Wojna.

Witajcie. Jak obiecałam, tak też jestem. Skończyłam miniaturkę! Jednakże to nie oznacza, że wracam na stałe. Postanowiłam dodać tutaj coś, żebyście pamiętali o mnie. Bo ja wciąż tutaj zaglądam ;)
Miniaturka  miała mieć zupełnie inne zakończenie, jednak nie wyszło mi to ;/ zapewne zaraz zostanie dodana na jakiejś idiotycznej stronie i skrytykowana, że nie ma totalnego sensu i w ogóle to powinnam wypie*dalać z blogosfery. Myślałam, żeby to zrobić, żeby usunąć bloga i zniknąć stąd raz na zawsze, ale to by oznaczało, że oni (krytycy) wygraliby, ale ja mam zamiar zrobić im na złość :D tak też teraz zapraszam na miniaturkę Wojna (niesprawdzona)

niestety nie wiem, kiedy pojawi się kolejna historia :/

Kiedy Hermiona Granger ukończyła swój piąty rok w Hogwarcie, postanowiła, że nie będzie brać udziału w żadnych bitwach i wojnach. Odsunęła od siebie wszystkich przyjaciół i już nie wróciła do szkoły. Zaczęła naukę w prywatnej szkole magii i czarodziejstwa, która kosztowała ogromne pieniądze i naprawdę trudno było się tam dostać. Dzięki swojej inteligencji (i uczeniu się w każdej chwili) dyrektor postanowił ją przyjąć, natomiast pieniądze Granger miała ze stypendium. Dwa lata uczyła się w tej szkole i poznała rzeczy, o których większość czarodziejów nawet nie ma pojęcia, że istnieją. W ciągu tych dwóch lat na świece rozpoczęła się wojna. Ciemna strona i jasna walczyły ze sobą zajadle, lecz Hermiona nie chciała w to ingerować. I wszyscy się o tym dowiedzieli, gdy pewnego dnia w Proroku Codziennym (i wielu innych gazetach) pojawił się artykuł.

Hermiona Granger, niegdyś najlepsza przyjaciółka Wybrańca, odsuwa się od wojny! – wielkie litery nagłówka, aż biły po oczach.
Panna Granger przez 5 lat uczyła się w Hogwarcie, razem ze swoimi przyjaciółmi Harrym Potterem i Ronaldem Weasleyem byli nierozłączni, razem pakowali się w kłopoty i razem ponosili konsekwencje. Po wielkim starciu Wybrańca z Czarnym Panem w Ministerstwie Magii, Hermiona opuściła szkołę, odsuwając od siebie wszystkich przyjaciół. Odsuwając ich, odsunęła się także od wojny! Zaczęła naukę w najdroższej szkole magii i czarodziejstwa. Zniknęła na dwa lata, nie uczestnicząc w ani jednej bitwie z Lordem Voldemortem!
Teraz powróciła do tego mrocznego świata, jako szefowa laboratorium w Ministerstwie Magii, nadal nie chcąc brać udziału w wojnie!

Ten artykuł ukazał się równe 3 miesiące temu, od tamtej pory zarówno Jasna Strona, jak i Ciemna starały się zwerbować Hermionę w swoje szeregi. Dumbledore i Voldemort doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że Hermiona potrafi rzeczy, których oni być może nawet nie znają i włada magią potężniejszą od magii Albusa i mroczniejszą od magii Riddle’a. Uczniowie, którzy kończyli szkołę tą, co Hermiona (a nie było ich wielu), potrafili robić niesamowite rzeczy. Straszne, lecz niesamowite.

