Rozdział VIII.

Rozdział 8. ”On cię kocha!”

Trzy dni później przybyłem do Fangtasii długo po otwarciu klubu, bo miałem spotkanie z innymi Szeryfami. Dzięki temu, że się spóźniłem, podsłuchałem pewną rozmowę.
- Masz go zostawić, dziwko. – to był głos Pam.
- Nie nazywaj mnie tak. – ten głos natomiast należał do Sookie.
- Przestanę, kiedy znikniesz z jego życia.
- Czemu tak ci na tym zależy?
- Bo go zmieniłaś! Był taki niezależny i potężny, a teraz zachowuje się prawie, jak zwykły śmiertelnik.
- To chyba dobrze! – krzyknęła Sookie.
- Nie dla mnie. Odtrącił mnie, nie rozmawia ze mną. Jeśli z nim zostaniesz, rozkaże mi odejść na zawsze.
- Może tego nie zrobi.
- Zrobi, bo nie będę mu już potrzebna.
- Pam…
- On cię kocha, Sookie! Jeśli i ty go kochasz i chcesz jego szczęścia, odejdź i zostaw nas w spokoju!
Przez dłuższy czas milczały, więc wykorzystałem ten moment i wkroczyłem do pomieszczenia, gdzie rozmawiały.
- Eric… – szepnęła Sookie, kiedy mnie zobaczyła, jej oczy błyszczały łzami.
- Słyszałeś. – stwierdziła Pam.
- Słyszałem. Sookie, jaka jest twoja decyzja?
- Moja decyzja?
- Zostaniesz czy odchodzisz? – zapytałem, czując jakby moje serce za chwilę miało zatrzymać się na zawsze, co oczywiście było nie możliwe.
- Ja… ja… nie wiem… nie każcie mi decydować, nie potrafię. – powiedziała i wyszła, a poły jej czarnego płaszczu, który miała dziś szumiały przy każdym jej kroku. I właśnie w tej chwili zwróciłem uwagę na to, w co dziś była ubrana. Miała na sobie opinającą jej ciało sukienkę, czarne szpilki i owy płaszcz. Od razu przyszła mi do głowy pewna myśl. Wyglądała dzisiaj zdumiewająco podobnie do wampira. Ta słodka telepatka tej nocy przypominała mrocznego, okrytego tajemnicami krwiopijcę.
Byłem pod wrażeniem.

buty rozdział 8

 

kłótnia z Pam płaszcz

- Pam… – odezwałem się.
- Eric, ja tylko chciałam.
- Zawiodłem się na tobie. – powiedziałem przerywając jej. Patrzyła teraz na mnie swoimi błękitnymi oczami.
- Czy chcesz abym odeszła?
- Nie, oczywiście, że tego nie chcę. Jesteś moim jedynym dzieckiem, Pam. Ale nie możesz się tak zachowywać.
- Ale…
- Jeszcze nie skończyłem. – warknąłem. – Kocham cię, Pam, bo ty jako jedyna przez te wszystkie wieki byłaś przy mnie. Ale teraz kocham też Sookie i chcę, aby ona trwała przy mniej. Więc nigdy więcej nie rozkazuj ludziom, na którym mi zależy, że mają odejść.
- Tak jest, przepraszam.
- To nie mnie powinnaś przepraszać, Pam. – odpowiedziałem. – Idź na bramkę, dzisiejszej nocy zajmiesz się selekcją klientów.
I doskonale wiem, że zrozumiała, że to jest jej kara, ponieważ selekcją zajmowali się zwykli pracownicy, zarabiający grosze i zazwyczaj będący śmiertelnikami.
Ja natomiast postanowiłem udać się do Sookie i wszystko jej osobiście wyjaśnić i dowiedzieć się, czy ona też mnie pragnie.
10 minut później wylądowałem tuż przed jej domem. Światło świeciło się w salonie, więc wywnioskowałem, że jeszcze nie śpi. Zapukałem do drzwi jej pięknie wyremontowanego domu.
I już po chwili ujrzałem ją w ślicznej żółtej sukieneczce, w której wyglądała, jak grzeczny aniołek.

