”… a jej oczy były jego furtką ku radości…”

Witajcie!

Wstawiam tutaj miniaturkę Dramione, z którą męczyłam się przez miesiąc, pragnąc, aby wyszła idealnie, ale oczywiście i tak nie jest tak jak chciałam. Mimo to nadal jestem dumna z tego opowiadania.

zapraszam do czytania i komentowania ;)

Wojna to straszna rzecz.
Każdy przeżywa wtedy coś okropnego. Właśnie przez wojnę ludzie rozstają się z powodu różnych poglądów, przez wojnę rodziny rozpadają się, gdy mężczyzna idzie walczyć i już nie wraca. Każdy czuje smutek i żal. Jednak są osoby, które mimo, iż straciły wszystko, trzymają się, nie poddają się rozpaczy. Są też tacy, którzy stracili nie wiele, a totalnie się załamali. Mam tutaj na myśli Hermionę Granger i Dracona Malfoy’a.
Hermiona podczas wojny straciła rodziców, przyjaciół i dom. Została sama i mimo to pozostała dzielna, nie rozpadła się, nie pozwoliła, aby ogarnęła ją rozpacz. Natomiast Draco stracił tylko rodziców, ale oni nie umarli, Wizengamot skazał Lucjusza i Narcyzę na dożywocie w Azkabanie, lecz młody Malfoy nie rozpaczał nad tym. Rozumiał, że jego rodzice popełnili dużo błędów i zasłużyli na taką karę. Z rzeczy wartościowych Draco nie stracił nic. Wciąż posiadał swój majątek, szacunek, pozycję w społeczeństwie oraz wianuszek dziewczyn, które były na każde jego skinienie, a którymi się nie interesował.
Draco rozpadł się, nie mogąc sobie poradzić z przeszłością. Zamknął się w domu, ponieważ pośród ludzi wpadał w panikę, zamknął się również w sobie, nie dopuszczając do siebie nikogo, dodatkiem do tego wszystkiego było jeszcze to, że zaczął bardzo dużo pić. Często pojawiał się na okładkach gazet, które uwielbiały go tytułować ‘’Szalonym Miliarderem’’ lub ‘’Obłąkanym dziedzicem fortuny’’.

Tego dnia Blaise Zabini, najlepszy przyjaciel Malfoy’a, postanowił złożyć mu niezapowiedzianą wizytę. Wszedł do Malfoy Manor i przeraził się tym, co zobaczył. Wszędzie walały się połamane krzesła i stoły. Piękna, mahoniowa szafa niegdyś stojąca na przedpokoju, teraz leżała rozwalony na środku holu. Blaise udał się do salonu, gdzie puste butelki po alkoholu były dosłownie wszędzie, a sam właściciel tego dworu leżał totalnie pijany na dywanie. Zabini podszedł do przyjaciela.
- Coś ty ze sobą zrobił? – wyszeptał – Oh, Draco, jeszcze z tego wyjdziesz. – powiedział, zarzucając sobie jego rękę na szyję i podnosząc go. – Pomogę ci, przyjacielu. – dodał cicho i zaciągnął blondyna do kanapy, gdzie go położył.
Tego samego dnia Blaise postanowił spotkać się z jedyną osobą, która tak szybko pozbierała się po wojnie. Z osobą, której rodzice umarli w pożarze spowodowanym przez Śmierciożerców, z osobą, której niemal wszyscy przyjaciele zginęli podczas walki. Potter, który po pokonaniu Voldemorta zmarł z utraty zbyt dużej ilości magii, prawie połowa rodziny Weasley’ów miała swój grób na cmentarzu w Dolinie Godryka.
- Cześć. – powiedział, kiedy brunetka usiadła naprzeciwko niego przy stoliku, który zajął w małej kawiarence. – Cieszę się, że przyszłaś.
- Cześć. – odparła. – Twoja wiadomość mnie zainteresowała. Na jaki temat chcesz ze mną rozmawiać?
- Na temat wojny.
- Wojny? – powtórzyła zaskoczona.
- Tak. Powiedz mi, jak to zrobiłaś? Jak zapomnieć o tym, co się wydarzyło? Jak sobie z tym poradzić? Jak zapomnieć o śmierci?
- Nie zapominać. – odpowiedziała. – Należy zrozumieć, że to się już wydarzyło i nie można do tego wrócić, ale nie wolno zapomnieć. Co się dzieje, Blaise?
- Mój przyjaciel załamał się. Draco po wojnie bardzo się zmienił. Nie jest już taki pewny siebie, przestał się puszyć, spokorniał. Wśród ludzi wpada w panikę, przez co zamknął się w domu, nikogo do siebie nie dopuszcza, nawet nie. Do tego zaczął pić. A kiedy wpadam do niego, żeby go pozbierać, często krzyczy, żeby go nie zabijać, żebym odszedł. Myślę, że ma jakieś omamy. Nie wiem, jak mu pomóc, Hermiono.
- Czytała o Malfoy’u w gazetach, wszystkie pisały, że zwariował. Ale to nieprawda, jest dużo gorzej. On nie radzi sobie z przeszłością, nie może uwolnić się od wspomnień.
Milczeli przez dłuższą chwilę, podczas której Hermiona przyglądała się mężczyźnie, który był bardzo zmartwiony stanem przyjaciela.
- Spotkam się z nim. – powiedziała.
- Co?
- Spotkam się z Malfoyem.
- Pomożesz mu? – zapytał z nadzieją.
- Spróbuję.
Zabini wstał szybko i wziął Hermionę w ramiona.
- Dziękuję, że zwrócisz mi przyjaciela.
- Spróbuję. – powtórzyła.

