Życie Hermiony Granger

Hermiona Granger prowadziła bardzo żałosne życie i doskonale o tym wiedziała. Właśnie była umówiona na spotkanie ze swoją przyjaciółką – Ginny i jej narzeczonym Draconem Malfoyem.
Planowali ślub, na którym Hermiona miała być druhną honorową. Ginny i Draco spotykali się od zakończenie wojny, co wprawiło Granger w totalny szok. Ponieważ dziewczyna od dawna podkochiwała się w Malfoy’u, jednak nikomu o tym nie powiedziała, nawet Ginny. Więc jej przyjaciółka związała się z miłością jej życia, nie mając pojęcia o uczuciach Granger. Gin i Draco byli ze sobą już trzy lata i planowali ślub, który miał się odbyć za trzy miesiące. Dzisiaj mieli wybrać zastawę odpowiednią na wesele. Tak też Granger teleportowała się na Pokątną i szybko poszła pod sklep, przy którym się umówili. Ginny, Draco i Blaise Zabini, który był świadkiem blondyna, już na nią czekali.
- Cześć. – powiedziała, cmokając Weasley w policzek, przytulając Blaise’a, a Malfoy’owi po prostu podając dłoń. – Przepraszam za spóźnienie, zatrzymali mnie w pracy.
- Kolejny idiota, który potrzebuje prawnika? – zapytał Malfoy, przyglądając jej się.
- Coś w tym stylu. – mruknęła.
- Jakaś poważna sprawa? – zapytała Gin ze zmartwieniem.
- Obowiązuje mnie tajemnica służbowa.
- Oczywiście. Martwi mnie tylko, że wszystkie najgorsze sprawy przypadają właśnie tobie, Herm.
- W końcu jest najlepszym prawnikiem w całym magicznym społeczeństwie. – odezwał się Zabini.
- Wchodzimy? – zapytała Hermiona, chcąc zmienić temat. Granger pracowała w najlepszej magicznej kancelarii w Anglii, jako najlepszy prawnik. Wszystkie najgorsze, najbardziej skomplikowane sprawy trafiały właśnie do niej. Na samym początku swojej kariery wykazała się ogromnym zaangażowaniem, charyzmą oraz siłą woli i w ten sposób wygrała rozprawę, broniąc swojego klienta przed Azkabanem, a faktycznego sprawcę skazując na pocałunek dementora. Od tamtej rozprawy wszyscy wiedzieli, że Hermiona Granger jest groźnym przeciwnikiem w sądzie. Niektórzy adwokaci czasami nawet nie podejmowali się spraw, wiedząc, że Hermiona będzie po drugiej stronie.
Teraz jednak Hermiona nie była adwokatem, a przyjaciółką, która miała pomóc przy wyborze odpowiedniej zastawy.
- Ta jest ładna. Co tym sądzisz, Herm? – zapytała Ginny.
- Faktycznie ładna, ale nie za bardzo wzorzysta?
- Może masz rację. Coś prostszego i eleganckiego byłoby idealne.
Granger przez chwilę rozglądała się po sklepie, ale nic takiego nie zauważyła, natomiast Zabini podszedł do nich z talerzem.
- Co sądzicie o tym?
- Z klasą. – pochwaliła Hermiona.
- Proste i eleganckie. – mruknęła Gin, kiwając głową. – Draco, podoba ci się?
- Podoba mi się wszystko, co wybierzesz. – odpowiedział Malfoy, całując narzeczoną w usta, przez co Hermiona szybko odwróciła wzrok, skupiając się na widoku za szybą, czym zwróciła uwagę Blaise’a.
- Dobra, to ja złożę zamówienie. – odezwała się rudowłosa kobieta. – To pewnie chwilę zajmie, więc może idźcie do Dziurawego Kotła. Tam się spotkamy. – zarządziła i odeszła w stronę lady.
Hermiona szybko opuściła sklep, a Zabini i Malfoy podążyli za nią.
Kiedy już siedzieli przy stoliku w barze, podszedł do nich kelner.
- Na co mają państwo ochotę?
- Ja poproszę szklankę Ognistej Whiskey. – powiedział Draco.
- Dla mnie to samo. – dodał Blaise.
- A co dla pani? – zapytał mężczyzna, patrząc niepewnie na Hermionę.
- Wódkę z lodem. – powiedziała cicho, a mężczyźnie spojrzeli na nią zaszokowani, lecz zignorowała to.
- A więc co u ciebie, Hermiono? – odezwał się Zabini.
- W porządku. Tak jak mówiliśmy wcześniej, właśnie pracuję nad pewną sprawę, więc większość czasu spędzam w kancelarii.
- A tak prywatnie, co u ciebie? – Blaise sprecyzował swoje pytanie.
- Wspaniale. – odpowiedziała z wymuszonym uśmiechem.
- Masz kogoś? – nagle zainteresował się Draco.
- A czy żeby kobieta była szczęśliwa potrzebuje do tego mężczyzny?
- Ja uważam, że tak. – odparł Zabini. – A ty, Smoku?
- Mnie również się tak wydaje.
- Więc się mylicie. – powiedziała i wtedy przyszedł do nich kelner z zamówieniem, a sekundę po nim zjawiła się Ginny.
- Wszystko załatwione! – zawołała radośnie. – Co pijecie?
- Ognistą. – powiedzieli jednocześnie mężczyźni.
- A ty, Hermiono?
- Teraz już nic. – odpowiedziała, wypijając wszystko na raz. Draco i Blaise byli pod wrażeniem, nawet się nie skrzywiła. – Ale z przyjemnością napiję się tego samego ponownie! – zawołała do kelnera, unosząc delikatnie w górę kieliszek. Mężczyzna skinął głową i pobiegł przygotować zamówienie.
- Wszystko w porządku, Miona? – zapytała Ginny.
- Naturalnie. – odparła, a następnie skinęła głową kelnerowi, który przyniósł jej alkohol. Po raz kolejny wypiła wszystko na raz, nie krzywiąc się przy tym, a następnie rzuciła parę monet na stół. – Ja będę się już zbierać, mam sporo pracy.
- Dobrze, ale wiesz, że jeśli się coś dzieje, możesz do nas przyjść? Zawsze ci pomożemy.
- Oczywiście. – Draco potwierdził słowa swojej narzeczonej.
- Nic się nie dzieje. – odpowiedziała z dystansem. – Do zobaczenia. – dodała i opuściła bar.
- Coś jest nie tak. – stwierdziła Ginny, patrząc za przyjaciółką.
- Nie znam jej zbyt dobrze, ale też mi się tak wydaje. – zgodził się Malfoy.
- Zrobiła się taka… inna odkąd dowiedziała się o naszym ślubie.
- Myślisz, że to ma jakiś związek?
- Nie wiem. Może czuje się samotna?
- To ty jesteś jej przyjaciółką, Gin, nie ja. Ja nie mam pojęcia, co się z nią dzieje. – powiedział Dracon.
- Porozmawiam z nią. – zdecydowała Weasley.
- Ja to zrobię. – do rozmowy wtrącił się Blaise.
- Ty? – zdumiała się kobieta. – Myślisz, że tobie coś powie?
- Myślę, że mnie powie więcej, niż tobie.
- A to niby dlaczego?
- Dlatego, że ty jesteś jej przyjaciółką, planujesz ślub, masz masę innych rzeczy na głowie niż zajmowanie się nią, więc nie będzie chciała cię obciążać. A ja jestem tylko starym znajomym ze szkoły.
- Może masz rację. – stwierdziła w końcu Ginny. – Daj nam znać, jak się czegoś dowiesz.

