Rodzina Lucjusza cz.II

Dwa dni później
- Draco, czy sprawa Granger wciąż jest w toku? – zapytał Lucjusz, siedząc ze swoim synem w salonie w Malfoy Manor i popijając kawę.
Młody mężczyzna na moment zamarł z filiżanką kawy w dłoni. Następnie odchrząknął i powiedział.
- Tak, oczywiście.
- Wiecie coś?
- Zarejestrowaliśmy kilka dni temu użycie przez Hermionę magii.
- Jakieś konkretne zaklęcie?
- Teleportacja. – odparł Draco.
- Gdzie? – zainteresował się Lucjusz.
- Ulica Pokątna i Hogsmeade. Naturalnie już to sprawdziłem.
- I?
- Nikt nic nie wie. – rzekł, czując jak coś zaciska mu się w żołądku, przypominając o przysiędze.
- Kontynuowanie poszukiwań nie ma już sensu. – powiedział ponuro Malfoy Sr.
- Jest sens. – wyszeptał zachrypniętym i zduszonym głosem Draco.
- Co takiego? – Lucjusz zaczął się uważnie przyglądać synowi.
- Ja… – Draco chciał powiedzieć, że widział się z Hermioną, ale zgiął się w pół, czując zatrważający ból w brzuchu i klatce piersiowej.
- Co się dzieje? – Lucek zerwał się z fotela, w którym siedział.
- To nic… ja… widział… ona… – wysapał Dracon, kręcąc głową. – Przy… się… ga…
- Złożyłeś Wieczystą Przysięgę? – upewnił się Lucjusz. – Komu? Hermionie?
Draco jęknął przeciągle z bólu.
- Dobrze, nic nie mów. Spokojnie, Draco. – Lucjusz troszkę spanikował.
- …psięga… Her… iona… uciekła… Al… nia…
- Alnia?
- Al… bnia.
- Albania… – mruknął Lucek.
I w tym momencie Draco stracił przytomność, Lucjusz szybko chwycił różdżkę i zaczął rzucać klątwy przywracające życie. Jednak gdy to nic nie dało, wezwał magomedyków, którzy szybko się zjawili.
- Co mu się stało? – zapytał jeden z medyków.
- Złamał Przysięgę Wieczystą. – wyszeptał Lucjusz.
- Co zrobił? – zdziwił się lekarz, wlewając Draconowo do ust jakiś eliksir, następnie machając nad nim różdżką, podał kolejny.
- Czy on będzie żył? – zapytał Malfoy Sr., lecz odpowiedziało mu milczenie. – Czy mój syn będzie żył?! – wydarł się Lucjusz.
- Proszę się uspokoić, panie Malfoy. Robimy wszystko, aby przeżył. – usłyszał tylko tyle. Zawiedziony i smutny mężczyzna usiadł na ziemi, ukrywając twarz w dłoniach. Draco umierał przez niego. Bo on zakochał się w kobiecie, która wymogła na jego jedynym dziecku Wieczystą Przysięgę.
Godzinę później, podczas której Lucjusz został wyrzucony przez lekarzy z pomieszczenia za zbytnie histeryzowanie, magomedycy wreszcie pozwolili mu wejść do syna.
Był przytomny, lecz strasznie osłabiony.
- Draco. – wyszeptał Malfoy Sr.
- Musiałeś wiedzieć. – odparł zduszonym, chrypiącym głosem.
- Nie za taką cenę.
- Ona cię kocha. – powiedział i zaniósł się kaszlem.
- Nic już nie mów. Kocham cię, synu. Nie powinieneś był tak ryzykować.

Po dwóch tygodniach Draco wrócił do życia. Do pracy, do codzienności. W przeciwieństwie do swojego ojca, który kolejny dzień z rzędu siedział zamknięty w swojej rezydencji.
Draco nie potrafił tego zrozumieć. Lucjusz kocha Hermionę. Hermiona kocha Lucjusza.
Ale ona ucieka, a kiedy Draco niemal traci życie wyjawiając ojcu, gdzie jest jego ukochana, on nawet jej nie zaczyna szukać.
Dlaczego, do jasnej cholery, ci dwoje tak sobie komplikują życie?
Malfoy westchnął ciężko, próbując skoncentrować się na wypełnianiu dokumentów.
Jednak w pewnym momencie podjął decyzję.
Poszedł do swoich pracowników i powiedział.
- Granger jest w Albanii. Chcę poznać jej konkretny adres. Natychmiast się tym zajmijcie. – po jego słowach aurorzy od razu wzięli się do roboty, a Malfoy wrócił do swojego gabinetu.
Skoro ojciec i Hermiona nie potrafią się dogadać, to ja im w tym pomogę. – pomyślał, uśmiechając się sam do siebie.

Kolejnego dnia Draco przemierzał korytarze Ministerstwa, ściskając w dłoni kartkę z adresem Hermiony. Na początku chciał sam się do niej teleportować, ale szybko uznał, że to głupi pomysł. Dlatego najpierw postanowił wybrać się do Malfoy Manor.
- Ojcze! – zawołał, wchodząc do dworu. Jednak nikt mu nie odpowiedział, zamiast tego obok niego pojawił się skrzat.
- Pan Malfoy jest teraz w swoim gabinecie, paniczu Draco.
Mężczyzna skinął głową i ruszył do swego ojca.
Wszedł do gabinetu bez pukania, podszedł do biurka, za którym siedział Lucjusz i położył przed nim kartkę.
- Co to jest? – zapytał Malfoy Sr.
- Znalazłem Granger.
Lucjusz szybko spojrzał na syna, a następnie przeczytał adres na kartce, przez moment wyglądał na rozchwianego, jakby się zastanawiał, czy iść do niej, czy nie, lecz sekundę później zniknął z cichym pyknięciem.

