Rodzina Lucjusza cz.I

- Nigdzie jej nie ma. – poinformował swojego ojca Draco Malfoy.
- Miałeś ją znaleźć. – wysyczał Lucjusz.
- Wiem, aurorzy cały czas nad tym pracują, ale ona jakby zapadła się pod ziemię.
- Nie obchodzi mnie to. Macie ją znaleźć, Draco. Jesteś szefem, więc zbierz najlepszych aurorów i rozpocznijcie akcję poszukiwawczą. Natychmiast! – wrzasnął blondwłosy arystokrata.
Draco skinął głową, lecz nim wyszedł z lekkim zawahaniem zapytał.
- Dlaczego tak bardzo ci zależy, żeby ją znaleźć?
Lucjusz milczał, więc jego syn postanowił kontynuować.
- Rozumiem Potter’a i Weasley’ów, w końcu Granger to ich przyjaciółka. Ale ty? Dlaczego?
Starszy mężczyzna westchnął, spoglądając smutno na Dracona.
- Kiedy zaczęła u mnie pracować, zobaczyłem w niej kogoś więcej niż szlamę, Draco. Zauważyłem w niej piękną i mądrą kobietę. Odrobinę samotną i bardzo przejętą wszelkimi problemami, pragnącą udzielić pomocy każdemu, nie bacząc na siebie. Pamiętasz te dni, kiedy zostawałem dłużej w pracy, bo były problemy z dokumentami? Ona zawsze wychodziła ostatnia. Ważyła całe kartony eliksirów, robiła zapasy na całe miesiące. Któregoś dnia zapytałem ją, dlaczego siedzi w pracy do późna, zamiast wrócić do domu i odpocząć. Powiedziała, że nie lubi powrotów do domu, bo nikt tam na nią nie czeka. Długo nad tym myślałem. Przecież ma Potter’a i Weasley’ów, więc jak to nikt nie czeka? Aż w końcu zrozumiałem. Miała przyjaciół ale nie miała tej jednej osoby, która po ciężkim dniu położyłaby się z nią w łóżku i głaskała po plecach. I poczułem coś dziwnego. Coś jakby w środku. – wskazał dłonią na swoją klatkę piersiową.
- Kochasz ją. – wyszeptał Draco.
- Tak mi się wydaję. Nie wiem.
- Kochasz ją na pewno. – stwierdził.
- Nie masz mi tego za złe, prawda?
- Nie. W końcu, po tylu latach możesz być szczęśliwy. Wiem, że z matką nigdy nie byłeś. Nigdy nie mówiłeś o niej z takim uczuciem, jak o Granger. Więc… cieszę się.
- Dziękuję, Draco.
Blondyn skinął głową.
- Zrobimy wszystko, żeby ją odnaleźć. – a następnie wyszedł, a Lucjusz opadł ciężko na swój fotel.

- Malfoy! – ryknął Harry Potter, biegnąc przez główne atrium Ministerstwa Magii.
- Co jest, Potter?
- Masz jakieś wieści? – wysapał brunet, zatrzymując się przy Draconie.
- Aurorzy cały czas pracują nad tą sprawą.
- Wiem, ale Malfoy, proszę cię, powiedz mi. Wiecie gdzie ona jest? Macie chociaż jakiś trop?
Blondyn pokręcił przecząco głową.
- Cholera. – westchnął Harry. – Jestem pewien, że nie odeszłaby tak po prostu bez słowa. Może ktoś ją porwał, ale przecież wszyscy Śmierciożercy gniją w Azkabanie. Co się z nią stało? Przecież to jest Hermiona! Nie mogła od tak zapaść się pod ziemię.
- Robimy wszystko, co w naszej mocy, Potter. Wybrałem najlepszych aurorów do tego zadania.
- Dzięki. – szepnął Wybraniec.
- Nie zrobiłem tego dla ciebie. – odpowiedział tylko Draco i odszedł, zostawiając Harry’ego w niezrozumieniu.

