołał Draco. – Wreszcie jesteś! Czekałem na ciebie!
- Na mnie? Ale po co? – zapytał zaskoczony.
- Czemu się dziwisz? Powinieneś raczej być zachwycony. – odparł ze złośliwym uśmiechem.
- Nie rozumiem.
- Zaraz ci wytłumaczę. – rzekł Draco i wpił się w usta Harry’ego.
Wybraniec był w totalnym szoku, dlatego kiedy Draco oderwał swoje usta od jego, Potter zapytał tylko.
- Dlaczego?
- Lubię nowe doświadczenia. – Malfoy wzruszył ramionami, jakby to było coś oczywistego.

Od tej pory w Hogwarcie spotykały się trzy najdziwniejsze pary w całym magicznym społeczeństwie. Hermiona i Lucjusz, Draco i Harry oraz Severus i Ginny. Oczywiście nikt o nich nie wiedział, ale to się miało wkrótce zmienić.

Draco Malfoy miał już serdecznie dosyć. Jego chłopak odkąd tylko byli razem, czyli już od miesiąca ciągle otoczony był przez dziewczyny i chłopców zresztą też. Draco nie mógł już na to patrzeć. Jednak Dean Thomas właśnie przegiął. Właśnie obejmował Harry’ego po przyjacielsku, ale Malfoy’a szlag jasny trafił. Podszedł więc do Pottera złapał go za łokieć i przyciągnął do siebie, całując namiętnie. Wszyscy będący w pobliżu tych dwojga, zamarli w szoku.
- CO TO MA BYĆ?! – ryknął Weasley.
Harry spojrzał na niego lekko zamroczony.
- Co?
- CO?! TY SIĘ PYTASZ CO?! CAŁUJESZ MALFOY’A!!! WŁAŚNIE TO! – wrzeszczał Ron.
- Ahh no więc, ja jestem gejem. – wyjąkał Harry. – A Draco to mój chłopak.
- TWÓJ CHŁOPAK?! – zapiszczał rudy i zemdlał.

Związek Malfoy’a i Pottera przez długi czas stanowił sensację, jednak po jakichś dwóch miesiącach przycichł. Jednak właśnie wtedy pojawił się kolejny skandal.
Severus Snape i Ginewra Weasley na romantycznej kolacji w Hogsmeade! – głosiły nagłówki wszystkich gazet.
Ronald Weasley dostał tę gazetę, kiedy akurat jadł śniadanie. I ta wiadomości prawie go zabiła. Najpierw zakrztusił się sokiem, później dziabnął się widelcem w policzek, bardzo blisko oka, a następnie spadł z ławki, mocno uderzając głową w podłogę, przez co stracił przytomność na dwa dni.
Ten związek podobnie, jak poprzedni był na językach całej magicznej społeczności przez prawie dwa miesiące. Ludzie nie mogli uwierzyć, że piękna młoda dziewczyna związała się ze starym, niezbyt atrakcyjnym i wrednym Mistrzem Eliksirów.
Pół roku po tym wszystkim, Lucjusz Malfoy ogłosił, że po raz drugi zostanie ojcem. A kobietą, która da mu to dziecko jest Hermiona Granger. Prasa oszalała. Czarodzieje i czarownice nie wiedzieli, co o tym myśleć. Pojawiały się nawet pomysły, że Malfoy rzucił na dziewczynę jakąś klątwę. Jednak ona radośnie pojawiła się w miejscach publicznych wraz Lucjuszem. Chodzili razem do sklepów z zabawkami lub sprzętem dla dzieci albo po prostu wybierali się na spacer po Pokątnej. Dwa miesiące później odbył się ich huczny ślub, a po kolejnych siedmiu miesiącach na świat przyszedł Septimus Angelus Malfoy.
Cała szóstka była szczęśliwa, natomiast inni wciąż nie dowierzali w to, co się dzieje. I naturalnie było wielu, którzy chcieli te związki zniszczyć. Na przykład Astoria Greengrass, gdy dowiedziała się, że Draco naprawdę zakochał się w Potterze i nie ma zamiaru go zostawić, wściekła się i wynajęła ludzi, aby zabili Harry’ego, ale na szczęście i jak zwykle Wybraniec przeżył. W związku Severusa i Ginny też przez jakiś czas nie było kolorowo. Molly Weasley szalała ze zdenerwowania i rozpaczy, że stary nietoperz zabrał jej jedyną córkę. Dlatego też często zjawiała się w Hogwarcie, gdzie obydwoje zamieszkali i robiła awantury Snape’owi. Jednak najgorzej mieli Hermiona i Lucjusz. Ron Weasley nie mógł się otrząsnąć po tym, że jego najlepsza przyjaciółką i również dziewczyna, którą potajemnie kochał, wybrała arystokratę. Przez jego zazdrość i wściekłość syn państwa Malfoy niemal zginął, a Ron spędził 8 lat w Azkabanie. Jednak po wielu trudnościach, jakie na swojej drodze miały te trzy pary, w końcu udało im się, wyszli na prostą drogę i wreszcie byli szczęśliwi.

 

Córka Ciemności <3

Opublikowano opowiadania/miniaturki | 2 komentarzy

Wściekły, w poszukiwaniu i zakochany cz.I

Część I

- Potter, czy mógłbyś łaskawie myśleć, kiedy coś robisz i dla odmiany nie próbował wysadzić całej sali w powietrze? – wysyczał Snape, na co Harry zarumienił się i spuścił głowę.