Lucjusz stał przed malutkim domkiem. Trochę niepewnie zbliżył się do drzwi i zapukał. Otworzyła mu starsza kobieta, na początku patrzyła na niego ze zdumieniem, a następnie jakby coś w jej spojrzeniu się rozjaśniło.
- Dzień dobry. – powiedział Malfoy. – Szukam Hermiony Granger.
- Tak, tak, naturalnie. – odparła, kiwając głową. – Niech pan wejdzie, zawołam ją. Proszę się rozgościć. – dodała i zniknęła za jakimiś drzwiami.
Lucjusz spojrzał krytycznie na pomieszczenie. Było malutkie. Stała tutaj stara sofa i dwa zniszczone fotelu, na małej szafeczce było radyjko, które cicho brzdąkało. Mężczyzna pomyślał, że musi tutaj wyglądać komicznie. Podejrzewał, że jego skarpetki były droższe niż wszystkie meble w tym pomieszczeniu.
W tym momencie starsza kobieta wróciła z tacą i dwiema filiżankami herbaty.
- Hermionka zaraz do pana przyjdzie. Pomyślałam, że przygotuje coś do picia.
- Dziękuję. – powiedział Lucjusz, zaczynając się niecierpliwić.
- Proszę siadać. – powiedziała kobiecina.
Lecz nim Lucek zdążył to zrobić do saloniku weszła Hermiona.
Była tak samo piękna, jak wtedy gdy go zostawiła. Patrzył w jej brązowe oczy, szukając w nich odpowiedzi na wszystkie swoje pytania.
- Lucjusz… – wyszeptała Granger, powoli się do niego zbliżając. Pozwolił jej, aby położyła dłoń na jego policzku, widział jak łzy gromadzą się w jej oczach.
- Dlaczego zniknęłaś? – zapytał cicho.
- Musiałam.
- Dlaczego? – warknął. Odsunęła się od niego gwałtownie.
- Wydarzyło się coś niespodziewanego. Nie mogłam dłużej zostać.
- Mogłaś mi chociaż powiedzieć, że odchodzisz! – zawołał.
- Nie wiedziałam jak. – odparła cicho.
- I postanowiłaś zamieszkać w tej melinie razem z jakąś starą kobietą? – zapytał, spoglądając w miejsce, gdzie wcześniej stała starsza pani, jednak jej już nie było. Lucjusz nawet nie wiedział, kiedy wyszła.
- Ona bardzo mi pomogła.
- W czym ci pomogła?
Hermiona odwróciła wzrok, a między nimi nastapiła dłuższa cisza. Lucjusz podszedł do Granger, łapiąc jej podbródek i unosząc jej głowę, zmuszając tym samym, aby na niego spojrzała.
- Zadałem ci pytanie.
- Ja byłam w ciąży.
Puścił ją gwałtownie, patrząc z niedowierzaniem.
- To był powód twojego odejścia? – zapytał chłodnym tonem.
- Tak.
- Czyje to dziecko?
- Lucjuszu… – wyszeptała.
- Czyje?! – wrzasnął.
- Twoje, oczywiście, że twoje. – wyszlochała.
- Nie rozumiem zatem. Odeszłaś ode mnie, nosząc moje dziecko pod sercem? I nic mi o tym nie powiedziałaś? Myślałaś, że nie podejmę tej odpowiedzialności? Jestem honorowym człowiekiem! Kochałbym to dziecko, tak samo jak kocham ciebie! – ryknął. – Już nie pamiętasz, jak dobrze nam było razem? Nie pamiętasz tych wszystkich chwil razem spędzonych? A może tak naprawdę nic dla ciebie nie znaczyłem? W końcu jestem tylko starym Śmierciożercą… – chciał coś jeszcze powiedzieć, jednak Hermiona przerwała mu.
- Czy pamiętam te chwile, które razem spędziliśmy?! -wykrzyknęła. – Czy je pamiętam?! Tak, pamiętam. Pamiętam każde spojrzenie w oczy, pamiętam każdy dotyk twoich dłoni i doskonale pamiętam smak twoich ust! – wykrzyczała z oczami pełnymi łez. – Jak śmiesz mi zarzucać, że to nic dla mnie nie znaczyło?! – zamilkła na moment, patrząc mu w oczy. – Znaczyłeś dla mnie wszystko. Byłeś wszystkim, co miałam i co chciałam mieć. – wyszeptała, a on przyglądał się jej tylko w milczeniu. – Więc nie mów mi, że jesteś starym Śmierciożercą, bo dla mnie jesteś wszystkim! – wrzasnęła, uderzając pięściami w jego tors.
Złapał jej dłonie i przytrzymał mocno, zatrzymując uderzenia.
Następnie pocałował jej jedną rękę, a później drugą.
- Tęskniłem za tobą. – szepnął, zgarniając ją w swoje objęcia. Wtuliła się mocno w niego. – Chłopiec czy dziewczynka?
- Chłopiec. – powiedziała cicho.
- Czy mogę go zobaczyć?
- Oczywiście.
Hermiona złapała go za rękę i pociągnęła w kierunki jakiś drzwi. Za nimi mieścił się maluki pokoik, gdzie stało tylko dziecięce łóżeczko.
Malfoy podszedł bliżej i ujrzał piękną, odrobinę różową główkę, na której była kępka blond loczków. Dziecko miało malutki nosem, kształtne usteczka i ostry podbródek, który cechował tylko Malfoy’ów. W tej samej chwili chłopiec otworzył oczka i Lucjusz spojrzał w tak samo błękitne tęczówki, jak te które należały do Draco.
Mężczyzna uśmiechnął się lekko, schylając się i biorąc w ramiona chłopczyka.
Od razu przypomniał sobie, jak pierwszy raz podniósł Dracona.
- Jest bardzo podobny do ciebie. – wyszeptała Hermiona.
- Nie… – mruknął Lucjusz. – Bardziej przypomina mi Draco. To dzięki niemu cię odnalazłem.
Po tych słowach Hermiona zbladła.
- Draco powiedział ci, gdzie jestem?
- Tak, prawie przepłacił to życiem.
- Prawie? – szepnęła.
- Uzdrowicielom udało się go uleczyć.
- Dzięki Merlionowi.
Lucjusz odłożył chłopca do łóżeczka.
- Wrócisz ze mną do Londynu?
- Jeśli wciąż mnie kochasz i jeśli tego chcesz.
- Kocham cię i bardzo tego chcę.
- Więc wrócę. – wyszeptała, składając na jego ustach nieśmiały pocałunek, który Lucjusz natychmiast pogłębił, zmieniając go w długi i namiętny.

Tego samego dnia Hermiona wraz z dzieckiem i Lucjuszem przeniosła się do Malfoy Manor. Zastali tam Dracona.
Granger jak tylko go zobaczyła rozpłakała się.
- Przepraszam. Nie powinnam była wiązać cię przysięgą. Przepraszam, Draco, prawie cię zabiłam.
- Ale żyję. – rzekł Malfoy Jr. – A teraz chcę poznać brata.
Lucek pokazał mu chłopczyka.
- Jak ma na imię? – zapytał Draco, biorąc dziecko na ręce.
- Anthony.
- Cześć, Tony. Jestem twoim starszym bratem. – powiedział, uśmiechając się do chłopca, który wesoło gawędził.
Lucjuszowi na ten widok oczy zaszły łzami, co oczywiście szybko ukrył.
- Do twarzy ci z dzieckiem. – zaśmiała się Hermiona.
- Dzięki, mamo. – mruknął Draco.
- Ej! Ale bez takich! – i obydwoje zaczęli się śmiać.
- Hermiono… – zaczął Lucjusz. -… czeka cię dzisiaj jeszcze jedno spotkanie.
- Tak, wiem.
- Skontaktuje się z Potterem i Weasleyem, ściągnę ich tutaj.
- Dziękuję. – powiedziała, przytulając go krótko.

Hermiona i Draco siedzieli na sofie, mężczyzna trzymał w ramionach małego blondynka, kiedy do pomieszczenia wszedł Lucjusz wraz z Ronem i Harrym.
- Hermiona! – zawołali jednocześnie.
- Cześć. – szepnęła.
- Gdzie byłaś?
- Tak długo cię szukaliśmy.
- Czemu zniknęłaś?
- I dlaczego spotykamy się właśnie w Malfoy Manor? – Ronald zadał kluczowe pytanie.
- Wszystko wam wyjaśnię i nie będę zła, jeśli nigdy więcej się do mnie nie odezwiecie.
- Ale o czym ty mówisz, Mionka? – zdziwił się Harry.
- Rok temu, kiedy zniknęłam, byłam w związku z Lucjuszem.
Ron zmarszczył gniewnie brwi.
- A więc to przez niego wyjechałaś! – zawołał.
- Nie, Ron, to nie jego wina. To była moja decyzja. Lucjusz, tak samo, jak wy, szukał mnie. Nie miał pojęcia, dlaczego odeszłam i gdzie się ukrywam. A powodem mojego odejścia był Anthony.
- Anthony? Kim, do cholery, jest Anthony? – zdumiał się Potter.
- To jest Anthony. – powiedział Draco, wstając z sofy.
Oczy Rona i Harry’ego rozszerzyły się w zdziwieniu.
- Hermiono, czy to dziecko jest…
- Moje? Tak, to syn mój i Lucjusza.
- O ja pierr… – i to było tylko tyle, co powiedział Weasley, bo sekundę później zemdlał.
- Cudownie. – westchnął Lucek. – A potem mnie oskarży o usiłowanie morderstwa.
Draco na słowa ojca parsknął śmiechem.
- Hermiona… syn… Malfoy… – wyjąkał Potter. – Muszę się napić. – stwierdził, opadając na fotel.
Malfoy Jr. podał dziecko Granger i podszedł do barku, aby nalać Ognistej dla siebie, Potter’a i dla ojca.
- Nie rozumiem. – westchnął Harry z wdzięcznością przyjmując alkohol od Dracona.
- A co tu rozumieć? – warknął Lucjusz. – Ja kocham Granger, ona mnie. Mamy syna.
- Oh… Ahh… Aha. – wymamrotał Wybraniec.
- Harry, wiem, że niespodziewałeś się tego. Ja również. Nigdy nie sądziłam, że zakocham się w arystokracie, który przez długi czas nienawidził mnie za samo moje pochodzenie. Nie sądziłam również, że owy arystokrata pokocha mnie. Była to bardzo dziwna i niepewna miłość, którą chcieliśmy ukryć przed całym światem, ponieważ wiedzieliśmy, że kiedy wszyscy się dowiedzą, rozpęta się piekło. Ja zostanę poniżona, a Lucjusz oskarżony o uwiedzenie przyjaciółki Wybrańca. Nie chcieliśmy tego. Jednak nasze uczucie było coraz gorętsze, aż powstał owoc tej miłości. Kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, musiałam odejść. Nie mogłam pozwolić, aby nazwisko Lucjusza zostało zszargane. Za bardzo go kochałam, żeby wystawić go na bezpodstawne oskarżenia, które na pewno by padły. Dlatego wyjechałam do Albanii nikogo o tym nie informując. Parę miesięcy po moim odejściu urodził się Anthony. Zamieszkałam z pewną starszą kobietą, która bardzo mi pomagała w trakcie ciąży, jak i już po porodzie. Jednak z czasem zaczęło mi brakować pieniędzy, a Gringott nie chciał mi ich wysłać, więc musiałam wrócić do Londynu i osobiście wypłacić galeony. Na Pokątnej spotkałam Dracona.
- Zabrałem ją do swojego mieszkania, chciałem się czegokolwiek dowiedzieć o jej ucieczce i wreszcie mi opowiedziała. Ale na koniec związała mnie Wieczystą Przysięgą. – wtrącił Malfoy Jr.
Hermiona pokiwała głową, patrząc na niego ze smutkiem.
- Draco złamał przysięgę, prawie tracąc przy tym życie. – wyszeptała. – Powiedział Lucjuszowi, gdzie jestem, a on przybył do Albanii i nie chciał wracać do Anglii beze mnie.
- Ja… Hermiono… Nie wiem, co powiedzieć.
- Nic nie mów, Harry. Tylko nie chcę tracić przyjaciela.
- Nigdy. – odparł i przytulił przyjaciółkę. Następnie westchnął i dodał. – Wezmę Rona i wszystko mu opowiem, jak już dojdzie do siebie.
- Dziękuję, Harry. – szepnęła, a jej przyjaciel lewitował swojego kumpla do na zewnątrz, aby móc się z nim aportować.
Hermiona tuliła syna do piersi, kiedy podszedł do niej Lucjusz i objął ich oboje. Draco przyglądał się tej scenie z uśmiechem. Jego ojciec w końcu był szczęśliwy. Pierwszy raz od wojny.