Dzisiejszego dnia Hermiona siedziała w kuchni, popijając kawę i czytając kolejny list od Dumbledore’a. Tym razem nie było to błaganie, aby wzięła udział w wojnie i stanęła u ich boku, teraz to była zwykła prośba o pomoc w jakiejś ważnej sprawie. Hermionę bardzo to zaciekawiło, tym bardziej, że widać było, iż list został napisany w pośpiechu i jakby lekkim strachu. Na samym końcu był dopisek, aby stawiła się w Hogwarcie, jeśli zdecyduje się udzielić owej pomocy. I mimo, iż Granger nie podjęła takiej decyzji, postanowiła odwiedzić Hogwart i dowiedzieć się, o co właściwie chodzi. Machnęła różdżką, a kubek po kawie lśnił czystością, będąc już na swoim miejscu.
Hermiona wskoczyła do kominka ze słowami
- Albus Dumbledore, Hogwart!
Już po chwili stała w okrągłym pokoju, w którym nikogo nie było. Hermiona pomyślała, że nie będzie tutaj bezsensownie czekać i wyruszyła na poszukiwania dyrektora szkoły, zastanawiając się, gdzie może być.
Wielka Sala. – pomyślała. – Gdzie indziej mógłby być Dumbledore, jak nie ze swoimi ludźmi.
Hermiona szybko pokonała korytarze o dotarła przed drzwi Wielkiej Sali, które ku jej zdumieniu były zapieczętowane dość potężnym zaklęciem. Jednak Granger nie wysiliła się za bardzo, zdejmując ten czar, zamknęła tylko oczy i mruknęła pod nosem kilka słów. Już po chwili drzwi stały przed nią otworem, a ludzie będący w Sali patrzyli na nią z wyraźnym zaskoczeniem. Hermiona weszła do pomieszczenia i od razu skierowała swe kroki do Dumbledore’a.
- Panienka Granger. – wyszeptał ze zdumieniem, ale też z radością.
- Wystarczy Hermiona. – odparła.
- Zdecydowałaś się nam pomóc, tak bardzo się cieszę! – zawołał uradowany mężczyzna.
- Właściwie to zdecydowałam się dowiedzieć, jaka to sprawa, w której mogę pomóc. – rzekła stanowczo, a blask w oczach Albusa natychmiast przygasł.
- W takim razie zapraszam do mojego gabinetu.
- Właśnie z niego wracam, porozmawiajmy tutaj. – odpowiedziała.
- Dobrze, niech tak będzie. – westchnął. – Chodzi o to, że pewien z członków Zakonu Feniksa, będący jednocześnie szpiegiem w szeregach Śmierciożerców został wyryty i jesteśmy zmuszeni go ukryć, gdyż Voldemort szaleje z wściekłości, iż znamy większość jego planów.
- O kim pan mówi? Kim jest ten szpieg?
- To już może ci się nie spodobać. – mruknął Dumbledore.
- Kto to jest? – powtórzyła pytanie.
- Draco Malfoy.
- Słucham? Oczekuje pan, że dam schronienie człowiekowi, który obrażał mnie za każdym razem, kiedy mnie widział? Naprawdę? Nie, nie zgadzam się.
- Hermiono, zrozum, to jest poważna sprawa. Draco jest dla nas bardzo ważny, a Voldemort pragnie jego śmierci bardziej niż Harry’ego.
- To niech pan zrozumie, ja i Malfoy to dwa różne światy, on jest arystokratą, a ja szlamą, los nakazał nam wzajemną nienawiść.
- Nie możesz tego tak odbierać, Hermiono. Draco bardzo się zmienił.
- W jeszcze gorszego dupka? – wtrąciła.
- Hermiono, on nie jest taki jak kiedyś. Już nie liczy się czystość krwi, Draco zrozumiał, że najważniejsze jest to, aby trwać razem, bo wtedy są największe szanse na przeżycie.
- W takim razie gdzie on jest? Ponieważ jest tutaj cały Zakon, gdzie więc jest Malfoy? – zapytała, unosząc brew i przerażająco przypominając tym Snape’a.
- Tutaj jestem, Granger. – odezwał się ktoś, wchodząc do Wielkiej Sali. Hermiona odwróciła się i od razu rozpoznała blond włosy i oczy w kolorze stali, wpatrujące się w nią.
- Przykro mi, ale nie jestem w stanie pomóc. – stwierdziła, kierując się do wyjścia.
- Granger, zaczekaj. Granger! – wołał Draco. – HERMIONO!
I to zatrzymało dziewczynę.
- Jak mnie nazwałeś? – wyszeptała zaskoczona.
- Pomóż mi, proszę. – odparł równie cicho. – Jesteś moim ostatnim ratunkiem, Hermiono.
Granger stała, patrząc prosto w jego oczy, w których widziała wręcz błaganie.
- Dobrze. – mruknęła cicho, przymykając oczy, a następnie odchrząkając delikatnie. – Zgadzam się. Malfoy może u mnie zamieszkać do zakończenia wojny.
- Czy jesteś pewna, że nic mu tam nie grozi? – zapytała niepewnie pani Weasley.
- Na mój dom jest narzuconych wiele potężnych zaklęć, nie sądzę, aby była choć jedna osoba, która by je przełamała. – odpowiedziała pewnie, nie ukazując zdumienia, jakie wywarło na niej pytanie Molly. Niegdyś Weasleye i Malfoy’owie nie darzyli się sympatią.
- Dodatkowo nawet gdyby tak się stało, Hermiona jest świetnym magiem. Przy niej nie można obawiać się o życie. – dorzucił Dumbledore.
- Dziękuję za komplement, dyrektorze. Jednak jeśli Malfoy chce u mnie mieszkać to musimy już iść.
Blondyn machnął różdżką i jedna duża torba pojawiła się obok niego.
- Jestem gotowy.
- Cudownie. – mruknęła Granger i nie żegnając się, opuściła pomieszczenie. Draco natomiast kulturalnie powiedział ‘’do widzenia’’ i poszedł za dziewczyną.

Kilka minut później Hermiona i Draco stali w salonie w domu dziewczyny.
- Dobra, Malfoy, ustalmy kilka zasad. Po pierwsze, jesteś w moim domu, co oznacza, że żądam od ciebie szacunku. Po drugie, masz mi nie wchodzić w drogę. Po trzecie, masz nigdzie nie wychodzić, bo tylko tu jesteś bezpieczny, rozumiesz?
- Tak. Gdzie mój pokój?
- Schodami na górę, drugie drzwi na lewo.
- Dzięki. – mruknął blondyn, biorąc swoją torbę i udając się we wskazanym kierunku. Granger rzuciła się na kanapę, wzdychając.
- Jak mogłam się na to zgodzić? – zapytała sama siebie.