- To samo tyczy się ciebie, Weasley. Przestań gapić się maślanym wzrokiem na pannę Brown i skup się! – wrzasnął. – A ty, Granger, zwiąż te kłaki, bo jeśli któryś wpadnie do eliksiru to osobiści ogolę ci ten pusty łeb!
Severus Snape dzisiejszego dnia był w naprawdę paskudnym nastroju. A to wszystko przez tego przeklętego starucha… ekhem… to znaczy przez Dumbledore’a, który o w pół do piątej rano wpadł do komnat Mistrza Eliksirów, wyciągnął go z łóżka i zrobił wykład o tym, że Severus powinien znaleźć sobie kobietę.
- Malfoy, nie zachowuj się, jak ogarnięty pożądaniem szympans i wyjmij swoją rękę spod spódniczki panny Parkinson. – wysyczał Snape z radością obserwując rumieniem na twarzy blondyna.
Gryfoni byli w szoku. Facet musiał być naprawdę wściekły skoro wyżywał się nawet na Ślizgonach. Potter zagapił się na Malfoy’a, który starał się zignorować ten komentarz swojego opiekuna.
- Na co się gapisz, Potter? – warknął tuż obok niego Snape.
- Ja…
- I ty masz być tym wielkim Chłopcem, który przeżył? Nawet nie umiesz sklecić jednego zdania. Gryffindor traci 10 punktów. A ty Potter, zamiast wgapiać się w Dracona, jak w obrazek, zacznij w końcu pracować nad eliksirem! – ryknął, a Harry podskoczył przerażony, na co Ślizgoni wybuchli śmiechem. – 10 punktów od Slytherinu. Pozwolił wam ktoś wydać z siebie jakikolwiek dźwięk?
Kiedy w końcu zadzwonił dzwonek, uczniowie czym prędzej zwiali z klasy.
- On oszalał! – zawołał Ron, idąc z Harrym i Hermioną na lekcję transumtacji.
- Co go dzisiaj ugryzło? – zastanawiał się Potter. – Nigdy nie była aż tak podły.
- Oh, przestańcie. Każdy może mieć gorszy dzień. – westchnęła Granger.
- I znowu to samo! Znów go bronisz! – krzykną Weasley.
- Wcale go nie bronię. Staram się wam wytłumaczyć, głąby, że każdy może być w gorszym nastroju.
- Ciekawe tylko, że tłumaczysz nam to tylko, kiedy narzekamy na Snape’a. – odparł rudowłosy.
- Odwal się, Ron. – warknęła Hermiona i weszła do sali transmutacji. Specjalnie usiadła w pierwszej ławce, bo wiedziała, że chłopaki wybiorą miejsca gdzieś na tyłach pomieszczenia.
Wszyscy już kilka minut czekali na McGonagall, lecz ta się nie pojawiła, zamiast niej przyszedł Snape.
- Wasza ukochana pani profesor jest w Ministerstwie i niestety nie mogła dotrzeć tutaj na czas, dlatego macie zastępstwo ze mną.
Przez klasę przeszedł wspólny pomrul.
- CISZA! – ryknął Severus. – Granger. Nie mógłbym nie zauważyć twojej szopy zasłaniającej wszystko. Dlaczego nie siedzisz wraz z przyjaciółmi? Czyżbyś doszła do tego, że są dla ciebie za głupi?
- Dokładnie tak, profesorze Snape, mimo to wolałabym, aby ich pan nie obrażał. – odpowiedziała, szokując tym wszystkich, Hermiona Granger nigdy w ten sposób nie zwracała się do nauczyciela.
- Natomiast ja wolałbym, abyś okazała mi szacunek. – wysyczał. – I będziesz mieć do tego okazję na dzisiejszym szlabanie. Otwórzcie książki na stronie 34, przeczytajcie ten rozdział i zróbcie notatkę. 5 minut przed końcem lekcji będę to sprawdzać. – warknął i usiadł na biurkiem, zdenerwowanym spojrzeniem, obrzucając całą klasę.

W Wielkiej Sali trwała właśnie kolacja, Hermiona siedziała przy stole z Ginny, kiedy podszedł do niej Snape.
- Chcę cię widzieć za 10 minut w moim gabinecie, Granger. – warknął i opuścił pomieszczenie.
Panna Weasley spojrzała ze zdziwieniem na swoją przyjaciółkę.
- Szlaban. – odparła krótko i również ruszyła do wyjścia. Dojście do lochów zajęło jej niecałe 10 minut, co oznaczało, że na szczęście się nie spóźniła. Zapukała do drzwi.
- Wejść.
Severus siedział za swoim biurkiem i przeglądał jakieś papiery, za pewne prace domowe Zerknął na nią, kiedy zamknęła za sobą drzwi.
- Siadaj. Na twoje szczęście kociołki szoruje już ktoś inny, więc zostało ci sprawdzanie tych wypocin drugiego rocznika. – rzucił jej plik kartek. – Mniemam, że sobie z tym poradzisz.
- Tak jest, panie profesorze. Od początku szkoły sprawdzam wypracowania Harry’ego i Rona.
Snape rzucił jej znudzone spojrzenie sam zajął się sprawdzaniem pozostałych prac.
Jakąś godzinę później, kiedy Severus pisał złośliwy komentarz pod jednym z esejów, Hermiona zawołała.
- Co za idiota to napisał! Przecież to… ohh! UGH! – niemal zaczęła warczeć, po czym napisała wielką literę ‘’T’’ na wypracowaniu.
- Czyżby pan Anthony Perks znów dostał trolla? – zapytał Snape, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że tylko ten chłopak potrafił pisać takie bzdury.
- A żeby pan wiedział. – odparła Granger. – Jak można pomylić Eliksir Słodkiego Snu z Eliksirem Orzeźwienia? Poza tym wszystkie składniki są pomieszane! Gdyby próbował coś takiego uwarzyć to nie dość, że wysadziłby pół szkoły w powietrze, to drugie pół zostałoby zainfekowane śluzem! Czy ten chłopak w ogóle nie myśli? – denerwowała się Hermiona.
Kiedy Severus czytał pierwszy esej tego ucznia, pomyślał dokładnie to samo.
- Wątpię, panno Granger. Większość z was nie używa swoich mózgów podczas warzenia eliksirów, nie zdajecie sobie sprawy z tego, co może się wydarzyć, jeśli pomylicie choć jeden składnik.
- To dlatego zawsze jest pan taki zły na nas, jak coś jest nie tak z eliksirem. Przecież gdyby coś stało się z salą, albo któremuś uczniowi, cała odpowiedzialność spada na pana. – powiedziała cicho. Severus milczał przez chwilę. Ta dziewczyna była inteligentna, szkoda że zadawała się z Potterem i Weasleyem.
- Dokładnie, panno Granger.
- Oni wszyscy się pana czepiając, a pan tylko stara się, aby nic nie zagrażało ich życiu. Tak samo, jak w trakcie wojny.
- Pani szlaban właśnie się skończył.
- Jest pan dobrym człowiekiem, tylko ukrywa się pan pod maską potwora bez serca. Teraz rozumiem, o czym mówił Lu. – wyszeptała.
- Lu? – zapytał niezrozumiale.
- Lucjusz. – wyjaśniła.
- Dlaczego rozmawiała pani z Lucjuszem Malfoyem na mój temat, panno Granger?
- Cóż, ja i Lucjusz rozmawiamy na wiele tematów. Kiedyś rozmawialiśmy o wojnie i tak doszliśmy do pana.
- Przepraszam, panno Granger, ale wciąż nie rozumiem, dlaczego w ogóle pani rozmawia z Lucjuszem Malfoyem?
- Ohh… no wie pan, w trakcie wojny Lu stracił żonę, jego dwór był też dość zniszczony, więc Dumbledore przydzielił mnie tam do pomocy. Poznałam Lucjusza dużo lepiej i no…. hmm… zaczęliśmy się spotykać.
- Spotyka się pani z Lucjuszem Malfoyem? – Severus nie mógł wyjść z szoku, jaki go ogarnął.
- No tak. Tylko byłabym wdzięczna, gdyby nikomu pan o tym nie mówił.
- Naturalnie. – odpowiedział cicho.
- To teraz skoro ja znam pana tajemnicę, a pan moją, to może jednak zostanę i pomogę panu skończyć sprawdzać te eseje?
- Niech tak będzie.