6 dni później.
- … tak więc, oficjalnie mam przyjemność przedstawić państwu moją narzeczoną, Hermionę Granger oraz moich synów. Dracona oraz Anthony’ego. – Lucjusz wraz z całą swoją rodziną stał na podium w Ministerstwie Magii i przed wszystkimi pracownikami tej korporacji oraz przed dziennikarzami, przedstawiał trzy najważniejsze osoby w jego życiu.
A co do tego, jak bardzo Lucjusz ich kochał, nikt nie miał wątpliwości, gdyż czuły uśmiech, który pojawiał się na ustach arystokraty, kiedy tylko patrzył na swoją rodzinę, wyrażał więcej niż słowa…

 

Córka Ciemności <3

Opublikowano opowiadania/miniaturki | 1 komentarz

Rodzina Lucjusza cz.I

- Nigdzie jej nie ma. – poinformował swojego ojca Draco Malfoy.
- Miałeś ją znaleźć. – wysyczał Lucjusz.
- Wiem, aurorzy cały czas nad tym pracują, ale ona jakby zapadła się pod ziemię.
- Nie obchodzi mnie to. Macie ją znaleźć, Draco. Jesteś szefem, więc zbierz najlepszych aurorów i rozpocznijcie akcję poszukiwawczą. Natychmiast! – wrzasnął blondwłosy arystokrata.
Draco skinął głową, lecz nim wyszedł z lekkim zawahaniem zapytał.
- Dlaczego tak bardzo ci zależy, żeby ją znaleźć?
Lucjusz milczał, więc jego syn postanowił kontynuować.
- Rozumiem Potter’a i Weasley’ów, w końcu Granger to ich przyjaciółka. Ale ty? Dlaczego?
Starszy mężczyzna westchnął, spoglądając smutno na Dracona.
- Kiedy zaczęła u mnie pracować, zobaczyłem w niej kogoś więcej niż szlamę, Draco. Zauważyłem w niej piękną i mądrą kobietę. Odrobinę samotną i bardzo przejętą wszelkimi problemami, pragnącą udzielić pomocy każdemu, nie bacząc na siebie. Pamiętasz te dni, kiedy zostawałem dłużej w pracy, bo były problemy z dokumentami? Ona zawsze wychodziła ostatnia. Ważyła całe kartony eliksirów, robiła zapasy na całe miesiące. Któregoś dnia zapytałem ją, dlaczego siedzi w pracy do późna, zamiast wrócić do domu i odpocząć. Powiedziała, że nie lubi powrotów do domu, bo nikt tam na nią nie czeka. Długo nad tym myślałem. Przecież ma Potter’a i Weasley’ów, więc jak to nikt nie czeka? Aż w końcu zrozumiałem. Miała przyjaciół ale nie miała tej jednej osoby, która po ciężkim dniu położyłaby się z nią w łóżku i głaskała po plecach. I poczułem coś dziwnego. Coś jakby w środku. – wskazał dłonią na swoją klatkę piersiową.
- Kochasz ją. – wyszeptał Draco.
- Tak mi się wydaję. Nie wiem.
- Kochasz ją na pewno. – stwierdził.
- Nie masz mi tego za złe, prawda?
- Nie. W końcu, po tylu latach możesz być szczęśliwy. Wiem, że z matką nigdy nie byłeś. Nigdy nie mówiłeś o niej z takim uczuciem, jak o Granger. Więc… cieszę się.
- Dziękuję, Draco.
Blondyn skinął głową.
- Zrobimy wszystko, żeby ją odnaleźć. – a następnie wyszedł, a Lucjusz opadł ciężko na swój fotel.

- Malfoy! – ryknął Harry Potter, biegnąc przez główne atrium Ministerstwa Magii.
- Co jest, Potter?
- Masz jakieś wieści? – wysapał brunet, zatrzymując się przy Draconie.
- Aurorzy cały czas pracują nad tą sprawą.
- Wiem, ale Malfoy, proszę cię, powiedz mi. Wiecie gdzie ona jest? Macie chociaż jakiś trop?
Blondyn pokręcił przecząco głową.
- Cholera. – westchnął Harry. – Jestem pewien, że nie odeszłaby tak po prostu bez słowa. Może ktoś ją porwał, ale przecież wszyscy Śmierciożercy gniją w Azkabanie. Co się z nią stało? Przecież to jest Hermiona! Nie mogła od tak zapaść się pod ziemię.
- Robimy wszystko, co w naszej mocy, Potter. Wybrałem najlepszych aurorów do tego zadania.
- Dzięki. – szepnął Wybraniec.
- Nie zrobiłem tego dla ciebie. – odpowiedział tylko Draco i odszedł, zostawiając Harry’ego w niezrozumieniu.