Hermiona weszła do swojego gabinetu w kancelarii i ze złością rzuciła swoją torebkę na biurko. Coraz trudniej było jej przebywać w ich obecności. Nie może już patrzeć, jak się całują i przytulają, jacy są szczęśliwi. Kochała Malfoy’a, ale on kochał Ginny, więc ona nie mogła wchodzić między nich. Zależało jej na jego szczęściu, jednak była zbyt blisko. Potrzebowała zniknąć na jakiś czas i odpocząć. Westchnęła, siadając za biurkiem i wtedy rozległo się pukanie.
- Proszę.
To Amelia Stannis, sekretarka w kancelarii.
- Panno Granger, ma pani klienta.
- Dobrze, poproś go, Amelio.
Dobrze, że ktoś znów potrzebuje jej pomocy. Przynajmniej pracując, nie mogła sobie pozwolić na myśli o Malfoy’u.
Kiedy wyszła z kancelarii było parę minut po 22. Odetchnęła chłodnym powietrzem i spojrzała w niebo pełne gwiazd. Nie lubiła wracać do domu. To oznaczało pustkę, smutek, samotność.
Mimo to ruszyła spacerkiem w stronę mieszkania. Nie bała się chodzić po nocy sama, chociaż wielu uważało, że przydałaby jej się ochrona. Była świetnym prawnikiem i często stawała przeciwko jakimś gnojom, którzy życzyli jej jak najgorzej. Jednak ona się nie bała.
Tej nocy od razu wyczuła, że ktoś za nią idzie. Wsadziła rękę do kieszeni i zacisnęła palce na różdżce. Zatrzymała się i odwróciła. Ktoś stał kawałek dalej, jednak światło latarni było zbyt słabe, aby mogła go dostrzec, jednak zarys sylwetki wskazywał, iż jest to osobnik płci męskiej.
- Czego chcesz? – zapytała głośno, celując różdżką w mężczyznę.
- To ja, Hermiono.
- Blaise? – schowała różdżkę. – Czemu mnie śledzisz?
- Chciałem z tobą porozmawiać.
- Wybacz, ale nie mam czasu. – chciała go spławić.
- A co? Spieszysz się gdzieś? Chętnie ci potowarzyszę.
- Dobra, mów, o co chodzi. – zirytowała się.
- Ginny się o ciebie martwi.
- To niech przestanie, bo nie ma o co.
- Draco też.
Przez moment milczała.
- Nie obchodzi mnie to.
- A jednak. – mruknął Zabini.
- Przestaniesz bawić się w te dziwne gierki i powiesz mi wprost po co tu przyszedłeś?
- Odkąd zaczęły się przygotowania do ślubu, dziwnie się zachowujesz.
- Mam dużo pracy.
- Tak, to na pewno. – stwierdził.
- Co to miało znaczyć?
- A to, że zakopujesz się w robocie, aby o czymś zapomnieć lub czegoś się pozbyć. Ty mi powiedz, o co konkretnie chodzi.
- Nie twój interes. – burknęła, odwracając się i odchodząc.
- Hermiono! – zawołał za nią, ale nie zareagowała.
Naprawdę potrzebowała gdzieś wyjechać, odpocząć i zapomnieć. Jak najdalej od tego całego gówna.