żółta sukienka

- Sookie, możemy porozmawiać?
Otworzyła szerzej drzwi, więc wszedłem do domu i udałem się do salonu.
- O czym chcesz rozmawiać? – zapytała.
- Przepraszam za Pam, ona…
- Chciała dobrze, wiem. – przerwała mi.
- Nie musisz już decydować. Pamela zrozumiała, że ja cię kocham i chcę być z tobą i że z tobą u mojego boku będę najszczęśliwszy.
- Naprawdę mnie kochasz, Eric? – zapytała badawczo mi się przyglądając.
- Nie mam pojęcia, jak to się stało, ale tak, zakochałem się w tobie, Sookie. Zakochałem się, jak szaleniec. – wyznałem jej.
- Szaleńcem byłeś już wcześniej. – zaśmiała się.
- Tak, to możliwe. – odparłem wesoło. – A czy ty… czy czujesz coś do mnie?
Przez dłuższą chwilę patrzyła mi prosto w oczy, nic nie mówiąc. Jej spojrzenie nic nie wyrażało, więc zacząłem już tracić nadzieję. I wtedy podeszła do mnie, zacisnęła dłonie na mojej marynarce, ciągnąc mnie w dół, a następnie pocałowała mnie krótko.
- Chyba znasz już odpowiedź.
Roześmiałem się i złapałem ją w talii, przyciągając bliżej do siebie. I pocałowałem ją z całą moją pasją i namiętnością.
- Ohh, Sookie. – wymruczałem, gdy poczułem jej dłonie rozpinające moje spodnie.

 

 

I oto jest moi kochani!!! Ósmy rozdział! Mam nadzieję, że się spodoba ;)

Pozdrawiam

Córka Ciemności <3

Opublikowano opowiadania/miniaturki | 1 komentarz

Moje powietrze.

Moje dni są takie nudne, gdy nie piszesz do mnie już.
Moje serce takie puste, gdy nie słyszę Twego głosu.
Moje oczy takie smutne, gdy nie widzę Ciebie tu.
Moje usta takie blade, gdy Twych pocałunków brak.
Moje ciało takie słabe, gdy Twoich dłoni nie czuję tam.
Moje życie takie bezsensowne, gdy brakuje Ciebie w nim…

Gdy brakuje Ciebie w nim.

Byłeś mi wszystkim, czego pragnęłam.
Byłeś mi wszystkim, o czym marzyłam.
Byłeś mym niebem, mym słońcem i moimi gwiazdami.
Byłeś mym księżycem oraz moimi snami.
Byłeś moją nadzieją i każdej chwili radością.
Byłeś moim powietrzem, bo bez Ciebie żyć nie mogłam.

Brak mi tych dni.
Brak mi tych słów.
Brak mi tego widoku.
Brak mi tego uczucia.
Brak mi tej bliskości.
Brak mi tego życia.

Pożegnałam się z pragnieniami.
Pożegnałam się z marzeniami.
Pożegnałam się z niebem, słońcem i gwiazdami.
Pożegnałam się z księżycem oraz snami.
Lecz z nadzieją pożegnać się nie mogę, bo tylko ona sprawia, że powietrze może wrócić do mnie z powrotem.

 

Witajcie :)

Po długiej przerwie przybywam do Was z takim wierszem oraz z pewną wiadomością. 

Uwaga, uwaga! Kochani! Ruszyłam z ósmym rozdziałem „Dla Ciebie zrobię wszystko”! :D

Mam już początek i mam nadzieję skończyć go do niedzieli :) 

A jak Wasze wakacje? Ja od początku lipca pracuję. Natomiast w pierwszy tydzień sierpnia wybieram się do Warszawy na kilka dni, do przyjaciółki.

Dziękuję bardzo za wszystkie wejścia na ten blog, widzę że tu zaglądacie i jestem Wam za to bardzo wdzięczna :*

Pozdrawiam

Córka Ciemności <3

Opublikowano opowiadania/miniaturki | 1 komentarz

Opowieść starca.