2 tygodnie później

- Malfoy! Gdzie jest moja kawa?! – ryknęła Hermiona, stojąc w kuchni i ze złością patrząc na filiżankę, w której jeszcze 15 minut temu była kawa.
- Nie mam pojęcia. – mruknął blondyn, wchodząc do pomieszczenia w samych bokserkach i koszulce.
- Mógłbyś się chociaż ubrać. – warknęła.
- Kobieto, nie dawno wstałem.
- Tak jak ja! Zrobiłam sobie kawy i ją tu zostawiłam, żeby wziąć prysznic, a teraz jej tutaj nie ma!
- Bardzo możliwe, że byłem cholernie spragniony i ją wypiłem.
- Trzeba było sobie zrobić swoją!
- Ale tak było szybciej. – bronił się chłopak.
- Nienawidzę cię. – syknęła.
- Wiesz, że w ciągu jednego dnia mówisz mi to jakieś 5 razy, teraz pomnóż to przez 14 dni, wychodzi więc, że odkąd tu jestem usłyszałem to jakieś 70 razy. Serio, Granger, powinnaś przyhamować z tymi gorącymi uczuciami wobec mnie.
- ARGH! – warknęła kobieta i opuściła pomieszczenie, natomiast na twarzy Malfoy’a pojawił się szeroki uśmiech. Uwielbiał ją denerwować.
- Dupek, kretyn jeden, idiota. AGHWW! – mamrotała Hermiona, pakując potrzebne rzeczy do swojej torebki. W końcu chwyciła ją i ruszyła do kominka. – Malfoy, wychodzę do Ministerstwa. Zaraz po moim wyjściu kominek zablokuje się, masz nigdzie nie wychodzić i nikomu nie otwierać drzwi! – zawołała.
- Tak jest, mamo. – zdążyła usłyszeć, nim pochłonęły ją zielone płomienie.
Chwilę później stała w swoim gabinecie, przeglądając jakieś papiery, które leżały na jej biurku. Rzuciła je powrotem na biurko, uznając że nie ma tam nic ciekawego i opuściła pomieszczenie, zmierzając do laboratorium, gdzie pracowali jej podwładni, a których nie odwiedzała już od kilku dni.
- Jak idzie praca nad nowym eliksirem? – zapytała, zakładając gumowe rękawiczki. Od razu podbiegł do niej młody chłopak z pliczkiem papierów i nerwowo poprawiając okulary na nosie, informował o postępach.
- Znakomicie.
- Szefowo, jest jeszcze jedna sprawa.
- Tak? O co chodzi?
- Wczoraj wieczorem Ministerstwo zostało przejęte przez Tego-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać.
- Całe Ministerstwo? – zapytała z lekkim niedowierzaniem.
- Całe, poza naszą pracownią. Kiedy Śmierciożercy dowiedzieli się, kto tutaj kieruje odeszli bez słowa.
- I prawidłowo. Nie musicie się niczego obawiać ze strony Voldemorta, póki jestem kierownikiem tego laboratorium nic wam nie grozi! – zawołała zdecydowanym tonem. – Wpadnę za kilka dni, żeby sprawdzić, jak sobie radzicie. – dodała i wyszła.
Voldemort przejął Ministerstwo, a jej nikt o tym nie poinformował, choć Zakon Feniksa na pewno wiedział. Wpadła do salonu, rzucając torbę na kanapę, na której (nadal tylko w bokserkach i koszulce) siedział Malfoy. Podeszła do półki z książkami i dotknęła najgrubszej, moment później cały regał przesunął się trochę do przodu, a następnie zniknął w podłodze, zaś przed Hermioną pokazała się barek, zawierający sporo dobrego alkoholu.
- Na Merlina! Granger! Gdybym wcześniej wiedział, że masz takie cuda w domu to już byś była moją żoną! – zawołał zaskoczony Draco, podchodząc do barku. Hermiona wyjęła Ognistą Whiskey i dwie szklaneczki. Obydwie napełniła i jedną podała Malfoy’owi.
- No to może teraz powiesz, co się stało? – zapytał, ponownie siadając na kanapie. Kobieta opadła na sofę tuż obok niego.
- Voldemort przejął Ministerstwo.
- Że co? Niby jak? A laboratorium? Byłaś tam teraz, prawda?
- Tak, byłam. I wiem, że póki jestem szefem tego działu, Voldemort go nie przejmie.
- Dlaczego zarówno Voldemort, jak i Dumbledore tak bardzo boją się twojej potęgi?
- Bo wiedzą, jakie są moje umiejętności po ukończeniu tamtej szkoły.
- Ale…
- Malfoy, zrozum, z tej szkoły tylko najlepsi wychodzą z dyplomem. Inni są wyrzucani, albo sami odchodzą, lub giną podczas treningów.
Draco patrzył na nią ze zdumieniem.
- Giną?
- Tak. Niektórzy nie są tak wytrzymali i nie mają takich umiejętności, aby przeżyć podczas treningu.
- Jak wyglądają te treningi?
- Nie chcesz tego wiedzieć, Malfoy. To nie jest zwykły pojedynek, to jest jak wojna, albo nawet gorzej. – rzekła, a jej oczy stały się puste i chłodne, myślami wróciła do tamtych chwil.
Po tych słowach żadne z nich już się nie odezwało. Obydwoje siedzieli pogrążeni w swoich myślach. Obydwoje ze szklanką Whiskey w ręku.
Tak różni, a jednak tacy podobni.

