Ból.

Wciąż czuję ból – to nie do zniesienia
Bądź przyjacielem – przynieś mi ulgę
Proszę, pozwól mi umrzeć

Nie mogę siedzieć
Nie mogę leżeć
Nie mogę stać

Brak mi tchu
W oczach łzy
Zaciśnięte mocno szczęki
Proszę, pozwól mi umrzeć

Nie mogę myśleć o niczym innym
Nie mogę nic innego czuć
Bądź przyjacielem – przynieś mi ukojenie

Nie mogę spać
Nie mogę śnić
Nie mogę żyć
Zabij mnie, przynieś ukojenie
Ja proszę

 

 

Witajcie kochani, dawno mnie tutaj nie było. Niestety większość mojego czasu pochłaniają przygotowania do matury. Znalazłam chwilkę żeby napisać ten wiersz. Od was zależy o jakim bólu jest w nim mowa, czy psychiczny, czy fizyczny. W moim przypadku są to oba jednocześnie. Jakiś czas temu zaczęłam pisać dłuższą miniaturkę Hermiona/Severus, lecz nie mam pojęcia, kiedy uda mi się ją skończyć. Pewnie dopiero gdzieś w maju, już po egzaminach maturalnych. 

Tymczasem życzę wam Wesołych Świąt Welkanocnych i mokrego poniedziałku :)

Córka Ciemności <3

Opublikowano opowiadania/miniaturki | Skomentuj

Park.

- Harry, nie jestem przekonany do tego pomysłu.
- Daj spokój, Ron. Malfoy mówił, że to super doświadczenie.
- No nie wiem.
- Nie chcesz bezkarnie popatrzeć na ładne ciało?
- No pewnie, że chcę, ale wydaje mi się, że Park Nudystów to niezbyt dobre rozwiązanie.
- Proszę cię. Tam będzie masę gołych dziewczyn. Będzie super!
- Harry…
- One będą nagie, Ron.
- No wiem, ale ja też będę musiał być nago.
- No i tym się przejmujesz? Miałem nieszczęście usłyszeć od Lavender, że jesteś dobrze wyposażony przez naturę. No nie daj się prosić, Ron.
- Oh… no dobra. Pójdziemy tam.

Kilka godzin później
- Będzie super?! – wrzasnął Ron, biegnąc ile sił w nogach.
- Kurde, przepraszam, stary. – wysapał Harry.
- To miały być śliczne, nagie dziewczyny!
- No wiem. Malfoy specjalnie podał zły adres.
- Mogłeś to wcześniej sprawdzić.
- Skąd mogłem wiedzieć, że to Park Nudystów dla gejów?
- Mogłeś to… – zaczął Ronald, lecz zamilkł, słysząc męski krzyk.
- Ja biorę rudego, ma niezły sprzęt!
- AAAAAAAA!!! – zapiszczał Ron.

 

Krótkie, śmieszne,  tak na poprawę humoru :)

Córka Ciemności <3

Opublikowano opowiadania/miniaturki | Skomentuj

Nie pozwól mi odejść

Jej małżeństwo było właściwie wzorowe. Wszystko było idealne i wspaniałe. Obydwoje mieli dobrze płatne prace, które lubili. Mieszkali w pięknej willi z ogromnym ogrodem i basenem. Ubierani byli przez najlepszych projektantów i obydwoje mieli świetnych przyjaciół, którzy stali za nimi murem.
Jednak nie wszystko było takie wspaniałe, jakby mogło się wydawać.
To było ustawione małżeństwo.
Dla wyższego dobra.
To sformułowanie było ostatnimi czasy tak często powtarzane, że niemal stało się mottem Ministerstwa Magii i magicznej społeczności.
Natomiast Pani Minister siedziała właśnie w eleganckiej restauracji razem ze swoją przyjaciółką Ginny Potter.
- Już nie wiem, co robić, Gin. – szepnęła, bezradnie grzebiąc w swoim talerzu.
- Hermiono, dlaczego z nim nie porozmawiasz? Dlaczego mu nie powiesz, że chcesz żeby to małżeństwo było takie, jak każde inne? Na pewno by to zrozumiał.
- Ale ty nie rozumiesz. To małżeństwo nigdy nie będzie takie, jak pozostałe. Ginny, jestem Ministrem Magii, a on jednym z najlepszych uzdrowicieli. Jestem szlamą, on arystokratą. To małżeństwo zostało zawarte po wojnie, aby pokazać społeczeństwu, że granice między czarodziejami i mugolakami zginęły wraz z Voldemortem.
- Ale dlaczego nie możesz wykorzystać tego, że z nim jesteś, Hermiono? Możesz spróbować go pokochać, możecie spróbować być szczęśliwi nie tylko na pokaz.
- Nie muszę próbować go kochać. – szepnęła, patrząc ze smutkiem na swoją przyjaciółkę. – Kocham Draco już od dawna.
- Oh, Hermiono. – mruknęła rudowłosa kobieta, wstając ze swojego miejsca i przysuwając się do koleżanki. Objęła ją. – Cokolwiek będzie się działo, ja zawsze będę po twojej stronie. Ale musisz z nim porozmawiać. – wyszeptała.

