Opowieść starca.

Starszy, zgarbiony mężczyzna, mocno ściskając w dłoni swoją drewnianą, poznaczoną wyraźnymi śladami użytku laskę, siedział na pomazanej przez huliganów ławce w parku i obserwował spacerujących ludzi. Zastanawiał się, jakie ci ludzie mają życie i czy są szczęśliwi. Bo on sam nie był. Mógł pochwalić się wieloma rzeczami. Swoim ogromnym majątkiem, czy potężnym dworem, ale nie mógł chwalić się tym, że w jego życiu jest choć odrobina szczęścia. Bo jej nie było.
W pewnej chwili zobaczył dwoje roześmianych ludzi, trzymali się za dłonie i szli w jego kierunku.  Cały czas na nich patrzył, kiedy siadali na ławce obok niego.
- Miło jest zobaczyć szczęśliwych zakochanych. – powiedział swoim starym, zmęczonym głosem.
Małżeństwo spojrzało na niego, na początku ze zdumieniem, ale później młoda kobieta uśmiechnęła się i odparła.
- Dziękujemy.
- Nie ma za co, moja droga. Dbajcie o siebie i o wasze uczucie. – rzekł, a następnie dodał cicho, jakby mówił tylko do siebie, ale mimo to para go usłyszała. – Ja o swoją miłość nie potrafiłem zadbać, dlatego jej teraz nie mam.
- Co się stało? – zapytał mężczyzna.
- To długa i smutna historia.
- Chętnie jej posłuchamy. – odezwała się kobieta, kładąc swoją delikatną dłoń na ramieniu staruszka.
Mężczyzna skinął głową i wracając do wspomnień zaczął opowiadać.
- Poznaliśmy się w prywatnej szkole, zwanej Hogwartem, był tam podział na cztery domy. Gryffindor, Ravenclaw, Hufflepuf i Slytherin. Dla każdego domu miała znaczenie inna wartość. Ona była odważna, dlatego trafiła do Gryffindoru, ja byłem sprytny i przebiegły, przynależałem do Slytherinu. Te dwa domy od lat pałały do siebie nienawiścią. Członkowie tych domów po prostu nie potrafili się porozumieć.
A ja nie znosiłem jej za to, że była taka mądra, piękna i że mimo, iż była blisko, to jednak tak daleko. Dlatego obrażałem ją na każdym kroku, mówiłem jej okropne rzeczy, a ona… na początku mnie ignorowała, ale później… wróciliśmy po kolejnych wakacjach do szkoły i ona była totalnie odmieniona. Gdy ją obrażałem, odpowiadała mi jeszcze gorszym tekstem. Potrafiła szczerze wypowiadać swoje opinie na mój temat i wytykać moje błędy, choć nikt inny nigdy tego nie zrobił. Przez to pokochałem ją jeszcze bardziej, ale niestety nie mogłem tego okazać. Więc wciąż ją obrażałem i krytykowałem każdą rzecz z nią związaną. I mimo wszystko, cokolwiek robiłem, ani razu w jej oczach nie widziałem nienawiści. I do tej pory nie jestem w stanie zrozumieć, jak ta dziewczyna, tak bardzo przeze mnie skrzywdzona, nie mogła mnie znienawidzić. Następnego roku w szkole sprawowaliśmy bardzo ważną funkcje, oboje byliśmy prefektami naczelnymi i dostaliśmy wspólny salon i łazienkę, tylko sypialnie mieliśmy osobne. Jako że mieliśmy świecić przykładem dla innych uczniów, dyrektor szkoły wymógł na nas, abyśmy zachowywali się kulturalnie i z klasą. To była jego najgorsza decyzja. Oboje postanowiliśmy się zemścić za to, że na siłę chce nas godzić. Przez ponad dwa miesiące doprowadzaliśmy wszystkich do szału. Zwracaliśmy się do siebie per pan/pani. Kiedy upadła jej książka przez cały korytarz biegłem i darłem się do niej, że jej pomogę, bo jestem taki uprzejmy i kulturalny. Nauczyciele dostawali szału, kiedy bardzo grzecznie, aczkolwiek niezmiernie głośno rozmawialiśmy o tym, jakim geniuszem jest dyrektor i dziękowaliśmy mu za to, że postanowił nas pogodzić. A kiedy byliśmy sami w naszych pokojach, potrafiliśmy godzinami rozmawiać o reakcjach nauczycieli i uczniów na nasze zachowanie i śmialiśmy się z tego.
I choć to głupie, w jakiś sposób połączyło to nas. Zbliżyliśmy się do siebie. Coraz częściej rozmawialiśmy, wiele razy pocieszałem ją po tym, jak jej głupi i porywczy przyjaciele robili jej wyrzuty i awantury o to, że „brata się z wrogiem”. Oni mnie nienawidzili, wszyscy o tym wiedzieli. Każda osoba dostrzegała pogardę w ich oczach, kiedy tylko pojawiałem się na horyzoncie. A ona mimo, iż trzymała się z nimi tyle czasu, nie nienawidziła mnie…
Doskonale pamiętam dzień, gdy spacerowałem z nią po terenie szkoły. Nagle pojawili się jej przyjaciele. Zaczęli mnie wyzywać i mi grozić, gdybym był sam pewnie zmieszałbym ich z błotem, ale tym razem ona była obok, więc milczałem. Jak ogromny był mój szok, kiedy stanęła w mojej obronie i nawrzeszczała na przyjaciół. A kiedy oni odeszli, przytuliła mnie, to był pierwszy raz. Stałem, nie mając pojęcia, co zrobić, jak się zachować.