Starszy, zgarbiony mężczyzna, mocno ściskając w dłoni swoją drewnianą, poznaczoną wyraźnymi śladami użytku laskę, siedział na pomazanej przez huliganów ławce w parku i obserwował spacerujących ludzi. Zastanawiał się, jakie ci ludzie mają życie i czy są szczęśliwi. Bo on sam nie był. Mógł pochwalić się wieloma rzeczami. Swoim ogromnym majątkiem, czy potężnym dworem, ale nie mógł chwalić się tym, że w jego życiu jest choć odrobina szczęścia. Bo jej nie było.
W pewnej chwili zobaczył dwoje roześmianych ludzi, trzymali się za dłonie i szli w jego kierunku.  Cały czas na nich patrzył, kiedy siadali na ławce obok niego.
- Miło jest zobaczyć szczęśliwych zakochanych. – powiedział swoim starym, zmęczonym głosem.
Małżeństwo spojrzało na niego, na początku ze zdumieniem, ale później młoda kobieta uśmiechnęła się i odparła.
- Dziękujemy.
- Nie ma za co, moja droga. Dbajcie o siebie i o wasze uczucie. – rzekł, a następnie dodał cicho, jakby mówił tylko do siebie, ale mimo to para go usłyszała. – Ja o swoją miłość nie potrafiłem zadbać, dlatego jej teraz nie mam.
- Co się stało? – zapytał mężczyzna.
- To długa i smutna historia.
- Chętnie jej posłuchamy. – odezwała się kobieta, kładąc swoją delikatną dłoń na ramieniu staruszka.
Mężczyzna skinął głową i wracając do wspomnień zaczął opowiadać.
- Poznaliśmy się w prywatnej szkole, zwanej Hogwartem, był tam podział na cztery domy. Gryffindor, Ravenclaw, Hufflepuf i Slytherin. Dla każdego domu miała znaczenie inna wartość. Ona była odważna, dlatego trafiła do Gryffindoru, ja byłem sprytny i przebiegły, przynależałem do Slytherinu. Te dwa domy od lat pałały do siebie nienawiścią. Członkowie tych domów po prostu nie potrafili się porozumieć.
A ja nie znosiłem jej za to, że była taka mądra, piękna i że mimo, iż była blisko, to jednak tak daleko. Dlatego obrażałem ją na każdym kroku, mówiłem jej okropne rzeczy, a ona… na początku mnie ignorowała, ale później… wróciliśmy po kolejnych wakacjach do szkoły i ona była totalnie odmieniona. Gdy ją obrażałem, odpowiadała mi jeszcze gorszym tekstem. Potrafiła szczerze wypowiadać swoje opinie na mój temat i wytykać moje błędy, choć nikt inny nigdy tego nie zrobił. Przez to pokochałem ją jeszcze bardziej, ale niestety nie mogłem tego okazać. Więc wciąż ją obrażałem i krytykowałem każdą rzecz z nią związaną. I mimo wszystko, cokolwiek robiłem, ani razu w jej oczach nie widziałem nienawiści. I do tej pory nie jestem w stanie zrozumieć, jak ta dziewczyna, tak bardzo przeze mnie skrzywdzona, nie mogła mnie znienawidzić. Następnego roku w szkole sprawowaliśmy bardzo ważną funkcje, oboje byliśmy prefektami naczelnymi i dostaliśmy wspólny salon i łazienkę, tylko sypialnie mieliśmy osobne. Jako że mieliśmy świecić przykładem dla innych uczniów, dyrektor szkoły wymógł na nas, abyśmy zachowywali się kulturalnie i z klasą. To była jego najgorsza decyzja. Oboje postanowiliśmy się zemścić za to, że na siłę chce nas godzić. Przez ponad dwa miesiące doprowadzaliśmy wszystkich do szału. Zwracaliśmy się do siebie per pan/pani. Kiedy upadła jej książka przez cały korytarz biegłem i darłem się do niej, że jej pomogę, bo jestem taki uprzejmy i kulturalny. Nauczyciele dostawali szału, kiedy bardzo grzecznie, aczkolwiek niezmiernie głośno rozmawialiśmy o tym, jakim geniuszem jest dyrektor i dziękowaliśmy mu za to, że postanowił nas pogodzić. A kiedy byliśmy sami w naszych pokojach, potrafiliśmy godzinami rozmawiać o reakcjach nauczycieli i uczniów na nasze zachowanie i śmialiśmy się z tego.
I choć to głupie, w jakiś sposób połączyło to nas. Zbliżyliśmy się do siebie. Coraz częściej rozmawialiśmy, wiele razy pocieszałem ją po tym, jak jej głupi i porywczy przyjaciele robili jej wyrzuty i awantury o to, że „brata się z wrogiem”. Oni mnie nienawidzili, wszyscy o tym wiedzieli. Każda osoba dostrzegała pogardę w ich oczach, kiedy tylko pojawiałem się na horyzoncie. A ona mimo, iż trzymała się z nimi tyle czasu, nie nienawidziła mnie…
Doskonale pamiętam dzień, gdy spacerowałem z nią po terenie szkoły. Nagle pojawili się jej przyjaciele. Zaczęli mnie wyzywać i mi grozić, gdybym był sam pewnie zmieszałbym ich z błotem, ale tym razem ona była obok, więc milczałem. Jak ogromny był mój szok, kiedy stanęła w mojej obronie i nawrzeszczała na przyjaciół. A kiedy oni odeszli, przytuliła mnie, to był pierwszy raz. Stałem, nie mając pojęcia, co zrobić, jak się zachować.