Jej prośby zostały wysłuchane, gdyż kolejnego dnia w pracy, jej szef poinformował ją, że znalazła się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Morderca, przeciw któremu Hermiona kilka miesięcy temu występowała w sądzie, zbiegł z więzienia i teraz poluje na Granger, chcąc się na niej zemścić. Szef kobiety postanowił dać jej urlop i wręcz kazał jej wyjechać, mówiąc, że poinformuje ją, kiedy mężczyzna zostanie złapany i nic już nie będzie zagrażać jej życiu.
- Jak długo to może trwać? – zapytała Granger.
- Nie mam pojęcia, moja droga. Rozmawiałem z aurorami, ale oni kompletnie nie wiedzą, gdzie zbieg się podziewa, wiedzą natomiast, że na pewno chce się na tobie zemścić. Zostawił im wiadomość w celi.
- Ohh… no dobrze. Więc wyjadę, odwiedzę rodziców w Australii.
- Wspaniale Hermiono, jednak może lepiej nikomu nie podawaj konkretnego adresu. Tak będzie bezpieczniej.
- Tak jest, szefie.

Dwie godziny później Granger stała przed drzwiami domu, w którym mieszkali Ginny i Draco, w jednej ręce ściskała walizkę, a drugą dłonią pukała do drzwi, które otworzył jej Malfoy.
- Cześć, jest Ginny? – zapytała od razu.
- Nie ma, poszła do krawca, powinna wrócić za jakąś godzinę. Chcesz na nią poczekać? – odpowiedział blondyn, patrząc na jej walizkę.
- Nie mogę, nie mam czasu. Przekaż jej, że jest mi bardzo przykro, że jej nie zastałam i że nie mogę jej tego powiedzieć osobiście, ale nie mogę być jej druhną.
- Dlaczego? – zdziwił się Malfoy.
- Muszę natychmiast wyjechać i nie mam pojęcia kiedy wrócę.
- Ale co się stało? – zmartwił się.
- Parę miesięcy temu występowałam przeciw pewnemu mordercy. Przeze mnie został skazany na dożywocie, ale uciekł. Teraz mnie szuka, chce się zemścić. Muszę zniknąć na jakiś czas. Powiedz Ginny, żeby się nie martwiła i że przez jakiś czas nie będę się odzywać, żeby nie mógł mnie namierzyć. I przekaż jej, że przepraszam, jeśli nie będę na waszym ślubie.
- Hermiono, poczekaj, powoli. Gdzie wyjeżdżasz?
- Nie mogę ci powiedzieć.
- Ale… – zaczął, jednak przerwała mu.
- Muszę iść.
- No dobrze. – przyglądał jej się ze zmartwieniem i troską. – Uważaj na siebie.
Kiwnęła głową, wpatrując się w jego szare oczy, a następnie teleportowała się, zanim mógł zauważyć, jak łzy zaczęły spływać po jej policzkach.