Wieczór tego samego dnia.
Zapukała delikatnie do drzwi jego gabinetu. A kiedy usłyszała ciche „proszę”, weszła do środka. Spojrzał na nią ze zdumieniem. To nie tak zazwyczaj wyglądało. Zwykle po wspólnie zjedzonej kolacji w milczeniu, on udawał się do swojego gabinetu i zostawał tam do późnej nocy, kładł się do łóżka, dopiero kiedy ona już spała.
- Coś się stało? – zapytał.
- Chciałabym porozmawiać. – odparła cicho. Wskazał jej ręką, aby usiadła na fotelu naprzeciwko niego.
Lecz nie uczyniła tego, stała na środku pomieszczenia. Skinął głową, marszcząc lekko brwi.
- O czym chcesz rozmawiać?
Nie odpowiadała, stała tam patrząc mu prosto w oczy. Poczuł się dziwnie. Może był nieco zaniepokojony. Podeszła do niego powoli i położyła dłoń na jego ramieniu. Natychmiast podniósł się z fotela. Był od niej sporo wyższy, więc teraz patrzył na nią z góry. Cały czas obserwował ją, kiedy zbliżała swoją twarz do jego. Aż w końcu ich usta się zetknęły. Poczuł jak jej dłonie zaciskają się na jego koszuli. Jej pocałunek na początku nieco nerwowy powoli stawał się mocniejszy. Kiedy przejechała swoim językiem po jego wargach, objął ją jedną dłonią i przyciągnął blisko do siebie, drugą dłoń wplótł w jej włosy i oderwał ją od siebie, ale tylko po to, aby spojrzeć w jej oczy, jakby szukając czegoś. Może pozwolenia? Może odpowiedzi? I zobaczył dużo uczuć, których nie potrafił zdefiniować. Ale poczuł jej dłoń, zaciskającą się na jego karku, więc pocałował ją nagle i namiętnie.
Oderwali się od siebie po dłuższym czasie, oddychając głęboko i szybko.
- Chciałaś rozmawiać. – mruknął, odsuwając się od niej. Złapała go za nadgarstek.
- Nie odsuwaj się. – wyszeptała, patrząc mu w oczy. Przybliżyła się i wsunęła swoje dłonie w jego. – Będę cię chronić, będę przy tobie trwać. Będę cię wielbić, będę całować i gwiazdy z nieba dla ciebie kraść.
Jego oczy pociemniały, gdy rozpoznał część przysięgi ślubnej, którą osobiście wygłosił osiem lat temu.
- Jeśli płaczesz, ja płaczę z tobą. Jeśli się złościsz, ja się wściekam. Jeśli się mścisz, zemszczę się z tobą. Jeśli pokochasz, ja będę kochał tylko ciebie. – szeptała Hermiona.
Przypomniał sobie tamtą chwilę, kiedy stała przed nim w pięknej, białej sukni. Przypomniał sobie, smutek wypisany na twarzach jej przyjaciół. Przypomniał sobie jej rozpacz, skrywaną pod wymuszonym uśmiechem. I przypomniał sobie, że przysięga, którą składał znaczyła dla niego bardzo dużo. Sam ją napisał. Dlaczego później stał się taki chłodny i obojętny?
Uniósł dłoń i pogłaskał kobietę po policzku. Wtuliła się w jego dotyk, przymykając oczy.
- Hermiono… – szepnął. Spojrzała w jego oczy.
- Nie odchodź. – wyszeptała, bojąc się, że mógłby ją teraz zostawić samą.
- Nie pozwól mi. – odparł. Zacisnęła ręcę na jego koszuli, przyciągając go do siebie i wciskając na jego usta długi i mocny pocałunek.
- Nie pozwolę. – odparła.

Kolejnego dnia obydwoje nie pojawili się w pracy. Z nikim się nie skontaktowali, zniknęli na tydzień.

