Uwierzył w ich miłość.

Harry Potter wraz ze swoim najlepszym przyjacielem, Ronaldem Weasleyem wracali z hogwarckich błoni do zamku.
- To nie mogła być ona, Ron. – odezwał się Potter, zatrzymując na chwilę pytania, które głębiły się w głowie Wybrańca.
- To była ona, Harry. – powiedział stanowczo chłopak.
- Jesteś pewien?
- Tak. Widziałem jej włosy, a poza tym jej głos. To był ten głos, Harry!
- Nie mogę w to uwierzyć. – westchnął Potter.
- To uwierz, bo największym dowodem, że to była ona był fakt, że on zwrócił się do niej po imieniu! – wrzeszczał Weasley. Przez chwilę oboje milczeli. Ronald próbował się opanować, a Harry wciąż nie dowierzał w to, co widzieli.
- Jak mogła nam to zrobić? -wyszeptał.
- No właśnie! Jak ona mogła?! Nasza najlepsza przyjaciółka brata się z wrogiem! – emocje wzięły górę nad rudzielcem.
- Uspokój się, Ron.
- Oszalałeś Harry?! – zawołał Wealsey. – Mam się uspokoić, kiedy pod moim nosem dzieje się coś takiego?! Moja najlepsza przyjaciółka w najlepsze wymienia się śliną za drzewem razem z moim najgorszymym szkolnym wrogiem. Kiedy inni uczniowie się o tym dowiedzą to oni będą zniszczeni!
- Więc przestań wrzeszczeć to się nie dowiedzą! – Wybraniec podniósł głos. – Lepiej zacznij myśleć, jak to rozwiązać.
- Ehh… Chyba trzeba porozmawiać z Hermioną.
- A jak to nic nie da?
- To pogadamy z Malfoyem.