Mijały tygodnie, a Severus uznał, że ten cholerny drops… eee… to znaczy Dumbledore oczywiście chyba miał rację i faktycznie nadszedł czas, aby Snape znalazł sobie kobietę. Skoro Malfoy po śmierci swojej żony tak szybko zainteresował się inną, to był znak dla Severusa, że on też powinien kogoś poszukać. Siedział akurat w Wielkiej Sali i obserwował wszystkie kobiety i odrzucał je, jako kandydatki na stanowisko jego żony, oczywiście odpowiednio argumentując owe dyskwalifikacje.
Minerwa – za sztywna.
Pomona – zdecydowanie Severus nie zniósłby tego brudu na jej szatach.
Rolanda – zbyt brutalna.
Septima – w jej oczach było coś czego, co Snape’a po prostu przerażało, chociaż nigdy się do tego nie przyznał.
Aurora – całkiem ładna, ale Severusa nigdy nie interesowała astronomia.
Poppy – zbyt opiekuńcza i niezbyt atrakcyjna.
Sybilla – Merlinie chroń!
I tak Sev odrzucił wszystkie nauczycielki. Jego wzrok więc powędrował na stół Hufflepuff’u, jednak szybko odrzucił ten pomysł. Spojrzał na stół Ravenclaw i szybko przeniósł wzrok na Ślizgonki i równie szybko odrzucił ten pomysł, gdy spojrzał na Pansy Parkinson. Spojrzał więc na Gryfonki, lecz i tam nie dostrzegł nikogo interesującego, poza Granger, lecz ta była już zajęta. Sev westchnął, sięgając po szklankę z sokiem dyniowym i wtedy do Wielkiej Sali weszła najpiękniejsza istota, jaką Severus kiedykolwiek widział. Nie miała na sobie typowych dla czarodziejów szat, o nie…
Była ubrana w białą koszulę wpuszczoną do kolorowej spódniczki, całość uzupełniały różowe szpilki.

na codzień xD

I kiedy Severus stwierdził, że właśnie się zakochał, dokładniej przyjrzał się kobiecie i z przerażeniem zauważył, że jest to…

Ginny miała serdecznie dość tego, jak Harry ją traktuje. Najpierw mówi, że chce z nią być, a nie poświęca jej nawet chwili w ciągu całego dnia, bo zajęty jest obserwowaniem Malfoy’a.
Panna Weasley postanowiła więc, że zakończy ten idiotyczny związek i zrobi z to największą klasą na jaką ją stać. Dlatego tego dnia na obiad postanowiła nieco się spóźnić i zrobić tak zwane Wejście Smoka. Pięknie się ubrała, umalowała i dobrze rozczesała swoje długie, rude włosy, po czym opuściła dormitorium i ruszyła do Wielkiej Sali, gdzie za pewne byli już wszyscy. Z prostymi plecami i dumnie uniesioną głową wkroczyła do pomieszczenia i seksownie poruszając biodrami podeszła do Harry’ego Potter’a.
- Ginny. – wykrztusił Wybraniec. – Wyglądasz… wyglądasz… ja…
- To koniec, Harry Potterze.
- K-koniec? – wyjąkał.
- Spójrz, co straciłeś. I niech ci się to śni po nocach. – wyszeptała i okręciła się na pięcie, opuszczając Wielką Salą, a przebywających tam ludzi pozostawiając w głębokim szoku i jednocześnie zachwycie.
Chłopcy przy stole Slytherinu, patrzyli za nią tęsknym wzrokiem, część Puchonów niemal pospadała z ławek, wyglądając z dziewczyną. Natomiast Wybraniec wstał z ławki i z szokiem wpatrywał się w drzwi, za którymi zniknęła jego już była dziewczyna.

- Kurwa jego mać. – wyszeptał Severus, czując jak coś w jego spodniach budzi się do życia i porzucając wszelkie pozory normalności, wybiegł z sali.

Mijały kolejne tygodnie i Snape nie mógł pozbyć się tego okropnego łaskotanie w brzuchu, kiedy widział pannę Weasley. Do tego rumienił się niemal za każdym razem, kiedy coś mówiła na jego lekcjach, gdyż od razu widział w tym, jakiś podtekst. Na wszystkich Bogów! Przecież był dorosłym mężczyzną. Dlaczego więc zachowywał się jak napalony nastolatek?
W końcu Sev stwierdził, że czas zacząć działać. Ona mu się podobała. Co z tego, że był od niej straszy o jakieś 20 lat. Lucjusz był starszy od Hermiony o 25 lat, a i tak są razem.
Wziął kawałek pergaminu i szybko napisał.