2 tygodnie później Lucjusz Malfoy pojawił się w Ministerstwie Magii. Nie zwracając uwagi na kłaniające mu się osoby, szybko podążył do Biura Aurorów.
- Witam. – powiedział, stając w drzwiach wielkiego pomieszczenia.
- Pan Malfoy. – wyszeptał jakiś auror. – W czym możemy panu pomóc?
- Draco Malfoy. Gdzie jest?
- Ma spotkanie z Ministrem.
- Długo to potrwa?
- Szef poszedł jakieś 30 minut temu, więc może jeszcze trochę potrwać.
Lucjusz skinął głową.
- Kto pracuje nad sprawą Hermiony Granger?
- Ja, proszę pana. – odezwał się starszy mężczyzna po prawej stronie pomieszczenia.
- Tylko ty? – uniósł lekko brew w pytającym geście.
- Jeszcze czterech innych, ale sprawdzają teraz pewne poszlaki.
- Chcę wiedzieć wszystko w sprawie Granger. – oznajmił Lucjusz.
- Ale, panie Malfoy, ja nie mogę udzielać takich informacji. Pan nie jest z rodziny, ani przyjacielem, ja nie mogę. – wyjąkał auror.
- Jestem rodziną Dracona Malfoy’a. – rzekł arystokrata. – Chcę znać wszystkie poszlaki, fakty i przypuszczenia dotyczące akcji poszukiwawczej Hermiony Granger. – powiedział dobitnym i wyniosłym tonem.
- Tak jest. – aurorom nie pozostało nic innego, jak tylko się zgodzić.
Lucjusz przeglądał dokumenty, aż natrafił na coś ciekawego.
- Australia? – zapytał aurora, unosząc brew.
- Tak, mieszkali tam rodzice panny Granger, jednak sprawdziliśmy tam i również jej nie było.
Malfoy skinął głową, przeglądając dalej papiery. W tym czasie zdążył wrócić Draco.
- Ojcze? Co tutaj robisz? – zapytał zdziwiony, podpisując jakiś dokument, który podał mu jeden z pracowników.
- Minęły dwa tygodnie od naszej ostatniej rozmowy, Draco. Dlaczego przestałeś mnie informować o postępach w śledztwie?
- Bo nie ma żadnych postępów.
- Nie znaleźliście nic?
Dracon pokręcił głową.
- Nie mogła od tak zniknąć. – warknął Lucjusz.
- Robimy, co w naszej mocy.
- Przestań pieprzyć te bzdety. Jestem twoim ojcem, zasługuje na prawdę, a nie jakieś pierdolenie. – Draco był w szoku. Jego ojciec nigdy się tak nie wyrażał. Gdy był zdenerwowany zazwyczaj używał zwykłych słów ale wypowiedzianych takim tonem, że człowiekowi odechciewało się żyć.
A teraz, jak bardzo wściekły musiał być, aby zacząć przeklinać?
- Oczywiście, że zasługujesz na prawdę.
- Kiedy tylko się czegoś dowiecie, masz mnie natychmiast poinformować.
- Naturalnie. Jednak może być pewien problem. – odparł niepewnie Draco.
- Jaki problem?
- Ta sprawa ciągnie się dość długo, a my wciąż nic nie wiemy. Minister dał nam czas do końca tygodnia, później zamyka sprawę, bo nie ma sensu wydawać tyle pieniędzy na coś, co i tak nie przynosi żadnego rezultatu.
- Powiedz ministrowi, że osobiście przekaże pieniądze na wszelką działalność w sprawie Granger. – rzekł mężczyzna i opuścił pomieszczenie pełne zdumionych aurorów.

