Rodzina Lucjusza cz.II

Dwa dni później
- Draco, czy sprawa Granger wciąż jest w toku? – zapytał Lucjusz, siedząc ze swoim synem w salonie w Malfoy Manor i popijając kawę.
Młody mężczyzna na moment zamarł z filiżanką kawy w dłoni. Następnie odchrząknął i powiedział.
- Tak, oczywiście.
- Wiecie coś?
- Zarejestrowaliśmy kilka dni temu użycie przez Hermionę magii.
- Jakieś konkretne zaklęcie?
- Teleportacja. – odparł Draco.
- Gdzie? – zainteresował się Lucjusz.
- Ulica Pokątna i Hogsmeade. Naturalnie już to sprawdziłem.
- I?
- Nikt nic nie wie. – rzekł, czując jak coś zaciska mu się w żołądku, przypominając o przysiędze.
- Kontynuowanie poszukiwań nie ma już sensu. – powiedział ponuro Malfoy Sr.
- Jest sens. – wyszeptał zachrypniętym i zduszonym głosem Draco.
- Co takiego? – Lucjusz zaczął się uważnie przyglądać synowi.
- Ja… – Draco chciał powiedzieć, że widział się z Hermioną, ale zgiął się w pół, czując zatrważający ból w brzuchu i klatce piersiowej.
- Co się dzieje? – Lucek zerwał się z fotela, w którym siedział.
- To nic… ja… widział… ona… – wysapał Dracon, kręcąc głową. – Przy… się… ga…
- Złożyłeś Wieczystą Przysięgę? – upewnił się Lucjusz. – Komu? Hermionie?
Draco jęknął przeciągle z bólu.
- Dobrze, nic nie mów. Spokojnie, Draco. – Lucjusz troszkę spanikował.
- …psięga… Her… iona… uciekła… Al… nia…
- Alnia?
- Al… bnia.
- Albania… – mruknął Lucek.
I w tym momencie Draco stracił przytomność, Lucjusz szybko chwycił różdżkę i zaczął rzucać klątwy przywracające życie. Jednak gdy to nic nie dało, wezwał magomedyków, którzy szybko się zjawili.
- Co mu się stało? – zapytał jeden z medyków.
- Złamał Przysięgę Wieczystą. – wyszeptał Lucjusz.
- Co zrobił? – zdziwił się lekarz, wlewając Draconowo do ust jakiś eliksir, następnie machając nad nim różdżką, podał kolejny.
- Czy on będzie żył? – zapytał Malfoy Sr., lecz odpowiedziało mu milczenie. – Czy mój syn będzie żył?! – wydarł się Lucjusz.
- Proszę się uspokoić, panie Malfoy. Robimy wszystko, aby przeżył. – usłyszał tylko tyle. Zawiedziony i smutny mężczyzna usiadł na ziemi, ukrywając twarz w dłoniach. Draco umierał przez niego. Bo on zakochał się w kobiecie, która wymogła na jego jedynym dziecku Wieczystą Przysięgę.
Godzinę później, podczas której Lucjusz został wyrzucony przez lekarzy z pomieszczenia za zbytnie histeryzowanie, magomedycy wreszcie pozwolili mu wejść do syna.
Był przytomny, lecz strasznie osłabiony.
- Draco. – wyszeptał Malfoy Sr.
- Musiałeś wiedzieć. – odparł zduszonym, chrypiącym głosem.
- Nie za taką cenę.
- Ona cię kocha. – powiedział i zaniósł się kaszlem.
- Nic już nie mów. Kocham cię, synu. Nie powinieneś był tak ryzykować.

Po dwóch tygodniach Draco wrócił do życia. Do pracy, do codzienności. W przeciwieństwie do swojego ojca, który kolejny dzień z rzędu siedział zamknięty w swojej rezydencji.
Draco nie potrafił tego zrozumieć. Lucjusz kocha Hermionę. Hermiona kocha Lucjusza.
Ale ona ucieka, a kiedy Draco niemal traci życie wyjawiając ojcu, gdzie jest jego ukochana, on nawet jej nie zaczyna szukać.
