Szalona pani doktor.

Hermiona była młodą, bardzo zapracowaną i samotną kobietą. Cały swój czas poświęcała szpitalowi, w którym pracowała, a właściwie to żyła, bo spędzała tu całe dni, a czasami nawet noce. Kochała rozwiązywać zagadki, dlatego brała każdy trudny przypadek dla siebie. Była genialna, nie było drugiego takiego lekarza, jak ona. Uratowała naprawdę wiele osób. Aczkolwiek była wredna i złośliwa, ludzie nie przepadali za nią, ale każdy, absolutnie każdy darzył ją ogromnym szacunkiem. Większości negatywnych cech, takich jak podłość, nauczyła się od swojego pracodawcy, dyrektora szpitala – Dracona Malfoy’a. Ich stosunki uległy drastycznej zmianie po zakończeniu wojny, może nie polubili się, ale przynajmniej przestali się wyzywać, a jeśli to robią to tylko z rozbawieniem. Tego dnia było inaczej. Hermiona wyszła z gabinetu dyrektora wściekła, jak osa, czym zwróciła na siebie uwagę innych. Poza tym zaraz za nią wybiegł Malfoy, krzycząc.
- To nie jest prośba, do jasnej cholery! To polecenie służbowe! Masz je wykonać!
- A jeśli tego nie zrobię? – syknęła kobieta.
- Zwolnię cię. – odparł po prostu.
- Nie zrobisz tego, jestem zbyt cenna. – rzekła z przekonaniem.
- W tej chwili twoja wartość nie ma dla mnie znaczenie, jestem twoim szefem i masz wykonywać moje polecenia. Masz znaleźć asystenta! – powiedział tonem, nie znoszącym sprzeciwu.
- Pracuję sama!
- JUŻ NIE!!! – ryknął i władczy krokiem oddalił się, zostawiając resztę w szoku, a samą Hermionę ekstremalnie wkurzoną.
Plan był taki, że za równiutki miesiąc, czyli w Boże Narodzenie, Granger ogłosi, kto został jej asystentem.

Następnego dnia kobieta siedziała w jednej z wielkich sal szpitala i z politowaniem patrzyła na 15 osób, siedzących w ławkach przed nią. Hermiona uznała, że najlepszym sposobem na sprawdzenie, kto z nich jest najlepszy będzie danie im jakiegoś trudnego przypadku. Przez miesiąc będzie wybierała najgorsze przypadki, a ten kto nie będzie sobie radził, wylatuje. Jej asystentem zostanie ten, któremu uda się przetrwać do samego końca. Tak też Granger rzuciła na każdy stolik kartę z historią choroby pacjenta i powiedziała.
- Evan Clark. Przywieziono go w nocy z mocnym krwawieniem z uszu, nosa i ust. Mężczyzna podczas wojny dostał jedną z czarnomagicznych klątw, został wyleczony, ale oczywiście niektóre objawy zostały. Jednak do tej pory funkcjonował normalnie, musiało pojawić się coś, co niekorzystnie wpływa na stan zdrowia pacjenta, my musimy się dowiedzieć, co to jest i zlikwidować to. – podczas tej przemowy, spojrzenie Hermiony świdrowało każdego z nich. W pewnej chwili kobieta zmarszczyła brwi z konsternacją. – Na co czekacie? Pacjent sam sobie badań nie zrobi! – zawołała, a wszyscy szybko zebrali się i opuścili salę. Kobieta westchnęła i postanowiła iść do Malfoy’a i wlać mu trochę rozumu do głowy.
Weszła do jego gabinetu bez pukania i od razu usiadła na jednym z foteli.
- Co cię do mnie sprowadza o tak wczesnej porze?
- Nie będę pracowała z tymi idiotami! – krzyknęła.
- To nie są idioci, to są ludzie, którzy chcą się czegoś nauczyć, a ty jesteś najlepsza w swoim zawodzie.
- Nie potrzebuję asystenta. – warknęła.
- Ale on potrzebuje ciebie.
- Nie obchodzi mnie to.
- A powinno. – rzekł chłodno Draco. – Co się z tobą stało? – zapytał w pewnej chwili.
- Nic mi nie jest. – odpowiedziała z lekkim zaskoczeniem na to pytanie.
- Kiedyś obchodził cię każdy, martwiłaś się nawet o muchę. Co się stało z tą Hermioną?
- Ludzie się zmieniają, Malfoy.
- Nie aż tak.
- Jak widać, aż tak. – warknęła i wydawało się, że chce coś dodać, ale ktoś zapukał.
- Przepraszam, że przeszkadzam… – zaczęła młoda dziewczyna, która była kandydatką na asystenta Hermiony. – … ale mamy wyniki badań dotyczące alergii i…
- I nie ma żadnej alergii. – wtrąciła Hermiona.
- Skąd pani wie? – zapytała ze zdumieniem dziewczyna.
- Nawet idiota by to wiedział. – warknęła Granger, a młoda dziewczyna szybko się zmyła.
- Właśnie o tym mówię. Wcześniej nigdy byś się tak do nikogo nie odezwała.
- Uczę się od mistrza.
- Jeśli mówisz o mnie…
- A o kim innym? – parsknęła, przerywając mu.
- Nie zmienię zdania, Hermiono. – westchnął Draco. – Masz znaleźć asystenta.