Rok później pewna kobieta szybkim krokiem szła ulicą Pokątną. Miała na sobie czarny płaszcz, a kaptur zarzucony na głowę, choć pogoda była dość ładna jak na listopad. Kaptur przysłaniał większą część jej twarzy, więc nikt nie wiedział, kto to jest. Nie wielu też zwracało na nią uwagę, ludzie raczej myśleli, że to jedna z tych czarownic ze Śmiertelnego Nokturnu.
W pewnym momencie wpadła na kogoś, odbijając się od niego tak mocno, że kaptur nieco zjechał z jej głowy.
- Uważaj, jak chodzisz. – warknął mężczyzna, na którego wpadła. Nie odpowiedziała, chcąc jak najszybciej odejść. Jednak mężczyzna złapał ją za łokieć. – Chyba należą mi się przeprosiny. – wysyczał, a kobieta od razu rozpoznała z kim ma do czynienia.
- Przepraszam. – powiedziała cicho.
- Zdejmij kaptur, chcę widzieć twarz osoby, która nie okazuje szacunku lepszym od siebie.
Kobieta chciała się wyrwać mężczyźnie.
- Puść mnie.
- Pokaż swoją twarz.
Ponownie próbowała wyszarpać rękę z uścisku, lecz mężczyzna mocno ją przytrzymał, a drugą ręką zrzucił jej kaptur i złapał za brodę unosząc jej twarz.
Przez jego twarz momentalnie przeszedł szok.
- Granger. – wyszeptał, puszczając ją.
- Cześć, Malfoy.
- Po tylu miesiącach… – szepnął.
- Nie mów, że tęskniłeś. – mruknęła, ponownie narzucając kaptur na głowę.
- Ja nie. – powiedział. – Ale ktoś inny…
- Muszę iść. – nie pozwoliła mu dokończyć.
- Poczekaj. Porozmawiajmy.
- Chyba nie mamy o czym.
- Mamy wspólny temat, Granger. – powiedział stanowczo.
- Nie mogę. – odparła, kręcąc głową. – Nie tutaj.
- Więc chodź ze mną.
- Nie… Ja nie…
- Granger, chcę tylko wytłumaczenia.
Przez dłuższy moment przyglądała mu się po prostu, aż w końcu skinęła głową.
Złapał ją za rękę i teleportował prosto do swojego mieszkania.
- Siadaj, chcesz coś do picia?
- Nie, dziękuję. – wyszeptała, siadając na skraju fotela.
- Opowiedz mi, Granger.
- O czym?
- Dlaczego odeszłaś od mojego ojca? Zniknęłaś bez śladu nikogo nie informując, co zamierzasz. Dlaczego?
- Sprawy się skomplikowały. Miałam wtedy pewne przypuszczenia, które się sprawdziły. Musiałam odejść.
- Nie mogłaś powiedzieć chociaż Potter’owi albo Weasley’owi?
Pokręciła przecząco głową.
- Dlaczego?
- Obiecaj, że nikomu nie powiesz. – szepnęła. – Obiecaj.
- Przysięgam. – odparł, będąc bardzo zaciekawiony, co takiego Granger chce powiedzieć.
- Trzy miesiące temu urodził się twój brat, Draco.
- O kurwa. – rzekł Malfoy, gwałtownie siadając na kanapie i luzując krawat, który miał zawiązany pod szyją. – Jak rozumiem, nie poinformowałaś o tym Lucjusza, ani swoich przyjaciół?
- Nikt nie wiedział.
- To dlatego zniknęłaś, prawda?
Kiwnęła głową, potwierdzając jego słowa.
- Gdzie się ukrywałaś?
- Byłam w Albanii.
- Albania? Tam gdzie Czarny Pan?
- Tak. To było idealne miejsce. Wiedziałam, że tam nikt nie będzie mnie szukał. Przyjaciółka Wybrańca samowolnie ukrywa się w miejscu, gdzie przebywał Voldemort. Nikt by na to nie wpadł.
- Masz rację. Żaden auror na to nie wpadł, kiedy cię szukaliśmy. – westchnął Malfoy. – A gdzie teraz jest dziecko?
- W bezpiecznym miejscu.
- To znaczy?
- W bezpiecznym miejscu. – powtórzyła.
Po raz kolejny głośno westchnął.
- Co teraz zamierzasz?
- Zabrakło mi pieniędzy, dlatego wróciłam do Anglii. Muszę załatwić pewne sprawy z Gringottem. A później wracam do Albanii.
- Nie spotkasz się z moim ojcem skoro już tu jesteś?
- Wolałabym nie. – szepnęła.
- Granger, przez cały rok wszyscy cię szukaliśmy i wciąż to robimy. Kiedy Minister odebrał wszelkie środki, aby aurorzy wciąż mogli prowadzić śledztwo, mój ojciec powiedział, że za wszystko zapłaci. Potter błagał mnie, żebym cię odnalazł. Słyszysz? Potter prosił mnie o pomoc! Nagle zjawiasz się, mówisz mi, że urodziłaś dziecko i dalej chcesz się ukrywać! Nie pozwolę na to, do jasnej cholery! – zdenerwował się blondyn.
- Draco, zrozum mnie. Twój ojciec to szanowany członek magicznej społeczności, ja jestem zwykłą szlamą, która przypadkiem zaszła z nim w ciąże.
- Granger, rozumiem, że nie planowałaś tego dziecka, ale jeśli powiedziałabyś ojcu, na pewno podjąłby tę odpowiedzialność.
- Nawet jeśli przyjmie to dziecko, to wasze nazwisko zostanie zszargane, a wasz ród splamiony moją brudną krwią.
- Czy ty jesteś chora, Granger? Voldemort odszedł, Potter go zabił, pamiętasz? Wraz z Voldemortem zniknęły wszelkie uprzedzenia.
- Ale ludzie i tak będą gadać, Draco.
- Ludzie zawsze gadają, Granger.
Kobieta westchnęła głośno, spuszczając wzrok na swoje dłonie.
- Powiedz ojcu, Granger. On szaleje z niepewności. Nie ma pojęcia, dlaczego odeszłaś i gdzie się podziewasz. Rozmawiałem z nim zaraz po twojej ucieczce. Wiesz co mi powiedział? Powiedział mi, o wszystkich swoich uczuciach do ciebie. A z tego można wywnioskować tylko jedno. On cię kocha, Hermiono. Kocha cię, jak diabli.
- To nie możliwe. – wyszeptała. – Przecież Lucjusz… on nigdy by…
- A jednak. Zakochał się. I to w dodatku w tobie. Też w to nie mogłem uwierzyć. Ale naprawdę tak jest.
- I co? Spotkam się z nim i co, Draco? Co mu powiem?
- To, co powiedziałaś mnie.
- Nie, to nie jest najlepszy pomysł. Załatwię to, co chciałam załatwić i wracam do Albanii.
- A co z dzieckiem? Ma żyć bez ojca? – Draco złapał się ostatniej deski. – Każdemu chłopcu potrzebny jest ojciec!
- Harry dorastał bez ojca. – powiedziała cicho.
- I jest cholernie irytujący i ciągle pakuje się w kłopoty.
- Draco, proszę, przestań. Ja teraz odejdę. – wstała z fotela. – A ty wrócisz do swojego życia. Tylko musisz mi przysięgnąć, że nikomu nie powiesz o tym spotkaniu. A zwłaszcza Lucjuszowi.
- No dobra, obiecuję.
- Chcę Wieczystej Przysięgi.
Draco spojrzał na nią z zaskoczeniem.
- Potrzebny jest gwarant.
- Nie prawda. Dumbledore i Snape zawarli Wieczystą Przysięgę bez świadków. Podaj mi rękę, Draco.
Malfoy bardzo nie chętnie, lecz spełnił jej prośbę. Chwilę później mężczyzna był związany przysięgą, której złamanie oznaczało śmierć.
- Czy spotkamy się jeszcze? – zapytał mężczyzna.
- Mam nadzieję, że nie. – odpowiedziała i teleportowała się z powrotem na ulicę Pokątną. A gdy tam załatwiła wszystkie sprawy, szybko przeniosła się do Hogsmeade, aby odebrać swojego syna od hogwarckich skrzatów, gdzie go zostawiła na ten czas. Na szczęście obecny dyrektor Hogwartu, Minerwa McGonagall z chęcią pomogła Hermionie i również złożyła jej Wieczystą Przysięgę, że nikomu nic nie powie na temat spotkania z Granger.
Hermiona nigdy nie przypuszczała, że będzie musiała posunąć się do takich środków, aby zapewnić sobie spokój i również anonimowość.

