Uwierzył w ich miłość.

Harry Potter wraz ze swoim najlepszym przyjacielem, Ronaldem Weasleyem wracali z hogwarckich błoni do zamku.
- To nie mogła być ona, Ron. – odezwał się Potter, zatrzymując na chwilę pytania, które głębiły się w głowie Wybrańca.
- To była ona, Harry. – powiedział stanowczo chłopak.
- Jesteś pewien?
- Tak. Widziałem jej włosy, a poza tym jej głos. To był ten głos, Harry!
- Nie mogę w to uwierzyć. – westchnął Potter.
- To uwierz, bo największym dowodem, że to była ona był fakt, że on zwrócił się do niej po imieniu! – wrzeszczał Weasley. Przez chwilę oboje milczeli. Ronald próbował się opanować, a Harry wciąż nie dowierzał w to, co widzieli.
- Jak mogła nam to zrobić? -wyszeptał.
- No właśnie! Jak ona mogła?! Nasza najlepsza przyjaciółka brata się z wrogiem! – emocje wzięły górę nad rudzielcem.
- Uspokój się, Ron.
- Oszalałeś Harry?! – zawołał Wealsey. – Mam się uspokoić, kiedy pod moim nosem dzieje się coś takiego?! Moja najlepsza przyjaciółka w najlepsze wymienia się śliną za drzewem razem z moim najgorszymym szkolnym wrogiem. Kiedy inni uczniowie się o tym dowiedzą to oni będą zniszczeni!
- Więc przestań wrzeszczeć to się nie dowiedzą! – Wybraniec podniósł głos. – Lepiej zacznij myśleć, jak to rozwiązać.
- Ehh… Chyba trzeba porozmawiać z Hermioną.
- A jak to nic nie da?
- To pogadamy z Malfoyem.

