LVII. Poród i rozpacz.

Witajcie kochani! Na sam początek napiszę małe wyjaśnienie. Z tym rozdziałem i epilogiem jest 5 notek. Dzisiaj wstawiam dwa rozdziały, być może jutro wstawię kolejne dwa, jeśli nie to dopiero w weekend. Kiedy pojawi się epilog to ta historia będzie skończona i na tym blogu przez jakiś czas nic nie będzie się pojawiało, gdyż od poniedziałku mam szlaban na pisanie i czytanie. Moja mama twierdzi, że zdecydowanie za dużo czasu spędzam przed komputerem i kazała mi jak najszybciej skończyć tę historię i na jakiś czas zawiesić bloga. Prosiłam i błagam, żeby mi tego nie robiła, ale niestety nic nie jest w stanie ją przekonać. Jest mi bardzo przykro, że będę musiała was opuścić po zakończeniu tego opowiadania na czas nieokreślony, gdyż zaczęłam pisać kolejną historię, która na pewno się pojawi, ale nie mam pojęcia kiedy. Niestety moi rodzice nie rozumieją, że ten blog i w ogóle pisanie jest moją pasją, a oni bezczelnie to niszczą!

Ten rozdział jest z dedykacją dla ~HermiongaPL

na codzień ciążowo

Dni mijały szybko i spokojnie. Rodzina i przyjaciele Hermiony byli coraz bardziej smutni, wiedząc, że nadchodzi koniec kobiety. Ten dzień Miona spędzała z przyjaciółmi, tak jak kiedyś. Siedzieli wszyscy razem, gadali o głupotach i pili alkohol, Hermiona soczek. Cudownie było poczuć znów tę przyjacielską magię.
- Hermiono, mam coś dla ciebie! – wykrzyknęła w pewnej chwili Ginny. – Ja wiem, że ty nie możesz chodzić w szpilkach w twoim stanie i wiem też, że lekarze nie dają ci szans na przeżycie tego porodu, ale ja w ciebie wierzę, dlatego jak tylko zobaczyłam je na wystawie, to od razu kupiłam ci te buty.