2 tygodnie później Lucjusz Malfoy pojawił się w Ministerstwie Magii. Nie zwracając uwagi na kłaniające mu się osoby, szybko podążył do Biura Aurorów.
- Witam. – powiedział, stając w drzwiach wielkiego pomieszczenia.
- Pan Malfoy. – wyszeptał jakiś auror. – W czym możemy panu pomóc?
- Draco Malfoy. Gdzie jest?
- Ma spotkanie z Ministrem.
- Długo to potrwa?
- Szef poszedł jakieś 30 minut temu, więc może jeszcze trochę potrwać.
Lucjusz skinął głową.
- Kto pracuje nad sprawą Hermiony Granger?
- Ja, proszę pana. – odezwał się starszy mężczyzna po prawej stronie pomieszczenia.
- Tylko ty? – uniósł lekko brew w pytającym geście.
- Jeszcze czterech innych, ale sprawdzają teraz pewne poszlaki.
- Chcę wiedzieć wszystko w sprawie Granger. – oznajmił Lucjusz.
- Ale, panie Malfoy, ja nie mogę udzielać takich informacji. Pan nie jest z rodziny, ani przyjacielem, ja nie mogę. – wyjąkał auror.
- Jestem rodziną Dracona Malfoy’a. – rzekł arystokrata. – Chcę znać wszystkie poszlaki, fakty i przypuszczenia dotyczące akcji poszukiwawczej Hermiony Granger. – powiedział dobitnym i wyniosłym tonem.
- Tak jest. – aurorom nie pozostało nic innego, jak tylko się zgodzić.
Lucjusz przeglądał dokumenty, aż natrafił na coś ciekawego.
- Australia? – zapytał aurora, unosząc brew.
- Tak, mieszkali tam rodzice panny Granger, jednak sprawdziliśmy tam i również jej nie było.
Malfoy skinął głową, przeglądając dalej papiery. W tym czasie zdążył wrócić Draco.
- Ojcze? Co tutaj robisz? – zapytał zdziwiony, podpisując jakiś dokument, który podał mu jeden z pracowników.
- Minęły dwa tygodnie od naszej ostatniej rozmowy, Draco. Dlaczego przestałeś mnie informować o postępach w śledztwie?
- Bo nie ma żadnych postępów.
- Nie znaleźliście nic?
Dracon pokręcił głową.
- Nie mogła od tak zniknąć. – warknął Lucjusz.
- Robimy, co w naszej mocy.
- Przestań pieprzyć te bzdety. Jestem twoim ojcem, zasługuje na prawdę, a nie jakieś pierdolenie. – Draco był w szoku. Jego ojciec nigdy się tak nie wyrażał. Gdy był zdenerwowany zazwyczaj używał zwykłych słów ale wypowiedzianych takim tonem, że człowiekowi odechciewało się żyć.
A teraz, jak bardzo wściekły musiał być, aby zacząć przeklinać?
- Oczywiście, że zasługujesz na prawdę.
- Kiedy tylko się czegoś dowiecie, masz mnie natychmiast poinformować.
- Naturalnie. Jednak może być pewien problem. – odparł niepewnie Draco.
- Jaki problem?
- Ta sprawa ciągnie się dość długo, a my wciąż nic nie wiemy. Minister dał nam czas do końca tygodnia, później zamyka sprawę, bo nie ma sensu wydawać tyle pieniędzy na coś, co i tak nie przynosi żadnego rezultatu.
- Powiedz ministrowi, że osobiście przekaże pieniądze na wszelką działalność w sprawie Granger. – rzekł mężczyzna i opuścił pomieszczenie pełne zdumionych aurorów.

Rok później pewna kobieta szybkim krokiem szła ulicą Pokątną. Miała na sobie czarny płaszcz, a kaptur zarzucony na głowę, choć pogoda była dość ładna jak na listopad. Kaptur przysłaniał większą część jej twarzy, więc nikt nie wiedział, kto to jest. Nie wielu też zwracało na nią uwagę, ludzie raczej myśleli, że to jedna z tych czarownic ze Śmiertelnego Nokturnu.
W pewnym momencie wpadła na kogoś, odbijając się od niego tak mocno, że kaptur nieco zjechał z jej głowy.
- Uważaj, jak chodzisz. – warknął mężczyzna, na którego wpadła. Nie odpowiedziała, chcąc jak najszybciej odejść. Jednak mężczyzna złapał ją za łokieć. – Chyba należą mi się przeprosiny. – wysyczał, a kobieta od razu rozpoznała z kim ma do czynienia.
- Przepraszam. – powiedziała cicho.
- Zdejmij kaptur, chcę widzieć twarz osoby, która nie okazuje szacunku lepszym od siebie.
Kobieta chciała się wyrwać mężczyźnie.
- Puść mnie.
- Pokaż swoją twarz.
Ponownie próbowała wyszarpać rękę z uścisku, lecz mężczyzna mocno ją przytrzymał, a drugą ręką zrzucił jej kaptur i złapał za brodę unosząc jej twarz.
Przez jego twarz momentalnie przeszedł szok.
- Granger. – wyszeptał, puszczając ją.
- Cześć, Malfoy.
- Po tylu miesiącach… – szepnął.
- Nie mów, że tęskniłeś. – mruknęła, ponownie narzucając kaptur na głowę.
- Ja nie. – powiedział. – Ale ktoś inny…
- Muszę iść. – nie pozwoliła mu dokończyć.
- Poczekaj. Porozmawiajmy.
- Chyba nie mamy o czym.
- Mamy wspólny temat, Granger. – powiedział stanowczo.
- Nie mogę. – odparła, kręcąc głową. – Nie tutaj.
- Więc chodź ze mną.
- Nie… Ja nie…
- Granger, chcę tylko wytłumaczenia.
Przez dłuższy moment przyglądała mu się po prostu, aż w końcu skinęła głową.
Złapał ją za rękę i teleportował prosto do swojego mieszkania.
- Siadaj, chcesz coś do picia?
- Nie, dziękuję. – wyszeptała, siadając na skraju fotela.
- Opowiedz mi, Granger.
- O czym?
- Dlaczego odeszłaś od mojego ojca? Zniknęłaś bez śladu nikogo nie informując, co zamierzasz. Dlaczego?
- Sprawy się skomplikowały. Miałam wtedy pewne przypuszczenia, które się sprawdziły. Musiałam odejść.
- Nie mogłaś powiedzieć chociaż Potter’owi albo Weasley’owi?
Pokręciła przecząco głową.
- Dlaczego?
- Obiecaj, że nikomu nie powiesz. – szepnęła. – Obiecaj.
- Przysięgam. – odparł, będąc bardzo zaciekawiony, co takiego Granger chce powiedzieć.
- Trzy miesiące temu urodził się twój brat, Draco.
- O kurwa. – rzekł Malfoy, gwałtownie siadając na kanapie i luzując krawat, który miał zawiązany pod szyją. – Jak rozumiem, nie poinformowałaś o tym Lucjusza, ani swoich przyjaciół?
- Nikt nie wiedział.
- To dlatego zniknęłaś, prawda?
Kiwnęła głową, potwierdzając jego słowa.
- Gdzie się ukrywałaś?
- Byłam w Albanii.
- Albania? Tam gdzie Czarny Pan?
- Tak. To było idealne miejsce. Wiedziałam, że tam nikt nie będzie mnie szukał. Przyjaciółka Wybrańca samowolnie ukrywa się w miejscu, gdzie przebywał Voldemort. Nikt by na to nie wpadł.
- Masz rację. Żaden auror na to nie wpadł, kiedy cię szukaliśmy. – westchnął Malfoy. – A gdzie teraz jest dziecko?
- W bezpiecznym miejscu.
- To znaczy?
- W bezpiecznym miejscu. – powtórzyła.
Po raz kolejny głośno westchnął.
- Co teraz zamierzasz?
- Zabrakło mi pieniędzy, dlatego wróciłam do Anglii. Muszę załatwić pewne sprawy z Gringottem. A później wracam do Albanii.
- Nie spotkasz się z moim ojcem skoro już tu jesteś?
- Wolałabym nie. – szepnęła.
- Granger, przez cały rok wszyscy cię szukaliśmy i wciąż to robimy. Kiedy Minister odebrał wszelkie środki, aby aurorzy wciąż mogli prowadzić śledztwo, mój ojciec powiedział, że za wszystko zapłaci. Potter błagał mnie, żebym cię odnalazł. Słyszysz? Potter prosił mnie o pomoc! Nagle zjawiasz się, mówisz mi, że urodziłaś dziecko i dalej chcesz się ukrywać! Nie pozwolę na to, do jasnej cholery! – zdenerwował się blondyn.
- Draco, zrozum mnie. Twój ojciec to szanowany członek magicznej społeczności, ja jestem zwykłą szlamą, która przypadkiem zaszła z nim w ciąże.
- Granger, rozumiem, że nie planowałaś tego dziecka, ale jeśli powiedziałabyś ojcu, na pewno podjąłby tę odpowiedzialność.
- Nawet jeśli przyjmie to dziecko, to wasze nazwisko zostanie zszargane, a wasz ród splamiony moją brudną krwią.
- Czy ty jesteś chora, Granger? Voldemort odszedł, Potter go zabił, pamiętasz? Wraz z Voldemortem zniknęły wszelkie uprzedzenia.
- Ale ludzie i tak będą gadać, Draco.
- Ludzie zawsze gadają, Granger.
Kobieta westchnęła głośno, spuszczając wzrok na swoje dłonie.
- Powiedz ojcu, Granger. On szaleje z niepewności. Nie ma pojęcia, dlaczego odeszłaś i gdzie się podziewasz. Rozmawiałem z nim zaraz po twojej ucieczce. Wiesz co mi powiedział? Powiedział mi, o wszystkich swoich uczuciach do ciebie. A z tego można wywnioskować tylko jedno. On cię kocha, Hermiono. Kocha cię, jak diabli.
- To nie możliwe. – wyszeptała. – Przecież Lucjusz… on nigdy by…
- A jednak. Zakochał się. I to w dodatku w tobie. Też w to nie mogłem uwierzyć. Ale naprawdę tak jest.
- I co? Spotkam się z nim i co, Draco? Co mu powiem?
- To, co powiedziałaś mnie.
- Nie, to nie jest najlepszy pomysł. Załatwię to, co chciałam załatwić i wracam do Albanii.
- A co z dzieckiem? Ma żyć bez ojca? – Draco złapał się ostatniej deski. – Każdemu chłopcu potrzebny jest ojciec!
- Harry dorastał bez ojca. – powiedziała cicho.
- I jest cholernie irytujący i ciągle pakuje się w kłopoty.
- Draco, proszę, przestań. Ja teraz odejdę. – wstała z fotela. – A ty wrócisz do swojego życia. Tylko musisz mi przysięgnąć, że nikomu nie powiesz o tym spotkaniu. A zwłaszcza Lucjuszowi.
- No dobra, obiecuję.
- Chcę Wieczystej Przysięgi.
Draco spojrzał na nią z zaskoczeniem.
- Potrzebny jest gwarant.
- Nie prawda. Dumbledore i Snape zawarli Wieczystą Przysięgę bez świadków. Podaj mi rękę, Draco.
Malfoy bardzo nie chętnie, lecz spełnił jej prośbę. Chwilę później mężczyzna był związany przysięgą, której złamanie oznaczało śmierć.
- Czy spotkamy się jeszcze? – zapytał mężczyzna.
- Mam nadzieję, że nie. – odpowiedziała i teleportowała się z powrotem na ulicę Pokątną. A gdy tam załatwiła wszystkie sprawy, szybko przeniosła się do Hogsmeade, aby odebrać swojego syna od hogwarckich skrzatów, gdzie go zostawiła na ten czas. Na szczęście obecny dyrektor Hogwartu, Minerwa McGonagall z chęcią pomogła Hermionie i również złożyła jej Wieczystą Przysięgę, że nikomu nic nie powie na temat spotkania z Granger.
Hermiona nigdy nie przypuszczała, że będzie musiała posunąć się do takich środków, aby zapewnić sobie spokój i również anonimowość.