Dlaczego, do jasnej cholery, ci dwoje tak sobie komplikują życie?
Malfoy westchnął ciężko, próbując skoncentrować się na wypełnianiu dokumentów.
Jednak w pewnym momencie podjął decyzję.
Poszedł do swoich pracowników i powiedział.
- Granger jest w Albanii. Chcę poznać jej konkretny adres. Natychmiast się tym zajmijcie. – po jego słowach aurorzy od razu wzięli się do roboty, a Malfoy wrócił do swojego gabinetu.
Skoro ojciec i Hermiona nie potrafią się dogadać, to ja im w tym pomogę. – pomyślał, uśmiechając się sam do siebie.

Kolejnego dnia Draco przemierzał korytarze Ministerstwa, ściskając w dłoni kartkę z adresem Hermiony. Na początku chciał sam się do niej teleportować, ale szybko uznał, że to głupi pomysł. Dlatego najpierw postanowił wybrać się do Malfoy Manor.
- Ojcze! – zawołał, wchodząc do dworu. Jednak nikt mu nie odpowiedział, zamiast tego obok niego pojawił się skrzat.
- Pan Malfoy jest teraz w swoim gabinecie, paniczu Draco.
Mężczyzna skinął głową i ruszył do swego ojca.
Wszedł do gabinetu bez pukania, podszedł do biurka, za którym siedział Lucjusz i położył przed nim kartkę.
- Co to jest? – zapytał Malfoy Sr.
- Znalazłem Granger.
Lucjusz szybko spojrzał na syna, a następnie przeczytał adres na kartce, przez moment wyglądał na rozchwianego, jakby się zastanawiał, czy iść do niej, czy nie, lecz sekundę później zniknął z cichym pyknięciem.

Lucjusz stał przed malutkim domkiem. Trochę niepewnie zbliżył się do drzwi i zapukał. Otworzyła mu starsza kobieta, na początku patrzyła na niego ze zdumieniem, a następnie jakby coś w jej spojrzeniu się rozjaśniło.
- Dzień dobry. – powiedział Malfoy. – Szukam Hermiony Granger.
- Tak, tak, naturalnie. – odparła, kiwając głową. – Niech pan wejdzie, zawołam ją. Proszę się rozgościć. – dodała i zniknęła za jakimiś drzwiami.
Lucjusz spojrzał krytycznie na pomieszczenie. Było malutkie. Stała tutaj stara sofa i dwa zniszczone fotelu, na małej szafeczce było radyjko, które cicho brzdąkało. Mężczyzna pomyślał, że musi tutaj wyglądać komicznie. Podejrzewał, że jego skarpetki były droższe niż wszystkie meble w tym pomieszczeniu.
W tym momencie starsza kobieta wróciła z tacą i dwiema filiżankami herbaty.
- Hermionka zaraz do pana przyjdzie. Pomyślałam, że przygotuje coś do picia.
- Dziękuję. – powiedział Lucjusz, zaczynając się niecierpliwić.
- Proszę siadać. – powiedziała kobiecina.
Lecz nim Lucek zdążył to zrobić do saloniku weszła Hermiona.
Była tak samo piękna, jak wtedy gdy go zostawiła. Patrzył w jej brązowe oczy, szukając w nich odpowiedzi na wszystkie swoje pytania.
- Lucjusz… – wyszeptała Granger, powoli się do niego zbliżając. Pozwolił jej, aby położyła dłoń na jego policzku, widział jak łzy gromadzą się w jej oczach.
- Dlaczego zniknęłaś? – zapytał cicho.
- Musiałam.
- Dlaczego? – warknął. Odsunęła się od niego gwałtownie.
- Wydarzyło się coś niespodziewanego. Nie mogłam dłużej zostać.
- Mogłaś mi chociaż powiedzieć, że odchodzisz! – zawołał.
- Nie wiedziałam jak. – odparła cicho.
- I postanowiłaś zamieszkać w tej melinie razem z jakąś starą kobietą? – zapytał, spoglądając w miejsce, gdzie wcześniej stała starsza pani, jednak jej już nie było. Lucjusz nawet nie wiedział, kiedy wyszła.