- Hermiono! Tak się cieszę, że cię widzę! Tak się martwiłam. – powiedziała Ginny Potter, podbiegając do stolika w restauracji, gdzie czekała na nią przyjaciółka.
- Wszystko w porządku, Gin. Wzięłam krótki urlop.
Rudowłosa zmrużyła oczy.
- Ty wzięłaś urlop? Przecież ty kochasz pracę.
- Ale poza nią kocham jeszcze inne rzeczy. – zaśmiała się Hermiona.
Oczy Ginewry rozszerzyły się w zdumieniu.
- Czyli to nie przypadek, że Draco Malfoy zniknął na ten tydzień tak samo jak ty?
- Zdecydowanie nie przypadek. – uśmiechnęła się szeroko.
- Dobrze widzieć cię znów szczęśliwą, Hermiono. – odpowiedziała Ginny. – A teraz opowiadaj, jak to było…
I Hermiona powiedziała jej, że było wspaniale. Kiedy już obiecała mu, że nigdy nie pozwoli mu odejść, rozmawiali przez długie godziny. Wszystko sobie wyjaśnili. I w końcu zrozumieli, jacy byli głupi. Oboje pragnęli tego samego. Aby być kochanym przez te drugą osobę, ale bali się przyznać do swoich własnych uczuć.
A później postanowili wyjechać. Tak żeby nikt ich nie znalazł, tak aby mogli spędzić cały dzień w łóżku, niczym się nie przejmując.

Dwa i pół miesiąca później
- Draco, gdzie mnie ciągniesz?
- Niespodzianka.
- To mój wolny dzień od dawna, wolałabym zostać w domu i odpocząć. A poza tym dzisiaj jest rocznica naszego ślubu, myślałam, że zjemy kolację, a później weźmiemy razem kąpiel.
- Możemy to zrobić później, skarbie.
- Draco…
- Zamknij oczy.
- Po co?
- Chce nas gdzieś teleportować. No zamknij, proszę.
Westchnęła, lecz zrobiła to, czego chciał. Draco złapał ją za ręce. Poczuła nieprzyjemne szarpnięcie w okolicach pępka, a po chwili już gdzieś stała.
- Możesz otworzyć.
Otworzyła oczy i ze zdumieniem zauważyła, że znajdują się przed kościołem.
- Draco? – zwróciła się do męża pytającym tonem, lecz w tym momencie obok nich zjawiła się Ginny.
- Chodź, Hermiono, musimy cię przygotować.
- Do czego?
- Zobaczysz.
- Draco, o co chodzi? Co się dzieje? – zapytała z lekką paniką.
- Wszystko w porządku. Idź z Ginny.
Przyjaciółka zaprowadziła ją do jakiegoś niedużego pokoju. Tam uczesała ją ładnie, poprawiła makijaż i kazała założyć Hermionie śliczną suknię.
Kiedy Pani Minister wyglądała zachwycająco, Ginny wzięła ją pod rękę i zaczęła gdzieś prowadzić.
Po chwili stanęła przed ogromnymi, drewnianymi drzwiami. Ginewra mruknęła coś, co zabrzmiało jak „zostań tu” i gdzieś zniknęła.
Po paru sekundach drzwi stanęły otworem. A Hermiona ujrzała wnętrze kościoła. Ławki zajmowali jej i Draco przyjaciele, ich rodzina. Natomiast po drugiej stronie kościoła, tuż obok pastora stał, ubrany w czarny garnitur, jej ukochany. Uśmiechnęła się lekko, gdy zrozumiała, co się dzieje.
Więc gdy rozbrzmiała muzyka, Hermiona ruszyła ku Draco.
Ludzie przyglądali jej się z czułością i radością. Zaś Malfoy patrzył na nią z zachwytem i miłością.
Kiedy stanęła obok niego, złapał jej dłoń i pocałował.
- Zebraliśmy się tutaj, aby być świadkami ponownych zaślubin Draco i Hermiony. Tych dwoje ludzi postanowiło umocnić swoją więź i odnowić przysięgi. – rzekł pastor.
- Hermiono, jesteś jedyną osobą na całym świecie, która potrafi mnie rozśmieszyć i zirytować w tym samym momencie. Jesteś jedyną osobą, która wie, kiedy potrzebuje pocieszenia, a kiedy porządnego ochrzanu. Jesteś jedyną osobą, która znając mój charakter i moje podejście do życia, obiecała mi, że mnie nie zostawi. Twoje słowa znaczą dla mnie wszystko. Twój dotyk jest najważniejszym. A twoja miłość jest moim najcenniejszym skarbem. Kocham cię, Hermiono, każdego dnia coraz bardziej.
Łzy spływały po policzkach kobiety. Pociągnęła lekko nosem, wciąż wpatrując się w twarz mężczyzny.
- Draco. Jesteś moim aniołem stróżem. Pojawiasz się zawsze, gdy cię potrzebuję i znikasz, kiedy muszę mieć chwilę dla siebie. Jesteś moim rycerzem, który broni mnie przed całym złem świata. Jesteś moją duszą, moim sumieniem i moim sercem. Jesteś wszystkim, co mam i co kocham. Utrata ciebie byłaby równoznaczna z utratą życia. Kocham cię, Draco, każdego dnia coraz bardziej.
Malfoy uśmiechał się, choć w jego oczach lśniły łzy.
- Panie Malfoy. – odezwał się pastor. – Niech pan pocałuje w końcu swoją żonę.
I Draco to zrobił. Pocałował ją z całą swoją pasją i namiętności, trzymając ją mocno w ramionach. Zignorował oklaski i gwizdy gości, choć wiedział, że tym razem nie były wymuszone. Tym razem wszyscy byli szczęśliwi. Hermiona oderwała się od ust męża i wyszeptała, patrząc mu w oczy.
- Już nigdy nie odchodź, nie odsuwaj się ode mnie.
- Nigdy więcej tego nie zrobię. – przysiągł jej i ponownie ją pocałował.