Następnego dnia o godzinie 12.30, Hermiona umówiła się z Blaisem, aby zabrał ją do Malfoy’a. Kiedy przyszła w umówione miejsce, mężczyzna już czekał. Przywitali się i później Blaise teleportował ją do Malfoy Manor. Weszli do ogromnego domu i od razu skierowali się do salonu, gdzie zapewne przebywał Dracon. Gdy dotarli do pomieszczenia ich oczom ukazał się okropny widok. Widok nędzy i rozpaczy. Draco Malfoy siedział skulony pod ścianą, w ręku trzymał do połowy opróżnioną butelkę najtańszej wódki, a po jego bladych policzkach płynęły łzy.
- Draco. – odezwał się Blaise, czekając na jakąś reakcję, lecz ta nie nastąpiła. – Draco, przyprowadziłem ci gościa.
Nadal nic. Zabini chciał ponownie się odezwać, lecz powstrzymała go ręka Hermiony, delikatnie zaciskająca się na jego ramieniu. Mężczyzna spojrzał na nią ze zdumieniem.
- Draco. – jej cichy, aczkolwiek melodyjny głos poniósł się echem po zniszczonym salonie. Głowa blondyna gwałtownie poderwała się do góry, jego przekrwione oczy zatrzymały się na oczach w kolorze mlecznej czekolady. – Wstań, Draco. – powiedziała, Malfoy niezgrabnie podniósł się z ziemi, kilka razy podpierając się ściany, w końcu stanął wciąż patrząc jej w oczy. – Podejdź. – szepnęła. Butelka wypadła z dłoni mężczyzny i roztrzaskała się na brudnej podłodze, zaś sam Malfoy dał jeden krok naprzód. Potem kolejny. I jeszcze jeden. Chwilę później stał przed Hermioną. Chciał zbliżyć się jeszcze bardziej, lecz zachwiał się. Przed upadkiem powstrzymała go ręka kobiety, mocno zaciśnięta się na jego ramieniu.
- Draco. – wyszeptała.
- Granger… – powiedział cichym i chrapliwym głosem. – Odejdź.
- Nie, jestem tutaj, aby ci pomóc.
- Nie potrzebuję pom…
- Potrzebujesz. – przerwała mu.
- Jestem potworem. Skrzywdzę cię.
- Nie zrobisz tego. Wierzę w twoją zmianę i wierzę w ciebie. Ufam ci, Draco.
- Wciąż ich słyszę. Duchy. – szepnął. – Krzyczą. Nie chcą odejść. Choć ich prosiłem. Przepraszałem . – mówił krótkimi zdaniami. – Ciebie nie przepraszałem, a jesteś tu. Dlaczego?
- Wierzę w ciebie. – powtórzyła twardo. – A teraz idź spać. Porozmawiamy później.
- Ale…
- Jutro też tutaj będę.
- Na pewno?
- Tak.
Mężczyzna udał się do swojej sypialni, a Granger odwróciła się w stronę Blaise’a, który cały czas obserwował tę sytuację.
- Jak to zrobiłaś?
- Pokazałam mu swoje wybaczenie.