Tymczasem na szkolnych błoniach…
- Widzieli nas? – wyszeptała z lekkim przerażeniem.
- Na pewno.
- A myślisz, że wiedzieli, że to my?
- Sądząc po ich minach i tym jak szybko uciekli, to tak.
- Nie dobrze.
- Nie przejmuj się nimi. – powiedział, kładąc dłoń na jej ramieniu i delikatnie gładząc.
- To moi przyjaciele, Draco. Jak mam się nie martwić?
- Jeśli są prawdziwymi przyjaciółmi to zrozumieją, że jesteś ze mną szczęśliwa i nie będą nam przeszkadzać.
- Pewnie masz rację. – odparła, przytulając się do niego. – Wracajmy do zamku. Czeka mnie dłuuuga rozmowa z Harrym i Ronem.
- Chcesz żebym przy tym był?
- Lepiej nie. Harry jak tylko cię widzi robi się cały czerwony ze złości, a Ron zaciska pięści.
- Dasz sobie sama radę?
- Tak, dam radę, Draco. – szepnęła i złożyła na jego ustach krótki pocałunek. Biorąc głęboki oddech Hermiona Granger weszła do Pokoju Wspólnego Gryfonów. Od razu zauważyła swoich przyjaciół, którzy siedzieli na kanapie przed kominkiem. Podeszła powoli i dosiadła się do nich.
- Cześć. – powiedziała. Harry spojrzał na nią wzrokiem pełnym niedowierzania.
- Dlaczego on? – zapytał tylko.
- Jest inny. – wymamrotała.
- Tak, inny. Wredny, bezczelny i osioł. – warknął Weasley. – Rzeczywiście, jest inny.
- To nie tak, Ron. – odezwała się Granger. – Owszem jest taki, jak powiedziałeś, ale nie dla mnie. Dla mnie jest uprzejmy, troskliwy i kochający.
- To tylko gra, Hermiono. Jestem niemal pewien, że on po prostu założył się z kimś o to, że cię zaliczy. – odparł Weasley.
- Gdyby tak było, Ron, nie sądzisz, że wtedy Draco nie chciałby się ukrywać.
- Pewnie boi się reakcji swojego ojca. Tchórz. – warknął Rudy.
- To ja go poprosiłam, żeby nasz związek pozostał w tajemnicy, a Draco się zgodził.
- Nie rozumiem, dlaczego to zrobiłaś.
- Bo… Zakochałam się w nim, Ron. Po prostu się w nim zakochałam.
- Jest dupkiem, Hermiono! Zrani cię. – burknął Weasley, a następnie wyszedł z salonu Gryfonów.
- Nie martw się, Miona. Ron w końcu zrozumie, że kochasz Malfoy’a. Daj mu trochę czasu. – powiedział bardzo cicho Harry i udał się do swojego dormitorium. Hermiona westchnęła i postanowiła przejść po zamku, aby trochę porozmyślać.
- Jak ona mogła pokochać tego dupka? Czy ona jest ślepa? Przecież to tylko bogaty debil. – mamrotał sam do siebie Ronald Weasley, przemierzając szybkim krokiem korytarze Hogwartu. W pewnym momencie zobaczył blond czuprynę. Zmarszczył brwi i zmrużył oczy ze złością. – Malfoy! – krzyknął. Draco odwrócił się do rudzielca.
- Czego chcesz, Weasley?
- Ty dobrze wiesz, czego chcę! – krzyknął Ron, nie zwracając uwagi na to, że zgromadziło się przy nich sporo innych uczniów. – Zostaw ją w spokoju. – warknął.
- A kim ty jesteś, żeby mi rozkazywać?
- Osobą, która wie, co jest dla niej najlepsze.
- Wydaję mi się, że osobą, która wie co jest dla niej najlepsze jest ona sama.
- Nie sądzę. Raczej zaślepiła ją ta głupia miłość do ciebie. Przyznaj się, pewnie podałeś jej amortencję! – krzyknął Ron.
- Głupi jesteś? Niczego jej nie podałem. Pogódź się z tym, że wybrała mnie, a nie ciebie.
- O czym ty, na Merlina, pieprzysz?
- No proszę cię, Weasley, wszyscy doskonale wiemy, co do niej czujesz. Tylko że ona nie czuje tego do ciebie.
- Zamknij się, kretynie! – wrzasnął rudy, wyciągając różdżką.
- Lepiej schowaj ten patyk, rudzielcu, bo jeszcze sobie nim oko wydłubiesz.
- Nie musisz się o to martwić.
- Martwić?! – wykrzyknął Draco. – To oczywiste, że muszę. Jestem pierwszą osobą, na którą padłoby oskarżenie, że to z mojej winy nie masz oka.
- Expelliarmus! – wykrzyknął Ronald, ale zaklęcie nie dotarło do Dracona. Ktoś rzucił między nich zaklęcie tarczy. Tłum rozszedł się, a na środku pojawiła się Hermiona.
- Co to ma znaczyć? – wycedziła, patrząc raz na blondyna, a raz na rudego. – Żądam odpowiedzi. Natychmiast! Z tłumu ludzi wysunął się jakiś chłopak, Hermiona kojarzyła, że jest z Ravenclaw.
- Bo Malfoy stał sobie, a Weasley nagle przybiegł i zaczął się na niego drzeć. Chyba kłócili się o jakąś dziewczynę. A później Weasley rzucił Expelliarmus.
Hermiona zdenerwowana tą sytuacją skorzystała ze swoich przywilejów Prefekt Naczelnej.
- Gryffindor i Slytherin tracą po 10 punktów.
Uczniowie z tych domów, zgromadzeni przy tej trójce, jęknęli z niezadowoleniem.
- A teraz wszyscy się rozejdziecie albo odejmę jeszcze więcej punktów. I od razu wszyscy zaczęli odchodzić.
- Malfoy, Weasley, wy zostajecie. – powiedziała Hermiona, ale obydwoje zrozumieli, jak bardzo jest wściekła, że aż zwróciła się do swojego przyjaciela i chłopaka po nazwiskach.
- Hermiono, to nie tak. – zaczął Ron, kiedy wszyscy już zniknęli. Granger uniosła rękę w geście uciszenia.
- Nie obchodzi mnie, że na siebie wrzeszczycie. Nie obchodzi mnie, że miotacie w siebie klątwami. Ale jeśli jeszcze raz usłyszę, że robicie to z mojego powodu to ty, Draco, stracisz dziewczynę, a ty, Ron, przyjaciółkę. Więc zastanówcie się nad tym, co robicie. – powiedziała spokojnie Hermiona, a następnie odeszła, zostawiając panów bardzo zdziwionych. Kiedy pierwszy szok minął, odezwał się Ron.
- To twoja wina, Malfoy.
- Moja?
- Oczywiście. Omotałeś ją. Ona nigdy wcześniej się tak nie zachowywała.
- I że to niby moja wina, że zrobiła się taka stanowcza?
- Właśnie, że tak. – burknął Ron.
- A nie pomyślałeś, Weasley, że ona jest po prostu zmęczona tym, że jej najlepszy przyjaciel i ukochany chłopak wciąż ze sobą walczą?
- Ukochany chłopak? – parsknął rudy. – Nie żartuj!
- Właśnie o tym mówię. Myślę, że dla dobra Hermiony, powinniśmy zakopać topór wojenny.
- Chcesz się pogodzić? – zapytał z niedowierzaniem Weasley.
- Tak. Jestem gotów zrobić to dla Hermiony. A ty? – odparł bardzo poważnie Draco, wyciągając do Rona rękę. Rudzielec przez chwilę myślał, po czym podał dłoń Draconowi.
- Ja też. – mruknął.
Kolejnego dnia na eliksirach trzeba było dobrać się w pary i uwarzyć eliksir rozweselający. Jako że w parze miała być jedna osoba z Gryffindoru, a druga ze Slytherinu, tak też Hermiona pracowała z Malfoyem, Harry z Pansy Parkinson, a Ron z Blaisem Zabini. Natomiast Severus Snape krążył po klasie, zaglądając po kolei do wszystkich kociołków i odejmując punkty za wszystko, co tylko mu się nie spodobało.
- Ej, Mal… – odezwał się w pewnej chwili Weasley. – To znaczy, mógłbyś mi podać te skruszone żuki, które są obok ciebie, Draco?
W sali zapadła cisza, każdy, bez wyjątku, spojrzał na Weasley’a i Malfoy’a.
- Pewnie, trzymaj. – odpowiedział blondyn i z przyjaznym uśmiechem podał składnik Ronaldowi.
- Dzięki. – odparł Ron, a szczęki reszty osób runęły na podłogę. Nawet Snape był w takim szoku, że zapomniał odebrać punktów za rozmowy podczas lekcji. Po przerwie już cała szkoła wiedziała o wydarzeniu, które miało miejsce w sali eliksirów. Uczniowie i nauczyciele, którzy nie byli świadkami tego zdarzenia nie chcieli w to uwierzyć. Nie mieli pojęcia, że to co się stanie podczas dzisiejszej kolacji w Wielkiej Sali niemal przyprawi ich o zawał. A mianowicie u Gryfonów raz na dwa, trzy miesiące była robiona mała impreza. Oczywiście nauczyciele byli poinformowani o tym, że uczniowie po nocy mogą kręcić się po zamku, wracając do swoich dormitoriów, ale naturalnie nikt z grona pedagogicznego nie miał pojęcia, że owi uczniowie mogą być również narąbani jak cholera. Zwykle zaproszeniami zajmowały się dziewczyny, Lavender i Parvati, ale tego dnia jedno zaproszenie miała dostać osoba, która nigdy nie dostawała takiej kartki. I to zaproszenie tej wyjątkowej osobie, postanowił wręczyć sam Ronald Weasley. Wszedł do Wielkiej Sali w porze kolacji, zatrzymał się zaraz za progiem, wszyscy już byli. Weasley rozejrzał się w poszukiwaniu blond czupryny. W końcu go zauważył. Malfoy siedział przy stole Slytherinu, obok niego miejsce zajmował Zabini, który wesoło o czymś opowiadał, jednak blondyn raczej go nie słuchał, gdyż wciąż wpatrywał się w brązowowłosą dziewczynę, jedzącą kolację przy stole Gryffindoru. Ron westchnął i ruszył do Malfoy’a. Kiedy rudzielec zatrzymał się przy nim, wszyscy zamarli, czekając na awanturę.
- Draco. – odezwał się. Malfoy wstał i klepnął Rona przyjacielska w ramię.
- No co tam?
- Robimy jutro imprezę w salonie Gryfonów. Mam dla ciebie zaproszenie.
Reakcje innych, którzy usłyszeli te słowa były różne. Jednym widelce wypadły z rąk, np. Harry Potter, lub ktoś zakrztusił się pitym właśnie sokiem, czyt. Hermiona Granger. Inni jeszcze spadali z krzeseł, tzn. profesor Flitwick. U jeszcze innych osób jedzenie wylądowało na ubraniu lub jak w przypadku dyrektora Dumbledore’a na jego długiej brodzie.
- Oo. – Draco był zaskoczony. – Dzięki, Ron. A mogę wziąć kumpla?
- Jeśli chodzi o Zabiniego to pewnie. Nikt nie potrafi tak rozkręcić imprezy, jak on. – zaśmiał się Weasley.
- Co prawda to prawda. – stwierdził Draco. I w tej chwili Hermiona wstała od stołu i podeszła do chłopaków.
- Ron… – zaczęła. – Tak się cieszę. – rzuciła mu się na szyję, przytulając go. Następnie oderwała się od niego i spojrzała na Malfoy’a.
- Draco. – uśmiechnęła się i przytuliła go mocno, szepcząc mu do ucha. – Wiem, że cię to dużo kosztowało.
- Dla ciebie wszystko. – odparł cicho. Oczy Hermiony błyszczały od łez, kiedy patrzyła na niego, a następnie stało się coś, co każdy w Wielkiej Sali zapamiętał na bardzo długi czas. Hermiona Granger pocałowała Dracona Malfoy’a, a Ronald Weasley mimo, iż naprawdę kochał swoją przyjaciółkę (o czym wiedział chyba każdy), opanował się i nie zamordował swojego niegdyś wroga za to, co wyprawiał z Hermioną. Nie wiele osób sądziło, że ta miłość przetrwa lata, tak samo jak nie wielu uważało, że Ronald wciąż będzie się przyjaźnił z Hermioną i Draconem. Dlatego też sporo osób przeżyło szok, kiedy kilkanaście lat później na ślubie Granger i Malfoy’a, Ronald Weasley zajął bardzo odpowiedzialne miejsce świadka. Tego dnia każdy czarodziej i każda czarownica uznała, że nie istnieje nic bardziej zdumiewającego. Jednak istniało. Parę lat po ślubie, do Londynu wrócili byli Śmierciożercy, których nie udało się wcześniej złapać. Przyczepili się do Dracona, oskarżając go i zdradę i grożąc mu, że najpierw zabiją Hermionę, a później jego. Malfoy dzielnie walczył o życie ukochanej i udało mu się to. Ocalił jej życie, jednak gdyby nie szybkie pojawienie się Ronalda Weasley’a sam straciłby swoje własne. Po tym wszystkim, Malfoy bardzo długo wyrażał swoją wdzięczność i swoje podziękowania dla Rona. A inni wciąż niedowierzali, że Weasley zdobył się na taki gest i uratował życie mężczyźnie, którego wybrała Hermiona zamiast niego. Lecz Ron po prostu uwierzył w ich miłość i mimo, że nie przestawał kochać swojej przyjaciółki, pragnął jej szczęścia.
Nawet jeśli to szczęście miał jej dać Draco Malfoy.