Do mnie, Granger!
S.S

Po czym machnął różdżką i karteczka zniknęła.
10 minut później do jego gabinetu wpadła zdyszana Hermiona.
- Wzywał mnie pan? – wysapała.
- Tak. Zamknij za sobą drzwi i siadaj.
Szybko wykonała jego polecenie nadal ciężko oddychając. Skrzywił się i machnął różdżką, a przed dziewczyną pojawiła się szklanka z wodą. Granger szybko ją złapała i wypiła wszystko na raz.
- Co się stało, proszę pana?
Severus odchrząknął.
- A więc chodzi o to… chodzi o to, że…
- Tak, panie profesorze?
- Potrzebujętwojejrady. – powiedział bez jakiejkolwiek przerwy między słowami. Hermiona przyzwyczajona do niewyraźnej wymowy (zwłaszcza jeśli chodzi o Rona i jego usta pełne jedzenia), zmarszczyła brwi i zapytała.
- W jakiej sprawie?
- Chcę wiedzieć, co zrobiłaś, że Lucjusz się tobą zainteresował.
- Jeśli oskarża mnie pan o podanie mu jakiegoś eliksiru bądź rzucenie klątwy to jestem panem głęboko rozczarowana. I od razu mówię, że nie potrzebuję takich rzeczy, aby przekonać do siebie mężczyznę. – oburzyła się.
- Nie o to mi chodziło. Co konkretnie robiłaś, że Lucjusz zwrócił na ciebie uwagę?
- Ohh… No cóż, na początku go tylko denerwowałam. Zwykle podczas naszych kłótni, poruszaliśmy dość ważne kwestie. Wie pan, jak to jest, w nerwach często krzyczy się, rzeczy, które chciałoby się ukryć. Więc w ten sposób szybko i dość dobrze poznaliśmy się. Później kiedy nasze eee.. temperamenty nieco się ostudziły, siadaliśmy razem w bibliotece i piliśmy herbatę korzenną, rozmawiając o różnych rzeczach. Kiedyś zamieniliśmy herbatę na wino i trochę nas poniosło. Myślałam, że po tamtym wieczorze Lucjusz nie będzie chciał mnie więcej widzieć i pogodziłam się z tym, mimo to, że go kochałam, jednak on najwyraźniej musiał też coś do mnie czuć, skoro przysłał mi bukiet czerwonych róż. Po tamtym wydarzeniu zaczęliśmy się regularnie spotykać. Jesteśmy razem już pół roku, ale nie chcemy, aby inni się dowiedzieli. Draco mógłby mnie nie zaakceptować, jako dziewczynę swojego ojca, a Harry i Ron prawdopodobnie nie odezwaliby się do mnie do końca życia.
- Rozumiem. – odparł Severus.
- A dlaczego pan o to pyta, jeśli mogę wiedzieć?
Sev zawahał się, ale ta dziewczyna była inteligentna, więc postanowił jej powiedzieć. Najwyżej uzna go za wariata i kretyna.
- A dochowasz tajemnicy?
- Przysięgam.
- Jest pewna kobieta, którą jestem zainteresowany.
- Jest młodsza. – stwierdziła Granger.
- Tak, jest między nami 20 lat różnicy.
- Jest rok młodsza ode mnie.
- Skąd wiesz? – zapytał zaskoczony.
- Bo między mną, a panem jest 21 lat różnicy. Lucjusz kiedyś zdradził mi pana wiek.
- Cholerny Lucjusz. Czy on ci mówi o wszystkim, co ze mną związane? – burknął Snape.
- Tylko o niektórych rzeczach. – odparła wesoło. – Więc podoba się panu jakaś uczennica, tak? – zapytała, chcąc wrócić do tematu.
- Tak. – warknął.
- Z tego co wyczytałam w regulaminie szkoły, jeśli dyrektor placówki wyrazi zgodę na związek profesora i ucznia, wszystko jest w porządku. Jeśli jednak dyrektor nic o tym nie wie, uczeń jest wyrzucony ze szkoły w trybie natychmiastowym, a nauczyciel dostaje zwolnienie dyscyplinarne.
- Zgadza się. – potwierdził Severus.
- No to z czym ma pan problem?
- Nie wiem, czy ona jest zainteresowana.
- No to niech pan zapyta.
- Nie chcę wyjść na ogarniętego hormonami nastolatka. – wysyczał.
- Mam ją podpytać?
- Byłbym wdzięczny.
- Mogę to dla pana zrobić, ale musi mi pan zdradzić kto to jest.
- O nie, nie ma mowy, żeby, ci o tym powiedział.
- Ale dlaczego?
- Bo mnie wyśmiejesz, to po pierwsze. Po drugie polecisz do niej i jej o tym powiesz, a po trzecie opowiesz o tym całemu światu i wyjdę na totalnego kretyna.
- Niech mi pan zaufa, proszę. Ja panu zaufałam, opowiadając o mnie i o Lucjuszu.
- Iniłelej. – wymamrotał.
- Może pan powtórzyć? Nie dosłyszałam.
- Ginny Weasley. – powiedział wyraźnie. Hermiona spojrzała na niego najpierw z niedowierzaniem, a później z bezkresną radością.
- Naprawdę?! – zapiszczała.
- Tak.
- No to muszę panu powiedzieć, że nie będą z nią rozmawiać o panu.
- Ale miałaś ją podpytać. – warknął.
- Ale nie muszę, bo doskonale wiem, że ona jest w panu totalnie zadurzona.
- Słucham? – zdziwił się.
- Cały czas o panu mówi.
- Co mówi?
- Że uwielbia pana głos i zakochała się w pańskich oczach. Ostatnio marzyła o tym, aby wpleść swoją dłoń w pańskie włosy. Ona pana kocha, a pan ją! Fantastycznie! Musi pan jak najszybciej działać! – zawołała, a Sev patrzył na nią totalnie zaszokowany.
- Co niby mam zrobić?
- Wyśle jej pan list, zapraszając na kolację. W sobotę za dwa tygodnie jest wyjście do Hogsmeade, więc właściwie nikogo nie będzie w zamku. Zaprosi ją pan do swoich komnat na kolację! Ale wcześniej zaproponuje pan spotkanie w bibliotece. Jest tam sporo stolików, które raczej nie są użytkowane przez uczniów, ponieważ są w dalszej części biblioteki i rzadko kiedy ktoś się tam zapuszcza. Będzie tam cisza i spokój, więc będzie pan mógł tam porozmawiać z nią na każdy temat. Proszę dać mi pióro i pergamin.
- Po co ci to?
- Napiszę panu te listy, bo jak pan zrobi to sam, będzie to wyglądało jak wezwanie do sądu. – zaśmiała się.
- Granger, nie pozwalaj sobie. – powiedział, ale podaj jej to o co prosiła. Zaczęła pisać, jednocześnie mówiąc na głos i jakby oczekując, że Sev się z czymś nie zgodzi.
- Chciałbym z panią porozmawiać, panno Weasley. Spotkajmy się jutrzejszego wieczora w bibliotece.
O godzinie 19.00 będę czekał na panią przy ostatnim stoliku po lewej stronie za regałem z książkami o eliksirach.
Severus
Snape skinął głową wyrażając swoją aprobatę.
- I ten list wyśle pan dzisiaj. Ma pan sowę? – upewniła się.
- Tak. – westchnął.
- To teraz drugi. Ehmm… no może tak…
Panno Weasley,
Byłem bardzo rad mogąc z panią porozmawiać ostatnim razem, dlatego też chciałbym prosić o spotkanie w najbliższą sobotę, kiedy jest wyjście do Hogsmeade.
Zapraszam na kolację w moich komnatach. Godzina 18.00
Severus

Snape kolejny raz skinął głową.
- Ten list wyśle pan w sobotę poprzedzającą wyjście do Hogsmeade.
- Dobrze.
- Ma pan inne szaty?
- A co złego jest w tych?
- Nie pasują na romantyczną kolację.
- Nie obchodzi mnie to.
- Przyślę do pana Lucjusza z odpowiednimi szatami.
- Granger. – warknął, ale dziewczyna zdążyła uciec z jego gabinetu.