Kolejnego dnia, kiedy Draco otworzył swoje błękitne oczy, Hermiona już przy nim była. Siedziała w fotelu obok łóżka, a na nocnym stoliku stała taca z jedzeniem.
- Dzień dobry. – przywitała go z uśmiechem. – Przygotowałam ci naleśniki, mam nadzieję, że będą ci smakowały. – zwróciła się do niego głosem, jakby mówiła do małego dziecka.
- Kiedyś je lubiłem. – odparł cicho.
- No to jedz.
Ugryzł i jadł powoli.
- Smakują tak samo. – mruknął.
- Jak zjesz to umyj się, ubierz i zejdź do salonu. Będę tam na ciebie czekać, Draco. – powiedziała i wyszła.

Pół godziny później

Umyty, ogolony, w szarych dresowych spodniach i czarnym t –shirt, Malfoy pojawił się w salonie. Zdumiał się bardzo, gdy zobaczył porządek, który tam zapanował. Dopiero po chwili zauważył Hermionę, siedzącą na kanapie.
- Usiądź obok mnie. – powiedziała cicho. Mężczyzna zrobił to. Milczeli.
Hermiona wiedziała, że jeśli Draco chce pomocy musi zrobić pierwszy krok, Malfoy natomiast nie miał pojęcia, jak zacząć. Siedział wpatrując się w ścianę, kiedy w pewnej chwili poczuł małą, ciepłą i delikatną dłoń na swojej ręce. Jej dłoń.
- Draco…
- Dziękuję, że tutaj jesteś. – wyszeptał.
Skinęła głową.
- Jak to zrobiłaś, Granger? Jak pokonałaś strach po wojnie?
- Zrozumiała, że on nie istnieje. To tylko moje obawy, które nie są potrzebne.
- Nie potrafię…
- Potrafisz, potrzebujesz tylko czasu.
- Czasu… – powtórzył, smakując tego słowa.
- Właśnie tak, Draco. – powiedziała, wstając.
- Zostań. – szepnął. – Zamieszkaj tu. Nie zostawiaj mnie.
- Nie mogę.
- Możesz. Ja… ja proszę. – odparł z desperacją.
Hermiona przyglądała mu się przez chwilę, po czym westchnęła.
- Dobrze, ale muszę iść na moment do mojego mieszkania, aby wziąć kilka rzeczy.
Skinął głową.
- Może chcesz się wybrać ze mną?
- Nie.
- Będę za pół godziny.
- Obiecaj mi, że wrócisz.
- Obiecuję. – powiedziała i zniknęła.

Gdy tylko pojawiła się w swoim domu, wysłała krótki liścik do Zabiniego i za pomocą różdżki zaczęła się pakować.
- Zamieszkasz z nim?! – wykrzyknął Blaise, wbiegając do jej mieszkania.
- Tak.
- Ale dlaczego?
- Poprosił mnie o to.
- Czemu ty? Przecież to ja jestem jego przyjacielem.
- Nie mam pojęcia, dlaczego ja. Draco tak chce.
- Dobrze. Dziękuję, że robisz to dla niego.
Kiedy wróciła do Malfoy Manor, Draco czekał na nią tuż przy drzwiach.
- Jesteś. – powiedział z ulgą.
- Jestem. – odparła. – Może pokażesz mi jakiś pokój?
- Oczywiście. – rzekł, łapiąc ją za rękę i ciągnąc za sobą.
Znaleźli pokój, w którym Granger zostawiła swoje rzeczy, następnie schodząc po schodach na dół, Hermiona zapytała.
- To co chcesz dzisiaj robić?
- Chciałbym posiedzieć w bibliotece.
- Chodźmy więc. – odparła cicho, pozwalając, aby ją tam zaprowadził.