Tymczasem na szkolnych błoniach…
- Widzieli nas? – wyszeptała z lekkim przerażeniem.
- Na pewno.
- A myślisz, że wiedzieli, że to my?
- Sądząc po ich minach i tym jak szybko uciekli, to tak.
- Nie dobrze.
- Nie przejmuj się nimi. – powiedział, kładąc dłoń na jej ramieniu i delikatnie gładząc.
- To moi przyjaciele, Draco. Jak mam się nie martwić?
- Jeśli są prawdziwymi przyjaciółmi to zrozumieją, że jesteś ze mną szczęśliwa i nie będą nam przeszkadzać.
- Pewnie masz rację. – odparła, przytulając się do niego. – Wracajmy do zamku. Czeka mnie dłuuuga rozmowa z Harrym i Ronem.
- Chcesz żebym przy tym był?
- Lepiej nie. Harry jak tylko cię widzi robi się cały czerwony ze złości, a Ron zaciska pięści.
- Dasz sobie sama radę?
- Tak, dam radę, Draco. – szepnęła i złożyła na jego ustach krótki pocałunek. Biorąc głęboki oddech Hermiona Granger weszła do Pokoju Wspólnego Gryfonów. Od razu zauważyła swoich przyjaciół, którzy siedzieli na kanapie przed kominkiem. Podeszła powoli i dosiadła się do nich.
- Cześć. – powiedziała. Harry spojrzał na nią wzrokiem pełnym niedowierzania.
- Dlaczego on? – zapytał tylko.
- Jest inny. – wymamrotała.
- Tak, inny. Wredny, bezczelny i osioł. – warknął Weasley. – Rzeczywiście, jest inny.
- To nie tak, Ron. – odezwała się Granger. – Owszem jest taki, jak powiedziałeś, ale nie dla mnie. Dla mnie jest uprzejmy, troskliwy i kochający.
- To tylko gra, Hermiono. Jestem niemal pewien, że on po prostu założył się z kimś o to, że cię zaliczy. – odparł Weasley.
- Gdyby tak było, Ron, nie sądzisz, że wtedy Draco nie chciałby się ukrywać.
- Pewnie boi się reakcji swojego ojca. Tchórz. – warknął Rudy.
- To ja go poprosiłam, żeby nasz związek pozostał w tajemnicy, a Draco się zgodził.
- Nie rozumiem, dlaczego to zrobiłaś.
- Bo… Zakochałam się w nim, Ron. Po prostu się w nim zakochałam.
- Jest dupkiem, Hermiono! Zrani cię. – burknął Weasley, a następnie wyszedł z salonu Gryfonów.
- Nie martw się, Miona. Ron w końcu zrozumie, że kochasz Malfoy’a. Daj mu trochę czasu. – powiedział bardzo cicho Harry i udał się do swojego dormitorium. Hermiona westchnęła i postanowiła przejść po zamku, aby trochę porozmyślać.
- Jak ona mogła pokochać tego dupka? Czy ona jest ślepa? Przecież to tylko bogaty debil. – mamrotał sam do siebie Ronald Weasley, przemierzając szybkim krokiem korytarze Hogwartu. W pewnym momencie zobaczył blond czuprynę. Zmarszczył brwi i zmrużył oczy ze złością. – Malfoy! – krzyknął. Draco odwrócił się do rudzielca.
- Czego chcesz, Weasley?
- Ty dobrze wiesz, czego chcę! – krzyknął Ron, nie zwracając uwagi na to, że zgromadziło się przy nich sporo innych uczniów. – Zostaw ją w spokoju. – warknął.
- A kim ty jesteś, żeby mi rozkazywać?
- Osobą, która wie, co jest dla niej najlepsze.
- Wydaję mi się, że osobą, która wie co jest dla niej najlepsze jest ona sama.
- Nie sądzę. Raczej zaślepiła ją ta głupia miłość do ciebie. Przyznaj się, pewnie podałeś jej amortencję! – krzyknął Ron.
- Głupi jesteś? Niczego jej nie podałem. Pogódź się z tym, że wybrała mnie, a nie ciebie.
- O czym ty, na Merlina, pieprzysz?
- No proszę cię, Weasley, wszyscy doskonale wiemy, co do niej czujesz. Tylko że ona nie czuje tego do ciebie.
- Zamknij się, kretynie! – wrzasnął rudy, wyciągając różdżką.
- Lepiej schowaj ten patyk, rudzielcu, bo jeszcze sobie nim oko wydłubiesz.
- Nie musisz się o to martwić.
- Martwić?! – wykrzyknął Draco. – To oczywiste, że muszę. Jestem pierwszą osobą, na którą padłoby oskarżenie, że to z mojej winy nie masz oka.
- Expelliarmus! – wykrzyknął Ronald, ale zaklęcie nie dotarło do Dracona. Ktoś rzucił między nich zaklęcie tarczy. Tłum rozszedł się, a na środku pojawiła się Hermiona.
- Co to ma znaczyć? – wycedziła, patrząc raz na blondyna, a raz na rudego. – Żądam odpowiedzi. Natychmiast! Z tłumu ludzi wysunął się jakiś chłopak, Hermiona kojarzyła, że jest z Ravenclaw.