czarwone dziwkarskie

- Ginny… – zaczęła Hermiona, patrząc na buty, a następnie na przyjaciółkę.
- Nic nie mów. – przerwała jej Ginewra. – Jesteś silna, Hermiono. Bardzo silna i cholernie odważna. Wiem, że sobie poradzisz i że jeszcze ujrzę cię w tych butach.
- Ginn… – szepnęła pani Malfoy.
- Ja to po prostu wiem.
Po tych słowach przyjaciółki rzuciły się sobie w ramiona i szlochając przytulały się. Reszta patrzyła na tę scenę ze smutkiem. W pewnej chwili Hermiona szybko odsunęła się od Ginny i powoli uklękła, kładąc rękę na brzuchu i sycząc z bólu.
- Hermiona?! – wykrzyknął Malfoy. – Co się dzieje?
- Boli, cholernie boli. – wysapała, łapiąc dłoń ukochanego i mocno ją ściskając. Draco nie miał pojęcia, co robić, lecz w pewnej chwili poczuł, że klęczy razem z Hermioną w dużej kałuży.
- Co to, do cholery, jest? – zapytał cicho Zabini.
- Wody. – mruknęła Miona, zaciskając oczy.
- Wody jej odeszły!!! – wrzasnęła Pansy.
- Ona zaczyna rodzić!!! – ryknęła Astoria.
- Za wcześnie! – wykrzyknął Ron. – Jeszcze miesiąc!
W tej chwili mózg Dracona działał na najwyższych obrotach.
- Ginny, spakuj jej najpotrzebniejsze rzeczy. Blaise poinformuj rodziców, że Hermiona rodzi. A ja przenoszę się z nią do Munga. – i sekundę po tym zniknął z cichym POP. Pojawili się na samym środku korytarza w św. Mungu. – WEZWIJCIE LEKARZA! MOJA ŻONA RODZI!!! – ryknął Draco. Następnie zgromadziło się wokół nich kilku lekarzy i całe grono pielęgniarek. Przenieśli Hermionę na salę porodową, Draco również się tam wepchnął, mimo, iż mu zakazali. Młoda kobieta krzyczała głośno i płakała z bólu.
- Zróbcie coś! – krzyknął Draco, widząc cierpiącą żonę, został jednak zignorowany. Pielęgniarki podpinały Hermionę do różnych urządzeń, lekarze co chwila sprawdzali jej stan.
- Pani Malfoy? – zapytał w pewnej chwili jakiś magomedyk. – Słyszy mnie pani?
- Tak.
- Musi pani unormować swój oddech. Niech pani na mnie spojrzy. Wdech, wydech. I jeszcze raz. Wdech, wydech.
Hermiona starała się skupić na słowach lekarza, ale ból był nie do wytrzymania. W pewnym momencie pielęgniarka zawołała.
- Doktorze, mamy problem. Po pierwsze jest za małe rozwarcie, dziecko nie wyjdzie, a po drugie odwróciło się.
- Cholera! – zaklął głośno lekarz.
- Co? Co się dzieje? – pytał Draco, lecz doktor znów go zignorował, wołając do reszty pracowników.
- Zabieramy ją na blok. Trzeba zrobić cesarskie cięcie!
Wszystko działo się w zadziwiająco szybkim tempie. Lekarze i pielęgniarki przewieźli Hermionę, Draco cały czas podążał za nimi, jednak przed salą lekarz zatrzymał go słowami.
- Nie może pan tam wejść. – i zniknął za dużymi biały drzwiami, blondyn przez jakiś czas szarpał za klamkę, ale drzwi nie ustępowały.
Zdenerwowany i zmartwiony Draco, nie wiedząc, co ze sobą zrobić usiadł na ławce, stojącej pod ścianą. Kilka minut później Harry, Ron, Ginny, Parvati, Blaise, Pansy, Astoria, Teodor, Narcyza, Lucjusz oraz Jean z Alanem pojawili się obok Dracona.
- Co się dzieje? – zapytała wystraszona pani Granger.
- Robią jej cesarkę. – mruknął Malfoy Jr.
- Trzeba czekać. – rzekła Pansy i opadła na ławkę, reszta uczyniła to samo.
Siedzieli tam i czekali już godzinę, aż w końcu z sali wypadł jakiś lekarz, cały ubrudzony krwią i nie zwracając uwagę na nic, pobiegł gdzieś. Moment później wracał z grupą innych lekarzy. Draco z przerażeniem patrzył na drzwi, za którymi zniknęli magomedycy.
- Co się dzieje? Co się, do kurwy, dzieje? – mamrotał blondyn, wstając i zaczynając chodzić w tę i z powrotem po korytarzu.
Po chwili z sali wyleciała pielęgniarka.
- Niech to szlag!!! Gdzie jest ordynator?!?! – ryknęła na całe gardło i popędziła gdzieś. Malfoy Jr. spojrzał z jeszcze większym przerażeniem na rodzinę i przyjaciół.
Po kolejnej godzinie, kiedy Draco siedział na posadzce pod ścianą, ukrywając twarz w dłoniach, z sali wyszło stado pielęgniarek, jedna z małym zawiniątkiem na rękach.
- Co z moją żoną? – dopadł do nich Draco.
- Zaraz wyjdzie lekarz. Dziecko zabieramy na oddział dla noworodków. – odpowiedziała i odeszła razem z resztą. Zaraz za nimi poszli rodzice Dracona, rodzice Hermiony oraz wszyscy przyjaciele, poza Zabinim, który chciał być ze swoim najlepszym kumplem w chwili, kiedy lekarz będzie informował go o stanie Hermiony. Drzwi ponownie się otworzyły i przeszło przez nie chyba z dziewięciu lekarzy, jednak zignorowali Dracona i poszli dalej. W końcu do Malfoy’a i Zabiniego wyszedł starszy mężczyzna.
- Co z moją żoną?!
- Wystąpiły pewne komplikacje… – zaczął lekarz.
- Żyje? Czy ona żyje? – wtrącił Draco.
- Panie Malfoy, proszę mnie uważnie posłuchać. Uratowaliśmy dziecko i ono na pewno przeżyje. Jednak jeśli chodzi o pańską żonę, to nie będę ukrywał, że jej stan jest krytyczny. Żyje, jednak zapadła w śpiączkę. Próbowaliśmy ją wybudzić zaraz po cesarskim cięciu, lecz nie mogliśmy, dlatego trwało to wszystko tak długo.
Draco przyglądał się lekarzowi z oczami pełnymi łez.
- Przykro mi, panie Malfoy. – dodał doktor i odszedł.
Zabini położył przyjacielowi rękę na ramieniu, nie potrafiąc go pocieszyć. Draco osunął się na podłogę, a Blaise zaraz przy nim uklęknął.
- To nie miało być tak. – wyszeptał blondyn. – Ona miała przeżyć! Miała przeżyć, a nie zapadać w jakąś cholerną śpiączkę!!! – wrzasnął tak, że wszyscy pacjenci wyszli ze swoich sal zaciekawieni tym krzykiem. – Miała być tu teraz ze mną… a ja… ja miałem widzieć jej uśmiech, miałem patrzeć w jej szczęśliwe oczy!!! Moja Hermiona, moja kochana Hermiona… to nie powinno być tak… miała przeżyć… – powtarzał, zalewając się łzami.
Ludzie patrzyli na niego ze zdumieniem, ponieważ Draco Malfoy właśnie publicznie się rozpłakał, ale patrzyli też na niego ze smutkiem, współczując mu.
Ci czarodzieje przyglądali mu się z łzami w oczach, ponieważ po raz pierwszy byli świadkami tak potężnej rozpaczy.
Rozpaczy tak ogromnej i strasznej, jakiej świat jeszcze nie widział.
Wiadomość o tym, co dzieje się tutaj, w tym szpitalu, z prędkością światła obiegła całe magiczne społeczeństwo. I w tej chwili wszyscy czarodzieje złączyli się w smutku. Cały magiczny Londyn został pogrążony w rozpaczy. Rozpaczy, zapoczątkowanej przez Dracona Malfoy’a, rozpaczy, która przechodziła z jednego człowieka na drugiego i która była tak silna, że nie dało się jej oprzeć.