Weszli do pomieszczenia i Draco od razu zajął jeden fotel, Hermiona, machnęła różdżką i w kominku buchnął ogień, następnie wyczarowała herbatę dla nich. Podeszła do wielkiego regału i wybrała sobie książkę, z którą usiadła w fotelu. Zaczęła czytać, popijając gorący napój, natomiast Malfoy cały czas ją obserwował. Nie do końca potrafił zrozumieć, dlaczego ona tu jest. Owszem, prosił ją o to, ale przecież nienawidzili się, więc dlaczego się zgodziła?
Dlaczego z nim została?
Wpatrując się tak w nią, pogrążył się w swoich myślach do tego stopnia, że nie wiedział nawet ile czasu minęło. Ocknął się z tego stanu dopiero, kiedy usłyszał huk, spowodowany wypadnięciem książki z dłoni Hermiony. Spojrzał na twarz kobiety i zauważył, że usnęła. Wstał, podniósł książkę, następnie odłożył ją na stoliczek, po czym zbliżył się do Granger i wziął ją delikatnie na ręce, udał się z nią do jej pokoju. Położył na łóżku i nakrył kocem, przyglądając jej się przez chwilę, po czym opuścił pomieszczenie, udając się do swojej sypialni.

Hermionę obudził przerażający krzyk. Zerwała się z łóżka i biegiem udała się do sypialni Malfoy’a, skąd owy wrzask pochodził. Weszła do pomieszczenia i zobaczyła mężczyznę szaleńczo motającego się w łóżku, jego oczy były mocno zaciśnięte, a kosmyki włosów przylepiły się do czoła, które pokryte było potem. Granger usiadła na brzegu łóżka i złapała Dracona za ramię.
- Draco. – powiedziała głośno, Malfoy od razu otworzył swoje oczy i z paniką spojrzał na kobietę, następnie ścisnął bardzo mocno jej dłoń i obłąkanym wzrokiem błądził po pokoju.
- Są tu. Krzyczą. Zabierz ich. Każ im odejść.
- Ćśś… spokojnie. To tylko zły sen, Draco. Już wszystko dobrze. – mówiła, głaskając go po policzkach i starając się nie okazywać przerażenia, które w niej powstało, gdy zobaczyła go w takim stanie. Wyglądał jak przerażony kociak, który gdzieś zbłądził. W pewnej chwili Malfoy przywarł do niej całym ciałem.
- Nie odchodź. – szepnął.
- Dobrze. Położę się obok ciebie, tak?
- Tak, zostań.
Hermiona usiadł obok niego, plecami opierając się o ścianę, Draco szybko zamknął ją w swoich ramionach, wtulając twarz w zagłębienie jej szyi. Granger wplotła jedną dłoń w jego włosy, a drugą delikatnie głaskała go po ramieniu. Mimo to mężczyzna nie uspokajał się, więc Hermiona zaczęła cichutko śpiewać.
- Przyszedł sen kosmaty,
Włożył szlafrok taty.
Siadł przy mnie na krześle
Z kubeczkiem herbaty.
Srebrną łyżką dotknął powiek,
Srebrne myśli zasiał w głowie.
Wygnał gwiazdy na pastwisko,
Księżyc kłaniał mu się nisko.
Nuciła to jeszcze przez chwilę, do momentu, aż Draco zasnął. Granger odchyliła głowę, opierając ją o ścianę, przymknęła oczy i nawet nie wiedziała, kiedy usnęła.

Hermiona obudziła się i od razu spostrzegła, że wciąż oplatają ją ramiona Dracona. Spojrzała na niego i uśmiechnęła się delikatnie. Był teraz taki spokojny. Nagle wzrok Hermiony padł na zegar, wiszący na ścianie. Jakież było jej zdziwienie, gdy okazało się, że jest południe. Chciała wstać, lecz wyplątując się z objęć mężczyzny mogłaby go obudzić, a tego nie chciała. Chciała, aby jego spokój, którego od dawna nie miał, mógł jeszcze trochę trwać. Dlatego odchyliła głowę i przymknęła powieki, pozwoliła sobie na jeszcze chwilę odpoczynku.

