Dzień jego śmierci….

- Pamiętam ten dzień bardzo dokładnie. Pamiętam każdy nawet najdrobniejszy szczegół. – odpowiedziała kobieta gdy zapytałam ją jak zginął jej ukochany.
- Opowie mi pani? – zapytałam.
- Tak. To był 2 maja 1997 roku. Dzień Ostatecznej Bitwy między jasną, a ciemną stroną. Już wtedy wiedziałam że był po naszej stronie, powiedział mi. – odpowiedziała i lekko się uśmiechnęła. – Pewnie wydaje ci się dziwne to, że tak po prostu mi powiedział. Ale naprawdę to zrobił. Siedzieliśmy kiedyś razem w jego pokoju, często to robiliśmy. Przychodziłam do niego wieczorami żeby posiedzieć z nim, zazwyczaj w ciszy. Wtedy również było cicho. Tylko cisza i my. W pewnym momencie przerwał ją, właśnie wtedy mi powiedział. Był bardzo zdziwiony kiedy się rozpłakałam. Później mu wyjaśniłam że się martwię, ponieważ jest to bardzo niebezpieczne. Myślę że, nie spodziewał się troski. Tego samego wieczoru powiedziałam mu też że go kocham, nie masz pojęcia jaki był mój szok kiedy po moich słowach po prostu podszedł i mnie pocałował. Też mnie kochał. Nie mówił mi tego często, ale ja to wiedziałam. To było w jego oczach, jednak tylko wtedy gdy ściągał swoją maskę i ukazywał prawdziwe oblicze. Robił to tylko przy mnie. Dla innych był zimny i obojętny. W dzień bitwy, kiedy byłam w kwaterze głównej Zakonu Feniksa i omawialiśmy wszystko, on przyszedł. Co ja gadam! – zaśmiała się. – On wparował!! W chwili kiedy rozmawiałam z przyjaciółmi on wbiegł do pomieszczenia i nie zwracając uwagi na zdziwione spojrzenia innych, podbiegł do mnie, uklęknął i wyjął piękny pierścionek, jak się później dowiedziałam był to pierścionek jego prababki. Gdy już go wyjął zapytał czy zostanę jego żoną. – mówiła cicho. – Byłam tak zszokowana że nawet nie odpowiedziałam po prostu w totalnym milczeniu pokiwałam głową i on wtedy szybko wstał, założył pierścionek na mój palec i zaczął całować. Całował mnie wtedy tak namiętnie, tak jakby to miał być nasz ostatni pocałunek i faktycznie był. Bo zaraz po nim wszystko się zaczęło. Do salonu wszedł jakiś nauczyciel, który również był w Zakonie, oznajmił że Voldemort atakuje Hogwart. Wszyscy bardzo szybko zebraliśmy się i wyszliśmy żeby bronić szkoły. – przerwała na moment, patrząc gdzieś w dal.
- Co było dalej? – zapytałam, ‘chcąc ją przywrócić na ziemie.’
- Walczyliśmy. – odparła. – Właśnie biegłam do jakiegoś śmierciożercy, żeby go zabić kiedy usłyszałam krzyk. To jeden z moich przyjaciół wrzeszczał moje imię. Odwróciłam się i zobaczyłam mordercze zaklęcie lecące wprost na mnie. Już żegnałam się z tym światem…. gdy on zasłonił mnie własnym ciałem. Stanął przodem do mnie, uśmiechając się lekko rozłożył ręce tak jakby chciał mnie przytulić…. – mówiła, a po jej policzkach leciały łzy, które co jakiś czas ocierała chusteczką. – I właśnie wtedy klątwa w niego uderzyła. Jego oczy zrobiły się takie puste, uśmiech znikł. A potem po prostu padł na ziemie, uklękłam przy nim, kładąc rękę na jego sercu pragnąc żeby jeszcze biło. Ale nic nie wyczułam. Umarł. Byłam zrozpaczona. Płakałam wykrzykując jego imię, mając nadzieję że na nie w jakiś sposób zareaguje, ale nic takiego się nie działo. W pewnej chwili poczułam coś dziwnego, nie wiedziałam co to było. Teraz już wiem. To była nienawiść, chęć zemsty. Złożyłam pocałunek na jego ustach i powoli wstałam. Naokoło mnie wszyscy walczyli. Miotali chyba wszystkimi możliwymi zaklęciami. Robili to z nienawiścią….. jednak moja była większa. Zabiłam każdego czarodzieja będącego po stronie zła. Po ciemnej stronie. Szłam i rzucałam klątwami, a nawet nożami, które miałam ukryte pod szatą. Nie jeden śmierciożerca zginął w ogniu. Podpalałam ich. Aż w końcu dotarłam do tego jedynego, tego, którego nienawidziłam najbardziej. Do Voldemorta. Walczył z Harry’m. Widziałam że Potter nie radzi sobie zbyt dobrze, chociaż….. w sumie to chyba mnie to nawet nie obchodziło. Chodziło mi tylko o to żebym to ja mogła zabić Voldemorta. Stanęłam między nimi. Wiedziałam że wszyscy, którzy to widzieli byli bardzo zdziwieni ale miałam to gdzieś. Wyciągnęłam różdżkę, celując w Voldemorta, on skierował swoją na mnie i rzucił morderczą klątwe, nim jednak zaklęcie do mnie dotarło Lord Voldemort stanął w płomieniach. I spalił się.
- A co z morderczą klątwą, którą rzucił przed śmiercią? Przecież skierowana była na panią..
- Taak. W chwili kiedy Voldemort zginął, ja zemdlałam, tym samym unikając zaklęcia. – uśmiechnęła się do mnie.
- Rozumiem. – odparłam. – Bardzo dziękuje że zgodziła się pani na ten wywiad ze mną. – w odpowiedzi kiwnęła tylko głową. – Ludzie chcą poznać prawdę. Chodzą plotki właśnie o pani i pani narzeczonym, ludzie chcą wiedzieć czy w tych plotkach jest choć trochę prawdy.
- Oczywiście, rozumiem.
- W takim bądź razie, raz jeszcze dziękuje i do zobaczenia. – powiedziałam, uścisnęłam jej dłoń i wyszłam.

Następnego dnia na pierwszej stronie Proroka Codziennego widniał ogromny napis:

Wywiad z Hermioną Granger !!
Gorące uczucie, które połączyło ją i Severusa Snape’a !!

Córka Ciemności <33

Informacje o Córka Ciemności

Jestem zielonooką brunetką, mającą wielkie marzenia - nie koniecznie możliwe do spełnienia ;)) lubię czytać książki i oglądać dobre filmy.... moją miłością jest Alan Rickman i Ian Somerhalder <33 uwielbiam wszystko co jest związane z Harrym Potterem i Pamiętnikami Wampirów xDD
Ten wpis został opublikowany w kategorii opowiadania/miniaturki. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Dzień jego śmierci….

  1. ~pati pisze:

    pomyliłaś się w dacie śmieci , to był 1998 nie 1997

  2. ~AnHogwart pisze:

    Ryczę, ryczę i nie mogę przestać :) :(

  3. ~M. pisze:

    Przecudowne <3
    M.

  4. ~Hermionka pisze:

    nie mogę czytać takich smutnych rzeczy, po prostu nie mogę…. cały czas płaczę
    to jest takie piękne..
    wspaniałe <3

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>