Dopiero po kilku godzinach Draco był w prawie normalnym stanie. Rodzina i przyjaciele wrócili do swoich domów, lecz Malfoy został. Wszedł do sali, w której leżała Hermiona i usiadł na krześle obok jej łóżka. Po chwili transmutował krzesło w fotel i usiadł w nim wygodnie, patrząc na bladą twarz swojej ukochanej.
- Obiecałaś walczyć, Hermiono. Mam nadzieję, że właśnie to robisz.

Minął tydzień, a Hermiona nadal się nie obudziła. Draco cały czas przy niej trwał, a kiedy lekarz poinformował go, że może zabrać syna do domu, odpowiedział tylko, żeby przekazał te wiadomości Narcyzie Malfoy.
Draco nie był w stanie zająć się teraz dzieckiem, aczkolwiek wiedział, że jego matka pomoże mu i zaopiekuje się chłopcem.
Przez pierwsze dwa tygodnie od narodzin dziecka, przyjaciele Hermiony i Dracona przychodzili do kobiety dzień w dzień, spędzając tam nawet po kilka godzin. W trzecim tygodniu, kiedy Miona nadal się nie budziła już nie przychodzili. Tylko Draco cały czas przy niej był. Możecie to sobie wyobrazić? Od trzech tygodni nie był w domu, prawie w ogóle nie jadł i pił hektolitry kawy. Lucjusz przynosił mu ubrania, czasami jakiś porządny obiad i błagał syna, aby wrócił do domu. Wciąż powtarzał, że jeśli Hermiona się obudzi, lekarze na pewno od razu ich poinformują, lecz Draco nie słuchał. Jedyne czego chciał, to cały czas być przy ukochanej kobiecie.