Tego samego dnia wyleciało dwóch kandydatów, Hermiona teraz stała przy łóżku pacjenta wraz ze swoją asystą.
- Ktoś ma jakiś pomysł? – zapytała, sprawdzając parametry życia tego człowieka.
- Eee… może to nowotwór? – zapytał nie śmiało przystojny mężczyzna, którego Hermiona skądś kojarzyła, tylko nie wiedziała skąd.
- Jaki konkretnie?
- Na przykład guz mózgu. – i tym ją zaskoczył. Niespodziewana się, że ktoś z tak krótkim stażem tak szybko wpadnie na poprawną diagnozę. Ona sama już rano wiedziała, co dolega pacjentowi, ale nie zamierzała niczego ułatwiać tym idiotom, jak zaczęła ich nazywać.
- Jak się nazywasz? – zapytała.
- Nott. Teodor Nott. – odparł mężczyzna.
Ohh… a więc stąd go znam. – pomyślała Granger. – Szkolny kolega Malfoy’a.
- Bardzo trafna diagnoza, panie Nott. Proszę wybrać kogoś do pomocy i potwierdzić tę diagnozę, a następnie podjąć niezbędne kroki do wyleczenia pacjenta.
- Tak jest, pani doktor. – odparł. – Mark, pomożesz mi?
- Pewnie. Ale jak mam potwierdzić diagnozę? – Hermiona słysząc tak głupie pytanie głośno wciągnęła powietrze.
- Obawiam się… – zaczęła ze złością. – … że ktoś kto nie wie, że aby sprawdzić, czy ktoś ma guza mózgu należy wykonać tomografię bądź rezonans, nie będzie ze mną pracował. Jest pan zwolniony, panie Mark. – rzekła chłodno, odwracając się na pięcie i wychodząc, pozostawiając resztę nieco zaszokowaną i zdezorientowaną. Z tego stanu najszybciej wyszedł Teodor, który od razu pobiegł zrobić badania.

- Co za kretyni! – zawołała Hermiona, wchodząc do swojego gabinetu. Ledwo usiadła za biurkiem, jak do pomieszczenia wbiegła jakaś dziewczyna, kolejna kandydatka.
- Pani profesor!
- Nie jesteśmy w szkole, zwracaj się do mnie normalnie. – burknęła Granger.
- Tak jest, pani doktor.
- Albo wiesz co? Zwalniam cię.
- Co? Dlaczego?
- Jesteś kretynką. – powiedziała po prostu. – Wyjdź.
Nie całe 15 minut po tym, jak dziewczyna opuściła gabinet Granger, przyszedł zdenerwowany Malfoy.
- To dopiero pierwszy dzień, a ty już wyrzuciłaś 4 osoby! – krzyknął.
- Nie będę pracowała z debilami!
- Oni się dopiero uczą!
- To niech przyjdą do mnie, jak już się nauczą! – wrzasnęła i zostawiła Dracona samego, uznając, że ma już wszystkiego dość i chce wrócić do domu. Przy wyjściu ze szpitala, zatrzymał ją Nott.
- Pani doktor, zrobiłem tomografię i pacjent ma guza mózgu, podjąłem niezbędne działania, aby mu pomóc.
- Świetnie. – odparła krótko i wyminęła mężczyznę.
- Do zobaczenia jutro, pani doktor! – zawołał do niej Teodor, ale Granger już nie odpowiedziała.
Było w tym mężczyźnie coś, co ją intrygowało, ale nie wiedziała, co to jest i bardzo ją to denerwowało. Następnego dnia, kiedy pojawiła się w szpitalu, przy samym wejściu stał Nott, w jednej ręce trzymał kawę, a w drugiej jakieś papiery.
- Dzień dobry. Pozwoliłem sobie przygotować dla pani kawę, proszę. – powiedział, podając jej kubek.
- Próbujesz się podlizać?
- Nie, staram się być dobrym asystentem.
Upiła łyk kawy.
- Skąd wiesz jaką lubię? – zapytała z lekkim zaskoczeniem.
- Dobrze jest mieć dyrektora szpitala za kolegę. – odpowiedział po prostu.
- Co to? – spytała, wskazując na plik dokumentów, które trzymał w dłoni.
- Mamy nowego pacjenta.
- Zdawało mi się, że to ja wybieram przypadki.
- Tak, ale ten narzucił dyrektor.
- Rozumiem. Co z tym pacjentem?
- Miał wypadek, stracił nogę, ale nie to jest najlepsze. Godzinę po podaniu leków, pacjent napił się herbaty i zrobił się pomarańczowy!
- Jaka to była herbata.
- Zielona.
- W takim razie któryś ze składników herbaty wszedł w reakcję z lekami i pacjent dostał uczulenia. Wystarczy odstawić leki.
- Problem w tym, że pomimo badań nie wiemy, który lek należy odstawić.
- Odstawcie wszystkie.
- Bez leków pacjenta boli noga.
- Jak bardzo?
- Ból może go zabić. – rzekł poważnie, Hermiona przez chwilę patrzyła na niego, po czym powiedziała.
- Odstawić wszystkie leki. – następnie oddaliła się w stronę swojego gabinetu. Teodor pokręcił głową z niedowierzaniem, po czym poszedł poinformować o wszystkim resztę zespołu.

20 minut po tym, jak Hermiona usiadła za biurkiem, Draco Malfoy wparował do jej gabinetu.
- Chcesz zabić pacjenta?! – ryknął.
- Nie chcę go zabić, chcę go wyleczyć.
- Odstawiając mu leki , które trzymają go przy życiu!
- Kto ci powiedział?
- Nie ważne, kto. Nie pozwolę odstawić leków.
- Nie rozumiesz, Malfoy. Odstawimy wszystkie leki, a kiedy przestaną działać, wprowadzimy je od nowa, po kolei, wtedy dowiemy się, który lek powoduje u pacjenta zmianę koloru skóry. – wytłumaczyła cierpliwie. – Więc teraz, jeśli łaska, daj mi pracować. – warknęła, Draco stał przez moment oniemiały, po czym wyszedł, szepcząc.
- Szalona.