Witajcie :) jak się miewacie? u mnie super! poza tym, że w czwartek mam egzamin zawodowy, ale później dwa tygodnie ferii, więc jest luzik ;P 

Czy u was też jest tak piekielnie zimno? :)

Pozdrawiam

Córka Ciemności <3

Opublikowano opowiadania/miniaturki | 2 komentarzy

Powinienem już iść

Powinienem już iść
To nie jest moje miejsce
Powinienem już iść
Nie chcesz mnie tutaj
Powinienem już iść
Nie potrzeba ci mnie
Powinienem już iść
To jest mój czas
Tak, na mnie już pora.

Nie chcę widzieć
W Twoich oczach łez
Nie chcę widzieć
Twego tęsknego spojrzenia
Nie chcę wiedzieć
Czy jeszcze Kochasz mnie.

To jest mój czas
Tak, na mnie już pora.

 

Witajcie, kochani. Jak żyjecie? Rzadko się tutaj pojawiam, za co przepraszam. Jutro już jest Wigilia, więc chcę wam życzyć smacznego karpia, dużo prezentów i szczęścia oraz świąt spędzonych w rodzinnym gronie :) 

Pozdrawiam was serdecznie i mocno ściskam

Córka Ciemności <3

Opublikowano opowiadania/miniaturki | Skomentuj

Iskra miłości

Pewnego wieczoru w dzień powszedni
Młoda kobieta przy oknie stanęła
I patrząc w ciemność bezgwieździstą kochaną być zapragnęła.
Lecz nie przez byle mężczyznę,
Ona chciała miłości tylko od
Wysokiego i przystojnego
Blondyna ciemnego o oczach piwnych z drobinkami złota błyszczącymi.
Którego uśmiech powodował, że miękły kolana i oddech przyśpieszał
Serce mocniej bić zaczynało, gdy jego spojrzenie na nią się kierowało.
I nagle świat wirował bezlitośnie
Nagle słów jej brakowało
Nagle oczy łez nabrały
Gdy zrozumiała, że nie jest jej przeznaczeniem być miłością jego życia
Mogła go tylko kochać ze smutnego ukrycia.
Więc nastąpiła w niej zmiana
Zmusiła się do skrywania wszystkiego
I tylko w czeluściach jej człowieczeństwa malutka iskierka się tliła
Która samotnymi nocami przyczyną jej płaczu była.

Córka Ciemności <3

Opublikowano opowiadania/miniaturki | Skomentuj

Rodzina Malfoy

Kochana mamo,
Czy pamiętasz, jak mówiłaś mi przed wyjazdem do Hogwartu, że jak pojawi się jakiś chłopak to żeby pisać do ciebie, a nie do taty? Więc piszę. I myślę, że twoja rada była bardzo dobra, bo jak tata się dowie, kto mi się podoba, to najpierw zamorduje jego, a następnie mnie.
Trochę się boję, że ty też możesz mieć coś przeciwko, no bo on jest trochę starszy ode mnie. Nie to, że jakoś bardzo, bo przecież bywają pary między którymi są bardzo duże różnice wieku. W każdym razie pewnie się już domyślasz, że to nie jest już uczeń. Ale zaskoczę cię jeszcze bardziej. To nauczyciel. Jest w twoim i taty wieku. No i eee… z tego, co wiem to tata się z nim kiedyś przyjaźnił, ale potem on wyjechał do pracy za granicę, ale w tym roku wrócił, żeby zacząć nauczać Zaklęć w Hogwarcie. No dobra, ale nie przedłużam, bo pewnie umierasz z ciekawości, w kim się zakochałam. I wiem, że jestem w szkole dopiero tydzień, ale on jest wspaniały i od razu między nami zaiskrzyło.
Pamiętasz Blaise’a Zabiniego? Jesteśmy parą.
Przygotuj jakoś na to tatę. Tylko nie mów mu wprost, bo padnie na zawał.
Twoja cudowna córka
Rose Malfoy

Panna Malfoy zamyśliła się na moment, a następnie wzięła drugi pergamin i zaczęła kreślić kolejne słowa.

Kochany tato,
Czy pamiętasz, jak mówiłeś mi przed wyjazdem do Hogwartu, że jak ktoś będzie mi dokuczać to mam się z tym zwrócić do ciebie, a nie do mamy, bo ona jest zbyt gryfońska? No to się zwracam. Nazywa się Dominic McMillan i jest z Hufflepufu. Chyba się we mnie zakochał. I cały czas łazi za mną i ciągle gdzieś zaprasza. On nie rozumie, że nie jestem zainteresowana?! Już trzy miliony razy mówiłam mu, żeby spadał, ale on jest strasznie natrętny.
Czy możesz mi poradzić w jaki sposób mogę go skrzywdzić i nie dostać przy tym szlabanu?
I może lepiej nie wspominaj o tym mamie.
Twoja cudowna córka
Rose Malfoy

Siedemnastolatka westchnęła ciężko i zabrała się za pisanie kolejnego listu. Jej życie zawsze było podzielone między mamę, a tatę.
Rose postanowiła najpierw wysłać list do mamy, następnie do taty i dopiero za jakieś dwie, może trzy godziny wysłać wspólny list.