Gdy minął miesiąc, a Hermiona nadal leżała bez życia, do Dracona przyszedł lekarz i powiedział, że skoro kobieta do tej pory się nie obudziła, to już tego nie zrobi i że należy ją odłączyć od maszyn, dzięki którym jeszcze żyła.
- Jeden dzień. Proszę, jeszcze jeden dzień… – odparł tylko Draco, a lekarz zgodził się, widząc w oczach mężczyzny niesamowity ból.
Malfoy siedział na fotelu przy łóżku Miony i trzymał jej dłoń.
- Obudź się, Hermiono, proszę, kochanie. Jesteś Gryfonką, jesteś odważna i waleczna, więc walcz. Wiem, że dasz radę… musisz dać radę. Proszę, Hermiono, zrób to dla mnie… dla naszego syna… dla siebie. Błagam cię, kochanie, otwórz swoje piękne, brązowe oczy. Niech twoje serce, które nauczyło mnie kochać, znów zacznie bić. Proszę. – szeptał Draco. – Hermiono, znajdź w sobie te siłę. Masz mało czasu, lekarz powiedział, że jeśli nie obudzisz się do rana, to będą musieli odłączyć cię od maszyn, a wtedy umrzesz. Nie mogę cię stracić, moja piękna żono… nie mogę… – wciąż powtarzał, przytulając twarz do jej dłoni.
Z tego amoku wyrwał go cichy i słaby głos.
- Dla ciebie.
Poderwał głowę do góry i spojrzał w oczy w kolorze mlecznej czekolady.

Córka Ciemności <3

Informacje o Córka Ciemności

Jestem zielonooką brunetką, mającą wielkie marzenia - nie koniecznie możliwe do spełnienia ;)) lubię czytać książki i oglądać dobre filmy.... moją miłością jest Alan Rickman i Ian Somerhalder <33 uwielbiam wszystko co jest związane z Harrym Potterem i Pamiętnikami Wampirów xDD
Ten wpis został opublikowany w kategorii opowiadania/miniaturki. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

7 odpowiedzi na „LVII. Poród i rozpacz.

  1. ~Misia pisze:

    Świetna miniaturka.

  2. ~JoanAnR pisze:

    Przeczytałam już jakieś milion blogów i wiedz, że mnie jest tak cholernie trudno wyruszyć i to jest dopiero drugi blog na którym ryczę i ryczę i tak wyję jak bóbr przez te trzy rozdziały i w końcu ona się obudziła. Nareszcie. Na nie mogę tak mną wzruszyłaś, tyle odczuć na raz. Kocham cię, po prostu wielbię. ❤❤❤

  3. ~Madziak pisze:

    O tak dużej ilości tekstu nikt się nie spodziewał. Widzę, że muszę odrobić zaległości, a buty faktycznie urocze :)

  4. ~Silencio pisze:

    Drogi Merlinie !!! Aż tyle rozdziałów ? Wchodzę na Twojego bloga z myślą, że może coś nowego dodałaś, a tutaj tyle rozdziałów <3 No po prostu super! Co do rozdziału, jak każdy inny jest świetny. Wiedziałam, że Hermiona się nie podda i będzie walczyła i jeszcze jedno- chłopczyk <3 Mam nadzieję, że Twoi rodzice zrozumieją ile ten blog dla Ciebie znaczy i już niebawem do nas wrócisz :*

  5. ~zywia1 pisze:

    Ojej… smutne. Lecę czytać resztę… mam nadzieję żeby niedługo wrócisz do nas z nowymi pomysłami ;)

  6. ~HermiongaPL pisze:

    Dzieki ze nie zapomnialas :D Aa… i na koncu sie rozplakalam ;c

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>