Wszyscy kandydaci na asystenta Hermiony stali przy łóżku pacjenta, Nott odpinał mu kroplówkę, kiedy nagle rozbrzmiały pagery wszystkich, poza Teodorem. Zebrali się szybko i pobiegli do gabinetu Hermiony, Nott został i skończył to, co zaczął. Hermiona siedziała w fotelu i czekała, aż zespół pojawi się u niej, wreszcie wpadli do gabinetu.
- Co to za pilna sprawa, pani doktor? – zapytał młody, niski blondyn.
- Kto z was powiedział Malfoy’owi, że kazałam odstawić leki, które trzymają pacjenta przy życiu?
Nastała cisza. Granger kontynuowała.
- Nie potrzebuję asystenta, który z każdą rzeczą będzie biegał do dyrektora. Więc albo kto to zrobił przyzna się teraz, albo zwolnię was wszystkich.
- A dlaczego nie ma tu Notta? – zapytał ktoś.
- Ponieważ wiem, że on tego nie zrobił.
- A niby skąd pani to wie?
- On nie jest takim kretynem, jak wy. Więc kto to zrobił?
Ponownie nastała cisza, którą dopiero po chwili przerwała niezbyt ładna szatynka.
- To ja. Ja poszłam do pana Malfoy’a.
- Świetnie! – zawołała Hermiona. – Zwalniam cię! A reszta na co czeka? Do roboty!
9 osób szybko wyleciało z pomieszczenia. Hermiona została sama, lecz nie na długo, po kilku minutach do jej gabinetu wszedł Harry Potter.
- Witaj, Hermiono.
- Cześć, Harry. Co cię do mnie sprowadza?
- Ginny jest już przygotowywana do porodu, chciałbym, żebyś to ty go odebrała.
- To bardzo miłe, Harry, ale moje obowiązki nie obejmują odbierania porodów.
- Daj spokój, Malfoy na pewno nie będzie miał nic przeciwko. Jest wpatrzony w ciebie, jak w obrazek.
Granger niemal zakrztusiła się własną śliną.
- Że co proszę? – wymamrotała.
- Nie daj się błagać, Miona. Ginn cię potrzebuje.
- Dobra, niech będzie, ale nigdy więcej nie opowiadaj takich bzdur związanych z Malfoyem.
- Spoko, ale wiesz? Chodziło mi, że tylko w sensie zawodowym jest w ciebie tak wpatrzony. O jego sprawach prywatnych nie chcę wiedzieć, zwłaszcza jeśli są one jakoś bliżej związane z tobą.
- Mnie i Malfoy’a nic nie łączy, więc nie masz się o co martwić. – odparła Hermiona. – Gdzie leży Ginny?
- W jednej z sal na porodówce.
- Jest sama w tej sali?
- Nie, są tam jeszcze dwie kobiety.
- Idź tam i powiedz, że na polecenie szefa diagnostyki mają ją przenieść do jednoosobowego pokoju.
- Dzięki, Miona.
- Nie ma za co. Musze z kimś jeszcze porozmawiać, a później przyjdę do was. Nie zajmie mi to więcej niż 15 minut, Ginny już wtedy będzie gotowa do porodu.
- Jeszcze raz dziękuję. – powiedział, uśmiechając się serdecznie, po czym wyszedł, Granger wyszła zaraz za nim. Udała się do pacjenta, gdzie zastała Notta. Gdy tylko zobaczył Hermionę uśmiechnął się lekko.
- Odstawiłem wszystkie leki. – powiedział.
- Kim pani jest? – zapytał pacjent.
- Nazywam się Hermiona Granger, jestem lekarzem.
- To pani kazała im odstawić wszystkie leki, przez panią znów boli mnie noga. – powiedział oskarżająco.
- Proszę się uspokoić. Kiedy pana skóra przybierze naturalny kolor, ponownie wprowadzimy leki.
- Do tej pory zdechnę z bólu. – warknął mężczyzna.
- Panie Clark, doktor Granger jest geniuszem, i doskonale wie, co robi, nie pozwoli, aby pan umarł. – wtrącił Teodor, następnie razem z Hermioną wyszedł z sali.
- Będę go obserwował.
- Świetnie, zrób to, ja mam na głowie inny przypadek.
- Nowy przypadek? – zapytał z zainteresowaniem.
- Chwilowy. Będę odbierać poród! – zawołała i szybkim krokiem oddaliła się, zostawiając nieco zdumionego Teodora samego.
- Diagnosta odbiera poród? – zapytał sam siebie. – Ciekawe. – mruknął.

- Już jestem! – wykrzyknęła Hermiona, wchodząc do sali, w której leżała Ginny.
- Miona, wyjmij to dziecko ze mnie, błagam. Ja już nie mogę… – mówiła Ginewra.
- Spokojnie, Ginn. Zaraz będzie po wszystkim. A gdzie szczęśliwy tatuś?
- Wyrzuciłam go stąd. – wysapała ruda.
- Dlaczego?
- Bo panikował bardziej niż ja.
Granger zaśmiała się cicho, zakładając białe rękawiczki.
- Okej, Ginn, a teraz przyj.
- Co? Ale że już?
- Tak, teraz.
I już po chwili było słychać wrzask kobiety.
- Jeszcze raz! – zawołała Hermiona i tak było jeszcze kilka razy. W pewnym momencie, kiedy Ginny krzyczała, Granger mruknęła. – Co tak długo? – i nacisnęła mocno brzuch kobiety, a kiedy rozległ się płacz, Ginny westchnęła głośno, opadając na poduszki bez sił, już po kilku minutach trzymała w swoich ramionach małą dziewczynkę.
- Dziękuję, Hermiono. – szepnęła.
- Nie ma za co. Zawołam Harry’ego. – rzekła i opuściła pomieszczenie, przed którym czekał Potter. – Gratuluję, masz śliczną córeczkę.
- TAK! – wrzasnął mężczyzna. – TAK! Dziękuję, Miona! – zawołał i cmoknął Granger w policzek. – Wejdziesz ze mną?
- Chciałabym, Harry, ale czeka na mnie pomarańczowy pacjent z bólem nogi. – powiedziała, uśmiechając się przepraszająco.
- Eee… aha?
- Do zobaczenia. – odparła i oddaliła się.