Minęły dwa miesiące, a Hermiona wciąż się ukrywała, ponieważ aurorom nie udało się złapać zbiega. Nie mogli go w ogóle wyśledzić, natomiast on zdawał się iść tropem Granger, więc ta musiała się co chwilę przenosić w inne miejsce. Pierwsze trzy tygodnie spędziła u rodziców w Australii, ale wtedy dostrzegła, że zaczynają się dziać dziwne rzeczy, więc rzuciła masę zaklęć ochronnych na dom rodziców i sama przeniosła się do Kanady, nie chcąc ich jeszcze bardziej narażać. W Kanadzie spędziła tydzień, gdyż mężczyzna bardzo szybko ją wyśledził. Na dwa tygodnie udało jej się ukryć w Rosji, jednak i tam złapał jej trop. Następnie przeniosła się do Francji, ale tam spędziła również tylko dwa tygodnie i ledwo zdążyła uciec, gdyż zbieg spalił cały budynek łącznie z mieszkaniem, w którym się zatrzymała. Teleportowała się tak szybko, że odrobinę się rozszczepiła, jednak szybko to uleczyła dyptamem. Tydzień spędziła w Norwegii, kiedy morderca ją dopadł. Walczyła z nim, czując się jakby ponownie przechodziła przez wojnę z Voldemortem. Jej przeciwnik walczył doskonale, brakowało jej już sił, była pewna, że go nie pokona, dlatego w pewnym momencie poddała się. Morderca posłał w jej stronę serię klątw torturujących, po których Hermiona straciła przytomność i kiedy mężczyzna miał rzucać mordercze zaklęcie do pomieszczenia wpadli aurorzy i złapali zbiega. Granger została przetransportowana do specjalnej kliniki w Nowym Jorku, gdyż okazało się, że dostała jakimś bliżej nie zidentyfikowanym zaklęciem i przez to przebywała w śpiączce.
Jej przyjaciele zostali powiadomieni o tym, jednak żadne z nich nie mogło przybyć do swojej przyjaciółki. Rozkaz ten wydał sam szef aurorów, ponieważ któryś z jego ludzi ciągle czuwał przy pokoju szpitalnym Hermiony.
Pewnego dnia Granger w końcu się wybudziła ze śpiączki, jednak wciąż była w fatalnym stanie. Nagle dostała krwotoków wewnętrznych, których lekarze nie mogli opanować. Dodatkowo wymiotowała krwią, a jej skóra była niemal przezroczysta. Aurorzy wspólnie zgodzili się nie powiadamiać nikogo o tym, że Hermiona się obudziła, bo jej stan był tak krytyczny, że kwestią czasu była jej śmierć. A oni nie chcieli niepotrzebnie martwić jej przyjaciół i rodziny. Niech myślą, że zmarła w spokoju.
I była chwila, kiedy aurorzy ściągnęli swoje czapki, aby uczcić w ten sposób śmierć jednej z bohaterek wojennych. Była chwila, kiedy lekarze nie mieli już pojęcia, jak przywrócić jej serce do bicia. Ale ona ich zaskoczyła i po długich minutach, kiedy uzdrowiciel nie czuł już pulsu Hermiony, a maszyna do której była podłączona przeraźliwie piszczała, kobieta otworzyła swoje oczy. Szok, jaki ich wszystkich wtedy ogarnął był niesamowity. Lekarze od razu zaczęli badać Hermionę i podawać jej eliksiry.
- Nie mówcie nikomu. – wyszeptała sennie w pewnym momencie.
- O czym mamy nie mówić, panno Granger? – zapytał jeden z uzdrowicieli.
- Że się wybudziłam.
Mężczyzna nie zgadzał się z tym. Uważał, że każdy powinien się dowiedzieć o tym, że przyjaciółka Harry’ego Pottera wciąż żyje, jednak szanował jej decyzję i przekazał ją innym lekarzom oraz aurorom, którzy jej pilnowali. Był 23 lipca, kiedy Hermiona wyszła ze szpitala, co oznaczało, że do ślubu Ginny i Draco zostały jeszcze dwa dni. Granger długo myślała o Malfoy’u. I postanowiła nie wracać do Anglii na jego ślub.
Wysłała list do swojego pracodawcy, składając rezygnację i prosząc o dyskrecję. Następnie wynajęła mieszkanie w Nowym Jorku i zaszyła się w nim.
Kiedy nadszedł ten dzień, starała się nie myśleć o tym, co właśnie się dzieje w Anglii. Starała się nie wyobrażać sobie Dracona w pięknym czarnym smokingu podkreślającym jego wyrzeźbioną sylwetkę. Próbowała o nim zapomnieć. W pewnej chwili usłyszała dzwonek do drzwi, na początku wystraszyła się, że to Ginny albo ktoś z Londynu, ale potem zdała sobie sprawę, że oni nie mają pojęcia, że ona w ogóle żyje, więc bez wahania otworzyła drzwi.
I tak właściwie mogła tego nie robić.
- Cześć. – powiedział Blaise, opierając się ramieniem o framugę.
- Co tu robisz?
- Czemu udajesz, że nie żyjesz? – odpowiedział pytaniem na pytanie.
- Bo tak jest lepiej. Nie powinieneś być na ślubie Gin i Draco?
- Ty chyba też.
- Jak zauważyłeś, udaję, że nie żyję, więc…
- Ślub zaczyna się za pół godziny, więc spokojnie zdążę. Pomyślałem, że uda mi się ciebie nakłonić, żebyś na niego poszła.
- Jak mnie tu znalazłeś?
- Dobrze jest być aurorem, Hermiono.
- Ktoś poza tobą wie?
- Nikt. Dlaczego nie chcesz wrócić do Anglii? I to w dodatku w dzień, kiedy twoja przyjaciółka wychodzi za mąż?
- Bo wychodzi za mężczyznę, którego kocham. – powiedziała wprost. – Nie mogę… nie jestem w stanie na to patrzeć. Chcę, żeby był szczęśliwy, ale nie mogę patrzeć, jak bierze ślub.
- Dlaczego nie powiedziałaś wcześniej?
- A co by to zmieniło?
- Nie wiem. – westchnął Zabini. – Co z pracą?
- Zrezygnowałam. Poszukam sobie czegoś tutaj.
- Chcesz tu zostać?
- Tak będzie lepiej.
- Co mam powiedzieć twoim przyjaciołom, Hermiono?
- Nic im nie mów, niech wciąż myślą, że jestem w śpiączce. Kiedy nadejdzie czas, ujawnię się.
- A kiedy nadejdzie ten czas?
- Możliwe, że nigdy.
- A jak będą chcieli cię odwiedzić w szpitalu?
- Nie możesz na to pozwolić.
- Naprawdę sądzisz, że uda mi się powstrzymać Wybrańca przed przybyciem tutaj i zobaczeniem swojej najlepszej przyjaciółki? – powiedział z delikatnym uśmiechem.
- Kiedyś się ujawnię. – obiecała mu. – Idź już.
Pokiwał głową.
- Do zobaczenia, Hermiona.
- Do widzenia, Blaise. – szepnęła, zamykając za nim drzwi.