Draco dotrzymał swojej obietnicy, cały czas wiernie trwał przy żonie. Choć nie zawsze było to łatwe, na przykład wtedy gdy Hermiona była w ciąży i w środku nocy, w środku zimy, zażyczyła sobie świeżych truskawek. Draco był zmuszony wtedy teleportować się na drugi koniec świata, aby zaspokoić potrzebę swojej żony, chociaż o wiele bardziej wolałby leżeć w tym czasie w łóżku, przytulny do brzucha kobiety i czekać na kolejne kopnięcia dziecka, które Hermiona nosiła pod swoim sercem. Draco kochał to robić, wiedział, że tam jest owoc ich miłości. Jego syn. Ich syn.

 

Córka Ciemności <3

Opublikowano opowiadania/miniaturki | 4 komentarzy

Cześć.

Cześć.
Znów się spotykamy.
To miłe wiedzieć, że jednak coś dla Ciebie znaczę.

Bo ostatnim, co pamiętam były łzy i kubek czarnej, gorzkiej kawy.
Bo ostatnim, co słyszałam były Twoje puste słowa, wykrzyczane w chwili złości.
Bo ostatnim, co dotykałam były Twoje zimne dłonie, które odpychały mnie.
Bo ostatnim, co poczułam był smutek i rozczarowanie.

Więc cześć.
Miło znów widzieć Cię.
Myślałam, że o mnie zapomniałeś.

Przecież właśnie to mi obiecałeś.
Zapomnienie i obojętność… obiecałeś!
Zanim moim wspomnieniem się stałeś.
Dlaczego więc w Twych oczach teraz skrucha i żal widnieją?
Dlaczego Twe usta litanię przeprosin szepczą?

Cześć.
Prawie o Tobie zapomniałam.
Miło, że ty wciąż myślisz o mnie.

Aż tyle dni potrzebowałeś, aby uświadomić sobie, że istniałam tylko dla Ciebie?
Aż tyle dni potrzebowałeś, aby zrozumieć, że oddałam Ci siebie?
Moje ciało, moją duszę, moje serce.
Aż tyle dni?

Cześć.
Cierpiałam.
Czemu wróciłeś?

Aby dać mi nadzieję, a później rzucić mnie w zapomnienie?
Aby dać mi iskrę miłości, po której ognisko i tak płomieniem nie stanie?
Aby być ze mną przez chwilę, a następnie zostawić moje życie w ruinie?

Trochę mi smutno.
Bo dawno temu pożegnałam Cię już na zawsze.
Cześć.