Kobieta weszła do sali, w której leżał JUŻ nie pomarańczowy pacjent. Na krześle obok łóżka siedział Teodor.
- Pani doktor… – zaczął, zrywając się z krzesła. – Kiedy tylko pacjent powrócił do naturalnego koloru, podałem mu paracetamol, za godzinę wprowadzę kolejny lek.
- Znakomicie, więc nie jestem tutaj potrzebna. Gdzie twoi koledzy?
- To nie są moi koledzy, chyba poszli na przerwę.
- Przerwa? – zapytała z niedowierzaniem. – Są w beznadziejnej pozycji i jeszcze robią sobie przerwy? Jak mniemam znajdę ich na stołówce?
- Tak sądzę, pani doktor.
- Wspaniale. – wysyczała i tam też się udała.

Weszła na dużą stołówkę, gdzie było sporo ludzi i od razu dostrzegła swój zespół, który wesoło rozmawiał, jedząc lunch. Podeszła do nich powoli i stanęła, odzywając się chłodnym tonem.
- Nie macie nic do roboty?
- Eee… ale pani doktor, nie dała pani żadnego przypadku. – odezwał się chłopak w okularach.
- Wydaję mi się, że mamy już przypadek.
- Ale tym pacjentem zajmuje się Nott.
- Może byście mu pomogli?
- Ale on nie pozwala nam nic robić.
- Widocznie już zauważył, że współpracuje z debilami. – warknęła Granger. – Ale tak się składa, że w przychodni też potrzebują lekarzy.
- Dyrektor Malfoy zabronił nam pracować w przychodni, powiedział, że mamy zajmować się tylko przypadkami narzuconymi przez panią.
- Mamy już przypadek, którym się nie zajmujecie. Nie widzę sensu, abyście dalej tu pracowali.
- Czy to znaczy, że…
- Zwalnia nas pani?
- Wszystkich?
- Tak, zwalniam was wszystkich. – odparła i udała się do swojego biura. Tak jak się spodziewała, niecałe pół godziny później do jej gabinetu wpadł Malfoy.
- Co to, do jasnej cholery, ma znaczyć?! – ryknął.
- Nie wiem, o czym mówisz. – odparła, przeglądając jakieś dokumenty.
- Nie możesz zwolnić wszystkich na raz!
- Mogę i zrobiłam to.
- Może i zrobiłaś, ale oni wrócą do pracy. Masz z nimi wszystkimi pracować do 24 grudnia! Wtedy dopiero możesz zwolnić wszystkich, zostawiając tylko asystenta!
- Nie! – krzyknęła.
- Tak! Wykona pani to polecenie, doktor Granger. – powiedział formalnie.
Przez chwilę panowała między nimi cisza.
- Jak sobie pan życzy, dyrektorze Malfoy. – wysyczała, sprawdzając pagera, który właśnie głośno oznajmił, iż coś się dzieje. – A teraz proszę wybaczyć, ale pacjent mi umiera. – powiedziała i opuściła gabinet, szybkim krokiem zmierzając na akcję ratunkową.

Granger wbiegła do sali, gdzie leżał pan Clark.
- Co się dzieje? – zapytała, zakładając rękawiczki.
- Bóle przybrały na sile, leki, które stosowaliśmy do tej pory nie działają. Do tego krwotok wewnętrzny. – powiedział szybko Nott.
- Zatamować krwotok i podać Vicodin.
- Vicodin? Ale on jest wysoce uzależniający.
- Podać. – odparła tylko i zniknęła, natomiast Nott zamiast iść najpierw do dyrektora szpitala, aby ten wydał zgodę na podanie pacjentowi tak bardzo uzależniającego leku, od razu wykonał polecenie Hermiony.
Granger, stojąca na korytarzu i widząca poczynania Notta, uśmiechnęła się lekko i odchodząc, mruknęła.
- Właśnie takiego asystenta potrzebuje.

Mijały dni, a Hermiona cały czas przekonywała się do Teodora. Był naprawdę dobrym lekarzem i już nie raz udało mu się wciągnąć kobietę w jakąś interesującą rozmowę.

W końcu nastał dzień, w którym Hermiona musiała zdecydować, kogo wybiera na swojego asystenta. Dla niej to była prosta decyzja, gdyż jej wymagania spełniał tylko Nott. Tak też teraz stała przed wszystkimi kandydatami oraz dyrektorem Malfoyem, z którą wciąż pozostawała w bardzo formalnych stosunkach i mówiła.
- Przez miesiąc obserwowałam pracę każdego z was. Prawda jest taka, że tylko jedna osoba tutaj pracowała, reszta obijała się, czego nie znoszę. Moim asystentem zostaje Teodor Nott.
Mężczyzna uśmiechnął się do swojej, od teraz, przełożonej, a reszta zgodnie jęknęła.
- Co z nami? – zapytała jakaś blondynka.
- Szukacie sobie innej pracy. – odparła z uśmiechem Granger. A następnie wraz ze swoim asystentem opuściła to pomieszczenie. Zmierzali do gabinetu Hermiony, kiedy zatrzymał ich Malfoy.
- Teo, gratuluję. – powiedział, ściskając dłoń koledze. – Dokonałaś słusznego wyboru, Hermiono. – dodał, uśmiechając się do niej przyjaźnie.
- To się jeszcze okaże, dyrektorze Malfoy. – odpowiedziała chłodno i odeszła.
- Wkurza się na ciebie. – westchnął Nott.
- Wiem. – burknął Draco i również się oddalił.