Córka Ciemności <3

Opublikowano opowiadania/miniaturki | 2 komentarzy

Mroczne chwile.

Mroczne chwile w moim życiu nastały, które radość i uśmiech zabrały.
Chciałam z tym walczyć, bitwę jakąś stoczyć, lecz nie mogłam, gdyż nakazano mi w ciemności kroczyć.
Szczęście bezlitośnie mi odebrano, a w zamian smutek, żal i cierpienie ofiarowano.
Wysysa to powoli mą duszę, więc chcę krzyczeć! Ale nie mogę, bo od środka już się kruszę.
W nałogi zaczynam popadać, alkohol od rana ze sklepu wykradać
Papieros już na zawsze w mych ustach zagościł, a gdy powiesz ”dzień dobry”, nie odpowiem nawet Jego Królewskiej Mości.
Dobre dni już dawno się skończyły, w starych zegarach ponure godziny wybiły.
Z niecierpliwością na koniec życia czekam, wreszcie zdecydowałam, że już nigdzie nie uciekam.

Córka Ciemności <3

Opublikowano opowiadania/miniaturki | Skomentuj

Połączone dusze.

- To niemożliwe. – wyszeptała, wpatrując się w jego błękitne oczy z nadzieją.
- Przykro mi, Hermiono.
- Nie możesz tego zrobić! – wrzasnęła.
- Skarbie, ale to już się dzieje.
Młoda kobieta zaczęła szlochać, wtulając się w pierś mężczyzny.
- Draco. – wychlipiała. – Nie możesz mnie zostawić. Nie poradzę sobie bez ciebie.
- Zawsze dawałaś radę, kochanie. Tak będzie i tym razem. – starał się ją pocieszyć, choć jemu też było bardzo trudno. Kilka miesięcy temu dowiedział się, że jest poważnie chory, a dzisiaj lekarz powiedział mu, że zostało mu nie więcej niż miesiąc życia.
- Nie wyobrażam sobie życia bez ciebie, Draco. – szepnęła.
- Musisz mi obiecać, że po mojej śmierci pozbierasz się i będziesz szczęśliwa.
- Nie mogę ci tego obiecać.
- Musisz, Hermiono. Proszę. obiecaj, że będziesz żyć dalej i zrobisz wszystko, aby być szczęśliwa.
- Zrobię wszystko, aby być szczęśliwa. – powtórzyła, całując go delikatnie w usta.

2 dni później

- Ja pierdole. – rzekł Blaise Zabini, kiedy usłyszał od swojego przyjaciela najnowsze wieści.
- Dobre podsumowanie. – odparł Draco.

- I co teraz, stary? Nie da się nic zrobić?
Malfoy pokręcił głową.
- A pieniądze?
- Rzuciłem lekarzowi na biurko 10 000 galeonów, nie przyjął ich. Nic nie można zrobić, Diable. To koniec.
- Powiedziałeś Hermionie?
- Tak.
- Jak się trzyma?
- Próbuje być twarda, ale w nocy kiedy myśli, że śpię, płacze w poduszkę.
Zabini nie odzywał się.
- Obiecaj mi, Blaise, że zrobisz wszystko, co w twojej mocy, żeby jej pomóc się pozbierać. Słyszysz? Obiecaj mi.
- Przecież wiesz, że to zrobię, nawet bez tych obietnic. Polubiłem ją, Smoku. Polubiłem ją w chwili, kiedy w siódmej klasie na oczach wszystkich uczniów i nauczycieli strzeliła ci w mordę. Widziałem wtedy szok na twojej twarzy, a w twoich oczach zobaczyłem determinację. Już wtedy wiedziałem, że jej nie odpuścisz.
- I miałeś rację.
- Tak, zaciągnąłeś ją przed ołtarz.
- Sama tego chciała! – zaśmiał się Draco.
- Będzie mi tego brakowało. – odezwał się Blaise, kiedy już spoważnieli.
Malfoy uniósł brew w pytającym geście.
- Naszych rozmów przy szklance Ognistej. – mruknął, unosząc prawą rękę ze szklanką alkoholu. – I ciebie, Smoku. Jesteś moim jedynym prawdziwym przyjacielem.
- Tylko się nie rozbecz. – burknął Draco.
Zabini uśmiechnął się lekko.