Córka Ciemności <3

Opublikowano opowiadania/miniaturki | Skomentuj

Rodzina Lucjusza cz.II

Dwa dni później
- Draco, czy sprawa Granger wciąż jest w toku? – zapytał Lucjusz, siedząc ze swoim synem w salonie w Malfoy Manor i popijając kawę.
Młody mężczyzna na moment zamarł z filiżanką kawy w dłoni. Następnie odchrząknął i powiedział.
- Tak, oczywiście.
- Wiecie coś?
- Zarejestrowaliśmy kilka dni temu użycie przez Hermionę magii.
- Jakieś konkretne zaklęcie?
- Teleportacja. – odparł Draco.
- Gdzie? – zainteresował się Lucjusz.
- Ulica Pokątna i Hogsmeade. Naturalnie już to sprawdziłem.
- I?
- Nikt nic nie wie. – rzekł, czując jak coś zaciska mu się w żołądku, przypominając o przysiędze.
- Kontynuowanie poszukiwań nie ma już sensu. – powiedział ponuro Malfoy Sr.
- Jest sens. – wyszeptał zachrypniętym i zduszonym głosem Draco.
- Co takiego? – Lucjusz zaczął się uważnie przyglądać synowi.
- Ja… – Draco chciał powiedzieć, że widział się z Hermioną, ale zgiął się w pół, czując zatrważający ból w brzuchu i klatce piersiowej.
- Co się dzieje? – Lucek zerwał się z fotela, w którym siedział.
- To nic… ja… widział… ona… – wysapał Dracon, kręcąc głową. – Przy… się… ga…
- Złożyłeś Wieczystą Przysięgę? – upewnił się Lucjusz. – Komu? Hermionie?
Draco jęknął przeciągle z bólu.
- Dobrze, nic nie mów. Spokojnie, Draco. – Lucjusz troszkę spanikował.
- …psięga… Her… iona… uciekła… Al… nia…
- Alnia?
- Al… bnia.
- Albania… – mruknął Lucek.
I w tym momencie Draco stracił przytomność, Lucjusz szybko chwycił różdżkę i zaczął rzucać klątwy przywracające życie. Jednak gdy to nic nie dało, wezwał magomedyków, którzy szybko się zjawili.
- Co mu się stało? – zapytał jeden z medyków.
- Złamał Przysięgę Wieczystą. – wyszeptał Lucjusz.
- Co zrobił? – zdziwił się lekarz, wlewając Draconowo do ust jakiś eliksir, następnie machając nad nim różdżką, podał kolejny.
- Czy on będzie żył? – zapytał Malfoy Sr., lecz odpowiedziało mu milczenie. – Czy mój syn będzie żył?! – wydarł się Lucjusz.
- Proszę się uspokoić, panie Malfoy. Robimy wszystko, aby przeżył. – usłyszał tylko tyle. Zawiedziony i smutny mężczyzna usiadł na ziemi, ukrywając twarz w dłoniach. Draco umierał przez niego. Bo on zakochał się w kobiecie, która wymogła na jego jedynym dziecku Wieczystą Przysięgę.
Godzinę później, podczas której Lucjusz został wyrzucony przez lekarzy z pomieszczenia za zbytnie histeryzowanie, magomedycy wreszcie pozwolili mu wejść do syna.
Był przytomny, lecz strasznie osłabiony.
- Draco. – wyszeptał Malfoy Sr.
- Musiałeś wiedzieć. – odparł zduszonym, chrypiącym głosem.
- Nie za taką cenę.
- Ona cię kocha. – powiedział i zaniósł się kaszlem.
- Nic już nie mów. Kocham cię, synu. Nie powinieneś był tak ryzykować.

Po dwóch tygodniach Draco wrócił do życia. Do pracy, do codzienności. W przeciwieństwie do swojego ojca, który kolejny dzień z rzędu siedział zamknięty w swojej rezydencji.
Draco nie potrafił tego zrozumieć. Lucjusz kocha Hermionę. Hermiona kocha Lucjusza.
Ale ona ucieka, a kiedy Draco niemal traci życie wyjawiając ojcu, gdzie jest jego ukochana, on nawet jej nie zaczyna szukać.
Dlaczego, do jasnej cholery, ci dwoje tak sobie komplikują życie?
Malfoy westchnął ciężko, próbując skoncentrować się na wypełnianiu dokumentów.
Jednak w pewnym momencie podjął decyzję.
Poszedł do swoich pracowników i powiedział.
- Granger jest w Albanii. Chcę poznać jej konkretny adres. Natychmiast się tym zajmijcie. – po jego słowach aurorzy od razu wzięli się do roboty, a Malfoy wrócił do swojego gabinetu.
Skoro ojciec i Hermiona nie potrafią się dogadać, to ja im w tym pomogę. – pomyślał, uśmiechając się sam do siebie.

Kolejnego dnia Draco przemierzał korytarze Ministerstwa, ściskając w dłoni kartkę z adresem Hermiony. Na początku chciał sam się do niej teleportować, ale szybko uznał, że to głupi pomysł. Dlatego najpierw postanowił wybrać się do Malfoy Manor.
- Ojcze! – zawołał, wchodząc do dworu. Jednak nikt mu nie odpowiedział, zamiast tego obok niego pojawił się skrzat.
- Pan Malfoy jest teraz w swoim gabinecie, paniczu Draco.
Mężczyzna skinął głową i ruszył do swego ojca.
Wszedł do gabinetu bez pukania, podszedł do biurka, za którym siedział Lucjusz i położył przed nim kartkę.
- Co to jest? – zapytał Malfoy Sr.
- Znalazłem Granger.
Lucjusz szybko spojrzał na syna, a następnie przeczytał adres na kartce, przez moment wyglądał na rozchwianego, jakby się zastanawiał, czy iść do niej, czy nie, lecz sekundę później zniknął z cichym pyknięciem.