- Ona bardzo mi pomogła.
- W czym ci pomogła?
Hermiona odwróciła wzrok, a między nimi nastapiła dłuższa cisza. Lucjusz podszedł do Granger, łapiąc jej podbródek i unosząc jej głowę, zmuszając tym samym, aby na niego spojrzała.
- Zadałem ci pytanie.
- Ja byłam w ciąży.
Puścił ją gwałtownie, patrząc z niedowierzaniem.
- To był powód twojego odejścia? – zapytał chłodnym tonem.
- Tak.
- Czyje to dziecko?
- Lucjuszu… – wyszeptała.
- Czyje?! – wrzasnął.
- Twoje, oczywiście, że twoje. – wyszlochała.
- Nie rozumiem zatem. Odeszłaś ode mnie, nosząc moje dziecko pod sercem? I nic mi o tym nie powiedziałaś? Myślałaś, że nie podejmę tej odpowiedzialności? Jestem honorowym człowiekiem! Kochałbym to dziecko, tak samo jak kocham ciebie! – ryknął. – Już nie pamiętasz, jak dobrze nam było razem? Nie pamiętasz tych wszystkich chwil razem spędzonych? A może tak naprawdę nic dla ciebie nie znaczyłem? W końcu jestem tylko starym Śmierciożercą… – chciał coś jeszcze powiedzieć, jednak Hermiona przerwała mu.
- Czy pamiętam te chwile, które razem spędziliśmy?! -wykrzyknęła. – Czy je pamiętam?! Tak, pamiętam. Pamiętam każde spojrzenie w oczy, pamiętam każdy dotyk twoich dłoni i doskonale pamiętam smak twoich ust! – wykrzyczała z oczami pełnymi łez. – Jak śmiesz mi zarzucać, że to nic dla mnie nie znaczyło?! – zamilkła na moment, patrząc mu w oczy. – Znaczyłeś dla mnie wszystko. Byłeś wszystkim, co miałam i co chciałam mieć. – wyszeptała, a on przyglądał się jej tylko w milczeniu. – Więc nie mów mi, że jesteś starym Śmierciożercą, bo dla mnie jesteś wszystkim! – wrzasnęła, uderzając pięściami w jego tors.
Złapał jej dłonie i przytrzymał mocno, zatrzymując uderzenia.
Następnie pocałował jej jedną rękę, a później drugą.
- Tęskniłem za tobą. – szepnął, zgarniając ją w swoje objęcia. Wtuliła się mocno w niego. – Chłopiec czy dziewczynka?
- Chłopiec. – powiedziała cicho.
- Czy mogę go zobaczyć?
- Oczywiście.
Hermiona złapała go za rękę i pociągnęła w kierunki jakiś drzwi. Za nimi mieścił się maluki pokoik, gdzie stało tylko dziecięce łóżeczko.
Malfoy podszedł bliżej i ujrzał piękną, odrobinę różową główkę, na której była kępka blond loczków. Dziecko miało malutki nosem, kształtne usteczka i ostry podbródek, który cechował tylko Malfoy’ów. W tej samej chwili chłopiec otworzył oczka i Lucjusz spojrzał w tak samo błękitne tęczówki, jak te które należały do Draco.
Mężczyzna uśmiechnął się lekko, schylając się i biorąc w ramiona chłopczyka.
Od razu przypomniał sobie, jak pierwszy raz podniósł Dracona.
- Jest bardzo podobny do ciebie. – wyszeptała Hermiona.
- Nie… – mruknął Lucjusz. – Bardziej przypomina mi Draco. To dzięki niemu cię odnalazłem.
Po tych słowach Hermiona zbladła.
- Draco powiedział ci, gdzie jestem?
- Tak, prawie przepłacił to życiem.
- Prawie? – szepnęła.
- Uzdrowicielom udało się go uleczyć.
- Dzięki Merlionowi.
Lucjusz odłożył chłopca do łóżeczka.
