Rozdział III

Rozdział 3. No to lecimy!

Minął tydzień od mojego spotkania z Sookie. Był to cholernie zabiegany tydzień. Najpierw zniknęła Ginger – nasz pracownik w ciągu dnia, po dwóch dniach wróciła totalnie pijana, tłumacząc się, iż poznała faceta, który zabrał ją do Vegas. Miałem ogromną ochotę uderzyć głową w ścianę. Najchętniej jej głową.
Następnie ktoś porwał jednego z wampirów, zamieszkującego Piątą Strefę, a ja jako Szeryf, musiałem go odszukać. Niestety bez żadnego skutku. Mam tylko poszlaki. I jedną osobę, która może wiedzie, gdzie jest nasz zagubiony wampir.
Siedziałem tak razem z Pam i myśleliśmy, co zrobić w tej sprawie i w końcu wymyśliłem.
- Sookie. – ogłosiłem zadowolony z siebie.
Pam przewróciła oczami.
- Daj sobie z nią spokój, Eric. – warknęła.
- Nie o to chodzi. – odpowiedziałem. – Ona nam pomoże.
- Jak?
- Jest telepatką.
- Sprowadzę ją. – powiedziała Pam, lecz ja miałem inny plan.
- Sam się tym zajmę. – mruknąłem i wampirzym tempem popędziłem do Bon Temps. Nim jednak to zrobiłem, usłyszałem zirytowany głos Pam.
- Co oni w niej widzą?

Najpierw zajrzałem do domu Sookie, ale nikogo nie było, więc pomyślałem, że musi dzisiaj pracować. Od razu udałem się do Merlotte’a. Gdy wszedłem do baru, reakcja była natychmiastowa. Wszyscy zamilkli, wpatrując się we mnie z przerażeniem, jednak gdy ja na nich spojrzałem, odwracali wzrok.
- Możesz mi powiedzieć, dlaczego straszysz moich klientów? – usłyszałem zdenerwowany głos za plecami. Odwróciłem się i spojrzałem na dziewczynę. Stała w stroju firmowym z tacą w ręku. Włosy miała pokręcone.
- Sookie. –powiedziałem.
- Eric. – odpowiedziała z irytacją.
Uśmiechnąłem się lekko.
- Mam sprawę.
- Pracuję. Nie widzisz, ile jest tutaj ludzi, którzy czekają, aż ich obsłużę?
- Mogę ich wyrzucić. – zaproponowałem całkiem poważnie, ale tylko zostałem zgromiony wzrokiem. – O której kończysz? – zapytałem z westchnieniem.
- Nie wiem, muszę poczekać, aż wszyscy wyjdą. Sam na czas jego nieobecności zrobił mnie współwłaścicielem, muszę zamknąć bar. – wyjaśniła.
- Nie ma sprawy. Poczekam. – odparłem, siadając przy najbliższym pustym stoliku,
- Co? – zapytała zaskoczona. Chyba się tego nie spodziewała. Mam wrażenie, iż myślała, że sobie pójdę, kiedy to powie. Niestety, skarbie, jesteś mi potrzebna, więc nigdzie się nie wybieram. Zaśmiałem się w myślach.
- True Blood poproszę. – odpowiedziałem, posyłając ej delikatny, triumfujący uśmiech. Rzuciła mi mordercze spojrzenie i poszła za bar, po chwili wróciła z moim zamówieniem.
- Proszę bardzo. – warknęła, stawiając butelkę na stoliku.
- Dziękuję, Sookie. – rzekłem, starając się przy tym wyglądać na naprawdę miłego.
Dziewczyna wróciła do pracy, a ja cały czas ją obserwowałem. Zauważyłem, że jest miła nawet dla tych niegrzecznych klientów i zastanawiałem się, jak ona to robi. Przecież ja takiego gbura już dawno wypieprzyłbym z baru. No tak ale ja to ja, a ona to słodka Sookie Stackhouse. Czekałem i czekałem, aż moja blondyneczka skończy pracę, Pam dzwoniła do mnie chyba z sześć razy, pytając czemu tak długo. W końcu kiedy dochodziła godzina pierwsza, Sookie zamknęła bar. Rozejrzała się po parkingu i nie widząc żadnego auta poza swoim, mruknęła.
- Czyli jedziemy moim. – i ruszyła w kierunku żółtego samochodu.
- Poczekaj, kochanie. – powiedziałem. – Dostaniemy się tam szybciej.
- Niby jak?
- Polecimy.
- Polecimy? – zapytała z niedowierzaniem.
- Tak. Jako tysiącletni wampir opanowałem sztukę latania. – odparłem. – No chodź, skarbie, obejmij mnie. – dodałem, zbliżając się do niej. Każdy mój krok do przodu to jej jeden krok do tyłu.
- A co z moim autem? – zapytała nieco przerażona.
- Przyślę kogoś, aby odstawił je pod twój dom. – rzekłem. – A teraz, chodź. – i nie czekając na jej reakcje, objąłem ją ramionami i wystrzeliliśmy w górę.