Lucjusz stał przed malutkim domkiem. Trochę niepewnie zbliżył się do drzwi i zapukał. Otworzyła mu starsza kobieta, na początku patrzyła na niego ze zdumieniem, a następnie jakby coś w jej spojrzeniu się rozjaśniło.
- Dzień dobry. – powiedział Malfoy. – Szukam Hermiony Granger.
- Tak, tak, naturalnie. – odparła, kiwając głową. – Niech pan wejdzie, zawołam ją. Proszę się rozgościć. – dodała i zniknęła za jakimiś drzwiami.
Lucjusz spojrzał krytycznie na pomieszczenie. Było malutkie. Stała tutaj stara sofa i dwa zniszczone fotelu, na małej szafeczce było radyjko, które cicho brzdąkało. Mężczyzna pomyślał, że musi tutaj wyglądać komicznie. Podejrzewał, że jego skarpetki były droższe niż wszystkie meble w tym pomieszczeniu.
W tym momencie starsza kobieta wróciła z tacą i dwiema filiżankami herbaty.
- Hermionka zaraz do pana przyjdzie. Pomyślałam, że przygotuje coś do picia.
- Dziękuję. – powiedział Lucjusz, zaczynając się niecierpliwić.
- Proszę siadać. – powiedziała kobiecina.
Lecz nim Lucek zdążył to zrobić do saloniku weszła Hermiona.
Była tak samo piękna, jak wtedy gdy go zostawiła. Patrzył w jej brązowe oczy, szukając w nich odpowiedzi na wszystkie swoje pytania.
- Lucjusz… – wyszeptała Granger, powoli się do niego zbliżając. Pozwolił jej, aby położyła dłoń na jego policzku, widział jak łzy gromadzą się w jej oczach.
- Dlaczego zniknęłaś? – zapytał cicho.
- Musiałam.
- Dlaczego? – warknął. Odsunęła się od niego gwałtownie.
- Wydarzyło się coś niespodziewanego. Nie mogłam dłużej zostać.
- Mogłaś mi chociaż powiedzieć, że odchodzisz! – zawołał.
- Nie wiedziałam jak. – odparła cicho.
- I postanowiłaś zamieszkać w tej melinie razem z jakąś starą kobietą? – zapytał, spoglądając w miejsce, gdzie wcześniej stała starsza pani, jednak jej już nie było. Lucjusz nawet nie wiedział, kiedy wyszła.
- Ona bardzo mi pomogła.
- W czym ci pomogła?
Hermiona odwróciła wzrok, a między nimi nastapiła dłuższa cisza. Lucjusz podszedł do Granger, łapiąc jej podbródek i unosząc jej głowę, zmuszając tym samym, aby na niego spojrzała.
- Zadałem ci pytanie.
- Ja byłam w ciąży.
Puścił ją gwałtownie, patrząc z niedowierzaniem.
- To był powód twojego odejścia? – zapytał chłodnym tonem.
- Tak.
- Czyje to dziecko?
- Lucjuszu… – wyszeptała.
- Czyje?! – wrzasnął.
- Twoje, oczywiście, że twoje. – wyszlochała.
- Nie rozumiem zatem. Odeszłaś ode mnie, nosząc moje dziecko pod sercem? I nic mi o tym nie powiedziałaś? Myślałaś, że nie podejmę tej odpowiedzialności? Jestem honorowym człowiekiem! Kochałbym to dziecko, tak samo jak kocham ciebie! – ryknął. – Już nie pamiętasz, jak dobrze nam było razem? Nie pamiętasz tych wszystkich chwil razem spędzonych? A może tak naprawdę nic dla ciebie nie znaczyłem? W końcu jestem tylko starym Śmierciożercą… – chciał coś jeszcze powiedzieć, jednak Hermiona przerwała mu.
- Czy pamiętam te chwile, które razem spędziliśmy?! -wykrzyknęła. – Czy je pamiętam?! Tak, pamiętam. Pamiętam każde spojrzenie w oczy, pamiętam każdy dotyk twoich dłoni i doskonale pamiętam smak twoich ust! – wykrzyczała z oczami pełnymi łez. – Jak śmiesz mi zarzucać, że to nic dla mnie nie znaczyło?! – zamilkła na moment, patrząc mu w oczy. – Znaczyłeś dla mnie wszystko. Byłeś wszystkim, co miałam i co chciałam mieć. – wyszeptała, a on przyglądał się jej tylko w milczeniu. – Więc nie mów mi, że jesteś starym Śmierciożercą, bo dla mnie jesteś wszystkim! – wrzasnęła, uderzając pięściami w jego tors.
Złapał jej dłonie i przytrzymał mocno, zatrzymując uderzenia.
Następnie pocałował jej jedną rękę, a później drugą.
- Tęskniłem za tobą. – szepnął, zgarniając ją w swoje objęcia. Wtuliła się mocno w niego. – Chłopiec czy dziewczynka?
- Chłopiec. – powiedziała cicho.
- Czy mogę go zobaczyć?
- Oczywiście.
Hermiona złapała go za rękę i pociągnęła w kierunki jakiś drzwi. Za nimi mieścił się maluki pokoik, gdzie stało tylko dziecięce łóżeczko.
Malfoy podszedł bliżej i ujrzał piękną, odrobinę różową główkę, na której była kępka blond loczków. Dziecko miało malutki nosem, kształtne usteczka i ostry podbródek, który cechował tylko Malfoy’ów. W tej samej chwili chłopiec otworzył oczka i Lucjusz spojrzał w tak samo błękitne tęczówki, jak te które należały do Draco.
Mężczyzna uśmiechnął się lekko, schylając się i biorąc w ramiona chłopczyka.
Od razu przypomniał sobie, jak pierwszy raz podniósł Dracona.
- Jest bardzo podobny do ciebie. – wyszeptała Hermiona.
- Nie… – mruknął Lucjusz. – Bardziej przypomina mi Draco. To dzięki niemu cię odnalazłem.
Po tych słowach Hermiona zbladła.
- Draco powiedział ci, gdzie jestem?
- Tak, prawie przepłacił to życiem.
- Prawie? – szepnęła.
- Uzdrowicielom udało się go uleczyć.
- Dzięki Merlionowi.
Lucjusz odłożył chłopca do łóżeczka.
- Wrócisz ze mną do Londynu?
- Jeśli wciąż mnie kochasz i jeśli tego chcesz.
- Kocham cię i bardzo tego chcę.
- Więc wrócę. – wyszeptała, składając na jego ustach nieśmiały pocałunek, który Lucjusz natychmiast pogłębił, zmieniając go w długi i namiętny.