Młody, blondwłosy mężczyzna, jak na prawdziwego Smoka przystało obudził się, ziewając szeroko. Chciał się przeciągnąć, lecz zauważył, iż jego silne ramiona są owinięte wokół drobnego ciała Hermiony. Delikatnie wyplątał ją ze swoich objęć i położył się na plecach, rozglądał się po pokoju, aż jego wzrok zatrzymał się na zegarze. Był zaskoczony faktem, iż są już dwie godziny po południu, a on dopiero wstał. Od wojny nie spał jeszcze tak długo i tak dobrze. Jego rozmyślania przerwał cichy głos.
- Dzień dobry.
- Cześć. – mruknął, spoglądając na Granger.
- Jak się czujesz?
- Dobrze. Przepraszam za tę noc.
- Nie ma za co.
- Jest. Musiałaś spać tu ze mną.
- Draco. – powiedziała delikatnie. – Jeśli zajdzie taka potrzeba to mogę spać z tobą każdej nocy. Powiedz mi, jeśli tylko będziesz tego potrzebował. – uśmiechnęła się.
Malfoy nic nie odpowiedział, skinął tylko głową.
- A teraz pójdę naszykować nam śniadanie. – wyszła z łóżka. – Choć o tej porze to raczej obiad. – zaśmiała się, znikając za drzwiami.

Przez następny tydzień nie działo się nic wartego uwagi. Draco i Hermiona właściwie całe dnie spędzali w bibliotece, pijąc herbatę korzenną i milcząc. Jednak pewnego wieczoru Malfoy zaczął zastanawiać się na jedną rzeczą, aż w końcu postanowił zapytać.
- Nie pracujesz?
Spojrzała na niego z lekkim zaskoczeniem znad książki.
- Nie muszę. – odparła krótko.
- To znaczy?
- Nie tylko tobie po rodzicach został majątek. – rzekła, ponownie zagłębiając się w książce.
I już żadne z nich się nie odezwało.

Minęły dwa tygodnie podczas których Draco miewał swoje lepsze i gorsze dni. Zdarzało się, że prawie się uśmiechnął, rozmawiając z nią na jakiś temat, ale też były dni, kiedy potracił cały czas przesiedzieć w jednym miejscu i wpatrywać się w ścianę.
Tej nocy Malfoy cały czas miał koszmary. Jednak to ostatni spowodował, że Draco nie mógł już wcale zasnąć. Śnił mu się jego ojciec, był bardzo wzburzony, blondyn nie miał pojęcia dlaczego, a Lucjusz wciąż krzyczał: ‘’Będziesz cierpiał! Zasługujesz na to!’’
Draco smutnym i zmęczonym wzrokiem przejechał po sypialni i wtedy znów się pojawiły duchy. Znów wrzeszczały. Malfoy wybiegł z pomieszczenia, od razu udając się do pokoju Granger. Wszedł do jej sypialni i po cichu podszedł do łóżka.
- Hermiono. – wyszeptał, delikatnie łapiąc ją za przedramię. – Hermiono.
- Co się dzieje? – zapytała, patrząc na niego zaspanym wzrokiem.
- Miałem koszmar.
- Chodź. – mruknęła, odrzucając kołdrę i tym samym udzielając mu wstępu do łóżka. Malfoy
położył się obok niej, a kobieta od razu wtuliła się w jego ramię.
- Dobranoc, Draco. – wymamrotała i już spała.
- Dobranoc. – szepnął w ciemność i nicość, odpływając do krainy Morfeusza.

Następnego dnia, gdy siedzieli i jedli kolację, Hermiona postanowiła cos zaproponować Draconowi.
- Może po kolacji wybierzemy się na spacer? – zapytała i sekundę po tym obserwowała, jak widelec Malfoy’a zatrzymuje się w powietrzu w połowie drogi do ust, a następnie spada z brzdękiem na talerz.
- Spacer? – powtórzył z przerażeniem.
- Tak, moglibyśmy iść do parku.
- Ludzie. – wyszeptał wystraszony. – Znów będą mnie otaczać.
- Nie będą. Pójdziemy do parku, gdzie nie będzie czarodziejów, Draco. Tam nikt cię nie rozpozna, nikt nie będzie cię otaczał. Więc jak?
- Ale nie zostawisz mnie?
- Oczywiście, że nie.
- Dobrze.