Minął tydzień.

Dzisiejszy dzień był ostatnim dniem tego roku. Hermiona, co wiąże się z tym, że Teodor również, mieli dyżur w szpitalu.
To był nad wyraz spokojny dzień, Granger siedziała przy swoim biurku uzupełniając jakieś dokumenty, a Nott siedział na fotelu i przeglądał książkę związaną z medycyną, co jakiś czas patrząc na telefon, gdyż wciąż przychodziły do niego jakieś wiadomości.
- Przyznam szczerze, że nie sądziłam, iż czystokrwisty czarodziej przekona się do mugolskich urządzeń. – odezwała się w pewnej chwili Hermiona.
- Znajomy mi pokazał i nawet mi się spodobało. Przepraszam, że wciąż esemesuje, ale odpowiadam tylko na życzenia noworoczne.
- Nic nie szkodzi, nie przeszkadza mi to. – odpowiedziała, nie przerywając pisania.
Na sekundę zaległa między nimi cisza.
- Nie zauważyłem, żebyś ty odpisywała na wiadomości. – zagadnął.
- Bo nie odpisywałam. – odparła krótko.
- Dlaczego?
- Ponieważ nie miałam do kogo.
- To smutne.
- Raczej prawdziwe.
- Czemu tak sądzisz?
- Bo taka jest prawda. Widzę, że próbujesz się czegoś o mnie dowiedzieć. Pytaj wprost. – powiedziała, odkładając długopis i patrząc na niego.
- Pamiętam cię jeszcze ze szkoły. Byłaś przyjazną i wesołą kujonką. Co się wydarzyło, że się zmieniłaś?
- Wojna zmienia ludzi, Teodor. – rzekła krótko. – Widziałam zbyt dużo ginących ludzi, aby nadal być tą samą dziewczyną, co wtedy.
- To dlatego zostałaś lekarzem? Nie chcesz oglądać czyjejś śmierci?
- Mam 23 lata, widziałam już wystarczająco dużo umierających osób.
- Co robisz dzisiaj?
- Pracuję.
- A po pracy? – zapytał z uśmiechem.
- Dalej pracuję.
- No to zmienię twoje plany. Pójdziesz ze mną na imprezę sylwestrową.
- Nie ma mowy.
- Ale Heermioonooo…. – powiedział, przeciągając jej imię.
- Nie. Wiem, że chcesz dobrze, ale ja nigdzie nie idę. – powiedziała, a ton jej głosu wskazywał na to, że to już koniec tematu. Teodor spojrzał na nią z smutkiem i jakby się zastanawiając, dlaczego ta kobieta jest taka oschła.
Kilka godzin później, kiedy Hermiona kończyła pracę i wychodziła ze szpitala, w holu było większość pracowników. Śmiali się, pili szampana i składali sobie życzenia. Granger ominęła ich, ignorując spojrzenia posyłane w jej stronę i opuściła szpital. Będąc już na dworze, zaciągnęła się mroźnym powietrzem i ruszyła w stronę parkingu, gdzie stał jej ukochany, czerwony Chevy Camaro z 1993 roku. To może być dla was zaskoczeniem, ale poza pracą, Hermiona kochała sportowe samochody.

chevy camaro

Gdy wsiadła już do auta na jej twarzy pojawił się prawdziwy uśmiech, odpalając silnik, Granger zamknęła oczy, jakby wsłuchując się w ten odgłos, następnie otworzyła je, a jej uśmiech sięgał niemal do oczu, odjechała z piskiem opon. Przez cały ten czas była obserwowana przez Notta, która stojąc przy drzwiach wejściowych szpitala, zastanawiał się, co właściwie spowodowało, że ta kobieta stała się tak zamknięta na ludzi, tak tajemnicza, a swoje prawdziwe oblicze ujawnia tylko, kiedy jest sama.

3 dni później

- Nowy przypadek. – powiedziała Hermiona, wchodząc do swojego gabinetu i rzucając na biurko Notta plik dokumentów. Sama usiadła w fotelu i zamykając oczy, napiła się swojej ulubionej kawy.
- Wszystko w porządku? – zapytał Teodor, sięgając po historię choroby pacjenta i jednocześnie przyglądając się uważnie kobiecie.
- Tak, wszystko ok. – mruknęła. Mężczyzna przeglądając papiery, powiedział.
- To trudny przypadek.
- To prawda. – odparła.
- Nie bardzo wiem, co można zrobić w takiej sytuacji.
- Nie wiemy nawet, czy on nas słyszy.
- To można sprawdzić za pomocą pewnego badania, ale nie sądzę, aby się udało.
- Zawsze możemy mu trochę pogrzebać w mózgu. – powiedziała poważnie Granger, na co Teodor uniósł brwi.
- Musielibyśmy zdobyć zgodę dyrektora.
- Więc zrób to, ja upewnię się, że sala operacyjna jest przygotowana. – odparła, posyłając mu dość sztuczny uśmiech i opuściła pomieszczenie. Teo westchnął ciężko i poszedł na spotkanie z dyrektorem Malfoyem.