Później między nami było naprawdę dobrze. Poza tą jedną kłótnią. Kłóciliśmy się o to, że źle traktuje dziewczyny. Wykrzyczałem wtedy, że inne dziewczyny mnie nie obchodzą, bo to ją kocham. Zaskoczyłem ją i spodziewałem się, że przywali mi za te słowa w twarz, ale ona postanowiła mnie zdziwić jeszcze bardziej. Pocałowała mnie. A potem wyszeptała słowa, których nigdy nie zapomnę. – mężczyzna zamilkł na chwilę, patrząc niewidzącym wzrokiem przed siebie.
- Co wyszeptała? – zapytał cicho chłopak.
- „Myślałam, że nigdy tego nie powiesz”. To były jej słowa, a później znów mnie całowała. Dobrze pamiętam, że kiedy te usta dotykały moich ust, czułem się cudownie i w końcu wiedziałem, co to znaczy być całowanym i kochanym przez tę jedyną.
Kiedy inni dowiedzieli się o naszym związku byli oburzeni. Mój ojciec żądał, abym ją zostawił. Groził, że mnie wydziedziczy, jeśli z nią będę. Nienawidził jej przez to w jakim domu była oraz przez to że nie pochodziła z wysoko ustawionej rodziny, z której pochodzę ja.
Postawiłem się ojcu. Powiedziałem, że ją kocham i nie obchodzą mnie pieniądze. Nie wydziedziczył mnie, ale też do końca swojego życia nie odezwał się do mnie. A my żyliśmy dalej, po Hogwarcie, oboje udaliśmy się na studia, a później do pracy. W między czasie zamieszkaliśmy razem. Ona pracowała w małej księgarni niedaleko naszego domu, a ja otworzyłem własną firmę. I właśnie przez nią zrujnowałem sobie życiem. Pracowałem coraz ciężej i coraz dłużej. Nie wracałem do domu o 17, jak na początku. Kończyłem pracę około 22:00 i wychodziłem z domu przed 6:30. Prawie się nie widywaliśmy. Przestałem dbać o kobietę, którą kochałem najbardziej na świecie i przestałem dbać o naszą miłość. Któregoś dnia wróciłem do domu, wziąłem szybki prysznic i udałem się do naszego łóżka. Chciałem się przytulić do jej pleców, jak zawsze, ale jej nie było. Od razu zajrzałem do szafy. Jej rzeczy też zniknęły. Tej nocy nie spałem, siedziałem w kuchni raz po raz czytając list, który mi tam zostawiła. List, w którym napisała, że nie może być z kimś kto widzi tylko pracę w swoim życiu. Napisała też, że mnie kocha, ale odchodzi oraz żebym jej nie szukał. A ja głupi, posłuchałem jej. Nie szukałem, nie kontaktowałem się, nie walczyłem o nią. I bardzo tego żałuję. Dwa lata później dowiedziałem się od naszych wspólnych znajomych o jej ślubie. Nigdy wcześniej nie czułem się tak podle i samotnie. Straciłem ją i nie mogłem już nic zrobić. Pokochała innego. – powiedział mężczyzna, czując, że jego policzki robią się mokre. Płakał. Znowu. W młodości nigdy mu się to nie zdarzało, a teraz wspominając ją płacze coraz częściej. Otarł wierzchem dłoni łzy i spojrzał na parę. Oczy kobiety błyszczały od łez, a mężczyzna mocno ściskał jej dłoń.
- Nazywa się pan Draco Malfoy, prawda? – zapytała.
- Skąd wiesz? – odparł ze zdumieniem.
- Mama często o panu opowiadała.
- Mama? – powtórzył, nie rozumiejąc.
Kobieta uśmiechnęła się lekko.
- Mam na imię Annabeth, jestem córką Hermiony Granger.
Starzec patrzył na młodą kobietę, nie wierząc w to, co słyszy.
- Hermiona… – szepnął. – Czy u niej wszystko w porządku? Tak bardzo chciałbym się z nią spotkać, przeprosić ją. – mówił.
Nagle kobieta posmutniała.
- Mama od dwóch lat nie żyje.
W oczach Dracona po raz kolejny pojawiły się łzy. Odwrócił swe spojrzenie od pary i patrzył gdzieś w przestrzeń.
- Przykro mi. – odezwał się w końcu.
- Mnie również. – odpowiedziała.
Malfot wstał, ciężko opierając się o swoją laskę.
- Wszystkiego dobrego, Annabeth. A ty, chłopcze, nigdy nie bądź tak głupi, jak ja. Nie pozwól jej odejść.
- Panie Malfoy… – powiedział mężczyzna. – Mój ojciec na pewno chciałby się z panem zobaczyć.
- Ojciec?
- Blaise Zabini.
- Oh, a więc córka Hermiony i syn Blaise’a. Tego bym się niespodziewał. – rzekł Draco, delikatnie się uśmiechając. – Pozdrów ojca, chłopcze. Przekaż mu, że często go wspominam.
- Dobrze, proszę pana.
- A ty Annabeth, wiedz, że nigdy nie przestałem kochać twojej matki.
- Wiem, panie Malfoy. – uśmiechnęła się.
A Draco wolnym krokiem oddalił się. Chciał wrócić do domu. Chciał jeszcze raz spojrzeć na wszystkie zdjęcia jego szkolnych przyjaciół i Hermiony.