Mijały tygodnie, a Draco był coraz słabszy. Tego dnia nie był w stanie wyjść z łóżka, więc leżał z przymkniętymi oczami, a obok niego siedziała Hermiona.
W pewnym momencie rozległo się pukanie do drzwi.
- Pójdę otworzyć, dobrze Draco?
Skinął lekko głową.
Hermiona opuściła pokój, a z jej oczu od razu popłynęły łzy. Ignorując to, poszła do holu i otworzyła drzwi wejściowe. Zobaczyła tam Blaise’a.
- Hermiona?- zapytał, przyglądając jej się badawczo. – Czy on…
Chciał zapytać, czy Draco już zmarł, ale te słowa nie mogły przejść mu przez gardło. Odetchnął z ulgą, kiedy kobieta pokręciła przecząco głową. Wszedł do holu i zamknął za sobą drzwi.
- Ja już nie mogę, Blaise. – usłyszał szept. – On czuje się coraz gorzej. Dzisiaj nawet nie wstał z łóżka.
- Spokojnie, Draco jest silny, on… – nie wiedział, co ma powiedzieć, nie miał pojęcia, jak ją pocieszyć.
- Idź do niego, ja zrobię herbaty.
Skinął głową. Wiedział, że herbata jest tylko wymówką, aby się ogarnąć. Nie chciała, żeby Draco w ostatnich dniach swojego życia widział ją płaczącą.
Blaise siedział przy łóżku Dracona i wspominał wszystkie przypałowe sytuacje, w których uczestniczyli. Malfoy uśmiechał się i rzucał od czasu do czasu jakiś komentarz swoim zachrypnięty głosem. Po jakiś 15 minutach do sypialni weszła Hermiona z kubkami z herbatą.
- O czym rozmawiacie?
- Właśnie przypomniałem Smokowi, jak pierwszy raz wypolerowałaś mu twarz.
- Powiedziałeś to tak, jakbym go cały czas biła.
- Prawie tak było.
- Nieprawda. Uderzyłam go tylko dwa razy. – zaprotestowała z delikatnym rozbawieniem.
- Tak właściwie to cztery. – wtrącił Draco.
- O proszę! – wykrzyknął Blaise. – Jaka agresywna.
- Jakie cztery? Pierwszy raz uderzyłam cię w trzej klasie, a drugi raz w siódmej.
- Tak, później uderzyłaś mnie w pociągu z Hogwartu za to, że obrażałem Rudą.
- To moja przyjaciółka, broniłam ją.
- A czwarty raz dostałem, kiedy się spóźniłem na kolację z twoimi rodzicami.
- Tak i tego dnia wcześniej widziałam cię w restauracji z Astorią Greengrass. Myślałam, że mnie zdradzasz.
- Nigdy bym cię nie zdradził.
- Teraz to wiem. – szepnęła. Draco uśmiechnął się i chciał coś powiedzieć, ale nagle złapał go kaszel. Hermiona szybko złapała go za rękę i pociągnęła do pozycji siedzącej, a następnie zaczęła go głaskać po plecach. Draco wyciągnął rękę po chusteczki, stojące na szafce, więc Blaise szybko mu je podał. Malfoy przystawił chusteczkę do ust i kaszlał jeszcze przez jakiś czas. Nim Draco zgniótł papier w ręce, Zabini zdążył dostrzec na nim szkarłatne plamy, zostawione przez krew.
- Już nic nie mów, Draco. Musisz leżeć i odpoczywać. – powiedziała Hermiona, poprawiając mu poduszkę pod głową.
- Przykro mi, Blaise. – wyszeptał Malfoy.
- Nie ma sprawy, stary. Kiedyś będziemy mieć całą wieczność na gadanie.
- Racja, spotkamy się w piekle. – uśmiechnął się słabo. Zabini wyszedł, a Hermiona odprowadziła go do drzwi. Nim jednak wyszedł, kobieta objęła go mocno. Odwzajemnił uścisk.
- Przyjdę jutro. – oznajmił i opuścił dom Malfoy’ów.
Tymczasem Hermiona wróciła do sypialni i położyła się na łóżku obok Dracona, przytulając się do niego.
- Nie jestem z porcelany. – warknął Malfoy. – Przysuń się.
Miona uśmiechnęła się pod nosem. Nawet teraz, na łożu śmierci, wciąż pragnął jej bliskości.
Po jakiejś godzinie, Malfoy usłyszał miarowy oddech, co oznaczało, że Hermiona usnęła. Draco z trudem podniósł ręke, aby ogarnąć kosmyk włosów z jej twarzy i przyglądając się jej, wyszeptał.
- Jesteś najlepszym, co mogło mnie spotkać. I umierać ze świadomością, że jest się przez kogoś kochanym jest wspaniałe. Zwłaszcza, że tym kimś jesteś właśnie ty, Hermiono Malfoy. Uczyniłaś mnie lepszym człowiekiem, zdolnym do uczuć. Dlatego kocham cię, Hermiono, kocham cię jak stąd do księżyca i spowrotem.
Draco zamilkł i wpatrywał się w twarz swojej ukochanej do chwili, kiedy jego oddech ustał, a oczy zamknęły sę.
W tej samej chwili Hermiona podniosła się gwałtownie.
- Ja też cię kocham, Draco. – wyszeptała, jakby w odpowiedzi na jego słowa. Następnie spojrzała na niego z uśmiechem i położyła dłoń na jego sercu i wtedy spadło na nią przerażenie. Nie czuła bicia jego serca. Machnęła różdżką, zapalając światło. Uklękła przy nim i zaczęła uciekać jego klatkę piersiową.
- Obudź się, proszę, obudź się. – mamrotała z mokrą od łez twarzą.
Po 30 minutach, kiedy nie miała już sił, aby cokolwiek zrobić, a jego serce nie zaczęło na nowo bić. Zsunęła się z łóżka i klęcząc na zimnej podłodze płakała i krzyczała, wyrażając tym samym swoje cierpienie.
W takim stanie zastał ją Blaise, który przyszedł ich odwiedzić. Pukał przez dłuższy czas do drzwi, a kiedy nikt mu nie otwierał, nacisnął klamkę i po prostu wszedł do środka. Od razu udał się do sypialni i zamarł w pół kroku, kiedy zobaczył Dracona, leżącego na łóżku i całą we łzach Hermionę, siedzącą na podłodzę.
Już wiedział, co się stało. Podbiegł do Hermiony i objął ją. Potrzebowała wsparcia, wiedział o tym. Tulił ją przez minuty, może godziny, a ona wciąż płakała. W pewnym momencie usnęła z wyczerpania. Blaise postanowił położyć ją gdzieś. Jednak pomysł, aby kłaść ją w łóżku obok martwego męża nie wydawał mu się najlepszy, dlatego wziął ją na ręce i zaniósł do salonu, gdzie położył ją na kanapie. Następnie wrócił do pokoju i usiadł na łóżku obok przyjaciela.
- Wiedziałeś, że wczorajsze spotkanie było pożegnaniem. – wyszeptał.
Zamknął oczy i westchnął głośno. Następnie wysłał patronusa do Potter’a, Weasley’a i do swojej żony, Pansy. Patronus miał przekazać tylko trzy słowa. „Draco nie żyje.”
10 minut później Harry, Ron i Pansy stali w domu Malfoy’ów, patrząc na ciało Dracona.
- Nigdy cię nie lubiłem, Malfoy, ale Hermiona cię kochała, a to zaakceptować musiałem, dlatego… no cóż przykro mi. – odezwał się Potter.
- Nie byłeś taki zły, Malfoy. – wymamrotał Weasley.
- Do zobaczenia, Draco. – powiedziała zapłakanym głosem żona Blaise’a.
- Co z Hermiona?
- Śpi w salonie. Bardzo długo płakała. – wyjaśnił Zabini. – Myślę, że ona nie może teraz być sama.
- Zostanę z nią. – odparł Harry.
- Ja pojadę do Nory, powiem rodzicom o tym, później wrócę i cię zmienię. – dodał Ronald.
- My zorganizujemy wszystko, co związane z pogrzebem. – rzekł Blaise.