Zabini spodziewał się, że Hermiona wróci do Anglii za jakiś miesiąc, może dwa. Jednak zaczęły mijać lata, a ona nie wracała. Przyjaciele już jej nie wyczekiwali, czasami tylko ją wspominali. Tylko Ginny chodziła trochę przygnębiona, ale Draco zawsze ją pocieszał. W między czasie, wiele się zmieniło w magicznym Londynie. Ron Weasley porzucił swoją pracę obrońcy w stanowej lidze i zajął się pracą aurora. Natomiast Harry Potter, niegdyś dyrektor Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów, teraz objął posadę Ministra Magii. A sam Draco awansował ze zwykłego uzdrowiciela na ordynatora w św. Mungu. Kancelaria, w której kiedyś pracowała Hermiona, została zamknięta. Nie szło im już tak dobrze, od kiedy Granger zrezygnowała. I również zwiększyła się liczba przestępców na wolności, gdyż większość z nich wiedziała, że w Londynie nie ma już najlepszego prawnika, który by ich powstrzymał przed znalezieniem sobie adwokata, który skróci ich wyrok. Taki też sposób wykorzystał Lucjusz Malfoy, którego zaraz po wojnie Hermiona wtrąciła do Azkabanu. Draco nie był zadowolony, że jego ojciec jest znów na wolności, doskonale zdawał sobie sprawę, jakim potworem jest Lucjusz.
Jednak Malfoy Senior nie zainteresował się swoim synem po opuszczeniu więzienia, wręcz przeciwnie. Od razu przeniósł się do innego miasta. Nikt nie wiedział gdzie.
Kiedy dziewięć lat później Draco i Ginny w otoczeniu przyjaciół, świętowali swoją rocznicę ślubu, ktoś zapukał do drzwi ich dworu.
- Ja otworzę. – poinformował żonę Malfoy. Szybko poszedł, aby zobaczyć kto przyszedł, choć zdawało mu się, że na tej uroczystości zjawili się już wszyscy zaproszeni. Otworzył drzwi i zamarł.
- Hermiona? – wyszeptał.
- Cześć, Draco. – uśmiechnęła się. – Wszystkiego najlepszego z okazji rocznicy ślubu. – powiedziała, podając mu wino, które ze sobą przyniosła.
- Dzięki. Wchodź, śmiało. Ginny będzie zachwycona. – odpowiedział, wpuszczając ją do środka. Kiedy weszła poprowadził ją do salonu, w którym byli wszyscy goście. – Zobaczcie kto nas odwiedził. – powiedział, wchodząc do pomieszczenia. Zaraz za nim pojawiła się kobieta.
- Hermiona! – wykrzyknęła Ginewra i rzuciła się przyjaciółce na szyję. Sekundę później jej miejsce zajął Harry, a następnie Ron i również Blaise.
- Trochę ci zajęło to wracanie tutaj. – wyszeptał jej do ucha Zabini.
- Co u ciebie? Kiedy wyszłaś ze śpiączki? Aurorzy i uzdrowiciele nie chcieli nic nam mówić i nawet nie pozwolili nam cię zobaczyć. Nie mieliśmy pojęcia, co się dzieje. Opowiadaj natychmiast. – mówiła rudowłosa.
- Trochę się u mnie pozmieniało. Jeśli nie macie nic przeciwko to za chwilę dołączy do nas mój mąż.
- Twój mąż?! – zawołał z zaskoczeniem Blaise.
- Chyba nie rozumiem. Masz męża? Czemu nic o tym nie wiem? I skoro masz męża to kiedy się wybudziłaś, Hermiono? – pytała pani Malfoy.
- Wybudziłam się ze śpiączki dwa dni przed waszym ślubem. – przyznała.
- To dlaczego się nie pojawiłaś? Dlaczego nic nie napisałaś?! – krzyczał Potter.
- Potrzebowałam trochę czasu.
- Czasu na co?! – zawołał Weasley.
- Od wojny z Voldemortem byłam zakochana w Draconie. – wyszeptała, spoglądając na zaszokowanego blondyna. – Wasz ślub był dla mnie ciężkim przeżyciem i właściwie na rękę mi było, że musiałam się ukrywać. Nie chciałam uczestniczyć w tych wszystkich przygotowaniach, ale też nie chciałam sprawiać ci przykrości, Gin.
- Kochałaś mnie? – zapytał Malfoy.
- Tak. Przez bardzo długi czas. Nawet jak już mieszkałam w Nowym Jorku przez kilka miesięcy nie mogłam o tobie zapomnieć, ale później pojawił się ktoś inny.
- Kto? – odezwał się Blaise.
- Zaraz zobaczycie. Musiał zostać odrobinę dłużej w pracy, ale za moment powinien się pojawić.
- Hermiono, ja nie miałem pojęcia. – szepnął Draco.
- Wiem. – odpowiedziała. – Nikt nie wiedział.
- Poza mną. – wtrącił Zabini.
- Wiedziałeś? – zaszokowała się Ginny.
- Podejrzewałem, ale Hermiona potwierdziła to, kiedy pojawiłem się w Nowym Jorku.
- Widziałeś się z nią? I nic mi nie powiedziałeś?! – wrzasnęła Ginewra.
- Pojawiłem się u niej chwilę przed waszym ślubem. Nie powiedziałem nic, bo mi zabroniła.
- Ale dlaczego? – Ginny i Draco nie mogli zrozumieć, podobnie jak reszta tam zebranych.
- Nie chciałam wracać do Londynu. – odezwała się Hermiona i chyba chciała coś jeszcze dodać, ale rozległ się dzwonek do drzwi.
- Pójdę. – powiedziała Ginny i szybko opuściła pomieszczenie, aby wrócić po kilku minutach z przerażeniem wypisanym na twarzy. – Draco, ktoś do ciebie. – rzekła, podchodząc szybko do męża i wtedy do salonu wkroczył Lucjusz Malfoy.
- Ojciec?! – wykrzyknął zaszokowany. – Co ty tu robisz?
- Tak jak powiedziała Ginewra, Draconie, przyszedłem do ciebie, ale nie tylko. Szukam żony.
- Nie pan jeden. – parsknął Ronald Weasley.
- Szukam mojej żony. – sprecyzował Malfoy, spoglądając po wszystkich.
- Tu jestem, Lucjuszu. – odezwała się Hermiona, wstając z fotela, na którym dotychczas siedziała i stając przy nim.
- Zadam to pytanie jeden raz. – powiedział Draco. – Co tu się, kurwa, dzieje?
- Mówiłam wam, że znalazłam kogoś przy kim zapomniałam o tobie, Draco. Tak się złożyło, że to twój tata.
- Jesteście małżeństwem? – zapytała dla potwierdzenia Ginny.
- Od czterech lat. – odpowiedział Lucjusz.
Draco wypuścił z siebie głośno powietrze i usiadł na sofie.
- Co się dzieje, Smoku?
- Najpierw się dowiedziałem, że Hermiona Granger kochała się we mnie przez kilka lat, a ja zmuszałem ją, aby patrzyła na moje szczęście z inną kobietą. Przez co przez bardzo długi czas udawała prawie umarłą. I teraz nagle zjawia się tutaj z moim ojcem, mówiąc że jest jego żoną. Jestem w lekkim szoku, Blaise. – wytłumaczył Draco.
- Nie chcieliśmy sprawiać problemu. Chcieliśmy tylko powiedzieć wam, że jesteśmy razem i że jesteśmy szczęśliwi. Ale może nie potrzebnie.
- Tak więc już pójdziemy. – dodał Lucjusz, łapiąc Hermionę za rękę. – Miło było cię zobaczyć, synu. – mruknął i razem opuścili dwór Ginny i Draco, pozostawiając ich oraz resztę gości w stanie totalnego osłupienia.
Natomiast Hermiona i Lucjusz wrócili do Nowego Jorku nieco zawiedzeni. Kobieta myślała, że jej przyjaciele przyjmą ich nieco inaczej. Z większym entuzjazmem, z radością. Ale oni raczej wyglądali na dość niepewnych w stosunku do niej i jej męża. Chciała znów uczestniczyć w ich życiu, ale widocznie oni tego nie chcieli. Cóż, tyle lat sobie bez nich radziła, więc i teraz to nie zrobi różnicy.