Tydzień później Annabeth wraz z mężem oraz jego ojcem stali na cichym i pustym cmentarzu. Wszyscy troje wpatrywali się w marmurowy grób.
Grób, w którym spoczywał Draco Malfoy.
- Jest teraz szczęśliwy. – szepnęła Annabeth.
- Skąd o tym wiesz? – zapytał Blaise.
- Bo po tylu latach w końcu zrobił to, czego tak bardzo pragnął. Spotkał się z miłością swojego życia.

Cześć :)

A więc oficjalnie rozpoczęliśmy wakacje i z tej okazji pojawia się miniaturka! Komentujcie i opowiadajcie, jakie plany na wakacje. Ja idę do pracy :P

Pozdrawiam

Córka Ciemności <3

Opublikowano opowiadania/miniaturki | 3 komentarzy

„I być tą, o której marzysz”

Witajcie :) moja wena na chwila postanowiła wrócić z wakacji. Więc wykorzystałam to, pisząc tę miniaturkę. Tylko, kochani, jest ona nieco inna. Owszem, jest to Dramione, ale… Mam nadzieję, że jesteście w stanie sobie wyobrazić, że magia nie istnieje, a Draco i Hermiona to normalni ludzie, którzy nie kłócą się i nie wyzywają oraz nie rzucają na siebie zaklęć. Przed wami naprawdę mugolska historia ich miłości :D