Córka Ciemności <3

Opublikowano opowiadania/miniaturki | 2 komentarzy

„…należę do ciebie…”

Hermiona Granger zaraz po obiedzie udała się do biblioteki. Zajęła swój ulubiony stolik i zaczęła pisać esej na transmutację. Dwa stoliki dalej siedział pewien blondyn i obserwował pannę Granger. Był głęboko pogrążony w swoich myślach, gdyż nawet nie zauważył, kiedy dosiadł się do niego jego najlepszy przyjaciel, Blaise Zabini.

- Co się tak na nią gapisz, Smoku? Zakochałeś się czy jak? – zaśmiał się Blaise. Malfoy zgromił wzrokiem kumpla.
- Po prostu ją lubię.
- Czyli podoba ci się. – odparł Zabini. – Tylko okazujesz to w dość dziwny sposób.
- O co ci chodzi, stary? – zirytował się Draco.
- Jak ci się podoba to do niej zagadaj, a nie obrażasz ją na każdym kroku.
- Pogięło cię? To szlama.
- Całkiem ładna szlama.
- Ojciec by mnie zabił, gdyby się dowiedział, że z nią kręcę.
- Malfoy, stary, ja cię nie ogarniam. Byłeś arogancki przed samym Czarnym Panem, łgałeś mu prosto w oczy, a boisz się swojego ojca.
- Blaise, nie mieszaj w to Czarnego Pana, bo on już nie żyje.
- No właśnie, Smoku, on nie żyje, Potter zabił go w zeszłym roku i wiesz, co to oznacza. Czystość krwi nie ma znaczenia, możesz się wiązać z kim chcesz i nikt cię za to nie zabije.
- Nikt, poza moim ojcem.
- Choć raz mu się postaw, Draco i zobacz, co z tego wyniknie. – poradził mu Blaise, a następnie sam zabrał się za odrabianie zadania. – I oblicz mi to na numerologie, bo nie wiem o co chodzi. – dodał, podsuwając mu kartkę.
Draco westchnął i spojrzał na zadanie.
- Przecież to jest banalne.
- Dla ciebie, Smoku, ale nie wszyscy są takimi orłami jak ty, więc pomóż przyjacielowi.
- Dobra, ale nic za darmo, wiesz o tym.
- Tak, tak. Ognista już stoi w twoim barku. – zaśmiał się głośno Blaise, przez co zarówno bibliotekarka, jak i Granger zgromiły go wzrokiem.

- Hermiono? – odezwał się Harry Potter, niepewnie spoglądając na przyjaciółkę, która jadła kolację.
- Tak, Harry? O co chodzi?
- No bo na jutro jest to wypracowanie dla McGonagall i ja nie umiem tego napisać.
- Harry, to jest na poziomie czwartej klasy. – odparła.
- Wiesz, akurat wtedy starałem się przeżyć turniej trójmagiczny. – burknął Potter.
- Owszem, ale miałeś wystarczająco dużo czasu w tym roku, aby to nadrobić.
- Miona, no proszę. Ten ostatni raz napisz mi to wypracowanie, proszę.
- Nie, Harry. Już ci mówiłam, że w tym roku musicie sobie radzić sami.
- Ale Herm, ja mam dzisiaj randkę z Ginny, a ty i tak nic nie robisz.
- I to oznacza, że mam za ciebie odrabiać pracę domową? – zapytała, niedowierzając jego słowom.
- No proszę, Hermi.
- Dla twojej wiadomości Harry Potterze, tak się składa, że już się dzisiaj z kimś umówiłam.
- Niby z kim?
- Z kimś. – odpowiedziała wymijająco.
- Wiem, że kłamiesz, Hermiono! – krzyknął Potter i wszyscy w Wielkiej Sali spojrzeli na niego zdumieni. – Z nikim się nie spotykasz, po prostu nie chcesz pomóc przyjacielowi w potrzebie.

Tymczasem przy stole Ślizgonów.
- Dawaj, Smoku, masz okazję. – powiedział Blaise do swojego przyjaciela. Obydwoje cały czas obserwowali Pottera i Granger

Wracając do Gryfonów…
- Jak śmiesz mnie o coś takiego oskarżać?! – zawołała Hermiona.
- Po prostu przyznaj, że nie chcesz mi pomóc, a nie zmyślasz jakieś spotkanie. I co? Może jeszcze z jakimś chłopakiem? Nikt nie chce dziewczyn, które nie widzą nic poza nauką.
- I tu się mylisz, Potter. – chłodne i stanowcze słowa wyszły z ust Dracona Malfoy’a, który stanął obok Hermiony.
- Czego tu chcesz? – warknął Harry.
- Pomyślałem, że może zaczniemy wcześniej nasze spotkanie, Granger.
- Co? – zapytała głupio, natomiast Harry’emu niemal oczy wypadły z orbit, a Ron siedzący obok niego zakrztusił się sokiem.
- Zapomniałaś, Gryfoneczko? Przecież się umawialiśmy na dzisiaj. – spojrzał jej prosto w oczy, następnie rzucił szybkie spojrzenie na Pottera i Weasleya.
- Aahh… – westchnęła Hermiona, w końcu rozumiejąc, co Malfoy chce zrobić.
A mianowicie chciał upokorzyć Harry’ego. Już miała odpyskować coś blondynowi, ale zrezygnowała. Jej przyjacielowi faktycznie należało utrzeć nosa.
- Jak widzisz, Harry, nie kłamałam.
- Ale… ale… – wyjąkał okularnik.
- Chodź, Granger, nie będziemy słuchać tego dukania. – powiedział Draco. Dziewczyna bez słowa wstała i razem z blondynem, ramię w ramię, opuścili Wielką Salę.
- Co tu się, na Wielkiego Merlina, stało? – zapytała głośno Minerwa McGonagall, nie bardzo rozumiejąc sytuację, która przed chwilą zaszła.