Tydzień później do domu Hermiony przybył Dumbledore. Zastał Granger i Malfoy’a w bardzo ciekawym stanie. Mianowicie Draco miał na sobie bokserki, krzywo zapiętą koszulę i tylko jedną skarpetę. W dodatku siedział na blacie w kuchni, popijając mleko prosto z kartonu. A Hermiona miała na sobie zwiewną sukienkę, ubraną na lewą stronę i buty blondyna, siedziała na podłodze, jedząc suche płatki. Mierzyli się morderczymi spojrzeniami i wyglądało to tak, jakby jedno chciało zachęcić drugie do bitwy. Albus kiedy tylko ich zobaczył najpierw zrobił zdziwioną minę, a następnie parsknął śmiechem, na co Hermiona zrobiła przerażoną minę, a później jej twarz pokrył krwisty rumieniec, Draco uśmiechnął się tylko głupio, będąc nieco zażenowanym.
- Przepraszam, że wam przeszkadzam, moi drodzy, lecz mam pewną sprawę, nie cierpiącą zwłoki.
- Nie przeszkadza pan, dyrektorze. Proszę chwilkę poczekać, ja pójdę się brać. – powiedziała i szybko zerwała się z podłogi, wysypując płatki. – Malfoy, posprzątaj to! – zawołała nadal zarumieniona i uciekła z kuchni. Blondyn westchnął i machnął różdżką, a płatki zniknęły.
- Napije się pan czegoś? – zapytał Albusa.
- Tak, proszę o kawę.
Draco zszedł z blatu i podszedł do ekspresu do kawy, z szafki wyjął filiżanki, powciskał jakieś guziki na ekspresie i już po chwili przed Dumbledorem stała pyszna, gorąca kawa. W tym czasie Hermiona zdążyła się normalnie ubrać i wróciła do kuchni. Uśmiechnęła się lekko do starszego mężczyzny, a do Malfoy’a warknęła.
- Załóż spodnie.
Chłopak posłał jej rozbawione spojrzenie i postawił przed nią filiżankę z kawą. Dziewczyna spojrzała na niego z zaskoczeniem, a jej oczy były wielkości pomarańczy.
- Malfoy! – wykrzyknęła ze zdumieniem.
- Tak się nazywam. – mruknął.
- Ty… ty… zrobiłeś mi kawę!
- Wystarczy podziękować.
- Dziękuję. – powiedziała, zaskakując tym nawet siebie. Całej tej sytuacji ciągle przyglądał się Albus.
- Więc co pana do nas sprowadza? – zapytał Draco, siadając na stołku.
- Ah tak. – westchnął. – Bitwa jest coraz bliżej, a my potrzebujemy każdej pomocy. Plan był taki, że do zakończenia wojny nie będziesz brał udziału w żadnych działaniach, Draco, lecz jestem zmuszony prosić cię o to, byś walczył w ostatecznej bitwie.
- Oczywiście.
- Nie sądzę. – odparli w tym samym czasie Draco i Hermiona.
- Oczywiście? – zdumiała się Granger.
- Nie sądzę? – zdumiał się Malfoy.
- No i po co po mnie powtarzasz? – zapytali jednocześnie, a następnie razem westchnęli. – Ogarnij się! – dodali równocześnie.
Dziewczyna zamknęła oczy, jakby chcąc się uspokoić.
- Panie dyrektorze, nie zgodzę się na to, aby Malfoy brał udział w bitwie. Zobowiązałam się go chronić do końca wojny.
- Wiem, panno Granger, jednak nie ma innego wyjścia.
- Na pewno jest. Czasami po prostu trzeba poszukać głębiej.
- Zapewniam, że szukałem głębiej, lecz niestety nie ma innego sposobu. Potrzebujemy jak najwięcej ludzi, pan Malfoy nie dość, że zasili nasze szeregi to również pokona wielu przeciwników, gdyż jest znakomitymi wojownikiem. – odparł Albus. – Hermiono, gdybyś do nas dołączyła, byłoby o wiele prościej. Wiem, jaką masz potęgę, wiem, że twoja magia może być nie do opanowania, ale być może właśnie tego nam potrzeba…
- Dyrektorze. – przerwała mu gwałtownie, jednocześnie potrząsając głową w zaprzeczeniu.
- Rozumiem i przepraszam. Draco, czy kiedy nadejdzie ostateczna bitwa, dołączysz do nas?
- Oczywiście.
Kilka minut później Dumbledore wrócił do Hogwartu, a Hermiona i Draco ponownie zostali sami. Siedzieli w salonie, oglądając jakiś serial, kiedy nagle Malfoy się odezwał.
- Dlaczego nie chcesz walczyć?
Dziewczyna westchnęła głośno, nie odzywając się.
- Dlaczego nie chcesz stanąć ani po stronie Zakonu, ani u boku Voldemorta?
- Draco… – po raz pierwszy nazwała go po imieniu. – Nie chcę walczyć, ponieważ boję się, że nie uda mi się opanować mojej magii. Kiedy wpadam w furie, w wir walki, ja się nie kontroluję. Mogę zrobić krzywdę Harry’emu i Weasleyom i innym i… i tobie. – ostatnie słowo powiedziała szeptem. – W szkole panowałam nad magią dzięki specjalnym zaklęciom, które tworzyły barierę nad całym terenem. Boję się, że w normalnym świecie i do tego w trakcie bitwy… boję się, że zniszczę wszystko. – mówiła cicho, a jej oczy powoli wypełniały się łzami.
- Hermiono… – wyszeptał i niezdarnie ją objął, a ona ufnie wtuliła się w jego ciało, pozwalając swoim łzom moczyć jego koszulę. Trwali tak przez jakiś czas, nie wiedzieli nawet ile czasu. W końcu dziewczyna oderwała się od blondyna o swoimi załzawionymi oczami spojrzała w oczy Draco. Malfoy pomyślał wtedy, że Hermiona jest zbyt piękna, aby pozwolić jej płakać. I właśnie wtedy nachylił się lekko, zbliżając swoją twarz do jej twarzy. Chciał ją pocałować, jednak zawahał się przez moment. Spojrzał na jej usta, a następnie w jej oczy i szybko złączył ich wargi w namiętnym pocałunku. Dziewczyna na początku była zaskoczona, ale z przyjemnością oddała pocałunek. Kiedy brakowało im tchu oderwali się od siebie.
- Ja chciałem…
- Nie sądziłam… – zaczęli jednocześnie.
- Przepraszam.
- Zacznij. – powiedzieli razem i parsknęli śmiechem.
- Mów. – rzucił Draco, kiedy opanował śmiech.
- Nie sądziłam, że kiedykolwiek to powiem, ale ty naprawdę dobrze całujesz, Malfoy.
- Ma się tę wprawę. – mruknął z samozadowoleniem. – Ja… Chy-chyba powinienem cię prze-eee-przeprosić za to, to znaczy ten pocałunek w sensie. – wyjąkał.
- Nie masz za co przepraszać, bo nie przeprasza się za rzeczy, których się nie żałuje. – odparła z delikatnym uśmiechem. Następnie wstała i skierowała się do swojego pokoju. – Ja nie żałuję, Malfoy. – dodała, puszczając mu oczko i wychodząc. Blondyn został sam w salonie z totalnie zaskoczoną miną.