Kilka lat temu nieśmiała dziewczyna zakochała się w swoim znanym i lubianym koledze z klasy. Dziewczyna o imieniu Hermiona nie była zbyt ładna. Była niska i pulchna, miała ładne brązowe włosy i zielone oczy, które wręcz błyszczały, kiedy do jej pola widzenia wkraczał ten chłopak. Był wysoki i przystojny, wiele dziewczyn się w nim kochało, a on przebierał w nich, wybierając te najładniejsze. Następnie był z nimi jakiś czas i zostawiał, poszukując kolejnej szczęściary. Lecz poza tym był naprawdę super osobą. Hermiona i Draco rozmawiali ze sobą nie raz. Byli dobrymi kolegami z klasy. Gadali, śmiali się, czasem razem wagarowali i palili papierosy. Zdarzyło się nawet, że kilka razy podrzucił Hermionę do domu, bo jechał w tym samym kierunku.
Tak było i tym razem. Jechali razem, Draco właśnie śpiewał razem z radiem jakąś anglojęzyczną piosenkę, a ona śmiała się z tego wycia. Cały samochód wypełniał przyjemny zapach malinowego szamponu, którym dziewczyna myła włosy. W pewnej chwili padło słowo „dream”, Draco przerwał swój śpiew i z uśmiechem zapytał Hermiony.
- A o czym ty marzysz?
- Ty pierwszy.
- Ja pierwszy zapytałem.
- No proszę. – jęknęła, przewracając oczami. I opowiedział jej o marzeniach, tylko że to nie były jego marzeniami. Nie należały do niego i ona o tym wiedziała. Ktoś taki jak on nie mógł marzyć o czymś tak płytkim. Szkoda że nie chciał przyznać swoich prawdzich marzeń. Westchnęła smutno.
- Teraz twoja kolej – powiedział z uśmiechem.
- Ja… – zająknęła się. – Marzę o studiach w Nowym Jorku, dobrej pracy i o koniu, na którego mogłabym wsiąść i pojechać gdzieś w każdej chwili.
Spostrzegła, że już byli na miejscu.
- I marzę…
Zaparkował i w pewnej chwili zastygł bez ruchu, słysząc jej wypowiedziane szeptem słowa.
- I marzę być tą, o której ty marzysz.
Spojrzał na nią w momencie, kiedy po jej policzku spłynęło kilka łez. Uśmiechnęła się smutno i opuściła jego samochód, rzucając ciche „cześć”.
Patrzył za nią jak się oddalała. Nie odjechał, nie mógł uwierzyć w wyznanie, które właśnie usłyszał.

Kolejnego dnia kiedy przyszedł do szkoły, nie było jej. Do końca tygodnia przychodził do szkoły i zostawał na wszystkie lekcje, co było zaskoczeniem zarówno dla uczniów jak i nauczycieli, ponieważ Draco zwykle chodził tylko na wybrane przez siebie zajęcia.
Przychodził bo chciał ją zobaczyć, porozmawiać z nią. Ale nie pojawiła się ani w tym, ani w następnym tygodniu. Po kilku dniach dowiedział się, że potrącił ją samochód na przejściu dla pieszych, na szczęście nic jej się nie stało, poza tym że ma złamaną nogą. Przez wzgląd na to jej rodzice zdecydowali się na nauczanie indywidualne.
A więc Draco nawet nie wiedział, kiedy ją zobaczy.
Nie chciał jej odwiedzać w domu, nie miałby pojęcia jak się zachować, nie wiedziałby po co tak właściwie przyszedł.
Minął miesiąc i tym samym przyszedł czerwiec. Noga Hermiony była już sprawna, ale dziewczyna ubłagała rodziców, aby do końca roku mogła się uczyć w domu. Nie chciała iść do szkoły. Bała się, że mogłaby tam spotkać Dracona, który regularnie chodził na wszystkie lekcje, oczekując powrotu Miony. Dracona, który skończył z panienkami. Dracona, który czekał…
Hermiona w szkole pojawiła się dopiero na zakończenie roku. Przybyła nieco po czasie, bo autobus się spóźnił, dlatego kiedy weszła do szkoły wszyscy już tam byli. Spojrzeli na nią zaskoczeni. Jakby zapomnieli o tym, że ona istnieje, że może się tego dnia tutaj pojawić.
Draco stał w tłumie, od razu go zauważyła, przyglądał się jej, lecz zignorowała to, podchodząc do koleżanek. Zaczęły rozmawiać. Kiedy jedna z nich opowiadała Hermionie o tym co działo się w szkole, podszedł do nich Draco.
- Możemy pogadać? – zapytał Miony, delikatnie dotykając jej pleców.
- Pewnie. – odpowiedziała, nie pokazując po sobie tego, jak bardzo jest przerażona.
Wyszli z budynku szkoły, aby mieć chwile prywatności.
- O co chodzi? – zapytała z trudnością powstrzymując drżenie głosu.
- O co chodzi? – powtórzył z lekkim niedowierzaniem. – O to co zdarzyło się niemal dwa miesiące temu w moim samochodzie.
- Przecież nic nie robiliśmy, tylko rozmawialiśmy. – zaśmiała się.
- Tak, rozmawialiśmy. O marzeniach.
- Owszem, o marzeniach. – potwierdziła.
- Do tej pory nie mogę ogarnąć tego, co mi powiedziałaś. Jak mogłaś to zrobić? – zapytał z lekkim wyrzutem. – Rozwaliłaś tym jednym zdaniem całe moje uporządkowane życie.
- Przepraszam. – szepnęła, a jej oczy zaszły łzami.
- Jak możesz to robić? – mruknął.
- Przepraszam, ale to że płacze akurat jest twoją winą. – burknęła, denerwując się, że to ją o wszystko obwinia.
- Nie o tym mówię.
- A o czym?
- Jak możesz mnie kochać? Przecież jestem okropny, bawię się dziewczynami, nie jestem zdolny do prawdziwych uczuć…
- Jesteś. – przerwała mu. – Jesteś przystojny, inteligentny i jesteś zdolny do prawdziwych uczuć. Wierzę w to.
- Nie znasz mnie.
- Nie tak jakbym chciała. – przyznała.
- Trzymaj się ode mnie z daleka. Nie chciałbym cię skrzywdzić. – powiedział i szybkim krokiem odszedł w strone szkoły.
- Właśnie to zrobiłeś. – wyszeptała, patrząc za nim. Do szkoły już nie wróciła, zamówiła sobie taksówkę, aby jak najszybciej znaleźć się w domu i móc się wypłakać.