Tymczasem parę metrów od Wielkiej Sali.
- Nie ma za co, Granger. – odezwał się Draco.
- Nie powiedziałam „dziękuję”. – burknęła.
- A powinnaś. – zaśmiał się. Spojrzała na niego lekko zaskoczona. Czy oni właśnie prowadzili normalną rozmowę? To było dziwne, więc zdecydowała to zakończyć.
- Do jutra, Malfoy. – powiedziała i zaczęła odchodzić.
- Granger! – zawołał za nią. Odwróciła się, patrząc na niego pytająco. – Koszmarnych snów! – i znów się zaśmiał, lecz nie było to złośliwe.
- I wzajemnie. – odpowiedziała mu wesoło.
Postanowiła jeszcze wstąpić do biblioteki, aby wypożyczyć coś lekkiego do poczytania wieczorem, a następnie ruszyła do wieży Gryffindoru. Kiedy weszła do salonu, Harry i Ron już tam byli. Potter siedział przy stoliku z ponurą miną i pisał zapewne esej na transmutacje. Ron siedział wraz z Seamusem i Deanem i grali w karty. Hermiona postanowiła udać się od razu do swojego dormitorium. Przechodziła właśnie koło grupki rozchichotanych dziewczyn, kiedy drogę zagrodził jej Harry Potter.
- Jesteś. – wysyczał.
- Jestem. – powtórzyła.
- I jak było na randce z tym oślizgłym gadem?
- Nie nazywaj go tak. I skąd pomysł, że to była randka?
- Widziałem, jak się zachowywał, kiedy do nas podszedł. W jego spojrzeniu wyraźnie było widać, że chce cię jak najszybciej bzyknąć.
- Harry! – zawołała z oburzeniem.
- Jego imię też tak głośno krzyczałaś? – wywarczał.
- Natychmiast przestań się tak zachowywać.
- Nie będzie mi rozkazywać ślizgońska dziwka! – krzyknął Potter. W oczach Hermiony pojawiły się łzy, książka, którą dotychczas mocno ściskała, wypadły jej z dłoni.
Granger odwróciła się i wybiegła z wieży Gryffindoru. Biegła przed siebie na nic nie zwracając uwagi. Cały obraz zamazywał się jej przez oczy pelne łez. W pewnej chwili wpadła na kogoś. Owym kimś okazał się być Draco Malfoy, który stał sobie kulturalnie przy oknie i palił papierosa. Kiedy zobaczył, w jakim stanie jest dziewczyna, złapał ją za ramię i zapytał.
- Co się stało?
Nie odpowiadała.
- Ktoś ci coś zrobił?
I w tej chwili wybuchła płaczem, nieświadomie wtuliła się w Dracona. Zaszokowany chłopak wyrzucił papierosa i delikatnie objął Gryfonkę.
- Spokojnie, powiedz mi, co się stało. – powiedział.
- Harry… On… On… Ohhh… – zaczęła głośno szlochać.
- Ćśś… Granger,uspokój się. – jego słowa nie dawały żadnego efektu. – Hermiono. – mruknął i ku jego zdumieniu, szloch ustał. Dziewczyna odsunęła się od niego i spojrzała na niego z szokiem.
- Jak mnie nazwałeś? – zapytała.
- Hermiona. Tak masz na imię, nie?
- Nigdy wcześniej tak do mnie nie mówiłeś. – zauważyła.
- A ty nigdy wcześnie się do mnie nie przytulałaś. – odparł.
- Przepraszam. – wyszeptała, odwracając wzrok.
Draco westchnął.
- Powiesz mi, co się stało?
- To nic. – mruknęła.
- Hermiono. – powiedział stanowczo, a jego głos zmusił ją, aby na niego spojrzała. – Co Potter ci zrobił?
Przez chwilę milczeli.
- Nazwał mnie Ślizgońską dziwką.
Draco wciągnął głośno powietrze.
- Dlaczego?
- Harry uznał, że to nasze „spotkanie”, że chodzi o… No sam wiesz o co. – mruknęła, rumieniąc się.
- Że chodzi o seks. – powiedział Draco. – Potter pomyślał, że umawiamy się na seks.
- Tak. – wyszeptała.
- Chodź, odprowadze cię do wieży.
- Nie musisz. – od razu zaprzeczyła.
- Chodź.
Kiedy dotarli do wieży Gryffindoru, Draco zatrzymał się i spojrzał Hermionie w oczy.
- Zrobię coś, co nie spodoba się wielu osobom, ale musisz mi zaufać, bo to zapewni ci pewną ochronę.
- Nie rozumiem.
- Po prostu graj razem ze mną. A teraz otwórz przejście.
Hermiona wyszeptała hasło, a Gruba Dama otworzyła przejście do salonu Gryfonów. Malfoy położył dłoń na talii dziewczyny i razem weszli do pomieszczenia. Hermiona zauważyła, że coś w postawie Dracona zmieniło się. Stał się jakby wyższy, wyprostował się, a na jego twarz wpłynął grymas złości.
Kiedy pojawili się w salonie, absolutnie wszyscy zamarli, patrząc na nich ze zdumieniem.
- Co on tu robi?! – wykrzyknął Harry.
- Jak śmiesz wrzeszczeć na moją dziewczynę, Potter? – warknął blondyn.
- Na twoją… cooo? – zerwał się z fotela Ron.
- Na moją dziewczynę, Weasley. Głuchy jesteś?
- Hermiono, czy to prawda? – zapytała Ginny.
- Tak. – powiedziała Granger, łapiąc chłopaka za rękę. – Ja i Draco jesteśmy razem.
- Jak długo to trwa?! – wrzasnął Wybraniec. – Jak długo zadajesz się ze zdrajcą, Hermiono?!
- Spotykamy się od dwóch miesięcy. – odparł cierpliwie Draco.
- Dwa miesiące!!! – zawołał Weasley. – Dwa, do jasnej cholery!
- Nie ekscytuj się tak, rudzielcu.
- Draco… – odezwała się dziewczyna, spojrzał na nią z lekkim zdumieniem. Pierwszy raz słyszał swoje imię w jej ustach i zabrzmiało ono niesamowicie pociągająco. – Zostawmy to, Draco. – wyszeptała i pociągnęła go w strone dormitorium.
Potter i Weasley razem z resztą Gryfonów patrzyła na to z ogromnym szokiem.
Natomiast zaraz po tym jak drzwi do pokoju zamknęły się za „parą”, Hermiona puściła rękę Malfoy’a i spojrzała na niego ze smutkiem.
- Oni mnie za to znienawidzą.
- Ale będziesz bezpieczna pod każdym względem. Wszyscy wiedzą, że to co należy do mnie muszą traktować z szacunkiem. – odparł Draco.
- Nie jestem rzeczą, aby należeć do kogoś. – warknęła.
- Wiem, ja też nie jestem rzeczą, ale i tak należe do ciebie. – powiedział cicho.
- Co takiego? – zapytała oszołomiona Gryfonka.
- Zakochałem się w tobie, Hermiono Granger. I nie mam pojęcia cóż z tym począć. – rzekł.
- Na razie najlepiej będzie, jak wyjdziesz. – szepnęła.
- W porządku. Powiedz mi tylko, czy jest choć cień nadziei, że moglibyśmy być razem.
Hermiona odwróciła od niego wzrok, nie mając pojęcia, co ma odpowiedzieć.
- Ja… ja nie wiem, Draco. – wyjąkała.
- Wiesz. – odparł. – I właśnie dałaś mi te nadzieję.
- O czym ty…
- Moje imię. Powiedziałaś moje imię. Już drugi raz tego dnia. Dziękuję ci za to, Hermiono. I do jutra. – powiedział, a następnie opuścił dormitorium, pozostawiając tam zszokowaną dziewczynę.
Przechodził przez salon Gryfonów, kiedy Potter zerwał się ze swojego miejsca i wydarł na całe gardło.
- Co Malfoy? Dziwka dzisiaj cię nie chciała?
Wszyscy zamarli. Draco odwrócił się w stronę Harry’ego i wolnym krokiem zbliżył się do niego.
- Nigdy nie obrażaj mojej dziewczyny. – wysyczał, a następnie uderzył Pottera pięścią w twarz. Chłopak zachwiał się, łapiąc za nos, który krwawił. Okulary złamaly się i spadły na podłogę.
Jednak nikt nie pobiegł Wybrańcowi na pomoc, wszyscy po prostu oniemieli.
- Jeśli dowiem się, że krzyczysz na nią, obrażasz ją czy dotykasz, nawet przypadkowo, przechodząc obok niej, zabiję cię, Potter. Rozumiesz?
Chłopak nie odpowiadał.
- Zapytałem, czy rozumiesz?! – krzyknął Draco.
- T-tak. – wyjąkał.
Malfoy obrzucił wszystkich spojrzeniem, które mówiło „zginiesz, jeśli powiesz Hermionie złe słowo”, a następnie wyszedł. I dopiero wtedy Ronald Weasley rzucił się na pomoc przyjacielowi.