Kilkanaście godzin później było już po zabiegu, który nic pokazał. Granger i Nott właśnie zarywali nockę, studiując książki, surfując po Internecie, szukając czegoś, co pomoże im w rozwiązaniu tego przypadku.
- Nie mam już siły. – westchnęła Hermiona, zatrzaskując książkę. – Muszę się odprężyć. – powiedziała, wstając i zakładając swoją kurtkę.
- Teraz?
- Tak.
- Ale…
- Na co czekasz? Chodź. – przerwała mu i opuściła gabinet, Nott wybiegł za nią, łapiąc w pośpiechu swój płaszcz. Wyszli ze szpitala, a Teo zastanawiał się, gdzie tak właściwie zmierzają. Dowiedział się, kiedy zatrzymali się przed samochodem Granger.
- Przejażdżka? – zapytał ze zdumieniem.
- Najszybsza w twoim życiu. – dodała Hermiona ze szczerym zadowoleniem, wsiadając za kierownicę. Nott usiadł na miejscu pasażera, kobieta w tym czasie odpaliła auto i rzuciła. – Zapnij pasy.
Kiedy mężczyzna wykonał polecenie, odjechała tak szybko, że Teodora wcisnęło w fotel.

Hermiona bezlitośnie dociskała pedał gazu, kompletnie przekraczając granicę szybkości, dozwoloną na londyńskich ulicach.
- Masz jakiś pomysł dotyczący pacjenta? – zapytała, spoglądając na Teodora, który siedział blady i przerażony, mocno trzymając się siedzenie.
- PATRZ NA DROGĘ!!! – ryknął, gdy zauważył, że Granger zamiast patrzeć, gdzie jedzie, patrzyła na niego. Kobieta zaśmiała się, odwracając od niego wzrok.
- Uspokój się, robię to nie pierwszy raz.
- Masz na myśli to, że nie pierwszy raz jedziesz, jak szaleniec, który uciekł z psychiatryka i który chce siać śmierć i zniszczenie?!
- Już tak nie panikuj. – odparła lekceważąco, a następnie dodała z lekkim uśmiechem. – Ze mną możesz czuć się bezpieczny. – po czym dodała jeszcze więcej gazu, a gdy jej Chevy mocno przyśpieszył, weszła w ostry zakręt, zaś totalnie przerażony Teodor zamknął oczy i zaczął głośno krzyczeć.

Kilka minut później Hermiona zatrzymała gwałtownie swój samochód na parkingu przed szpitalem. Nott szybko z niego wyszedł, po czym opadł na kolana, wymiotując. Kiedy skończył wychrypiał tylko.
- Nigdy więcej do tego nie wsiądę.
Granger zaśmiała się i oddalając się w stronę wejścia do szpitala, rzuciła.
- To jeszcze było nic.
- Wariatka. – wyszeptał Teo, podnosząc się również zmierzając do szpitala. Po drodze jednak musiał zrobić krótką przerwę, gdyż znów zaczął wymiotować. – Ja pierdole. – mruknął.

Gdy tylko wszedł do gabinetu, gdzie Hermiona szybko wertowała jakąś książkę, od razu zleciła mu do zrobienia jakieś badania. Pobiegł je więc wykonać, lecz badania nic nie wykazały. Była godzina 9.00 gdy on spał z głową na stole, a ona na fotelu, zaś do gabinetu wszedł Draco. Uśmiechnął się na widok tej dwójki, a następnie odchrząknął.
- Dzień dobry. – powiedział głośno, lecz odpowiedziała mu tylko chrapanie Hermiony. Zaśmiał się cicho. – Doktor Granger! – zawołał, kobieta natychmiast się obudziła i spojrzała na blondyna.
- Dyrektorze Malfoy. – odpowiedziała oficjalnie, kiwając głową na powitanie. Następnie spojrzała na Teodora i powiedziała chłodno, głośno kładąc książkę na biurko. – Nott, pobudka.
Teo podniósł głowę i zaspanym wzrokiem spojrzał na Malfoy’a, mrucząc przy tym.
- Cześć, Draco.
- Co pana do nas sprowadza? – zapytała Hermiona, blondyn spojrzał na nią nieco smutnym wzrokiem.
- Godzinę temu wasz pacjent zmarł.
- Co takiego? – zapytał z zaskoczeniem Teodor, Granger zaś przymknęła oczy i opuściła głowę. – To jakiś żart? – dodał Nott.
- Nie, to nie…
- Tak się czasem zdarza, Teo. – przerwała Malfoy’owi Hermiona.
- Ale nie tobie! – zawołał.
- Zawsze musi być ten pierwszy raz. – odparła. – A teraz przepraszam, ale skoro chwilowo nie mam pracy, to jadę do domu. Muszę odpocząć.
Wzięła swoją kurtkę i wyszła, zostawiając panów samych.
- Nadal jest na ciebie zła. – stwierdził Nott.
- Teraz jest zła na siebie.
- Dlaczego? – spytał ze zdumieniem.
- Bo nie udało jej się ocalić życia tego człowieka. – odpowiedział ze smutkiem Draco, następnie opuścił gabinet, pozostawiając kolegę w zadumie.