Od tej sytuacji minęły 4 dni, podczas których Hermiona i Draco byli w zaskakująco dobrych stosunkach, można by rzec, że nawet w przyjacielskich. Tego dnia byli razem w kuchni. Przyrządzali kolację. Granger kroiła warzywa, a Malfoy mieszał coś na patelni.
- Granger, chodź tutaj i spróbuj.
Dziewczyna westchnęła głośno, ale posłusznie podeszła do blondyna. Wepchnął jej widelec do ust.
- Gorące! – zawołała.
- Smakuje ci? – zapytał, przyglądając jej się uważnie.
- Jest zaskakując pyszne. – stwierdziła. Malfoy uśmiechnął się dumnie i z satysfakcją. – Gdzie nauczyłeś się tak gotować? – zapytała dziewczyna.
- Skrzaty mnie nauczyły. Ojciec i matka nie mieli dla mnie czasu, wciąż byłem pod opieką skrzatów.
- Mnie nauczył gotować mój tata.
- Gdzie są teraz twoi rodzice? – zapytał, kładąc niepewnie dłoń na jej policzku.
Wtuliła się w nią ufnie.
- Ukryłam ich. Voldemort nie może się dowiedzieć, gdzie są.
- Dlaczego?
- Mógłby wtedy użyć ich jako karty przetargowej.
- No tak. Życie twoich rodziców w zamian za twoje wstąpienie w jego szeregi.
- Dokładnie. – szepnęła, obejmując go. – Wiesz, Malfoy? Nawet się cieszę, że tutaj jesteś.
- Ja też się z tego cieszę, Granger. – mruknął, uśmiechając się delikatnie.