Następnego dnia na śniadaniu już wszyscy wiedzieli kto jest dziewczyną Malfoy’a i jaką rozrubę Draco zrobił w Pokoju Wspólnym Gryfonów. Minerwa McGonagall oraz Severus Snape nie mogli uwierzyć, że zaprzysięgli wrogowie postanowili zostać parą. Profesor transmutacji niemal dostała zawału, kiedy dyżurując na korytarzu zobaczyła swoją podopieczną i Ślizgona mocno objętych. Natomiast nauczyciel eliksirów wszedł w ściane, zobaczywszy jak Draco wyczarowuje swojej dziewczynie ogromny bukiet czerwonych róż.
Jednak nie tylko nauczyciele byli zdziwieni, uczniowie oczywiście również. Nie jeden tego dnia zakrztusił się jedzeniem, gdy Malfoy wniósł Hermionę do Wielkiej Sali na rękach, a następnie posadził ją przy stole Slytherinu i zaczął karmić.
I mimo, iż to było tylko udawane, zarówno Malfoy, jak i Granger czerpali z tego przyjemność.

Minął miesiąc. Potter i Weasley nie odzywali się do Hermiony, która chyba powoli zakochiwała się w Draconie.
Tego dnia siedzieli w klasie eliksirów i czekali na profesora. Hermiona siedziała w ławce z Malfoyem. Harry i Ron co chwila zerkali na nią ze złością i smutkiem jednocześnie. Granger nachyliła się, aby powiedzieć o tym Draconowi, gdy w pewnym momencie ktoś mocno szarpnął ją za włosy.
- O przepraszam! – zawołała sztucznie Astoria Greengrass. – Nie zauważyłam tych kłaków. – dodała złośliwie.
- Co to miało być? – warknął Draco, wstając ze swojego miejsca.
- Daj spokój, Smoku. Zostaw te szlamę i wróć do mnie, kochanie.
- Po pierwsze, nie nazywaj tak mojej dziewczyny. Po drugie nie nazywaj mnie „kochaniem”. I po trzecie odejdź stąd.
- Ale Drakusiu, skarbie! – wykrzyknęła Astoria.
- Dość tego. – powiedziała stanowczo Hermiona, również wstając. – Odejdź stąd, plastikowa wywłoko.
- Nie odzywaj się do mnie, szlamo.
- Nie mów tak do mnie, suko.
- Drakusiu, powiedz coś tej dziwce! – zawołała dziewczyna.
- Dziwce?! – krzyknęła Granger. – Już ja ci pokaże dziwkę! – ryknęła i rzuciła się na Astorię. Dziewczyny przewróciły się na podłogę i wzajemnie się drapały i szarpały za włosy. Kiedy pierwszy szok minął Draconowi, postanowił oderwać swoją dziewczynę od Ślizgonki. Jednak na darmo. Hermiona siedziała okrakiem na Greengrass i mocno trzymała ją za włosy, raz za razem uderzając jej głową o podłogę i właśnie w tej chwili do sali wszedł Severus Snape.
- Co tu się, do cholery, dzieje? – wysyczał i wszyscy zamarli. – Panno Granger, proszę natychmiast puścić pannę Greengrass i z niej zejść. Draco, wytłumacz mi, co tu się wydarzyło.
- No cóż… Astoria zaczęła obrażać Hermionę, a potem zaczęły się bić.
- Bez powodu? – zapytał Snape, unosząc brew w geście zdumienia.
- Był powód. – odparła Hermiona.
- Proszę więc go wymienić, panno Granger.
- To ty, Draco. Ty byłeś powodem.
- Ja?
- Pan Malfoy?
- Malfoy? – powiedzieli w tym samym czasie Draco, Snape oraz Potter z Weasleyem.
- Tak. Walczę tylko o osoby, które kocham.
- Kochasz?! – wykrzynął Draco równocześnie z Ronem
- Jakie kochasz? – zawołał Ronald, lecz został przez wszystkich zignorowany.
- Kocham cię, Draconie Malfoy. – powiedziała Hermioni, spoglądając prosto w błękitne oczy Ślizgona.
- Oh, Hermiono. Moja słodka Hermiono. – wymruczał Draco, a następnie pocałował ją namiętnie i z pasją.
Nie wszyscy widzieli w tym sens, ale zarówno Hermiona jak i Draco myślami wrócili do tej chwili w dormitorium, kiedy to Malfoy wyznał swoje uczucia.
Blondyn nie sądził wtedy, że ta wspaniała istota odwzajemni tę miłość. Ale marzył o tym i jego marzenie w końcu zostało spełnione.