Witajcie :) jak się miewacie? u mnie super! poza tym, że w czwartek mam egzamin zawodowy, ale później dwa tygodnie ferii, więc jest luzik ;P 

Czy u was też jest tak piekielnie zimno? :)

Pozdrawiam

Córka Ciemności <3

Informacje o Córka Ciemności

Jestem zielonooką brunetką, mającą wielkie marzenia - nie koniecznie możliwe do spełnienia ;)) lubię czytać książki i oglądać dobre filmy.... moją miłością jest Alan Rickman i Ian Somerhalder <33 uwielbiam wszystko co jest związane z Harrym Potterem i Pamiętnikami Wampirów xDD
Ten wpis został opublikowany w kategorii opowiadania/miniaturki. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Rodzina Lucjusza cz.I

  1. ~Rosisi ana pisze:

    Cudowna miniaturka. Bardzo mi się podoba. Jestem bardzo ciekawa jak skończy się ta historia. Nie mogę się już doczekać następnej części.
    Pozdrawiam gorąco Rosisi ana

  2. ~Eunika pisze:

    Interesująca część. Tylko to dziecko.. skąd sie wzięło? I czy na pewno rodzicami są oni, zakochani? Troche dziwnie obco Lucjusz brzmiał w tych wypowiedziach, jakby nie było takiej opcji..

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>