Po tym wydarzeniu, życie Hermiony i Dracona bardzo się zmieniło. Stali się sobie bardzo bliscy.
Mogli o wszystkim ze sobą porozmawiać. Granger opowiedziała mu o wszystkim, co się zdarzyło, o tym, dlaczego odeszła z Hogwartu o zostawiła Pottera i Weasley’a. Powierzyła mu swoje sekrety, a on zrobił to samo. W długiej historii opowiedział jej o swoim ojcu, przez którego został zmuszony do służby u Voldemorta, powiedział jej, kiedy postanowił zdradzić Śmierciożerców i przejść na stronę Zakonu Feniksa. Między nimi powstała niesamowita więź. Kochali się.
Dlatego kiedy Dumbledore pojawił się pewnego dnia w domu panny Granger, aby oznajmić, że Voldemort zaczął swój atak na Hogwart, zdziwił się bardzo, gdy za gotowym do ataku Draconem, stanęła Hermiona. Nieco przerażona, ale uzbrojona w swoją potężną magię. Sam Albus nie wiedział, co powiedzieć, kiedy się okazało, że ta wiedźma jednak stanie po ich stronie. Nie macie pojęcia, jak ogromny szok malował się na twarzy każdego czarodzieja i każdej czarownicy, kiedy Hermiona ramię w ramię z Draconem i Dumbledorem stanęła w drzwiach Wielkiej Sali, gdzie wszyscy się zebrali.
- Hermiona… – szepnął Wybraniec.
- Cześć, Harry. – odparła, uśmiechając się nieśmiało.
- Moi drodzy, czas już, aby każdy zajął swoje stanowisko. – powiedział dyrektor. – Hermiono, idź do mojego gabinetu, jesteś naszą tajną bronią, będziemy cię potrzebować wtedy, gdy będzie naprawdę źle.
- Tak jest, profesorze. – odpowiedziała. – Chodź, Draco. – złapała chłopaka za rękę i pociągnęła za sobą, lecz ten nie ruszył się. – Draco?
- Nie, Hermiono. Nie pójdę z tobą. Jestem tu, aby walczyć.
- Ale będziesz walczyć, tylko nieco później. Razem będziemy walczyć.
- Nie. – wyszeptał. – Wchodząc do Zakonu Feniksa zobowiązałem się chronić ten zamek i tych ludzi.
Między nimi nastała cisza, a członkowie Zakonu, jak i inni czarodzieje, walczący po stronie dobra, patrzyli na nich z zaciekawieniem i lekkim zaskoczeniem.
- Nie daj się zabić, Malfoy. – powiedziała w końcu Hermiona, przytulając się do chłopaka.
- Uważaj na siebie, Granger. – odparł.
Następnie każde z nich poszło w swoją stronę.

Wojna to straszny okres. Ludzie nie znają przyszłości, nie wiedzą, co się wydarzy, kto zginie, a kto zostanie okrzyknięty zwycięzcom. Wszyscy boją się tego, co nadejdzie, mimo to walczą.
Walczą o lepszą przyszłość, o lepsze życie. Chcą pokonać złego przeciwnika, aby znów żyć w szczęściu.
Wojna to straszna rzecz.
Jednakże właśnie podczas wojny okazuje się, kto jest kim, podczas wojny każdy odkrywa swe prawdziwe oblicze. Wojna sprawia, że ludzie wyznają swoje uczucia, wiedząc, że mogą nie dożyć, aby wyznać je po tym potwornym okresie. Wojna jednych ludzi dzieli, a innych zbliża do siebie.
Wojna.
Po części przerażająca, lecz z drugiej strony piękna.
Wojna, która właśnie trwa.

Voldemort wraz ze swoim oddziałem wszedł na teren Hogwartu.