Kolejnego dnia do Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie dumnie wkroczył wysoki, przystojny blondyn o oczach w kolorze nieba i z miną, nie wyrażającą absolutnie nic.
Wszedł do Wielkiej Sali, gdzie byli zebrani wszyscy uczniowie i nauczyciele, gdyż była pora obiadu.
Kiedy stanął w drzwiach wszyscy spojrzeli na niego z zainteresowaniem, lecz on wcale się tym nie przejął. Uwielbiał być w centrum zainteresowania.
Z wysoko uniesioną głowa i ironicznym uśmiech na ustach zbliżył się do stołu Slytherinu i stanowczo złapał za ramię zdumionego młodzieńca, stawiając go w pozycji pionowej.
Następnie bez słowa wyprowadził chłopca z Wielkiej Sali.
I mimo, iż drzwi do pomieszczenia szczelnie się za nimi zamknęły, wszyscy i tak usłyszeli pełen goryczy krzyk Lucjusza Malfoy’a.
- JAK MOGŁEŚ MI TO ZROBIĆ, DRACONIE?! CÓŻ ZA KRZYWDĘ WYRZĄDZIŁEM TEMU ŚWIATU, ŻE MERLIN POKARAŁ MNIE TAKIM SYNEM?! KIEDY ZAMIERZAŁEŚ POINFORMOWAĆ MNIE I SWOJĄ MATKĘ O TYM, ŻE JESTEŚ W ZWIĄZKU Z HERMIONĄ GRANGER?! CZY W OGÓLE ZAMIERZAŁEŚ TO ZROBIĆ?
Po tym wrzasku ze strony pana Malfoy’a, nadeszła odpowiedź od jego syna, lecz tego już nikt w Wielkiej Sali nie usłyszał.
- Właściwie nie zamierzałem wam o tym mówić. Hermiona i ja jesteśmy razem od niedawna. Jesteśmy razem szczęśliwi i nie chciałem, aby ty i twoje uprzedzenia oraz chłodna elegancja matki to zniszczyły.
- Zawiodłem się na tobie, synu. Czarnego Pana już nie ma, Draconie, więc nie ma też żadnych uprzedzeń. Nie zniszczyłbym twojego związku, ponieważ wiem, że naprawdę kochasz te dziewczynę.
- Wiesz? – zapytał z zaskoczeniem.
- Tak, twój przyjaciel, Blaise Zabini już dwa miesiące temu postanowił mnie poinformować, że mój jedyny syn zakochał się w czarownicy nie czystej krwi.
- Ojcze… – zaczął Malfoy Jr, ale Lucjusz mu przerwał.
- Draco, synu, nie mogę uwierzyć, że myślałeś, że mógłbym cię skrzywdzić za to, że przyszła do ciebie prawdziwa miłość.
- Nie bałem się, że skrzywdzisz mnie. – zaprotestował.
- A więc myślałeś, że mógłbym zranić dziewczynę, którą pokochałeś. Wiem, że to moja wina, w końcu to ja cię tak wychowałem. Bardzo mi przykro, synu. – powiedział Malfoy Sr. – Zaproś, proszę, swoją wybrankę na obiad do dworu. Matka chce ją poznać. – a następnie po prostu odszedł.
Draco nieco oszołomiony rozmową z ojcem, wrócił do Wielkiej Sali i od razu podszedł do swojej dziewczyny.
- Czego chciał twój ojciec, Draco? – zapytała Hermiona.
- Zaprosił nas na obiad. – odpowiedział chłopak.
- Żartujesz?
- Jestem całkowicie poważny. – odparł, patrząc z rozbawieniem na mieszanke zdziwieniu i jakby lęku, która malowała się na twarzy Granger.
- Twój ojciec nie ma nic przeciwko, że ja… że jestem… szla…
- Nie, Hermiono. Ojciec nie ma nic przeciwko. – odparł, obejmując ją. – A matka bardzo chce cię poznać.
I w tym momencie szczęka Hermiony niemal dotknęła ziemi.
- Co? Naprawdę?
- Tak, Miona, rodzice widać pogodzili się z tym, że chcę spędzić z tobą całe moje życie.
- Co spędzić?! – wydarł się zaszokowany Weasley, który siedział w pobliżu, szturchając przy tym Harry’ego. Przez co biedny Wybraniec nie trafił widelcem do ust i wsadził go sobie do nosa.
- Auć. – jęknął.
- Oh… Draco… – wyszeptała Hermiona, a następnie pocałowała go z pasją i namiętnością. – Ja też chcę spędzić z tobą całą wieczność…

Córka Ciemności <3

Opublikowano opowiadania/miniaturki | 1 komentarz

Rozdział VIII.

Rozdział 8. ”On cię kocha!”

Trzy dni później przybyłem do Fangtasii długo po otwarciu klubu, bo miałem spotkanie z innymi Szeryfami. Dzięki temu, że się spóźniłem, podsłuchałem pewną rozmowę.
- Masz go zostawić, dziwko. – to był głos Pam.
- Nie nazywaj mnie tak. – ten głos natomiast należał do Sookie.
- Przestanę, kiedy znikniesz z jego życia.
- Czemu tak ci na tym zależy?
- Bo go zmieniłaś! Był taki niezależny i potężny, a teraz zachowuje się prawie, jak zwykły śmiertelnik.
- To chyba dobrze! – krzyknęła Sookie.
- Nie dla mnie. Odtrącił mnie, nie rozmawia ze mną. Jeśli z nim zostaniesz, rozkaże mi odejść na zawsze.
- Może tego nie zrobi.
- Zrobi, bo nie będę mu już potrzebna.
- Pam…
- On cię kocha, Sookie! Jeśli i ty go kochasz i chcesz jego szczęścia, odejdź i zostaw nas w spokoju!
Przez dłuższy czas milczały, więc wykorzystałem ten moment i wkroczyłem do pomieszczenia, gdzie rozmawiały.
- Eric… – szepnęła Sookie, kiedy mnie zobaczyła, jej oczy błyszczały łzami.
- Słyszałeś. – stwierdziła Pam.
- Słyszałem. Sookie, jaka jest twoja decyzja?
- Moja decyzja?
- Zostaniesz czy odchodzisz? – zapytałem, czując jakby moje serce za chwilę miało zatrzymać się na zawsze, co oczywiście było nie możliwe.
- Ja… ja… nie wiem… nie każcie mi decydować, nie potrafię. – powiedziała i wyszła, a poły jej czarnego płaszczu, który miała dziś szumiały przy każdym jej kroku. I właśnie w tej chwili zwróciłem uwagę na to, w co dziś była ubrana. Miała na sobie opinającą jej ciało sukienkę, czarne szpilki i owy płaszcz. Od razu przyszła mi do głowy pewna myśl. Wyglądała dzisiaj zdumiewająco podobnie do wampira. Ta słodka telepatka tej nocy przypominała mrocznego, okrytego tajemnicami krwiopijcę.
Byłem pod wrażeniem.

buty rozdział 8

 

kłótnia z Pam płaszcz

- Pam… – odezwałem się.
- Eric, ja tylko chciałam.
- Zawiodłem się na tobie. – powiedziałem przerywając jej. Patrzyła teraz na mnie swoimi błękitnymi oczami.
- Czy chcesz abym odeszła?
- Nie, oczywiście, że tego nie chcę. Jesteś moim jedynym dzieckiem, Pam. Ale nie możesz się tak zachowywać.
- Ale…
- Jeszcze nie skończyłem. – warknąłem. – Kocham cię, Pam, bo ty jako jedyna przez te wszystkie wieki byłaś przy mnie. Ale teraz kocham też Sookie i chcę, aby ona trwała przy mniej. Więc nigdy więcej nie rozkazuj ludziom, na którym mi zależy, że mają odejść.
- Tak jest, przepraszam.
- To nie mnie powinnaś przepraszać, Pam. – odpowiedziałem. – Idź na bramkę, dzisiejszej nocy zajmiesz się selekcją klientów.
I doskonale wiem, że zrozumiała, że to jest jej kara, ponieważ selekcją zajmowali się zwykli pracownicy, zarabiający grosze i zazwyczaj będący śmiertelnikami.
Ja natomiast postanowiłem udać się do Sookie i wszystko jej osobiście wyjaśnić i dowiedzieć się, czy ona też mnie pragnie.
10 minut później wylądowałem tuż przed jej domem. Światło świeciło się w salonie, więc wywnioskowałem, że jeszcze nie śpi. Zapukałem do drzwi jej pięknie wyremontowanego domu.
I już po chwili ujrzałem ją w ślicznej żółtej sukieneczce, w której wyglądała, jak grzeczny aniołek.

żółta sukienka

- Sookie, możemy porozmawiać?
Otworzyła szerzej drzwi, więc wszedłem do domu i udałem się do salonu.
- O czym chcesz rozmawiać? – zapytała.
- Przepraszam za Pam, ona…
- Chciała dobrze, wiem. – przerwała mi.
- Nie musisz już decydować. Pamela zrozumiała, że ja cię kocham i chcę być z tobą i że z tobą u mojego boku będę najszczęśliwszy.
- Naprawdę mnie kochasz, Eric? – zapytała badawczo mi się przyglądając.
- Nie mam pojęcia, jak to się stało, ale tak, zakochałem się w tobie, Sookie. Zakochałem się, jak szaleniec. – wyznałem jej.
- Szaleńcem byłeś już wcześniej. – zaśmiała się.
- Tak, to możliwe. – odparłem wesoło. – A czy ty… czy czujesz coś do mnie?
Przez dłuższą chwilę patrzyła mi prosto w oczy, nic nie mówiąc. Jej spojrzenie nic nie wyrażało, więc zacząłem już tracić nadzieję. I wtedy podeszła do mnie, zacisnęła dłonie na mojej marynarce, ciągnąc mnie w dół, a następnie pocałowała mnie krótko.
- Chyba znasz już odpowiedź.
Roześmiałem się i złapałem ją w talii, przyciągając bliżej do siebie. I pocałowałem ją z całą moją pasją i namiętnością.
- Ohh, Sookie. – wymruczałem, gdy poczułem jej dłonie rozpinające moje spodnie.