Jednak ku jej zdziwieniu dwa dni później w drzwiach jej i Lucjusza mieszkania stanął Blaise Zabini.
- Czego chcesz, Blaise?
- Draco was szuka.
- No i?
- On chce z wami porozmawiać, Hermiono. Zrozum, że to dla niego nowa sytuacja. Jego matka zmarła w trakcie wojny, ojciec trafił do więzienia. Po kilku latach nagle on wychodzi, ale nawet nie zjawia się u swojego syna, tylko od razu opuszcza kraj i po kolejnych latach przybywa na rocznicę ślubu Draco wraz ze swoją dużo od siebie młodszą żoną, która niegdyś była najlepszą przyjaciółką Ginny.
- O czym chce z nami rozmawiać? – zapytała cicho.
- Nie mam pojęcia. Ale zmusił biuro aurorów, aby was odnaleźli.
- Nie odnajdą.
- Ja was odnalazłem.
- Bo byłeś tutaj wcześniej. Zaraz po ślubie wraz z Lucjuszem nanieśliśmy na ten apartament potężne klątwy. Jeśli ktoś tutaj wcześniej nie był, nie odnajdzie tego miejsca.
- A więc teleportujcie się do Londynu, porozmawiajcie z Draco.
- Lucjusz jest teraz w pracy.
- O której wraca?
- Powinien być po 16.
- Pojawicie się w Londynie?
- Nie wiem, porozmawiam o tym z Lucjuszem i dam ci znać.
- Dobrze.
- To cześć.
- Cześć. – odpowiedział Blaise i zniknął, a Hermiona głośno westchnęła.