Hermiona stała przy oknie w okrągłym gabinecie i z przerażeniem obserwowała walkę, która toczyła się na błoniach. Różnorodne zaklęcia łączyły się ze sobą, tocząc niebezpieczną bitwę, kolorowe klątwy przecinały powietrze, szybując do przeciwników.
Ludzie padali na ziemie, ich oczy stawały się puste, a oddech zamierał. Tyle ciał, tyle zmarłych, a to dopiero początek.
Łzy popłynęły po twarzy Hermiony, kiedy zobaczyła, jak Remus Lupin i Nimfadora Tonks, walczą, trzymając się za dłonie i w pewnej chwili jeden ze Śmierciożerców rzuca dwa szybkie zaklęcia i oboje padają martwi, wciąż ze splątanymi swymi dłońmi.
Tyle nieszczęścia, tyle śmierci, a to dopiero początek.
Granger odwróciła głowę od okna, kiedy po wielkich błoniach rozszedł się zrozpaczony krzyk pani Weasley, która biegła do swojego martwego syna. Ogarnięty smutkiem i furią George Weasley powalał na ziemie każdego Śmierciożerce na swojej drodze, pragnąc pomścić swojego brata bliźniaka.
Voldemort, ty dupku. – pomyślała Hermiona, kiedy mordercze zaklęcie Czarnego Pana dotknęło profesora Snape’a.
W pewnej chwili Granger zobaczyło blond czuprynę. Chłopak biegł naprzeciw swemu ojcu, z jego różdżki wylatywały najróżniejsze klątwy, poczynając od rozbrajających, kończąc na torturujących. Jednak Lucjusz okazał się być zbyt szybki, zbyt dobry. Odgradzał się
od każdego zaklęcia wymierzonego w jego stronę i powalał syna swoim klątwami. Na to Hermiona nie mogła patrzeć. Wiedziała, że Draco sobie poradził, ale potrzebował chwili czasu, aby pozbierać się po wszystkich zaklęciach. Doskonale wiedziała, co robić. Szybko opuściła gabinet dyrektora i biegiem udała się na błonia. Tworząc niewidzialną tarczę wokół siebie stanęła w drzwiach głównego wejścia do zamku, zignorowała zdumione spojrzenia innych, którzy zauważyli, że w jej dłoni nie ma różdżki, ci którzy jej nie znali, za pewne myśleli, że przyszła tu po śmierć. Jakże się zdziwili, kiedy kobieta uniosła się w powietrzu i teraz leciała nad ich głowami. Przeniosła się na sam środek błoni, w sam środek wojny.
Jej oczy były zamknięte, a wiatr lekko rozwiewał jej włosy. Każdy czarodziej na moment zaprzestał walki, pragnąc podziwiać tę piękną kobietę, otaczającą się potężną magią. W pewnej chwili skóra Hermiony przybrała nieładny, nieco szary odcień, a kiedy otworzyła swoje oczy, inni aż cofnęli się, widząc ich kolor. Tęczówki Granger nie były już w kolorze mlecznej czekolady. Były czerwone. Wyglądały brzydko i strasznie. Wcześniej zafascynowani czarodzieje powrócili do walki, będąc obrzydzonymi tym, co zobaczyli.
To była chwila, jednak chwila, która bardzo pomogła Draconowi, szybko pozbierał się i teraz prowadził bitwę ze swoim ojcem.

Zrobiła to, czego była uczona. Zamknęła oczy i pozwoliła, aby magia wypełniła ją całą. Czuła przyjemne iskierki przechodzące przez jej ciało, po sekundzie poczuła pieczenie w oczach, wiedziała, co się teraz dzieje, wiedziała, że zmieniła się w potwora. Magia, którą ukrywała głęboko w sobie, wyszła i teraz pokazywała swoją prawdziwą twarz.
W pewnej chwili Hermiona poczuła prąd w swoich palcach i wiedziała, że dokonała się w niej całkowita przemiana. Otworzyła oczy, a wszyscy cofnęli się z obrzydzeniem. Jej wyostrzony teraz przez magię wzrok odszukał Dracona. Udało mu się, da radę walczyć dalej.
To było ostatnim, co jej mózg zarejestrował, później magia pochłonęła ją całkowicie, marzyła tylko o tym, aby móc wyładować swoją potęgę. Szybko znalazła się wśród Śmierciożerców i zadawała im bolesne klątwy, które w wielkim cierpieniu, aczkolwiek bardzo szybko prowadziły do śmierci.
Wkurzony wrzask poniósł się echem po całym terenie Hogwartu. Był to krzyk Voldemorta, zaraz po tym, gdy widział, jak pani Weasley zamordowała jego najwierniejszą zwolenniczkę – Bellatrix. Hermiona szybko udała się w stronę z której dochodził ryk. W jednej chwili stała się tornadem, zmiatała z powierzchni ziemi każdego Śmierciożercę, który stał jej na drodze, bardzo szybko dotarła do Wielkiej Sali, gdzie pośród tłumu stał Czarny Pan i Harry Potter.
Nie dało się nie zauważyć jej przybycia. Voldemort od razu zwrócił na nią swoją uwagę.
- Więc postanowiłaś walczyć po stronie nieudaczników. – powiedział. Chyba spodziewał się, że Hermiona coś odpowie, ale ona milczała, więc kontynuował. – To oznacza, że będziemy musieli cię zabić, a szkoda marnować taką potęgę.
Zamknęła oczy i wciąż milczała.
Zarówno Riddle, jak i inni byli nieco zdumieni jej zachowaniem. Voldemort już miał ją wyśmiać, zakpić z niej, lecz szybko zrozumiał, że nie czas na to, ponieważ ziemia zaczęła drżeć, ściany zamku powoli zaczynały się sypać, a porywisty wiatr wybijał szyby w Okach. Czarodzieje zasłaniali się rękoma, jakby to miała ich ochronić przed odłamkami szkła.
- Hermiono! – usłyszała z oddali swoje imię. Ktoś ją wołał, ktoś chciał, aby się opanowała, ale nie mogła. Jej wzrok utkwiony był w oczach Voldemorta, jej ciało przygotowywało się do ataku. Czuła jak magia przemawia przez nią, pragnienie niesienia śmierci powoli wypełniało każdy kącik jej umysłu.
Pozwoliła przejąć nad sobą władzę, pozwoliła, aby jej potężna, ale niezrównoważona magia przejęła nad nią kontrolę.
- Tomie Riddle… – przemówiła, a jej głos brzmiał chłodno i tak pusto. – Zawiniłeś. Nie poddałeś się, walczyłeś. Walczyłeś już zbyt długo, przyszła pora na twą śmierć.
Po tych słowach Hermiona sunęła do Czarnego Pana, przeniosła się do niego niczym duch, jednakże z szybkością wampira. W dłoni ściskała nóż.
Oczy Voldemorta rozszerzyły się w przerażeniu, kiedy zobaczył czerwone tęczówki zaledwie centymetry od swojej twarzy. Zdawało się, że chciał coś powiedzieć, być może chciał walczyć, lecz nie zdążył.
Metalowe ostrze wbiło się prosto w jego serce.
Już po chwili leżał na posadzce w kałuży krwi, a nad nim wciąż unosiła się Hermiona, jej usta poruszały się powoli. Coś mówiła, coś szeptała. Nikt nie wiedział co. Po momencie ciało Lorda Voldemorta stanęło w płomieniach. Pozostali Śmierciożercy szybko zostali schwytani i wybuchły okrzyki radości.
- Hermiono. – kobieta usłyszała czyjś głos. Odwróciła się szybko, wciąż w pełni gotowa do ataku, wciąż pozostając furią. – Ukryj go, Hermiono. – powiedział Draco, stając tuż przed dziewczyną. – Ukryj tego demona głęboko w sobie. – szepnął, opuszkami palców przejeżdżając po jej dłoni. Kobieta zamknęła oczy, a Malfoy obserwował jak jej skóra powraca do normalnego koloru, następnie otworzyła oczy, a on mógł cieszyć się czekoladową barwą jej tęczówek. Złapał jej dłoń i ścisnął lekko.
- Udało ci się, Hermiono. Przezwyciężyłaś go.
- Tylko dzięki tobie. – wyszeptała, zarzucając mu ręce na ramiona i przywierając do niego całym ciałem.