Tego samego dnia Hermiona wraz z dzieckiem i Lucjuszem przeniosła się do Malfoy Manor. Zastali tam Dracona.
Granger jak tylko go zobaczyła rozpłakała się.
- Przepraszam. Nie powinnam była wiązać cię przysięgą. Przepraszam, Draco, prawie cię zabiłam.
- Ale żyję. – rzekł Malfoy Jr. – A teraz chcę poznać brata.
Lucek pokazał mu chłopczyka.
- Jak ma na imię? – zapytał Draco, biorąc dziecko na ręce.
- Anthony.
- Cześć, Tony. Jestem twoim starszym bratem. – powiedział, uśmiechając się do chłopca, który wesoło gawędził.
Lucjuszowi na ten widok oczy zaszły łzami, co oczywiście szybko ukrył.
- Do twarzy ci z dzieckiem. – zaśmiała się Hermiona.
- Dzięki, mamo. – mruknął Draco.
- Ej! Ale bez takich! – i obydwoje zaczęli się śmiać.
- Hermiono… – zaczął Lucjusz. -… czeka cię dzisiaj jeszcze jedno spotkanie.
- Tak, wiem.
- Skontaktuje się z Potterem i Weasleyem, ściągnę ich tutaj.
- Dziękuję. – powiedziała, przytulając go krótko.