Po krótkiej rozmowie z Lucjuszem, wspólnie zdecydowali, że odwiedzą Dracona. Hermiona wysłała liścik do Blaise’a, informując go o tym, że za parę minut pojawią się we dworze Malfoy’ów.
I faktycznie już po 15 minutach stali w salonie, Ginny podawała herbatę, a Draco i Blaise siedzieli na sofie.
- Co chcesz wiedzieć, synu? – odezwał się Lucjusz, który siedział w fotelu, przy jego boku stała Hermiona.
- Dlaczego po wyjściu z Azkabanu nie przyszedłeś do mnie?
- Wątpię, abyś chciał mnie wtedy widzieć. Prowadziłeś już swoje własne, szczęśliwe życie, wolałem tego nie niszczyć.
- Jak to się stało, że ty i Hermiona spotkaliście się?
- Po wyjściu z więzienia, przeniosłem się do Nowego Jorku. Szybko otworzyłem tam firmę, a pewnego dnia do drzwi mojego gabinetu zapukała Hermiona, przychodząc tam na rozmowę w sprawie pracy. Miała wspaniałe kwalifikacje, a poza tym doskonale wiedziałem na co ją stać. W końcu widziałem ją na sali sądowej, kiedy dzielnie walczyła, aby zamknąć mnie raz na zawsze w Azkabanie. – powiedział nieco rozbawiony, a kobieta przy nim zachichotała. – Zatrudniłem ją. Pracowała u mnie około pół roku, kiedy zauważyłem w niej kogoś więcej.
- Zaprosił mnie wtedy do restauracji. Rozmawialiśmy o wielu rzeczach i naprawdę fantastycznie się z nim bawiłam.
- Owszem, ponieważ naśmiewałaś się z mojej elegancji. – odparł Lucjusz.
- Byłeś wtedy taki sztywny, poważny i nadęty.
- Oh dziękuję. – odpowiedział przekornym tonem.
- Później spotykaliśmy się coraz częściej, aż w końcu zapytał, czy zostanę jego dziewczyną. Na początku się nie zgodziłam. Bałam się, że potraktuje mnie jak zabawkę, a następnie zostawi dla innej, bardziej eleganckiej i dystyngowanej.
- Ale przekonałem ją, że uwielbiam ją taką, jaka jest. Nie chciałem i wciąż nie chcę dystyngowanej i chłodnej kobiety, jaką była twoja matka, Draco. Chciałem, żeby w moim życiu pojawiło się odrobinę radości i szaleństwa. Hermiona mi to dała. Pokazała mi, jak się bawić życiem.
- A jak to się stało, że się pobraliście? – zapytał cicho Draco.
- Pewnego wieczoru byliśmy na balu, moja firma sponsorowała wtedy operację dla pewnego bardzo chorego dziecka. Hermiona ciągle myślała o tym chłopcu, mówiła, że takim dzieciom nie powinny się zdarzać takie rzeczy i że każdy potrzebuje czuć opiekę, troskę i miłość. A ja poczułem, że chcę to wszystko dać właśnie jej. Chcę się nią opiekować każdego dnia, troszczyć się o nią w każdej chwili i kochać ją do końca mojego życia. To były też słowa mojej przysięgi ślubnej.
- Tamtego wieczoru wyszliśmy na taras, było dość chłodno, więc Lucjusz dał mi swoją marynarkę i zakładając mi ją na ramiona, spojrzał mi w oczy i zapytał, czy chciałabym spędzić z nim resztę życia. I żeby była jasność w chwili, kiedy zaczęłam pracować u Lucjusza totalnie o tobie zapomniałam, Draco. Więc kiedy Lu zadał mi to pytanie, byłam taka szczęśliwa. Kochałam go, więc się zgodziłam.
- Jak wyglądała ceremonia? – wyszeptała Ginny, po której policzkach spływały łzy wzruszenia.
- Była piękna. Byliśmy tylko my, kapłan i świadkowie. Wszystko odbyło się w malutkim kościółku poza miastem. Miałam na sobie śliczną, białą, długą suknie.