Później między nami było naprawdę dobrze. Poza tą jedną kłótnią. Kłóciliśmy się o to, że źle traktuje dziewczyny. Wykrzyczałem wtedy, że inne dziewczyny mnie nie obchodzą, bo to ją kocham. Zaskoczyłem ją i spodziewałem się, że przywali mi za te słowa w twarz, ale ona postanowiła mnie zdziwić jeszcze bardziej. Pocałowała mnie. A potem wyszeptała słowa, których nigdy nie zapomnę. – mężczyzna zamilkł na chwilę, patrząc niewidzącym wzrokiem przed siebie.
- Co wyszeptała? – zapytał cicho chłopak.
- „Myślałam, że nigdy tego nie powiesz”. To były jej słowa, a później znów mnie całowała. Dobrze pamiętam, że kiedy te usta dotykały moich ust, czułem się cudownie i w końcu wiedziałem, co to znaczy być całowanym i kochanym przez tę jedyną.
Kiedy inni dowiedzieli się o naszym związku byli oburzeni. Mój ojciec żądał, abym ją zostawił. Groził, że mnie wydziedziczy, jeśli z nią będę. Nienawidził jej przez to w jakim domu była oraz przez to że nie pochodziła z wysoko ustawionej rodziny, z której pochodzę ja.
Postawiłem się ojcu. Powiedziałem, że ją kocham i nie obchodzą mnie pieniądze. Nie wydziedziczył mnie, ale też do końca swojego życia nie odezwał się do mnie. A my żyliśmy dalej, po Hogwarcie, oboje udaliśmy się na studia, a później do pracy. W między czasie zamieszkaliśmy razem. Ona pracowała w małej księgarni niedaleko naszego domu, a ja otworzyłem własną firmę. I właśnie przez nią zrujnowałem sobie życiem. Pracowałem coraz ciężej i coraz dłużej. Nie wracałem do domu o 17, jak na początku. Kończyłem pracę około 22:00 i wychodziłem z domu przed 6:30. Prawie się nie widywaliśmy. Przestałem dbać o kobietę, którą kochałem najbardziej na świecie i przestałem dbać o naszą miłość. Któregoś dnia wróciłem do domu, wziąłem szybki prysznic i udałem się do naszego łóżka. Chciałem się przytulić do jej pleców, jak zawsze, ale jej nie było. Od razu zajrzałem do szafy. Jej rzeczy też zniknęły. Tej nocy nie spałem, siedziałem w kuchni raz po raz czytając list, który mi tam zostawiła. List, w którym napisała, że nie może być z kimś kto widzi tylko pracę w swoim życiu. Napisała też, że mnie kocha, ale odchodzi oraz żebym jej nie szukał. A ja głupi, posłuchałem jej. Nie szukałem, nie kontaktowałem się, nie walczyłem o nią. I bardzo tego żałuję. Dwa lata później dowiedziałem się od naszych wspólnych znajomych o jej ślubie. Nigdy wcześniej nie czułem się tak podle i samotnie. Straciłem ją i nie mogłem już nic zrobić. Pokochała innego. – powiedział mężczyzna, czując, że jego policzki robią się mokre. Płakał. Znowu. W młodości nigdy mu się to nie zdarzało, a teraz wspominając ją płacze coraz częściej. Otarł wierzchem dłoni łzy i spojrzał na parę. Oczy kobiety błyszczały od łez, a mężczyzna mocno ściskał jej dłoń.
- Nazywa się pan Draco Malfoy, prawda? – zapytała.
- Skąd wiesz? – odparł ze zdumieniem.
- Mama często o panu opowiadała.
- Mama? – powtórzył, nie rozumiejąc.
Kobieta uśmiechnęła się lekko.
- Mam na imię Annabeth, jestem córką Hermiony Granger.
Starzec patrzył na młodą kobietę, nie wierząc w to, co słyszy.
- Hermiona… – szepnął. – Czy u niej wszystko w porządku? Tak bardzo chciałbym się z nią spotkać, przeprosić ją. – mówił.
Nagle kobieta posmutniała.
- Mama od dwóch lat nie żyje.
W oczach Dracona po raz kolejny pojawiły się łzy. Odwrócił swe spojrzenie od pary i patrzył gdzieś w przestrzeń.
- Przykro mi. – odezwał się w końcu.
- Mnie również. – odpowiedziała.
Malfot wstał, ciężko opierając się o swoją laskę.
- Wszystkiego dobrego, Annabeth. A ty, chłopcze, nigdy nie bądź tak głupi, jak ja. Nie pozwól jej odejść.
- Panie Malfoy… – powiedział mężczyzna. – Mój ojciec na pewno chciałby się z panem zobaczyć.
- Ojciec?
- Blaise Zabini.
- Oh, a więc córka Hermiony i syn Blaise’a. Tego bym się niespodziewał. – rzekł Draco, delikatnie się uśmiechając. – Pozdrów ojca, chłopcze. Przekaż mu, że często go wspominam.
- Dobrze, proszę pana.
- A ty Annabeth, wiedz, że nigdy nie przestałem kochać twojej matki.
- Wiem, panie Malfoy. – uśmiechnęła się.
A Draco wolnym krokiem oddalił się. Chciał wrócić do domu. Chciał jeszcze raz spojrzeć na wszystkie zdjęcia jego szkolnych przyjaciół i Hermiony.