 

 

I oto jest moi kochani!!! Ósmy rozdział! Mam nadzieję, że się spodoba ;)

Pozdrawiam

Córka Ciemności <3

Opublikowano opowiadania/miniaturki | 1 komentarz

Moje powietrze.

Moje dni są takie nudne, gdy nie piszesz do mnie już.
Moje serce takie puste, gdy nie słyszę Twego głosu.
Moje oczy takie smutne, gdy nie widzę Ciebie tu.
Moje usta takie blade, gdy Twych pocałunków brak.
Moje ciało takie słabe, gdy Twoich dłoni nie czuję tam.
Moje życie takie bezsensowne, gdy brakuje Ciebie w nim…

Gdy brakuje Ciebie w nim.

Byłeś mi wszystkim, czego pragnęłam.
Byłeś mi wszystkim, o czym marzyłam.
Byłeś mym niebem, mym słońcem i moimi gwiazdami.
Byłeś mym księżycem oraz moimi snami.
Byłeś moją nadzieją i każdej chwili radością.
Byłeś moim powietrzem, bo bez Ciebie żyć nie mogłam.

Brak mi tych dni.
Brak mi tych słów.
Brak mi tego widoku.
Brak mi tego uczucia.
Brak mi tej bliskości.
Brak mi tego życia.

Pożegnałam się z pragnieniami.
Pożegnałam się z marzeniami.
Pożegnałam się z niebem, słońcem i gwiazdami.
Pożegnałam się z księżycem oraz snami.
Lecz z nadzieją pożegnać się nie mogę, bo tylko ona sprawia, że powietrze może wrócić do mnie z powrotem.

 

Witajcie :)

Po długiej przerwie przybywam do Was z takim wierszem oraz z pewną wiadomością. 

Uwaga, uwaga! Kochani! Ruszyłam z ósmym rozdziałem „Dla Ciebie zrobię wszystko”! :D

Mam już początek i mam nadzieję skończyć go do niedzieli :) 

A jak Wasze wakacje? Ja od początku lipca pracuję. Natomiast w pierwszy tydzień sierpnia wybieram się do Warszawy na kilka dni, do przyjaciółki.

Dziękuję bardzo za wszystkie wejścia na ten blog, widzę że tu zaglądacie i jestem Wam za to bardzo wdzięczna :*

Pozdrawiam

Córka Ciemności <3

Opublikowano opowiadania/miniaturki | 1 komentarz

Opowieść starca.