Kiedy Hermiona następnego dnia pojawiła się w pracy, Teodora jeszcze nie było. Kobieta usiadła z westchnięciem w swoim fotelu i wtedy zadzwonił jej telefon. Może i była czarodziejką, ale zdecydowanie wolała mugolskie sposoby komunikacji, podobnie jej szkolni przyjaciele, tak więc teraz bez większego zdziwienia odebrała telefon od Harry’ego.
- Cześć, Hermiono.
- Witaj, Harry. Coś się stało?
- Nie, dlaczego?
- Ponieważ do mnie dzwonisz.
- A tak, przepraszam, że tak długo się do ciebie nie odzywałem, ale wiesz, jak to jest w Ministerstwie mam mnóstwo roboty, w domu urwanie głowy z tym dzieciakiem.
- Tak, rozumiem.
- A dzwonię, ponieważ wspólnie z Ginny, chcielibyśmy, abyś została matką chrzestną naszej córki.
- OH. – odparła tylko z zaskoczenie i właśnie w tej chwili do gabinetu wszedł Nott.
- Więc jak, zgadzasz się? – zapytał Potter.
- Tak, oczywiście.
- No to super. Chrzciny są dzisiaj o 16.
- Dzisiaj?
- Tak, przepraszam, że informuję cię dopiero teraz, no ale wiesz, wcześniej nie miałem czasu.
- Aha, no dobrze. Więc pojawię się u was dzisiaj o 15.30?
- Tak będzie cudownie. No to do zobaczenia, Hermiono.
- Do zobaczenia, Harry. – odparła i odłożyła telefon.
- Teo, muszę dzisiaj wyjść wcześniej z pracy, poradzisz sobie sam?
- Tak, jasne. Coś się stało?
- Nie, po prostu dzisiaj są chrzciny córki Potter’ów, a ja zostałam matką chrzestną.
- No to gratuluję.
- Dzięki.
- Jeśli chcesz możesz iść nawet teraz, poradzę sobie doskonale.
- Ale jest dopiero 10, mam być u nich na wpół do czwartej.
- Ale jesteś kobietą, na pewno potrzebujesz sporo czasu na przygotowanie się. Wiesz, makijaż, fryzura itd.
- Tak, właściwie masz rację. Wyjaśnisz te sytuację Malfoy’owi?
- Jasne.
- No to ja uciekam.
- Baw się dobrze na tych chrzcinach. – powiedział, kiedy już otwierała drzwi do gabinetu.
- Dzięki. – w odpowiedzi Nott uśmiechnął się.
Hermiona już była na parkingu i miała wsiadać do swojego samochodu, kiedy poczuła silny uścisk na nadgarstku.
- Co do chole… – zaczęła jednak nie dane jej było skończyć, gdyż ktoś mocno ją pocałował, kiedy oderwali się od siebie, spojrzała prosto w oczy Teodora, który szepnął tylko.
- Przepraszam. – i odszedł.
Hermiona stała przez chwilę totalnie oszołomiona.
- Co to miało być? – mruknęła do siebie i wsiadła za kierownicę.

Kiedy była już w domu, faktycznie dużo czasu zajęło jej przygotowanie się. Zrobiła delikatny, aczkolwiek wyrazisty makijaż, pomalowała sobie paznokcie, a włosy lekko upięła. Do tego założyła piękną sukienkę.

na chrzciny

Kiedy wychodziła z domu była godzina 15.10, więc nie miała wiele czasu, aby dojechać do domu Potter’ów. Wsiadła do samochodu i odjechała z piskiem opon. Cały czas myślała o tym, co się wydarzyło na parkingu przed szpitalem. Dlaczego ją pocałował? Wcześniej nie okazywał, że jest nią jakoś bardziej zainteresowany. Jej myśli wciąż krążyły wokół Teodora, była tak bardzo na nim skupiona, że nawet nie zwróciła uwagi na to, że jedzie coraz szybciej, nie patrzyła w lusterka, nie zwracała uwagi na światła, na skrzyżowaniach nie rozglądała się, w pewnym momencie, nawet nie wiedziała kiedy, jej samochód wpadł prosto pod koła ciężarówki. Zobaczyła tylko blask świateł i usłyszała potężny huk, później była tylko cisza i ciemność.

- Abonent czasowo niedostępny. – powiedziała Teodorowi sekretarka, kiedy po raz kolejny próbował się dodzwonić do Hermiony. Była już godzina 16, chwilę temu dzwonił do niego Harry, pytając czy Granger nadal jest w pracy. Nott zgodnie z prawdą powiedział, że wyszła zaraz po jego porannym telefonie, na co Potter odpowiedział, że nie pojawiła się u nich. Teodor zaczął się martwić. Teraz, gdy jego szefowa po raz kolejny nie odebrała telefonu, postanowił udać się do Malfoy’a. Wszedł bez pukania do jego gabinetu i usiadł na krześle.
- Rozmawiałeś z Hermioną? – zapytał na wstępie.
- Nie, a coś się stało?
- Mówiłem ci, że wyszła wcześniej z pracy, bo dziś są chrzciny córki Pottera. No więc nie pojawiła się na chrzcinach. Boję się, że coś jej się stało.
- Hermiona jest dorosła, na pewno jej nic nie jest.
- Obawiam się, że jednak mogło się coś stać.
- Dlaczego tak myślisz?
- Ponieważ zrobiłem dzisiaj coś głupiego i ona mogła być zła, albo coś, a wsiadła do tego swojego potwora, wiesz jak ona szybko jeździ… – mówił bez składu.
- Podejrzewasz, że miała wypadek?
- To możliwe. – odparł cicho.
- Dobrze, sprawdzę to. Idź do gabinetu i się uspokój. Jak będę coś wiedział to powiadomię cię.
- Dzięki, Draco.
- Nie ma za co. – mruknął blondyn, biorąc do ręki telefon.