Tydzień później Annabeth wraz z mężem oraz jego ojcem stali na cichym i pustym cmentarzu. Wszyscy troje wpatrywali się w marmurowy grób.
Grób, w którym spoczywał Draco Malfoy.
- Jest teraz szczęśliwy. – szepnęła Annabeth.
- Skąd o tym wiesz? – zapytał Blaise.
- Bo po tylu latach w końcu zrobił to, czego tak bardzo pragnął. Spotkał się z miłością swojego życia.

Cześć :)

A więc oficjalnie rozpoczęliśmy wakacje i z tej okazji pojawia się miniaturka! Komentujcie i opowiadajcie, jakie plany na wakacje. Ja idę do pracy :P

Pozdrawiam

Córka Ciemności <3

Informacje o Córka Ciemności

Jestem zielonooką brunetką, mającą wielkie marzenia - nie koniecznie możliwe do spełnienia ;)) lubię czytać książki i oglądać dobre filmy.... moją miłością jest Alan Rickman i Ian Somerhalder <33 uwielbiam wszystko co jest związane z Harrym Potterem i Pamiętnikami Wampirów xDD
Ten wpis został opublikowany w kategorii opowiadania/miniaturki. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Opowieść starca.

  1. ~Elena pisze:

    Prawdziwy wyciskacz łez. Miniaturka świetna, naprawdę świetna, ale chyba każdy czytają ją płakał. Twoje miniaturki są świetne.
    Życzę weny.
    Czekam na kolejną.

  2. ~Hermiona-Snape pisze:

    Popłakałam się. Cudowne. Takie to smutne…

  3. ~zywia1 pisze:

    Mam łzy w oczach… taka smutna i piękna… weny ;*

  4. ~Maja pisze:

    Rozpłakałam się. Cały czas płaczę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>