Minęły dwa lata, a on wciąż wsiadając do samochodu czuł malinowy zapach, który doskonale pamiętał. To był jej zapach. Nigdy nie sądził, że będzie tęsknił, że w ogóle odczuje te stratę, ale kiedy tamtego dnia zostawił ją przed budynkiem szkoły, czuł że stracił coś bardzo ważnego, jakby malutką część siebie. Swoje prawdziwe marzenia, pragnienia i uczucia. Dopiero kiedy odszedł zrozumiał, że jeśli posiadał wtedy jakiekolwiek prawdziwe uczucia, to miał je tylko dzięki niej. Tylko dzięki niej trzymały się przy nim. Teraz kiedy jej z nim już nie ma, nie ma też jego prawdziwego. Wszystko w jegoś życiu jest sztuczne i udawane. I dopiero teraz uświadomił sobie jak bardzo chce wrócić do tej prawdziwości. Szybko zaczął pakować swoje rzeczy, chcąc opuścić Francję, w której dotychczas mieszkał. Poczuł, że musi wrócić do Anglii, musi odnaleźć kawałek siebie, który ostatnim razem zostawił na szkolnym placu.

- Podjęłam decyzję, mamo. – powiedziała stanowczo Hermiona.
- Rozumiem, ale dlaczego chcesz wyjechać tak daleko?
- Praca już tam na mnie czeka.
- Kochanie, nie możesz znaleźć pracy gdzieś bliżej. Grecja jest tak daleko.
- Wiem, mamo. Ale chcę tam jechać, chcę spróbować.
- Kiedy wrócisz?
- Postaram się przyjechać na święta. – skłamała, nie chciała tu wracać.
Kobieta mocno przytuliła swoją córkę.
- Uważaj na siebie.
Hermiona uśmiechnęła się leciutko.
- Pożegnaj ode mnie ojca, za godzinę mam samolot, więc nie dam rady jechać do niego do pracy.
- Ojcu serce pęknie. – szepnęła matka.
- Zadzwonie, gdy samolot wyląduje.