3 dni później
Blaise, Pansy, Harry, Ron i Hermiona oraz masę innych osób, ubranych głównie w ciemne kolory stało w starej kaplicy, słuchając słów proboszcza. Wielu z obecnych tu osób pamiętał to miejsce i tego księdza, ponieważ właśnie w tym kościółku Hermiona i Draco wzięli ślub i dokładnie ten sam kapłan udzielał tego ślubu. A dzisiaj prowadził on ceremonię pogrzebową. Harry i Ron ze smutkiem wpatrywali się w Hermionę, Pansy cicho łkała, stojąc obok Blaise’a, który miał zamknięte oczy i spuszczoną głowę. Natomiast Hermiona przez całą mszę stała przy zamkniętej trumnie, trzymając na niej dłoń, po jej policzkach cały czas płynęły łzy.
Jednak najgorzej było na cmentarzu, kiedy ksiądz nakazał spuszczenie trumny w dół. Potter musiał mocno trzymać Hermionę, gdyż wyrywała się i krzyczała, była gotowa skoczyć za trumną.
Ronlad już nie mógł wytrzymać tego, jak Hermiona cierpiała, nie ukrywał łez, które cisnęły mu się do oczu. Harry ściskał ją mocno, szepcząc uspokajające słowa. Pansy mocno trzymała dłoń swojego męża. Obydwoje obserwowali zachowanie żony ich przyjaciela.
Hermiona czuła ból, tęsknotę. Nie mogła pogodzić się z tym, że od tej chwili jest sama. Nie chciała, aby Draco odchodził, nie mogła pozwolić na żeby go zabrali. Więc nadepnęła Harry’ego na stopę i wyrwała mu się, niemal rzuciła się na jednego z ministrantów, kiedy wpadła na Zabiniego, który szybko zagrodził jej drogę. Złapał ją mocno za nadgarstki i zmusił, aby spojrzała mu w oczy.
- Pozwól mu odejść. – wyszeptał.
Chciała się wyrwać, więc powtórzył.
- Pozwól mu odejść.
Blaise oczekiwał, że dalej będzie z nim walczyć, ale nie robiła tego. Zamiast tego oparła się o niego, szlochając. Blaise przytulił ją. Obydwoje tego w tej chwili potrzebowali. Wsparcia i pocieszenia.

2 i pół tygodnia później

- Co u niej? – zapytała Pansy swojego męża, który właśnie wrócił do domu.
- Boję się, że ona się nie pozbiera, Pan.
Kobieta westchnęła.
- Obiecałem mu, że pomogę się jej pozbierać po jego śmierci, ale nie mam już pojęcia, co robić.
- Ona jest silna. Musimy mieć nadzieję, że się pozbiera.
- Minęło 17 dni od pogrzebu Draco, a ona nawet nie wstaje z łóżka.
- Dajmy jej jeszcze trochę czasu. Kto z nią teraz jest?
- Potter.
Pansy pokiwała głową.
- To dobrze. Ona potrzebuje teraz przyjaciół, Blaise.

2 dni później
- Wynoś się stąd! – Zabini wszedł do domu Hermiony i od razu usłyszał wrzaski. Podbiegł do sypialni i zobaczył, jak kobieta boję Ronalda Weasley’a po torsie i krzyczy. – Wynoś się z naszego domu! Nie chcę cię widzieć! Draco miał rację! Jesteś kretynem! Wyjdź!
Blaise podszedł do kobiety i złapał ją od tyłu, rzucając pytające spojrzenie Ronowi. Lecz ten pokręciła tylko głową i wyszedł.
- Przepraszam, Draco. – zaczęła szeptać Hermiona. – Ia nie wiedziałam, że on to zrobi. Przepraszam. – nagle zaczęła się histerycznie śmiać. – Już sobie wyobrażam, jakbyś go uderzył za to, że mnie pocałował.
Blaise zamarł. Weasley ją pocałował? Czy jego do końca popierdoliło? Przecież nie dawno zmarł jej mąż!
Zabini spędził godzinę, uspokajające Hermionę, następnie wysłał patronusa do Harry’ego z wiadomością.
Potter zjawił.się 15 minut później, w tym czasie Hermiona zdążyła usnąć.
- Czy twój przyjaciel upadł na głowę? – wysyczał Blaise.
- O co ci chodzi?
- Kiedy przyszedłem tutaj, aby go zmienić, usłyszałem wrzaski. To Hermiona krzyczała. Weasley pocałował ją. Czy on w ogóle zdaje sobie sprawę, że ona teraz przechodzi żałobę po swoim mężu? – warczał Zabini.
- Pocałował ją? – powtórzył z zaskoczeniem Potter.
- Tak, do cholery! – wykrzyknął.
- Porozmawiam z nim.
- I najlepiej niech na razie tutaj nie przychodzi.
Potter skinął głową.

Minął kolejny tydzień. Hermiona wydawała się być spokojniejsza, jakby uparcie nad czymś myślała. Siedziała razem z Harrym w kuchni i pili herbatę.
- Chcę zobaczyć się z Ronem. – powiedziała bardzo cicho.
- Eee… – Harry nie bardzo wiedział, co odpowiedź. – Teraz?
- Tak.
Potter wysłał patronusa do przyjaciela, prosząc go o przybycie do domu Hermiony.
- Co się stało? – zdyszany chłopak wpadł do pomieszczenia.
- Hermiona chcę z tobą porozmawiać. – powiedział Potter i zabrał swoją kurtkę. – Jakbyście mnie potrzebowali, będę u Zabiniego. – a następnie zniknął w zielonych płomieniach w kominku.
- Ron… – wyszeptała Hermiona. – Przepraszam.
- Ale za co? – wyjąkał rudowłosy mężczyzna.
- Za to że cię uderzyłam i krzyczałam. Przepraszam.
- To ja przepraszam, Hermiono. Nie powinienem był tego robić.
Kobieta kiwnęła głową, potwierdzając jego słowa.
- Jesteś dobrym przyjacielem, Ron.
- A ty najlepszą przyjaciółką, Miona.
Uśmiechnęli się do siebie.
- Ja muszę wracać. Harry wyrwał mnie z pracy. Wyśle mu patronusa, że już może do ciebie wrócić.
- Nie ma takiej potrzeby. I tak pójdę się położyć.
- To do zobaczenia.
- Do zobaczenia, Ron. – szepnęła, patrząc jak jej przyjaciel aportuje się.
Następnie poszła do sypialni, położyła się na łóżku, wcześniej wyciągając z szafki nocnej Eliksir Słodkiego Snu.
Leżała tak, wpatrując się w buteleczkę. Nie wielu wiedziało, że przedawkowanie tego eliksiru grozi śmiercią.
- Powiedziałeś, że mam zrobić wszystko, żeby być szczęśliwa, Draco. Tylko że ja nie potrafię być szczęśliwa bez ciebie. – wyszeptała, a następnie połknęła całą zawartość buteleczki. Zamknęła oczy i powoli czuła jak odpływa.