Starszy, zgarbiony mężczyzna, mocno ściskając w dłoni swoją drewnianą, poznaczoną wyraźnymi śladami użytku laskę, siedział na pomazanej przez huliganów ławce w parku i obserwował spacerujących ludzi. Zastanawiał się, jakie ci ludzie mają życie i czy są szczęśliwi. Bo on sam nie był. Mógł pochwalić się wieloma rzeczami. Swoim ogromnym majątkiem, czy potężnym dworem, ale nie mógł chwalić się tym, że w jego życiu jest choć odrobina szczęścia. Bo jej nie było.
W pewnej chwili zobaczył dwoje roześmianych ludzi, trzymali się za dłonie i szli w jego kierunku.  Cały czas na nich patrzył, kiedy siadali na ławce obok niego.
- Miło jest zobaczyć szczęśliwych zakochanych. – powiedział swoim starym, zmęczonym głosem.
Małżeństwo spojrzało na niego, na początku ze zdumieniem, ale później młoda kobieta uśmiechnęła się i odparła.
- Dziękujemy.
- Nie ma za co, moja droga. Dbajcie o siebie i o wasze uczucie. – rzekł, a następnie dodał cicho, jakby mówił tylko do siebie, ale mimo to para go usłyszała. – Ja o swoją miłość nie potrafiłem zadbać, dlatego jej teraz nie mam.
- Co się stało? – zapytał mężczyzna.
- To długa i smutna historia.
- Chętnie jej posłuchamy. – odezwała się kobieta, kładąc swoją delikatną dłoń na ramieniu staruszka.
Mężczyzna skinął głową i wracając do wspomnień zaczął opowiadać.
- Poznaliśmy się w prywatnej szkole, zwanej Hogwartem, był tam podział na cztery domy. Gryffindor, Ravenclaw, Hufflepuf i Slytherin. Dla każdego domu miała znaczenie inna wartość. Ona była odważna, dlatego trafiła do Gryffindoru, ja byłem sprytny i przebiegły, przynależałem do Slytherinu. Te dwa domy od lat pałały do siebie nienawiścią. Członkowie tych domów po prostu nie potrafili się porozumieć.
A ja nie znosiłem jej za to, że była taka mądra, piękna i że mimo, iż była blisko, to jednak tak daleko. Dlatego obrażałem ją na każdym kroku, mówiłem jej okropne rzeczy, a ona… na początku mnie ignorowała, ale później… wróciliśmy po kolejnych wakacjach do szkoły i ona była totalnie odmieniona. Gdy ją obrażałem, odpowiadała mi jeszcze gorszym tekstem. Potrafiła szczerze wypowiadać swoje opinie na mój temat i wytykać moje błędy, choć nikt inny nigdy tego nie zrobił. Przez to pokochałem ją jeszcze bardziej, ale niestety nie mogłem tego okazać. Więc wciąż ją obrażałem i krytykowałem każdą rzecz z nią związaną. I mimo wszystko, cokolwiek robiłem, ani razu w jej oczach nie widziałem nienawiści. I do tej pory nie jestem w stanie zrozumieć, jak ta dziewczyna, tak bardzo przeze mnie skrzywdzona, nie mogła mnie znienawidzić. Następnego roku w szkole sprawowaliśmy bardzo ważną funkcje, oboje byliśmy prefektami naczelnymi i dostaliśmy wspólny salon i łazienkę, tylko sypialnie mieliśmy osobne. Jako że mieliśmy świecić przykładem dla innych uczniów, dyrektor szkoły wymógł na nas, abyśmy zachowywali się kulturalnie i z klasą. To była jego najgorsza decyzja. Oboje postanowiliśmy się zemścić za to, że na siłę chce nas godzić. Przez ponad dwa miesiące doprowadzaliśmy wszystkich do szału. Zwracaliśmy się do siebie per pan/pani. Kiedy upadła jej książka przez cały korytarz biegłem i darłem się do niej, że jej pomogę, bo jestem taki uprzejmy i kulturalny. Nauczyciele dostawali szału, kiedy bardzo grzecznie, aczkolwiek niezmiernie głośno rozmawialiśmy o tym, jakim geniuszem jest dyrektor i dziękowaliśmy mu za to, że postanowił nas pogodzić. A kiedy byliśmy sami w naszych pokojach, potrafiliśmy godzinami rozmawiać o reakcjach nauczycieli i uczniów na nasze zachowanie i śmialiśmy się z tego.
I choć to głupie, w jakiś sposób połączyło to nas. Zbliżyliśmy się do siebie. Coraz częściej rozmawialiśmy, wiele razy pocieszałem ją po tym, jak jej głupi i porywczy przyjaciele robili jej wyrzuty i awantury o to, że „brata się z wrogiem”. Oni mnie nienawidzili, wszyscy o tym wiedzieli. Każda osoba dostrzegała pogardę w ich oczach, kiedy tylko pojawiałem się na horyzoncie. A ona mimo, iż trzymała się z nimi tyle czasu, nie nienawidziła mnie…
Doskonale pamiętam dzień, gdy spacerowałem z nią po terenie szkoły. Nagle pojawili się jej przyjaciele. Zaczęli mnie wyzywać i mi grozić, gdybym był sam pewnie zmieszałbym ich z błotem, ale tym razem ona była obok, więc milczałem. Jak ogromny był mój szok, kiedy stanęła w mojej obronie i nawrzeszczała na przyjaciół. A kiedy oni odeszli, przytuliła mnie, to był pierwszy raz. Stałem, nie mając pojęcia, co zrobić, jak się zachować.
Później między nami było naprawdę dobrze. Poza tą jedną kłótnią. Kłóciliśmy się o to, że źle traktuje dziewczyny. Wykrzyczałem wtedy, że inne dziewczyny mnie nie obchodzą, bo to ją kocham. Zaskoczyłem ją i spodziewałem się, że przywali mi za te słowa w twarz, ale ona postanowiła mnie zdziwić jeszcze bardziej. Pocałowała mnie. A potem wyszeptała słowa, których nigdy nie zapomnę. – mężczyzna zamilkł na chwilę, patrząc niewidzącym wzrokiem przed siebie.
- Co wyszeptała? – zapytał cicho chłopak.
- „Myślałam, że nigdy tego nie powiesz”. To były jej słowa, a później znów mnie całowała. Dobrze pamiętam, że kiedy te usta dotykały moich ust, czułem się cudownie i w końcu wiedziałem, co to znaczy być całowanym i kochanym przez tę jedyną.
Kiedy inni dowiedzieli się o naszym związku byli oburzeni. Mój ojciec żądał, abym ją zostawił. Groził, że mnie wydziedziczy, jeśli z nią będę. Nienawidził jej przez to w jakim domu była oraz przez to że nie pochodziła z wysoko ustawionej rodziny, z której pochodzę ja.
Postawiłem się ojcu. Powiedziałem, że ją kocham i nie obchodzą mnie pieniądze. Nie wydziedziczył mnie, ale też do końca swojego życia nie odezwał się do mnie. A my żyliśmy dalej, po Hogwarcie, oboje udaliśmy się na studia, a później do pracy. W między czasie zamieszkaliśmy razem. Ona pracowała w małej księgarni niedaleko naszego domu, a ja otworzyłem własną firmę. I właśnie przez nią zrujnowałem sobie życiem. Pracowałem coraz ciężej i coraz dłużej. Nie wracałem do domu o 17, jak na początku. Kończyłem pracę około 22:00 i wychodziłem z domu przed 6:30. Prawie się nie widywaliśmy. Przestałem dbać o kobietę, którą kochałem najbardziej na świecie i przestałem dbać o naszą miłość. Któregoś dnia wróciłem do domu, wziąłem szybki prysznic i udałem się do naszego łóżka. Chciałem się przytulić do jej pleców, jak zawsze, ale jej nie było. Od razu zajrzałem do szafy. Jej rzeczy też zniknęły. Tej nocy nie spałem, siedziałem w kuchni raz po raz czytając list, który mi tam zostawiła. List, w którym napisała, że nie może być z kimś kto widzi tylko pracę w swoim życiu. Napisała też, że mnie kocha, ale odchodzi oraz żebym jej nie szukał. A ja głupi, posłuchałem jej. Nie szukałem, nie kontaktowałem się, nie walczyłem o nią. I bardzo tego żałuję. Dwa lata później dowiedziałem się od naszych wspólnych znajomych o jej ślubie. Nigdy wcześniej nie czułem się tak podle i samotnie. Straciłem ją i nie mogłem już nic zrobić. Pokochała innego. – powiedział mężczyzna, czując, że jego policzki robią się mokre. Płakał. Znowu. W młodości nigdy mu się to nie zdarzało, a teraz wspominając ją płacze coraz częściej. Otarł wierzchem dłoni łzy i spojrzał na parę. Oczy kobiety błyszczały od łez, a mężczyzna mocno ściskał jej dłoń.
- Nazywa się pan Draco Malfoy, prawda? – zapytała.
- Skąd wiesz? – odparł ze zdumieniem.
- Mama często o panu opowiadała.
- Mama? – powtórzył, nie rozumiejąc.
Kobieta uśmiechnęła się lekko.
- Mam na imię Annabeth, jestem córką Hermiony Granger.
Starzec patrzył na młodą kobietę, nie wierząc w to, co słyszy.
- Hermiona… – szepnął. – Czy u niej wszystko w porządku? Tak bardzo chciałbym się z nią spotkać, przeprosić ją. – mówił.
Nagle kobieta posmutniała.
- Mama od dwóch lat nie żyje.
W oczach Dracona po raz kolejny pojawiły się łzy. Odwrócił swe spojrzenie od pary i patrzył gdzieś w przestrzeń.
- Przykro mi. – odezwał się w końcu.
- Mnie również. – odpowiedziała.
Malfot wstał, ciężko opierając się o swoją laskę.
- Wszystkiego dobrego, Annabeth. A ty, chłopcze, nigdy nie bądź tak głupi, jak ja. Nie pozwól jej odejść.
- Panie Malfoy… – powiedział mężczyzna. – Mój ojciec na pewno chciałby się z panem zobaczyć.
- Ojciec?
- Blaise Zabini.
- Oh, a więc córka Hermiony i syn Blaise’a. Tego bym się niespodziewał. – rzekł Draco, delikatnie się uśmiechając. – Pozdrów ojca, chłopcze. Przekaż mu, że często go wspominam.
- Dobrze, proszę pana.
- A ty Annabeth, wiedz, że nigdy nie przestałem kochać twojej matki.
- Wiem, panie Malfoy. – uśmiechnęła się.
A Draco wolnym krokiem oddalił się. Chciał wrócić do domu. Chciał jeszcze raz spojrzeć na wszystkie zdjęcia jego szkolnych przyjaciół i Hermiony.

Tydzień później Annabeth wraz z mężem oraz jego ojcem stali na cichym i pustym cmentarzu. Wszyscy troje wpatrywali się w marmurowy grób.
Grób, w którym spoczywał Draco Malfoy.
- Jest teraz szczęśliwy. – szepnęła Annabeth.
- Skąd o tym wiesz? – zapytał Blaise.
- Bo po tylu latach w końcu zrobił to, czego tak bardzo pragnął. Spotkał się z miłością swojego życia.

Cześć :)

A więc oficjalnie rozpoczęliśmy wakacje i z tej okazji pojawia się miniaturka! Komentujcie i opowiadajcie, jakie plany na wakacje. Ja idę do pracy :P

Pozdrawiam

Córka Ciemności <3

Opublikowano opowiadania/miniaturki | 3 komentarzy