Wojna.
Każdy podczas niej czegoś się bał, każdy coś stracił. Ale niektórzy zyskali.
Nieliczni mieli szczęście, aby zdobyć coś tak pięknego, co miała Hermiona i Draco. Albowiem mieli oni swoją przyjaźń i miłość, mieli siebie nawzajem.
I to sprawiło, że przeżyli i uratowali też innych.

Córka Ciemności <3

Informacje o Córka Ciemności

Jestem zielonooką brunetką, mającą wielkie marzenia - nie koniecznie możliwe do spełnienia ;)) lubię czytać książki i oglądać dobre filmy.... moją miłością jest Alan Rickman i Ian Somerhalder <33 uwielbiam wszystko co jest związane z Harrym Potterem i Pamiętnikami Wampirów xDD
Ten wpis został opublikowany w kategorii opowiadania/miniaturki. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na „Wojna.

  1. ~Panna Snape pisze:

    Cudowna miniaturka. Aż przyjemnie czytać. Czekam na kolejne bo jestem absolutnie zakochana w tym blogu. Weny życzę!
    ps. Zapraszam do siebie! http://indifferencethatmustbe.blogspot.com/p/spis-tresci.html

  2. ~zywia1 pisze:

    Hej kochana… cudowna *-* uwielbiam Cię ;D

  3. CUDOWNA MINIATURKA! Dziewczyno, masz wielki talent! Wróć na bloga i nie przestawaj pisać. Tyle mam do powiedzenia.
    Pozdrawiam,
    Dama Blackowa
    w-cieniu-magii.blogspot.com

  4. ~ Martyna L pisze:

    Ale genialne!
    Czytam cię od niedawna a po prostu się zakochałam w tym blogu,masz ogromny talent do pisania i tak trzymaj! :3
    + co powiesz na Albus Dumbledore/Minerva McGonagall?( ͡° ͜ʖ ͡°) :D

  5. ~Booksreader123 pisze:

    Miniaturka wspaniała jak zawsze, pomysł jak zwykle genialny….. zastanawiam się, czy nie chciałabyś wrócić do nas na stałe?

  6. ~Agnieszka pisze:

    Miniatura jest…..piekna i fajnie się ją czyta. Mam nadziej ze wrócisz do pisania i wstawiania nowych miniaturek na blogu.

  7. ~April pisze:

    Artykuły o Złotej Trójcy? Tylko Rita Skeeter!
    Miniaturka bezbłędna. Czuje się, jakbym przeczytała relacje kogoś, kto wojnę przeżył zaledwie dwa dni temu. Cudo.

    Pozdrawiam i ślę buziaki,
    jeden-gest-harryolivia.blogspot.com/

    April

  8. ~Livienne pisze:

    No więc tak… Miniaturka jak zwykle boska i urocza.cieszę się, że opublikowała tą miniaturkę. Mam nadzieje, że nazze rozmowy na fb troszkę Cię zmotywowały do wstawienia jej tutaj.Życzę weny i zapraszam do siebie (http://strong-for-too-long.blogspot.ie/?m=1 )
    Oliwia S.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>