Harry Potter i Blaise Zabini weszli do dworu Malfoy’ów.
- Hermiono?! – zawołał Harry.
Weszli do kuchni, ale tam jej nie było.
- Pewnie jest w sypialni. – westchnął Blaise. Hermiona większość dnia spędzała w łóżku, wtulając się w poduszkę na której zwykle spał Draco.
Udali się więc do pokoju i stanęli w drzwiach.
- Śpi. – szepnął Harry i chciał opuścić pomieszczenie, jednak Blaise złapał go za ramię i zmarszczył brwi. – Co jest?
- Ona… – zaczął, przyglądając się klatce piersiowej Hermiony. -… nie oddycha.
- Co?! – wrzasnął Potter i podbiegł do łóżka przyjaciółki, sprawdzając puls. – Nie ma tętna. Zabini, pomóż mi! Nie ma tętna! – krzyczał, jednak Blaise stał obok łóżka, patrząc na buteleczkę Eliksiru Słodkiego Snu, leżącą na podłodzę.
- To na nic. – szepnął. – Zostaw ją, Potter. Ona nie żyje.
- Nie opowiadaj kłamstw!!! – ryknął Harry, jednak jego wzrok padł na buteleczkę, którą Blaise podniósł. – Co to jest?
- Eliksir Słodkiego Snu.
- Widzisz? Ona zasnęła, tylko bardzo mocno. Pomóż mi ją obudź.
- Potter, ona wypiła całą buteleczkę.
- I co? – zapytał, nie rozumiejąc.
- Jeśli przedawkujesz Eliksiru Słodkiego Snu to umierasz. – wyjaśnił.
- Nie. – wyszeptał. – Nie. – Harry nie powstrzymywał łez, które zaczęły spływać mu po policzkach.
- Przykro mi. – dodał cicho Blaise, myśląc o tym, że w tak krótkim czasie odeszła dwójka jego przyjaciół.

Harry Potter z czerwonym nosem i załzawionymi oczami, pojawił się w Norze, gdzie zebrana była cała rodzina Weasley’ów.
- Harry! Kochaneczku, akurat trafiłeś na obiad. Siadaj, siadaj. – ucieszyła się pani Weasley.
- Ja… – zaczął Harry, ale nic więcej nie wyszło z jego ust. Stał przed całą rodziną rudzielców i zastanawiał się, jak ma im powiedzieć o Hermionie.
- Coś się stało, stary? – zapytał Ron.
- Hermiona…
- A tak, przeprosiłem ją, a ona mnie. Między nami wszystko okej.
- Nie… – wyszeptał Potter. – Ona… ona…
- Harry, spokojnie. Co się dzieje? – odezwał się Artur Weasley.
Wybraniec spojrzał na nich zagubionym wzrokiem.
- Hermiona nie żyje.
Nastała bardzo długa cisza, wszyscy przypatrywali mu się z niedowierzaniem, wypisanym na twarzy.
- To żart? – powiedział Ronald. – Jeśli tak to bardzo nie śmieszny.
- To nie jest żart, Ron. Hermiona przedawkowała Eliksir Słodkiego Snu, ja i Blaise znaleźliśmy ją już martwą. – szeptał, nie będąc pewnym, czy jeśli chciałby to powiedzieć normalnym głsem, to czy udałoby mu się to.
Pani Weasley usiadła ciężko na krześle, Ginny zaniosła się płaczem, przytulając się do zaszokowanego George’a.
- Dlaczego? Dlaczego to zrobiła? – zapytał cicho Artur.
- Myślę, że ona po prostu chciała być z Draco, panie Weasley. – powiedział Blaise Zabini, wychodząc z kominka.
- Co tu robisz, Blaise? – zapytał Harry.
Mężczyzna uśmiechnął sę smutno.
- Hermiona była też moją przyjaciółką.
Ten wieczór cała rodzina Weasley’ów, Harry Potter oraz Blaise Zabini, spędzili wspominając Hermionę i Dracona.

Pogrzeb Hermiony odbył się w tej samej kaplicy, co pogrzeb Dracona, a ceremonię odprawiał ten sam kapłan, który nie ukrywał łez, gdy zobaczył kobietę w trumnie.
- Oby wasze dusze się odnalazły. – Blaise, stojący niedaleko usłyszał szept duchownego. Stał przy trumnie Hermiony razem z Potterem i Weasleyem. Ron trząsł się niemiłosiernie, Harry płakał.
- Zebraliśmy się tutaj, aby pożegnać Hermionę Malfoy. Wspaniałą przyjaciółkę i kochającą żonę. Bóg zdecydował zabrać ją do swojego królestwa tak, jak wcześniej jej męża.
Kapłan prowadził ceremonię pogrzebową, uważnie przyglądając się zebranym. Widział, że wszyscy musieli bardzo kochać Hermionę. Cały klan rudzielców płakał, Harry nie miał już nawet sił stać, opadł na ławkę, ukrywając twarz w dłoniach, obok niego usiadł Blaise, poklepując go po plecach. Po mszy, wszyscy udali się na cmentarz. Kiedy trumna wraz z Hermioną była opuszczana w dół, Potter odwrócił się, nie mogąc na to patrzeć. Stojący obok niego Weasley, położył mu dłoń na ramieniu i przymknął oczy. Dla nich obu to było bardzo ciężkie przeżycie.

- Draco? – rozległ się cichy, ale melodyjny głos. – Jesteś tu, Draco?
- Tutaj! – zawołał.
Kobieta uśmiechnęła się, zbliżając się do ukochanego.
- Co ty tu robisz?
- Po prostu nie mogłam bez ciebie żyć.

 

Córka Ciemności <3

Opublikowano opowiadania/miniaturki | 6 komentarzy