- Bo Malfoy stał sobie, a Weasley nagle przybiegł i zaczął się na niego drzeć. Chyba kłócili się o jakąś dziewczynę. A później Weasley rzucił Expelliarmus.
Hermiona zdenerwowana tą sytuacją skorzystała ze swoich przywilejów Prefekt Naczelnej.
- Gryffindor i Slytherin tracą po 10 punktów.
Uczniowie z tych domów, zgromadzeni przy tej trójce, jęknęli z niezadowoleniem.
- A teraz wszyscy się rozejdziecie albo odejmę jeszcze więcej punktów. I od razu wszyscy zaczęli odchodzić.
- Malfoy, Weasley, wy zostajecie. – powiedziała Hermiona, ale obydwoje zrozumieli, jak bardzo jest wściekła, że aż zwróciła się do swojego przyjaciela i chłopaka po nazwiskach.
- Hermiono, to nie tak. – zaczął Ron, kiedy wszyscy już zniknęli. Granger uniosła rękę w geście uciszenia.
- Nie obchodzi mnie, że na siebie wrzeszczycie. Nie obchodzi mnie, że miotacie w siebie klątwami. Ale jeśli jeszcze raz usłyszę, że robicie to z mojego powodu to ty, Draco, stracisz dziewczynę, a ty, Ron, przyjaciółkę. Więc zastanówcie się nad tym, co robicie. – powiedziała spokojnie Hermiona, a następnie odeszła, zostawiając panów bardzo zdziwionych. Kiedy pierwszy szok minął, odezwał się Ron.
- To twoja wina, Malfoy.
- Moja?
- Oczywiście. Omotałeś ją. Ona nigdy wcześniej się tak nie zachowywała.
- I że to niby moja wina, że zrobiła się taka stanowcza?
- Właśnie, że tak. – burknął Ron.
- A nie pomyślałeś, Weasley, że ona jest po prostu zmęczona tym, że jej najlepszy przyjaciel i ukochany chłopak wciąż ze sobą walczą?
- Ukochany chłopak? – parsknął rudy. – Nie żartuj!
- Właśnie o tym mówię. Myślę, że dla dobra Hermiony, powinniśmy zakopać topór wojenny.
- Chcesz się pogodzić? – zapytał z niedowierzaniem Weasley.
- Tak. Jestem gotów zrobić to dla Hermiony. A ty? – odparł bardzo poważnie Draco, wyciągając do Rona rękę. Rudzielec przez chwilę myślał, po czym podał dłoń Draconowi.
- Ja też. – mruknął.
Kolejnego dnia na eliksirach trzeba było dobrać się w pary i uwarzyć eliksir rozweselający. Jako że w parze miała być jedna osoba z Gryffindoru, a druga ze Slytherinu, tak też Hermiona pracowała z Malfoyem, Harry z Pansy Parkinson, a Ron z Blaisem Zabini. Natomiast Severus Snape krążył po klasie, zaglądając po kolei do wszystkich kociołków i odejmując punkty za wszystko, co tylko mu się nie spodobało.
- Ej, Mal… – odezwał się w pewnej chwili Weasley. – To znaczy, mógłbyś mi podać te skruszone żuki, które są obok ciebie, Draco?
W sali zapadła cisza, każdy, bez wyjątku, spojrzał na Weasley’a i Malfoy’a.
- Pewnie, trzymaj. – odpowiedział blondyn i z przyjaznym uśmiechem podał składnik Ronaldowi.
- Dzięki. – odparł Ron, a szczęki reszty osób runęły na podłogę. Nawet Snape był w takim szoku, że zapomniał odebrać punktów za rozmowy podczas lekcji. Po przerwie już cała szkoła wiedziała o wydarzeniu, które miało miejsce w sali eliksirów. Uczniowie i nauczyciele, którzy nie byli świadkami tego zdarzenia nie chcieli w to uwierzyć. Nie mieli pojęcia, że to co się stanie podczas dzisiejszej kolacji w Wielkiej Sali niemal przyprawi ich o zawał. A mianowicie u Gryfonów raz na dwa, trzy miesiące była robiona mała impreza. Oczywiście nauczyciele byli poinformowani o tym, że uczniowie po nocy mogą kręcić się po zamku, wracając do swoich dormitoriów, ale naturalnie nikt z grona pedagogicznego nie miał pojęcia, że owi uczniowie mogą być również narąbani jak cholera. Zwykle zaproszeniami zajmowały się dziewczyny, Lavender i Parvati, ale tego dnia jedno zaproszenie miała dostać osoba, która nigdy nie dostawała takiej kartki. I to zaproszenie tej wyjątkowej osobie, postanowił wręczyć sam Ronald Weasley. Wszedł do Wielkiej Sali w porze kolacji, zatrzymał się zaraz za progiem, wszyscy już byli. Weasley rozejrzał się w poszukiwaniu blond czupryny. W końcu go zauważył. Malfoy siedział przy stole Slytherinu, obok niego miejsce zajmował Zabini, który wesoło o czymś opowiadał, jednak blondyn raczej go nie słuchał, gdyż wciąż wpatrywał się w brązowowłosą dziewczynę, jedzącą kolację przy stole Gryffindoru. Ron westchnął i ruszył do Malfoy’a. Kiedy rudzielec zatrzymał się przy nim, wszyscy zamarli, czekając na awanturę.