Hermiona i Draco siedzieli na sofie, mężczyzna trzymał w ramionach małego blondynka, kiedy do pomieszczenia wszedł Lucjusz wraz z Ronem i Harrym.
- Hermiona! – zawołali jednocześnie.
- Cześć. – szepnęła.
- Gdzie byłaś?
- Tak długo cię szukaliśmy.
- Czemu zniknęłaś?
- I dlaczego spotykamy się właśnie w Malfoy Manor? – Ronald zadał kluczowe pytanie.
- Wszystko wam wyjaśnię i nie będę zła, jeśli nigdy więcej się do mnie nie odezwiecie.
- Ale o czym ty mówisz, Mionka? – zdziwił się Harry.
- Rok temu, kiedy zniknęłam, byłam w związku z Lucjuszem.
Ron zmarszczył gniewnie brwi.
- A więc to przez niego wyjechałaś! – zawołał.
- Nie, Ron, to nie jego wina. To była moja decyzja. Lucjusz, tak samo, jak wy, szukał mnie. Nie miał pojęcia, dlaczego odeszłam i gdzie się ukrywam. A powodem mojego odejścia był Anthony.
- Anthony? Kim, do cholery, jest Anthony? – zdumiał się Potter.
- To jest Anthony. – powiedział Draco, wstając z sofy.
Oczy Rona i Harry’ego rozszerzyły się w zdziwieniu.
- Hermiono, czy to dziecko jest…
- Moje? Tak, to syn mój i Lucjusza.
- O ja pierr… – i to było tylko tyle, co powiedział Weasley, bo sekundę później zemdlał.
- Cudownie. – westchnął Lucek. – A potem mnie oskarży o usiłowanie morderstwa.
Draco na słowa ojca parsknął śmiechem.
- Hermiona… syn… Malfoy… – wyjąkał Potter. – Muszę się napić. – stwierdził, opadając na fotel.
Malfoy Jr. podał dziecko Granger i podszedł do barku, aby nalać Ognistej dla siebie, Potter’a i dla ojca.
- Nie rozumiem. – westchnął Harry z wdzięcznością przyjmując alkohol od Dracona.
- A co tu rozumieć? – warknął Lucjusz. – Ja kocham Granger, ona mnie. Mamy syna.
- Oh… Ahh… Aha. – wymamrotał Wybraniec.
- Harry, wiem, że niespodziewałeś się tego. Ja również. Nigdy nie sądziłam, że zakocham się w arystokracie, który przez długi czas nienawidził mnie za samo moje pochodzenie. Nie sądziłam również, że owy arystokrata pokocha mnie. Była to bardzo dziwna i niepewna miłość, którą chcieliśmy ukryć przed całym światem, ponieważ wiedzieliśmy, że kiedy wszyscy się dowiedzą, rozpęta się piekło. Ja zostanę poniżona, a Lucjusz oskarżony o uwiedzenie przyjaciółki Wybrańca. Nie chcieliśmy tego. Jednak nasze uczucie było coraz gorętsze, aż powstał owoc tej miłości. Kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, musiałam odejść. Nie mogłam pozwolić, aby nazwisko Lucjusza zostało zszargane. Za bardzo go kochałam, żeby wystawić go na bezpodstawne oskarżenia, które na pewno by padły. Dlatego wyjechałam do Albanii nikogo o tym nie informując. Parę miesięcy po moim odejściu urodził się Anthony. Zamieszkałam z pewną starszą kobietą, która bardzo mi pomagała w trakcie ciąży, jak i już po porodzie. Jednak z czasem zaczęło mi brakować pieniędzy, a Gringott nie chciał mi ich wysłać, więc musiałam wrócić do Londynu i osobiście wypłacić galeony. Na Pokątnej spotkałam Dracona.
- Zabrałem ją do swojego mieszkania, chciałem się czegokolwiek dowiedzieć o jej ucieczce i wreszcie mi opowiedziała. Ale na koniec związała mnie Wieczystą Przysięgą. – wtrącił Malfoy Jr.
Hermiona pokiwała głową, patrząc na niego ze smutkiem.
- Draco złamał przysięgę, prawie tracąc przy tym życie. – wyszeptała. – Powiedział Lucjuszowi, gdzie jestem, a on przybył do Albanii i nie chciał wracać do Anglii beze mnie.
- Ja… Hermiono… Nie wiem, co powiedzieć.
- Nic nie mów, Harry. Tylko nie chcę tracić przyjaciela.
- Nigdy. – odparł i przytulił przyjaciółkę. Następnie westchnął i dodał. – Wezmę Rona i wszystko mu opowiem, jak już dojdzie do siebie.
- Dziękuję, Harry. – szepnęła, a jej przyjaciel lewitował swojego kumpla do na zewnątrz, aby móc się z nim aportować.
Hermiona tuliła syna do piersi, kiedy podszedł do niej Lucjusz i objął ich oboje. Draco przyglądał się tej scenie z uśmiechem. Jego ojciec w końcu był szczęśliwy. Pierwszy raz od wojny.

6 dni później.
- … tak więc, oficjalnie mam przyjemność przedstawić państwu moją narzeczoną, Hermionę Granger oraz moich synów. Dracona oraz Anthony’ego. – Lucjusz wraz z całą swoją rodziną stał na podium w Ministerstwie Magii i przed wszystkimi pracownikami tej korporacji oraz przed dziennikarzami, przedstawiał trzy najważniejsze osoby w jego życiu.
A co do tego, jak bardzo Lucjusz ich kochał, nikt nie miał wątpliwości, gdyż czuły uśmiech, który pojawiał się na ustach arystokraty, kiedy tylko patrzył na swoją rodzinę, wyrażał więcej niż słowa…

 

Córka Ciemności <3

Opublikowano opowiadania/miniaturki | 1 komentarz