Godzinę później wszyscy już wiedzieli, że Hermiona miała wypadek i teraz leży w jednym ze szpitali. Malfoy zdecydował się na przeniesienie jej do swojego szpitala.
Tak też teraz kobieta leżała w śpiączce w jednej z sal, a na krześle obok łóżka siedział Teodor i mówił do niej.
- Wiem, że masz mnie za kretyna, naprawdę bardzo cię przepraszam za ten pocałunek rano. Miałem ochotę zrobić to od momentu, kiedy cię zobaczyłem. Na początku chciałem cię po prostu pocałować, ale z czasem zacząłem coś do ciebie czuć. Zakochałem się w tobie, Hermiono Granger, więc masz się obudzić, masz przeżyć. Musisz to zrobić, ponieważ czekam tutaj na ciebie. Czekam, aż wstaniesz i powiesz, że jest idiotą, że zakochałem się w tobie i że nigdy nie odwzajemnisz tego uczucia, a później prawdopodobnie wyrzucisz mnie z pracy, ale proszę, obudź się.
Mimo to Hermiona się nie budziła.
Swoje czekoladowe oczy otworzyła dopiero tydzień później. Teodor akurat stał tyłem do niej, patrzył przez okno.
- Ja też. – wychrypiała, Nott momentalnie się odwrócił i szybko do niej podszedł.
- Co mówisz? Jak się czujesz? Boli cię coś?
- Ja też. – powtórzyła z trudem.
- Co ‘’też’’?
- Też się zakochałam… w tobie. – wyszeptała, patrząc mu w oczy.
- Słyszałaś mnie. – powiedział.
- Tak.
- Tak się cieszę. – odparł, całując ją w usta. – Zawołam lekarza! – wykrzyknął i wybiegł z Sali. Chwilę później wrócił z doktorem.

Po kilku dniach Hermiona opuściła szpital. Właśnie razem z Teodorem wychodziła z budynku, kiedy zapytała.
- Co z moim wozem?
- Nic się nie dało z nim zrobić.
- Szkoda, lubiłam to auto, ale nie ma, co płakać nad rozlanym mlekiem.
- Dokładnie. – odpowiedział z uśmiechem.
- Kupię sobie nowe. Lepsze, szybsze.
- Nie ma mowy! – zawołał z przerażeniem Teo, na co Hermiona zaśmiała się.

Pomimo błagań Teodora, Hermiona uparła się, aby kupić sobie sportowy samochód. Uwielbiała szybkość i kiedy wsiadała za kierownicę szybkiego auta, czuła wolność, wtedy była najszczęśliwsza. Granger kupiła sobie jeden z najbardziej rozpoznawalnych samochodów, Dodge Charger R/T, który słynie z niezwykłej mocy, pod maską skrywa 900 koni mechanicznych, a ćwierć mili osiąga w zaledwie 9 sekund.
Od razu spodobał się Hermionie, Teodorowi już nie koniecznie.

1968_dodge_charger_rt_by_1moon1-d7votw1

Mimo to, że Hermiona robiła wiele rzeczy, które Teo nie odpowiadały, to kiedy powiedziała mu ‘’tak’’, stojąc na ołtarzu i przysięgając miłość i wierność, był najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. A jego żona była najpiękniejszą Panną Młodą… która na swój własny ślub przyjechała sportowym wozem, który zachwycił wszystkich mężczyzn.

Mitsubishi

nieco dziwna jak na ślub

 

Witajcie! Jak tam u was Lany Poniedziałek? Jak minęły święta? U mnie tak, jak zawsze, czyli rodzinnie i nudno ;P

Dzisiaj przybywam do was z długą miniaturką o Hermionie i Teodorze. Musicie mi wybaczyć początkową zgryźliwość panny Granger w tej historii, ale naoglądałam się za dużo doktora House’a :P natomiast jeśli chodzi o sportowe samochody, to obejrzałam Szybkich i wściekłych i zakochałam się w tym filmie ;D mam nadzieję, że mimo to opowiadanie wam się spodoba ;*

Córka Ciemności <3

Informacje o Córka Ciemności

Jestem zielonooką brunetką, mającą wielkie marzenia - nie koniecznie możliwe do spełnienia ;)) lubię czytać książki i oglądać dobre filmy.... moją miłością jest Alan Rickman i Ian Somerhalder <33 uwielbiam wszystko co jest związane z Harrym Potterem i Pamiętnikami Wampirów xDD
Ten wpis został opublikowany w kategorii opowiadania/miniaturki. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

16 odpowiedzi na „Szalona pani doktor.

  1. ~Ansa pisze:

    Nie wiem czy ty to napisałaś….Ale czytałam identyczny blog/miniaturkę gdzie indziej i nie wiem czy ty to pisałaś

  2. ~zywia1 pisze:

    Cudna ;3 super że napisałaś teomione. Świetnie napisane ;*

  3. ~lestrangebella pisze:

    Hahaha fajna miniaturka. Postaram się w poniedziałek wysłać Ci rozdział.

  4. ~tośka pisze:

    Napiszesz miniaturkę o teomione ? Ta bardzo przypadła mi do gustu :-) Napisz coś podobnego ! Pozdro :*

  5. ~zuzaaab pisze:

    Ojej
    Miniaturka świetna i dłuuuuga. Ja nie przepadam za Teodorem ale zrobiłaś to tak świetnie że chyba go polubie.
    Co do House’a to najbardziej lubie ten odcinek ( oczywiście stary ) jak jego ekipa przychodzi do niego i mówi
    - Mamy krwawienie z odbytu.(chodzi o pacjenta)
    A on:
    - Co, wszyscy na raz?
    Hhahaha A Szybkich i Wściekłych też kocham i czekam na premiere 7 części.
    Czekam na epilog Potęgi Żywiołów. Zatem: do piątku! ;)

  6. ~tośka pisze:

    Kiedy następny roździał lub miniaturka ?

  7. ~tośka pisze:

    Super miniaturka. U mnie w święta pada śnieg. Hymm Szybcy i Wściekli kocham ten film i sportowe samochody <3 Życze dużo weny :-)

  8. ~Nikola pisze:

    Długa i super ! :D
    Podoba mi się ! :))

    Pozdrawiam

  9. ~Booksreader123 pisze:

    To było takie słodkie ! Uwielbiam Twoje miniaturki…. Czy mi się wydaje, czy zainspirowałaś się Dr. Hous’em? Jeśli tak, to kocham Cie jeszcze bardziej…..

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>