15 minut po kolacji obydwoje stali przed Malfoy Manor gotowi do teleportacji. Granger złapała mężczyznę za dłoń i przeniosła ich w najciemniejszy zakątek parku. Gdy tylko wylądowali, rozejrzała się, sprawdzając, czy żaden mugol ich nie widział. Na szczęście nikogo nie było w pobliżu. Chwyciła Malfoy’a pod ramię i zaczęli spacerować. Draco zaciągnął się mocno powietrzem, przypominając sobie, jak dawno był na świeżym powietrzu.
Po jakiejś godzinie, może dwóch zatrzymali się przed jedną z fontann.
- Draco, może odwiedzimy twojego przyjaciela, Blaise’a?
- Blaise? Nie.
- Dlaczego? – zapytała zdumiona.
- On mnie nienawidzi. Skrzywdziłem go.
- Nie sądzę, aby Blaise tak uważał. Myślę, że warto go odwiedzić.
Draco nie odezwał się, pokiwał tylko głową. Granger rozejrzała się i gdy tylko jakiś mugol zniknął z zasięgu jej wzroku, teleportowała ich tuż przed mieszkanie Zabiniego. Zapukała, a moment później mężczyzna otworzył drzwi.
- Draco? Hermiona? – zdziwił się.
- Cześć, Blaise. – odezwała się kobieta. – Draco postanowił się odwiedzić.
- Tak się cieszę, że cię widzę, Draco. – wyszeptał Zabini.
- A Hermionę?
- Co?
- Czy cieszysz się, że widzisz Hermionę? – zapytał Draco.
- No jasne. – odparł nieco zaskoczony mężczyzna. – Wejdźcie.