- Nienawidzę cię, ty zimnokrwisty łajdaku! – krzyczała Sookie, kiedy ponownie znaleźliśmy się na ziemi.
- O co ci chodzi?! – zawołałem, próbując przekrzyczeć jej przekleństwa.
- Nigdy więcej tego nie rób bez mojego pozwolenia!
Stałem przez moment zdziwiony. Okej, nadal nie wiem o co chodzi.
- Dobra, chodź Sookie. Musisz poczytać czyjeś myśli.
- A może nie chcę?
- Ale ja chcę więc musisz.
- Eric!
- Zostaw te krzyki na później, kochanie. – powiedziałem dwuznacznie. Następnie wszedłem do Fangtasii, a blondynka zaraz za mną. Udałem się do drzwi za barem, za którymi były schody, które prowadziły do piwnicy. Zeszliśmy tam. Pam razem z osobą do przesłuchania już tam byli.
- Cześć, Sookie. – odezwała się moja potomkini.
- Hej. – mruknęła.
- To jest Carter Vann, podejrzany o porwanie jednego z wampirów w Strefie Piątej.
- Bill? – wyszeptała ze strachem.
- Nie, z tego co wiem Compton wciąż jest w Bon Temps. Czyżby kłopoty w raju? – zapytałem z ciekawością.
- Nie, po prostu mała różnica zdań.
I tak ci nie wierze. Pomyślałem, mając dziwne przeczucie, że to ja byłem powodem ich kłótni.
- Dobrze, zaczynajmy. Sookie, posłuchaj jego myśli. – nakazałem jej, a następnie zwróciłem się do Cartera. – Gdzie jest Marvel, wampir Strefy Piątej, ochroniarz w Fangtasii?
- Nie wiem. – burknął facet.
- Mówi prawdę. – poinformowała mnie Sookie.
- Kto go porwał?
- Nie mam pojęcia. – powiedział. Spojrzałem na Sook, która pokręciła głową, dałem znak Pam, która z wampirzą siłą przycisnęła faceta do ściany.
- Kto porwał Marvela? – powtórzyła moje pytanie.
- Nie wiem! Ja nic nie wiem! – darł się.
- Kłamie. – odezwała się Stackhouse, podchodząc do niego. – Pam, trzymaj go mocno. – powiedziała, a później dotknęła jego ramion, zamykając oczy. – Sophie-Anne Leclerq. – rzekła, a ja zdębiałem. – Marvela porwała Sophie-Anne Leclerq.
Spojrzałem na Pam z czystym szokiem. Sookie musiała zauważyć nasze zaskoczenie, bo zapytała.
- Kim ona jest?
- Sophie-Anne Leclerq to wampirza królowa Luizjany. – powiedziałem powoli.
- Po co królowa miałaby porywać zwykłego wampira?
- Też mnie to zastanawia. – odparłem.
- Okej, ja wracam do domu, radźcie sobie z tym sami. – powiedziała Sookie. – Kto mnie odprowadzi?
- Ja. – odezwałem się. – Widzę, że bardzo ci się spieszy do domu, skarbie. Ile jeszcze Chris będzie pracował w Merlotte’s?
- Sam wraca za dwa dni.
- No proszę, czyli będę cię miał przez 9 dni. – uśmiechnąłem się.
- Nie ty będziesz mnie mieć, tylko twój klub. – odparła, idąc ku wyjściu. – Na razie, Pam! – zawołała i zniknęła za drzwiami.