- Draco. – odezwał się. Malfoy wstał i klepnął Rona przyjacielska w ramię.
- No co tam?
- Robimy jutro imprezę w salonie Gryfonów. Mam dla ciebie zaproszenie.
Reakcje innych, którzy usłyszeli te słowa były różne. Jednym widelce wypadły z rąk, np. Harry Potter, lub ktoś zakrztusił się pitym właśnie sokiem, czyt. Hermiona Granger. Inni jeszcze spadali z krzeseł, tzn. profesor Flitwick. U jeszcze innych osób jedzenie wylądowało na ubraniu lub jak w przypadku dyrektora Dumbledore’a na jego długiej brodzie.
- Oo. – Draco był zaskoczony. – Dzięki, Ron. A mogę wziąć kumpla?
- Jeśli chodzi o Zabiniego to pewnie. Nikt nie potrafi tak rozkręcić imprezy, jak on. – zaśmiał się Weasley.
- Co prawda to prawda. – stwierdził Draco. I w tej chwili Hermiona wstała od stołu i podeszła do chłopaków.
- Ron… – zaczęła. – Tak się cieszę. – rzuciła mu się na szyję, przytulając go. Następnie oderwała się od niego i spojrzała na Malfoy’a.
- Draco. – uśmiechnęła się i przytuliła go mocno, szepcząc mu do ucha. – Wiem, że cię to dużo kosztowało.
- Dla ciebie wszystko. – odparł cicho. Oczy Hermiony błyszczały od łez, kiedy patrzyła na niego, a następnie stało się coś, co każdy w Wielkiej Sali zapamiętał na bardzo długi czas. Hermiona Granger pocałowała Dracona Malfoy’a, a Ronald Weasley mimo, iż naprawdę kochał swoją przyjaciółkę (o czym wiedział chyba każdy), opanował się i nie zamordował swojego niegdyś wroga za to, co wyprawiał z Hermioną. Nie wiele osób sądziło, że ta miłość przetrwa lata, tak samo jak nie wielu uważało, że Ronald wciąż będzie się przyjaźnił z Hermioną i Draconem. Dlatego też sporo osób przeżyło szok, kiedy kilkanaście lat później na ślubie Granger i Malfoy’a, Ronald Weasley zajął bardzo odpowiedzialne miejsce świadka. Tego dnia każdy czarodziej i każda czarownica uznała, że nie istnieje nic bardziej zdumiewającego. Jednak istniało. Parę lat po ślubie, do Londynu wrócili byli Śmierciożercy, których nie udało się wcześniej złapać. Przyczepili się do Dracona, oskarżając go i zdradę i grożąc mu, że najpierw zabiją Hermionę, a później jego. Malfoy dzielnie walczył o życie ukochanej i udało mu się to. Ocalił jej życie, jednak gdyby nie szybkie pojawienie się Ronalda Weasley’a sam straciłby swoje własne. Po tym wszystkim, Malfoy bardzo długo wyrażał swoją wdzięczność i swoje podziękowania dla Rona. A inni wciąż niedowierzali, że Weasley zdobył się na taki gest i uratował życie mężczyźnie, którego wybrała Hermiona zamiast niego. Lecz Ron po prostu uwierzył w ich miłość i mimo, że nie przestawał kochać swojej przyjaciółki, pragnął jej szczęścia.
Nawet jeśli to szczęście miał jej dać Draco Malfoy.

Córka Ciemności <3

Informacje o Córka Ciemności

Jestem zielonooką brunetką, mającą wielkie marzenia - nie koniecznie możliwe do spełnienia ;)) lubię czytać książki i oglądać dobre filmy.... moją miłością jest Alan Rickman i Ian Somerhalder <33 uwielbiam wszystko co jest związane z Harrym Potterem i Pamiętnikami Wampirów xDD
Ten wpis został opublikowany w kategorii opowiadania/miniaturki. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Uwierzył w ich miłość.

  1. ~Elena pisze:

    Bardzo ciekawa miniaturka. Czekam na kolejną. :-)
    Życzę weny.

  2. ~Aleks pisze:

    Ron z tej perspektywy wydaje się taki … nie ronowaty. przez co bardziej wpasowuje się w definicję prawdziwego przyjaciela. Niech wena będzie z tobą

  3. ~Alexadra Snape pisze:

    Piękna miniaturka :*
    Czekam na następna. Życzę dużo weny.
    Caluski Alexa S.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>