Szedł szybkim krokiem do wyjścia z lotniska w Londynie, chciał jak najszybciej dotrzeć do rodziny i powiedzieć, że wrócił. Nie zauważył pewnej osoby, która dopiero wchodziła na lotnisko. Zderzyli się z impetem.
- Przepraszam. – powiedział, sięgając po bagaż, który wyleciał mu z ręki. Kiedy nie usłyszał żadnej odpowiedzi, spojrzał na osobę i zamarł.
To była ona. Stała tuż naprzeciwko niego z szeroko otwartymi oczami. Była totalnie zaszokowana, że go tutaj spotkała.
- Cześć. – szepnęła.
- Cześć. – odparł, patrząc jej w oczy. – Wyjeżdżasz? – zapytał.
- Tak, lecę do Grecji, do pracy.
- Na długo?
- Być może na stałe.
- Postanowiłem wrócić do Anglii.
- Właśnie widzę. – rzekła.
- W końcu zrozumiałem, że zostawiając cię wtedy na zakończeniu roku, zostawiłem też część siebie. Bo to ty byłaś osobą, która znała moje prawdziwe ja.
- Cieszę się, że sobie to uświadomiłeś. – powiedziała, zerkając na zegar. – Muszę już iść. Zaraz odlatuje mój samolot.
- Jasne, rozumiem. – mruknął.
- To cześć. – odparła, odchodząc.
- Hermiona! – krzyknął za nią. A kiedy zatrzymała się i odwróciła, podbiegł do niej i złożył na jej ustach namiętny pocałunek. – Jesteś tą o której marzę. – wyszeptał.
- Trochę za późno. – odpowiedziała smutno i szybko odeszła.

Stał przez chwilę, patrząc za nią, aż w końcu westchnął i udał się do kasy.
- Jeden bilet do Paryża. – powiedział. Nie miał zamiaru zostawać w Anglii, kiedy wiedział że jego prawdziwej cząstki już tutaj nie ma.

6 lat później

- Tak, mamo, właśnie wylądowałem, zaraz biorę taksówkę i jadę do was. – mówił Rickon do telefonu, idąc przez lotnisko. – Dobrze. Tak, przywiozłem. Co mam kupić? Kaczkę? Okej. Do zobaczenia.
Nastał okres świąt, a Draco zmuszony przez rodziców pierwszy raz od 6 lat pojawił się w Angli. Nie miał pojęcia, że Miona też tutaj będzie, dopóki nie wpadł na nią.
- Znów się tutaj spotykamy. – wyszeptał.
- Tak. – mruknęła.
- Wróciłaś tu na stałe?
- Właściwie to przyjechałam tylko na święta. A ty?
- Tak samo.
- No to wesołych świąt. – powiedziała i ruszyła do wyjścia z lotniska.
- Hermiona!
Lecz tym razem nie zatrzymała się, a nawet przyśpieszyła.
- Cholera. – zaklął i pobiegł za nią. – Hermiona. – złapał ją za ramię.
- Czego ode mnie chcesz?
- Ja wróciłem, ty wróciłaś… Czy twoim marzeniem wciąż jest być moim marzeniem?
Nie odpowiedziała, spojrzała mu tylko w oczy, a jej wzrok powiedział mu wszystko.
Przyciągnął ją do siebie i wyszeptał wprost w jej usta.
- To dobrze. Bo wciąż jesteś moim marzeniem. Od 6 lat, skarbie. A może nawet dłużej.
A następnie wpił się w jej usta.

Córka Ciemności <3

Opublikowano opowiadania/miniaturki | 4 komentarzy

Ostatnie chwile.

Leżałam razem z nim na podłodze w kuchni.
Moja twarz była wtulona w jego pierś.
Czułam jego cichy, urywany oddech w moich włosach.
Słuchałam powolnego bicia serca i delikatnego szumu krwi.
W pamięci mając chwile, kiedy to potężne serducho pracowało z prędkością karabinu maszynowego.
Po moich policzkach popłynęły łzy, gdy wspominałam wspólne przygody.
Przesunęłam dłoń w miejsce, gdzie było jego serce.
I poczułam te ostatnie, ale silne uderzenia.
A potem nie czułam już nic.
Odszedł.
Mój najlepszy, futrzasty przyjaciel odszedł.

 

Córka Ciemności <3

Opublikowano opowiadania/miniaturki | 2 komentarzy