Tymczasem z Malfoy Manor, Draco siedział w swoim gabinecie, przeglądając jakieś dokumenty z Ministerstwa i popijając kawę. Nagle usłyszał pukanie do szyby, zauważywszy sowę, wpuścił ją. Ptak zostawił list i odleciał.
Mężczyzna, czytając list zmrużył gniewnie oczy. Jakiś pieprzony Puchon ugania się za jego córką?! Ohh… nie ma tak dobrze. Ona zasługuje na najlepszych, a nie na jakiś ciapowatych kretynów. Więc szybko odpisał swojej ukochanej córce, dając jej parę rad, jak skutecznie i definitywnie się pozbyć się chłopaka.
W tej samej chwili Hermiona siedziała w bibliotece i czytała list, który przysłała jej córka. Kobieta westchnęła ciężko, wiedząc, że Rose jest strasznie uparta i jeśli chce być z Zabinim to z nim będzie, bez względu na wszystko. Tylko jak jej biedna matka ma teraz delikatnie przygotować porywczego Dracona Malfoy’a na to, że jego jedyna, ukochana córka, która była jego oczkiem w głowie i całym jego światem, zamierza związać się z mężczyzną, który jest kilkanaście lat starszy od niej i w dodatku za czasów szkoły był najlepszym przyjacielem Draco?
Parę godzin później, kiedy państwo Malfoy zasiedli do kolacji, do okna zapukała sowa. Przyszedł kolejny list. Hermiona rozwinęła go i zaczęła czytać na głos.

Kochani rodzice,
Piszę do was w imieniu mojego głupiego braciszka, a waszego 11-letniego syna – Tristiana, gdyż on boi się was poinformować do jakiego domu się dostał.
HA HA HA!
Dostał się do Ravenclawu.
Ja oczywiście, jako wzorowa Ślizgonka, nie mam zamiaru spoufalać się z tym kujonem, więc nawet nie proście o to, żebym mu pomagała w czymkolwiek.
Mamy nowego nauczyciela Zaklęć, nazywa się Blaise Zabini. Czy to nie twój były przyjaciel, tato?
Jest cudowny!
To znaczy, cudownie uczy i takie tam.
W każdym razie miałam u niego już dwa szlabany, ale spokojnie, chciał tylko porozmawiać, bo bardzo się zdziwił, kiedy dowiedział się czyją córką jestem. Powiedział, że jeszcze w szkole, wy drodzy rodzice, nienawidziliście się i pytał, jak to się stało, że się zeszliście. Niestety nie mogłam mu na to odpowiedzieć, bo sama tego nie wiem.
Powiedział też, że z chęcią by się z wami spotkał, więc wpadniemy na obiad za dwa tygodnie w sobotę, bo wtedy jest wyjście do Hogsmeade i nikt nie będzie się czepiał, jak znikniemy ze szkoły na parę godzin.
Aha, i zapomniałam wam powiedzieć wcześniej, ale wasz syn zakolegował się z jakimiś dziwakami z Hufflepufu. Lepiej coś z tym zróbcie i powiedzcie temu kretynowi, że udawał, że mnie nie zna. Mam serdecznie dosyć, kiedy drze się za mną na korytarzach.
Wasza wspaniała i jedyna córka
Rose Elizabeth Cathrina Malfoy

- Zabini uczy w szkole? – zdziwił się Draco.
- Na to wygląda.
- Nigdy bym się tego po nim nie spodziewał.
- Ja również. – odparła z uśmiechem Hermiona, postanawiając, że od razu poruszy temat, o którym we wcześniejszym liście wspomniała Rose. – Draco, co sądzisz o związkach w których jest spora różnica wiekowa?
- Nie obchodzą mnie inne związki, poza naszym.
- No tak, ale co o takich sądzisz?
- Nie wiem, nigdy nie zwracałem na to uwagi. Ale jeśli ludzi się kochają, to czy jakieś tam cyferki mają znaczenie?
- Uważam podobnie. A co byś zrobił, gdyby Rose związała się z kimś starszym?
- Jakie związała? Z kim? Rose ma kogoś? Urwę chłopakowi jaja za to, że choćby tknął moją córeczkę! – zdenerwował się mężczyzna.
- Spokojnie, kochanie, tak tylko pytałam.
- Więc Rose nie ma chłopaka?
- Nic mi o tym nie wiadomo, kochanie. A teraz już się tak nie denerwuj, chodźmy do sypialni to się trochę zrelaksujesz.
Oh cholera, to będzie ciężkie. – pomyślała Hermiona.

W końcu nadeszła sobota, kiedy Rose i Zabini mieli się zjawić w Malfoy Manor na obiedzie. Hermiona tego dnia była po prostu przerażona. Niemal codziennie próbowała przygotować Dracona do tego, że Rose przecież w końcu się zakocha i Draco nie będzie mógł zabić tego chłopaka, nawet jeśli jest niemal 20 lat starszy od jego ukochanej córeczki. Hermiona wraz z mężem siedzieli na tarasie oczekując przybycia swoich gości. W pewnym momencie usłyszeli trzaskanie drzwiami, a następnie krzyk.
- Mamooo?! Jesteśmy!
- Nie da się ukryć. – powiedziała kobieta do Draco, udając się do domu. Malfoy powlókł się za nią.
- Blaise! – zawołał blondyn na widok starego przyjaciela.
- Cześć, Draco. – zaśmiał się Zabini. – Ile to już lat, stary?
- Oj, dużo.
W czasie kiedy mężczyźni się witali, Rose odciągnęła matkę na bok.
- Przygotowałaś go?
- Skarbie, próbowałam, naprawdę próbowałam. Ale twój ojciec to bardzo trudny przypadek.
- Coś o tym wiem. – westchnęła dziewczyna. – Ale i tak zamierzam mu dzisiaj powiedzieć o nas.
- Tylko zrób to delikatnie. Nie chciałabym patrzeć na to, jak Draco na wieść o twoim związku, dostaje ataku serca.
- Spokojnie, mamo, jemu nic nie będzie. Bardziej bym się martwiła o Blaise’a. Mam nadzieję, że ojciec go nie zamorduje.
- Marne nadzieje. – stwierdziła Hermiona, a następnie obie wróciły do mężczyzn i wszyscy razem udali się do jadalni, gdzie czekał już gorący obiad.