Blaise zrobił im herbaty i kilka minut później wszyscy siedzieli w salonie, popijając gorący napój.
- Draco się zastanawiał, czy nadal jesteście przyjaciółmi. – zaczęła Hermiona.
- No oczywiście.
- Draco miał pewne wątpliwości. – wyjaśniła.
- Żadnych wątpliwości, stary. Wciąż jesteś moim najlepszym kumplem.
Po tych słowach Malfoy nieco się rozluźnił, nie trwało to jednak długo, gdyż ich rozmowę przerwało pukanie do drzwi.
- Na śmierć zapomniałem! – zawołał Blaise i pobiegł otworzyć. Moment później wrócił go salonu ze swoimi gośćmi, matką – Elizabeth, narzeczoną – Pansy Parkinson oraz jej rodzicami – Helen i Robertem.
Wszyscy czworo zmarli zaszokowani widokiem Hermiony i Dracona. Malfoy zaś poderwał się z kanapy, a jego oddech przyśpieszył. Granger od razu zorientowała się, że coś jest nie tak. Za dużo ludzi, Draco panikuje. – pomyślała. Wstała i stanęła naprzeciwko niego.
- Draco. – powiedziała delikatnie, nie zareagował. Złapał tylko jej dłoń i szaleńczo ściskał, jakby to miało uchronić go przed upadkiem. To właśnie w niej pokładał swoją dobroć, wierność i ufność. On się niszczył, jeśli ktoś miał mu pomóc to mogła to zrobić tylko ona. Spojrzała mu głęboko w oczy, pragnąc, aby przestał dostrzegać inne rzeczy. Gdy tylko jego rozbiegane i przerażone spojrzenie zanurkowało w jej czekoladowych tęczówkach, od razu się nieco odprężył. Patrząc jej w oczy nie widział nic poza ich ciepłą i piękną barwą i czuł się bezpiecznie.
- Draco. – wyszeptała. – Musisz je pokonać.
- Nie mogę. – szepnął.
- Możesz. – stanowczość przebijała się przez jej głos. – Draco, jesteś Ślizgonem, jesteś Malfoyem. Potrafisz je pokonać. To są twoje demony, które słuchają tylko swojego Boga. A ty, Draco jesteś Bogiem. Uwierz w siebie. – rzekła z mocą.
- Jak to zrobić? – zapytał z wahaniem i ogromnym strachem.
- Zamknij oczy i…
- Nie. – przerwał jej. – Nie mogę, wtedy nie będę cię widział.
- Będziesz mnie czuł. – odpowiedziała, zbliżając się do niego i łapiąc za jego drugą rękę. – Zamknij oczy. – szepnęła. Zrobił to, a jego dłonie mocniej zacisnęły się na jej rękach. – Pokonaj je, Draco. Każ im odejść. Niech nie wracają. Jesteś ich Bogiem, muszą cię słuchać. Pamiętaj o tym. – szeptała, a cała reszta, będąca w pomieszczeniu, przyglądała im się z zaciekawieniem i zdumieniem. W końcu Draco otworzył oczy, a Granger już wiedziała.
- Jesteś wolny. – wyszeptała z radością.
- Jestem. – powtórzył, jednak sekundę po tym zmarszczył brwi, zastanawiając się nad czymś. – Nie… nie jestem wolny.
- Co? – zapytała zdziwiona kobieta.
- Jestem twój. – szepnął. – Kocham cię, Hermiono i wiem, że ty czujesz to samo, bo gdyby było inaczej to nie byłoby cię tutaj. – wyjaśnił, a następnie złożył na jej ustach pocałunek.
Kiedy się od siebie oderwali, do razu Zabini podbiegł do Malfoy’a, krzycząc.
- Wróciłeś, Smoku! – a następnie obejmując go przyjacielsko.
Od tego czasu wszystko układało się bardzo dobrze. Demony nie nawiedzały już Dracona, który uważał, że to tylko dzięki temu, że Hermiona cały czas jest z nim, a jej oczy były jego furtką ku radości.
Tak, Draco Malfoy był szczęśliwy i otwarcie się do tego przyznawał.
Jednak wszystko ma swoje granice.
Kilkadziesiąt lat później, kiedy Draco i Hermiona byli już starymi, siwymi ludźmi, Malfoy poddał się swojej rozpaczy. Jego ukochana leżała na łóżku w szpitali w św. Mungu, a on siedział przy niej, wtulając swoją zapłakaną twarz w jej dłoń.
- Hermiono… moja kochana… – chciał mówić dalej, lecz nie mógł, jego głos został zduszony przez łzy.
- Ja ciebie też, Draco. – szepnęła, wiedząc o co mu chodzi. Na jej słowa Draco zareagował jeszcze większym szlochem, patrząc na jej twarz. Ponownie zatapiając się w jej czekoladowych tęczówkach.
Jej oczy ufnie wpatrywały się w niego. To była niesamowita i bardzo intymna chwila i gdyby ktoś był teraz z nimi, wstydziłby się przebywać w tamtym miejscu, w tamtym czasie… ich oczy wpatrzone w siebie… jakby nagle odnalazły spokój, szczęście i cieszę… a później jej powieki opadają, a jego pożera mrok.

Córka Ciemności <3

P.S Zakończenie może się wydawać nieco urwane, ale o to mi właśnie chodziło.

P.S2 W wypowiedziach Hermiony bardzo często pojawia się imię Dracona, niektórym może się to nie spodobać, bo cały czas się powtarza itd., dlatego od razu wyjaśniam, że tak ma być. Chcę w ten sposób pokazać, jak duże znaczenie dla Malfoy’a ma głos Hermiony, wymawiającej tylko jego imię.

Informacje o Córka Ciemności

Jestem zielonooką brunetką, mającą wielkie marzenia - nie koniecznie możliwe do spełnienia ;)) lubię czytać książki i oglądać dobre filmy.... moją miłością jest Alan Rickman i Ian Somerhalder <33 uwielbiam wszystko co jest związane z Harrym Potterem i Pamiętnikami Wampirów xDD
Ten wpis został opublikowany w kategorii opowiadania/miniaturki. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „”… a jej oczy były jego furtką ku radości…”

  1. ~Misia pisze:

    Świetna miniaturka.

  2. ~zywia1 pisze:

    Hej :) świetna miniaturka ;* buziaki

  3. ~SectumSempra pisze:

    Cudowna miniaturka i gdyby nie obecność mojego brata w pokoju zapewne zalała bym się łzami. Cudo po prostu!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>