- Cholera. – mruknąłem, biegnąc za nią. – Sookie!
Nim opuściłem piwnicę usłyszałem tęskne westchnienie naszego przesłuchiwanego i zirytowane pytanie Pam.
- Co wy w niej widzicie?
Uśmiechnąłem się pod nosem, a po chwili stałem obok Sookie. Wyszliśmy na zewnątrz, a ona złapała mnie za przedramię.
Szczerze się zaśmiałem.
- Kochanie, to nie jest teleportacja tylko latanie. Obejmij mnie, nie chcę cię zgubić po drodze.
- Przestań mnie tak nazywać. – warknęła, stając naprzeciwko mnie i przytulając się do mnie.
Otoczyłem ją ramionami, ciesząc się tą chwilą, że mogę ją dotykać. Moment później szybowaliśmy.
Stanąłem tuż przed domem Sookie.
- A więc tak wygląda dom Stackhouse’ów.- powiedziałem, przyglądając się zgniłym deskom na werandzie oraz odchodzącej od ścian farbie.
- Nie jest najpiękniejszy, ale wiążę z nim wiele wspomnień.
- Chciałabyś go odnowić? – zapytałem.
- Oczywiście.
- Czemu tego nie zrobisz?
- Nie mam pieniędzy na odnowienie całego domu. Obawiam się, że starczyłoby mi tylko na wymianę jednej deski na werandzie. – wyszeptała nieco smutno. A ja nagle zapragnąłem jej pomóc. Wiedziałem, że w Merlotte’s zarabia grosze, dlatego postanowiłem podnieść jej pensję, kiedy będzie pracowała w Fangtasii.
- Jestem zmęczona, pójdę już. – powiedziała. – Dzięki za odprowadzenie do domu.
- Rano twoje auto będzie na podjeździe. – obiecałem.
- Dobranoc. – odparła, wchodząc do domu.
- Dobranoc, Sookie. – szepnąłem.
Kiedy wróciłem do Shreveport od razu wysłałem Mustafę, mojego dziennego pracownika po auto Sook. Zleciłem mu również, by znalazł jakąś dobrą firmę budowlaną i wysłał ich do domu Stackhouse’ów, aby go odremontowali.
- Cena nie gra roli. – dodałem na koniec, a Mustafa spojrzał na mnie ze zdumieniem. Nie rozumiem dlaczego.
Kładąc się do trumny pomyślałem, że była to długa , ale też miła noc.

Sookie w MerlotteSookie w Merlotte’s

butelka True Bloodbutelka True Blood

piwnica Fangtasiipiwnica Fangtasii

Córka Ciemności <3 

Informacje o Córka Ciemności

Jestem zielonooką brunetką, mającą wielkie marzenia - nie koniecznie możliwe do spełnienia ;)) lubię czytać książki i oglądać dobre filmy.... moją miłością jest Alan Rickman i Ian Somerhalder <33 uwielbiam wszystko co jest związane z Harrym Potterem i Pamiętnikami Wampirów xDD
Ten wpis został opublikowany w kategorii opowiadania/miniaturki. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Rozdział III

  1. ~zywia1 pisze:

    Cudowne ;) czekam na następny rozdział ;*wesołych świąt. Weny

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>