Draco i Blaise podczas obiadu wspominali stare czasy, a pani rzucały sobie nerwowe spojrzenia. Kiedy wreszcie pojawił się skrzat, podając deser, Rose postanowiła się odezwać.
- Tato?
- Tak skarbie?
- A jak się dzisiaj czujesz? – postanowiła najpierw go sprawdzić.
- W porządku. Od kiedy to się przejmujesz moim stanem zdrowia? – zaśmiał się Draco.
- Od kiedy muszę powiedzieć ci coś bardzo ważnego.
Malfoy natychmiast spoważniał.
- Co się stało?
- Nooo jest taka sytuacja, że…
- Ktoś ci coś zrobił w szkole?
- Co? Nie.
- Na pewno? Jeśli ktoś choćby cię tknął wbrew twojej woli, to go zamorduję.
- Wiem, tatusiu. A jeśli ja chcę żeby ktoś mnie tykał?
- Co to ma znaczyć?
- Mam chłopaka, tato.
Draco milczał przez długą chwilę.
- Hermiona? Wiedziałaś o tym?
- Skąd? Przecież wszystkie listy, które dostaje od naszej córki, otwieramy wspólnie. – odpowiedziała kobieta.
- Kto to jest?
- Ale nie denerwuj się, tato.
- Ja się nie denerwuje.
- Nie, wcale.
- Rose! – krzyknął. – Nie wyprowadzaj mnie z równowagi!
- Ale ja nic nie robię! Chciałam ci tylko powiedzieć, że mam chłopaka!
- On chce cię tylko wykorzystać! – wrzasnął Malfoy.
- Nie prawda! Blaise mnie kocha i jesteśmy razem szczęśliwi!
- Szczęśliwi. – parsknął Draco. – Teraz jesteście szczęśliwi, później on cię skrzywdzi i będziesz chciała, żebym ja skrzywdził jego!
- On nigdy mnie nie skrzywdzi! – zawołała Rose.
- Zobaczymy, czy jest taki wspaniały, jakim go… – zaczął Draco i gwałtownie przerwał. – Chwileczkę. Powiedziałaś ‘’Blaise mnie kocha’’?
- Tak, tak właśnie powiedziałam.
- Jaka jest szansa, że nie chodzi o tego Blaise’a? – zapytał arystokrata.
- Nie ma takiej szansy. – odpowiedziała wyniosłym tonem Rose.
- Uwiodłeś ją. – wysyczał Draco, zwracając się do Zabiniego. – Uwiodłeś i omamiłeś MOJĄ MAŁĄ CÓRECZKĘ!!! – wrzasnął.
- Draco, uspokój się. – odezwała się Hermiona.
- Pozwól mi wyjaśnić. – dodał Blaise.
- Nie chcę tego słuchać. Nie sądziłem, że mi to zrobisz, Blaise. Myślałem, że mimo wszystko jesteśmy przyjaciółmi. – Malfoy wstał od stołu. – A ty, córko, bardzo mnie rozczarowałaś. – ruszył do drzwi.
- Smoku, nie wygłupiaj się, porozmawiajmy! – zawołał za nim Zabini. – Smoku!
Mężczyzna zatrzymał się.
- Tak zwracają się do mnie tylko przyjaciele. Ty nim nie jesteś. – i wyszedł.
Zabini spojrzał na Rose i dostrzegł, że jej oczy są pełne łez. Podszedł szybko do niej i ją przytulił.
- Pójdę za nim. – powiedziała cicho Hermiona i również opuściła pomieszczenie.
- Nie płacz, Rose. Skrabie, spokojnie. – mówił Blaise, tuląc do siebie dziewczynę.
- Nigdy nie powiedział, że jest mną rozczarowany. Nigdy. Zawsze mnie chwalił, a kiedy coś było nie tak to mi tłumaczył i wyjaśniał. A dzisiaj… rozczarowałam go. Nie chciałam tego robić. – szlochała.
- Spokojnie, nie płacz, proszę.

Tymczasem w sypialni państwa Malfoy, Draco wyżywał się na przedmiotach nieożywionych, kiedy do pomieszczenia weszła Hermiona i bez słowa po prostu przytuliła swojego męża.
- Uspokój się, Draco.
- Jak mam być spokojny? Blaise to najgorszy flirciarz i kobieciarz! A teraz jest z moją jedyną córką. On ją skrzywdzi, Hermiono. Skrzywdzi i zostawi. Zawsze tak robił.
- Właśnie, Draco ‘’robił’’, czas przeszły. Zabini się zmienił. Musiał się zmienić skoro nasza córka dostrzegła w nim kogoś więcej niż tylko nauczyciela.
- Ale ona jest taka młoda, nic nie wie o życiu.
- Jest bardzo do ciebie podobna, Draco. – powiedziała stanowczo kobieta, kładąc dłoń na policzku mężczyzny. – I nie mówię tutaj o jej blond włosach, błękitnych oczach, czy tych wspaniałych ustach. – przeciągnęła palcem po jego wargach. – Chodzi mi o jej charakter. Jest równie uparta i niecierpliwa, jak ty. I jeśli czegoś chce, zawsze to dostaje. Tak jak ty, Draco. A teraz nasza Rose chce być z Zabinim. Ona szanuje siebie i swoje uczucia. Nie pozwoli mu, żeby ją skrzywdził. Daj im szansę, Draco.
- Jak to jest, że zawsze wiesz, w jaki sposób mnie do czegoś przekonać?
- Ponieważ doskonale cię znam, skarbie. – odpowiedziała z uśmiechem, zbliżając swoją twarz do jego. Malfoy szybko to wykorzystał, całując ją długo i namiętnie. W tej samej chwili ktoś zapukał do drzwi ich sypialni.
- Proszę. – powiedziała Hermiona, odrywając się od ust Dracona, ale wciąż pozostając w jego objęciach.
- Mamo? – do pokoju wsunęła się Rose.
- Chodź, kochanie, śmiało. Blaise został w jadalni? – dziewczyna pokiwała głową, więc Hermiona kontynuowała. – Pójdę do niego, żeby nie siedział sam, a wy spokojnie porozmawiajcie. – i wyszła.
- Tato. – odezwała się cicho dziewczyna.
- Nie chciałem powiedzieć, że mnie rozczarowałaś. Byłem zły. Przepraszam. – powiedział Malfoy, a jego córka podbiegła do niego i mocno przytuliła.
- Kocham cię, tato. Przepraszam, że na ciebie krzyczałam, ale ja i Blaise kochamy się i chcemy być razem.
- Wiem. – westchnął Draco.
- Obiecuję, że on mnie nie skrzywdzi.
- Nie masz na to wpływu, Rose.
- Mam. Nie pozwolę mu, tato. A jeśli i tak to zrobi to wtedy ci o tym powiem i razem obmyślimy wspaniałą zemsty i jego długą śmierć w męczarniach. Obiecuję.
Draco roześmiał się.
- A ja obiecuję, że na pewno ci w tym planie pomogę.
- Czyli jak teraz wrócimy do nich to nie zamordujesz Blaise’a?
- Nie dzisiaj, córeczko. – powiedział wesoło Draco i razem skierowali się do jadalni, jednak nikogo tam nie zastali. Znaleźli Hermionę i Zabiniego dopiero w salonie, siedzieli na sofie i przeglądali jakąś książkę.
- A spójrz na to! – zawołała kobieta. – Czy nie wyglądają uroczo?
- Co robicie? – zapytał Draco.
- Oglądamy wasze zdjęcia. – odparł Blaise. – Wyglądałeś odjazdowo z niebieskimi włosami, stary, a ty, Rose zdecydowanie nie powinnaś robić takich min. – powiedział wskazując na jakieś zdjęcie.
- Hermiona!
- Mamo! – Draco i jego córka zawołali oburzeni. – Jak mogłaś mu to pokazać?
- No właśnie! – dodał Malfoy, ale kobieta tylko się roześmiała.
Wszyscy rozsiedli się w salonie, a skrzat przyniósł im herbatę i ciastka. Spędzili razem czas, rozmawiając i wspominając stare czasy.
- Jestem bardzo ciekaw, jak to się stało, że wy jesteście razem. – powiedział Zabini.
- Byłem nieustępliwy. – odparł Draco, patrząc na żonę z czułość.
- I za to go pokochałam. – dodała, cmokając męża w usta.
- Chciałabym poznać całą historię. – rzekła panna Malfoy.
- Kiedyś ci ją opowiemy.
- A czemu nie teraz? – zapytała błagalnie Rose.
- Bo to bardzo długa historia.
- Mamooo… – wyjęczała. – Prooooszę.
- W pełni popieram tę prośbę. – zaśmiał się Zabini.
Hermiona spojrzała na swojego męża, a on skinął głową.
- Jak za pewne wiesz, Blaise, ja i Draco odkąd tylko się poznaliśmy nienawidziliśmy się. Denerwowała mnie jego arogancja, egoizm i pewność swojej wyższości. Miał się za księcia tylko dlatego, że jego rodzina była jedną z najbogatszych w magicznych społeczeństwie.
Zabini parsknął śmiechem, a Rose patrzyła na matkę z niedowierzaniem. Nie mogła uwierzyć, że jej rodzice kiedyś się nienawidzili, przecież teraz są w sobie przez cały czas tacy zakochani.
- Mnie również wkurzało to, że jesteś taka przemądrzała, gadatliwa i najlepsza we wszystkim, czego się podejmujesz. Ale najbardziej denerwowało mnie to, że przyjaźnisz się z Potterem i Weasleyem. – powiedział Draco.
- O tak… doskonale pamiętam, jak wymyślał różne plany pozbycia się tych dwóch. Ale nigdy nie powiedział złego słowa o tobie, Hermiono. – wtrącił Diabeł.
- Na szóstym roku, pewnego dnia, późnym wieczorem wracałam z…
- Biblioteki. – zakończył za nią Draco i zaśmiał się, kiedy obrzuciła go zirytowanym spojrzeniem.
- I spotkałam Malfoy’a, kiedy próbował wejść do Pokoju Życzeń.
- Naprawiałem wtedy Szafkę Zniknięć dla Czarnego Pana. – mruknął blondyn.
- Tak, naturalnie zaczęliśmy się kłócić.
- Do tej pory nie mam pojęcia, czemu zaczęłaś na mnie wrzeszczeć.
- Byłam prefektem i było po ciszy nocnej, a ty sobie spacerowałeś po szkole. To niedozwolone.
- Oczywiście, kochanie. – wyszczerzył się.
- W pewnym momencie usłyszeliśmy hałas. To był pan Filch, szedł i wyzywał, że uczniowie nie są w dormitoriach. Ja będąc pochłonięta kłótnią z Draconem całkowicie zapomniałam o tym, że jestem prefektem i mam pełne prawo do przebywania na korytarzu po ciszy nocnej. Więc pozwoliłam mu, aby wciągnął mnie do Pokoju Życzeń. Kiedy tylko się tam zaleźliśmy z nieznanego nam powodu zaczęliśmy się śmiać. A później…
- A później odbyliśmy normalną rozmowę. – wtrącił arystokrata.
- Naszą pierwszą normalną rozmowę. – pokiwała głową Hermiona.
- A dalej ułożyło się dość dziwnie. Kiedy byliśmy wśród ludzi udawaliśmy nienawiść i pełną pogardę, ale kiedy przypadkiem spotykaliśmy się i byliśmy sami… – ucichł na moment, spoglądając na swoją żonę.
- Rozmawialiśmy i śmialiśmy się. W pewien sposób to nas zbliżyło do siebie. Po jakimś czasie zrozumiałam, jak wiele znaczą dla mnie te krótkie chwile spędzone z Draconem. Zrozumiałam, że ciągle o nim myślę i zastanawiam się, gdzie jest i co teraz robi.
- Miałem tak samo. – mruknął.
- Jednak tak naprawdę zrozumiałam, że go kocham, kiedy pod koniec szóstej klasy do zamku wtargnęli Śmierciożercy.
- Dlaczego akurat wtedy? – zapytał Blaise.
- Ponieważ gdy tylko dowiedziałam się, co się dzieje, nie pomyślałam od razu tak, jak zawsze, że muszę znaleźć Rona i Harry’ego, że muszę być z nimi w tej chwili. Moją pierwszą myślą było ‘’czy Draco jest bezpieczny?’’ – oczy Hermiony zaszkliły się, gdy wspominała ten moment.
- Byłem bezpieczny, ponieważ byłem ze Snapem. Zaraz po tym, jak on zabił Dumbledore’a na wieży astronomicznej, zabrał mnie z zamku. Chronił mnie, bo obiecał to mojej matce.
- O czym ja, oczywiście, nie wiedziałam. Bardzo się o niego martwiłam.
- Tak samo, jak ja martwiłem się, kiedy dowiedziałem się, że cała wasza trójka nie wróciła do Hogwartu na następny rok. Gdyby sam Potter nie wrócił, oczywistym by było, że po prostu się wystraszył i się schował. Ale nie. Ty, Weasley i Wybraniec poszliście sami na wyprawę, mającą na celu całkowite pozbycie się Czarnego Pana. – powiedział Draco z lekkim niedowierzaniem. Jego żona była taka odważna, on w życiu by się na coś takiego nie zdobył.
- Dumbledore zostawił nam zadanie, Draco. Musieliśmy znaleźć wszystkie horkruksy. – wytłumaczyła mu po raz kolejny.
Mężczyzna pokiwał głową.
- Martwiłem się o nią, jak diabli. Co prawda czasami pisaliśmy do siebie listy, ale raczej rzadko. Obydwoje musieliśmy zachować szczególną ostrożność. Ja ciągle byłem pod obserwacją ojca i Voldemorta, a Hermiona – Potter’a i Weasley’a.
- Na ostatecznej bitwie, szukałam go wszędzie. Wśród walczących i wśród zmarłych. – wyszeptała smutno. – Byłam przerażona tym, że mogę go już więcej nie zobaczyć. – Draco przytulił swoją ukochaną.
- Też jej szukałem. Spotkaliśmy się dopiero w Wielkiej Sali, gdzie Potter’owi udało się zabić Czarnego Pana. Pamiętam Weasley’a, który niemal cały czas był w twoim pobliżu i pamiętam, że prawie oddał za ciebie życie. Nienawidziłem go, że może być tak blisko ciebie, a ja nie. Ale w tamtej chwili dziękowałem Merlinowi, że był przy tobie i zasłonił cię własnym ciałem, w ostatniej chwili rzucając Protego.
- Podbiegłeś wtedy do mnie, ignorując krzyki twojego ojca, że musicie uciekać i nie zwracając uwagi na Rona, Harry’ego i innych, po prostu mnie pocałowałeś.
- Wszyscy byli zszokowani i oburzeni. – zaśmiał się Draco. – Nie mieli pojęcia, co się dzieje i dlaczego ty i ja się całujemy.
- Tak. – potwierdziła, posyłając mu uśmiech. – A później powiedziałeś, że mnie kochasz i że…
- Zawsze będę cię kochać. – zakończył za nią, składając na jej ustach czuły pocałunek. Następnie spojrzeli na swoją córkę i Blaise’a. Rose była cała we łzach, ciągle pociągała nosem i patrzyła na rodziców z delikatnym uśmiechem. Natomiast Zabini szczerzył się, jak głupi.
- Nie miałam pojęcia, że macie tak romantyczną historię. – powiedziała panna Malfoy.
- A mówi się, że Malfoy’e nie mają serca. – zaśmiał się Zabini.
- Mają ogromne serce, Blaise. – powiedziała Hermiona, również się uśmiechając.