tatata
- Wyglądała cudownie. – wtrącił Lucjusz, a Hermiona obdarowała go szerokim uśmiechem i spojrzeniem pełnym miłości. Mężczyzna złapał jej rękę i pocałował wierzch dłoni.
- Dlaczego nie powiedzieliście wcześniej? – odezwał się do tej pory milczący Zabini.
- Nie byłam pewna, jak zareagujecie na wieść o tym, że żyje i mam się raczej dobrze, a do was nie wróciłam. Ale w Londynie nie miałam już niczego, nie chciałam tutaj wracać. Natomiast w Nowym Jorku było całe moje życie.
- A w jakim mieście jest teraz twoje życie? – zapytała niepewnie Ginewra.
- Już nie jest w mieście. Teraz całe moje życie właśnie siedzi obok mnie.
Draco westchnął głośno. Ojciec i Hermiona naprawdę się kochali, więc nie pozostawało mu nic innego, jak się z tym pogodzić. Zastanawiała go jeszcze tylko jedna rzecz.
- Planujecie mieć dzieci?
Hermiona spojrzała na niego zaskoczona, natomiast Lucjusz odpowiedział.
- Nie myśleliśmy o tym.
- Bo jeśli chcielibyście to wolałbym mieć brata. – powiedział bardzo poważnie, a następnie roześmiał się. – A poza tym za parę miesięcy będziecie mieli okazję poćwiczyć opiekę na waszym wnuku.
- Ginny? – brunetka od razu zwróciła się do swojej przyjaciółki. – Jesteś w ciąży?
Rudowłosa pokiwała głowa.
- Trzeci miesiąc.
- To fantastycznie! – wykrzyknęła Hermiona, podchodząc do kobiety i ją przytulając.
- Wiem. – zaśmiała się. – Dasz wiarę, że będziesz babcią mojego dziecka??
Po tym zdaniu wszyscy ryknęli śmiechem.
Życie Hermiony od teraz układało się idealnie. Sześć miesięcy później Ginewra urodziła chłopczyka, który urodę odziedziczył zdecydowanie po swoim ojcu. Lucjusz wraz z żonę często odwiedzali Dracona i Ginny, jednak wciąż mieszkali w Nowym Jorku. Dwa lata później Hermiona dowiedziała się, że jest w ciąży, Lucjusz był zachwycony. Chwalił się niemal każdemu, że po raz drugi zostanie tatą. Niestety, kiedy Hermiona była w piątym miesiącu ciąży, poroniła. Przez tę sytuację, przez trzy miesiące pozostawała w depresji, a jej mąż nie miał pojęcia, co robić. Jednak w końcu udało mu się wyprowadzić kobietę z tego stanu. I razem wrócili do normalnego życia, jednak temat dzieci już nigdy więcej nie był poruszony…

Córka Ciemności <3

Informacje o Córka Ciemności

Jestem zielonooką brunetką, mającą wielkie marzenia - nie koniecznie możliwe do spełnienia ;)) lubię czytać książki i oglądać dobre filmy.... moją miłością jest Alan Rickman i Ian Somerhalder <33 uwielbiam wszystko co jest związane z Harrym Potterem i Pamiętnikami Wampirów xDD
Ten wpis został opublikowany w kategorii opowiadania/miniaturki. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Życie Hermiony Granger

  1. ~Gisia pisze:

    Fajna miniaturka, tylko szkoda, że na końcu Hermiona poroniła :(
    Weny życzę :)

  2. ~Jola pisze:

    Niesamowite opowiadanie…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>