Dwie godziny później, Blaise i Rose szli przez błonia Hogwartu, chcąc dostać się do zamku.
- Wyjaśniłaś sobie wszystko z Draco? – zapytał w pewnej chwili mężczyzna.
- Tak, tata jest wybuchowy, ale zrozumiał, że cię kocham.
- Oj tak, pamiętam, jak bardzo wybuchowy jest. – zaśmiał się.
- Ale wszystko będzie dobrze.

Tymczasem w Malfoy Manor.
- Widzę, że wrócił ci humor. – zauważyła Hermiona, na co Draco szeroko się uśmiechnął.
- Po prostu cię kocham. – odparł. – I naszą córkę również.
- A Blaise’a?
- Jego co najwyżej mogę lubić. On jest… – zaciął się na moment. – … jest moim przyjacielem.
- I chłopakiem Rose. – przypomniała mu kobieta.
- I chłopakiem Rose. – przytaknął. – Będzie z nim szczęśliwa. – dodał po chwili.
Hermiona podeszła do niego, zarzucając mu ręce na szyję i uśmiechając się.
- Kocham cię bardzo, wiesz? – szepnęła.
- Ja ciebie bardziej. – odparł również szeptem i wpił się w jej usta. – Ale przysięgam, że w wychowaniu naszego syna nie popełnimy żadnego błędu i będzie on miał dziewczynę w swoim wieku.
Po tym zdaniu oboje zaśmiali się głośno.

Jednakże Draconowi nie udało się dotrzymać słowa i 6 lat później, Tristian Malfoy przedstawił rodzicom swoją o 18 lat starszą dziewczynę. Draco przeszedł małe załamanie nerwowe, lecz jak zawsze u jego boku cierpliwie trwała Hermiona.
Jednak mimo wybuchów Malfoy’a i jego totalnego niezrozumienia, jak jego dzieci mogą się interesować starszymi od siebie osobami, po jego policzkach spływały łzy wzruszenia, kiedy na ślubie Rose i Blaise’a siedział w pierwszej ławce, trzymając swoją żonę za rękę i ciągle się uśmiechając. Tak samo, jak na ślubie Tristiana i jego małżonki, Stefani.
Draco mimo wszystko był szczęśliwy, bo lekarstwem na każdy jego smutek i zmartwienie była jego ukochana żona…

Córka Ciemności <3

Opublikowano opowiadania/miniaturki | Skomentuj