- Wrócisz ze mną do Londynu?
- Jeśli wciąż mnie kochasz i jeśli tego chcesz.
- Kocham cię i bardzo tego chcę.
- Więc wrócę. – wyszeptała, składając na jego ustach nieśmiały pocałunek, który Lucjusz natychmiast pogłębił, zmieniając go w długi i namiętny.

Tego samego dnia Hermiona wraz z dzieckiem i Lucjuszem przeniosła się do Malfoy Manor. Zastali tam Dracona.
Granger jak tylko go zobaczyła rozpłakała się.
- Przepraszam. Nie powinnam była wiązać cię przysięgą. Przepraszam, Draco, prawie cię zabiłam.
- Ale żyję. – rzekł Malfoy Jr. – A teraz chcę poznać brata.
Lucek pokazał mu chłopczyka.
- Jak ma na imię? – zapytał Draco, biorąc dziecko na ręce.
- Anthony.
- Cześć, Tony. Jestem twoim starszym bratem. – powiedział, uśmiechając się do chłopca, który wesoło gawędził.
Lucjuszowi na ten widok oczy zaszły łzami, co oczywiście szybko ukrył.
- Do twarzy ci z dzieckiem. – zaśmiała się Hermiona.
- Dzięki, mamo. – mruknął Draco.
- Ej! Ale bez takich! – i obydwoje zaczęli się śmiać.
- Hermiono… – zaczął Lucjusz. -… czeka cię dzisiaj jeszcze jedno spotkanie.
- Tak, wiem.
- Skontaktuje się z Potterem i Weasleyem, ściągnę ich tutaj.
- Dziękuję. – powiedziała, przytulając go krótko.

Hermiona i Draco siedzieli na sofie, mężczyzna trzymał w ramionach małego blondynka, kiedy do pomieszczenia wszedł Lucjusz wraz z Ronem i Harrym.
- Hermiona! – zawołali jednocześnie.
- Cześć. – szepnęła.
- Gdzie byłaś?
- Tak długo cię szukaliśmy.
- Czemu zniknęłaś?
- I dlaczego spotykamy się właśnie w Malfoy Manor? – Ronald zadał kluczowe pytanie.
- Wszystko wam wyjaśnię i nie będę zła, jeśli nigdy więcej się do mnie nie odezwiecie.
- Ale o czym ty mówisz, Mionka? – zdziwił się Harry.
- Rok temu, kiedy zniknęłam, byłam w związku z Lucjuszem.
Ron zmarszczył gniewnie brwi.
- A więc to przez niego wyjechałaś! – zawołał.
- Nie, Ron, to nie jego wina. To była moja decyzja. Lucjusz, tak samo, jak wy, szukał mnie. Nie miał pojęcia, dlaczego odeszłam i gdzie się ukrywam. A powodem mojego odejścia był Anthony.
- Anthony? Kim, do cholery, jest Anthony? – zdumiał się Potter.
- To jest Anthony. – powiedział Draco, wstając z sofy.
Oczy Rona i Harry’ego rozszerzyły się w zdziwieniu.
- Hermiono, czy to dziecko jest…
- Moje? Tak, to syn mój i Lucjusza.
- O ja pierr… – i to było tylko tyle, co powiedział Weasley, bo sekundę później zemdlał.
- Cudownie. – westchnął Lucek. – A potem mnie oskarży o usiłowanie morderstwa.
Draco na słowa ojca parsknął śmiechem.
- Hermiona… syn… Malfoy… – wyjąkał Potter. – Muszę się napić. – stwierdził, opadając na fotel.
Malfoy Jr. podał dziecko Granger i podszedł do barku, aby nalać Ognistej dla siebie, Potter’a i dla ojca.
- Nie rozumiem. – westchnął Harry z wdzięcznością przyjmując alkohol od Dracona.
- A co tu rozumieć? – warknął Lucjusz. – Ja kocham Granger, ona mnie. Mamy syna.
- Oh… Ahh… Aha. – wymamrotał Wybraniec.
- Harry, wiem, że niespodziewałeś się tego. Ja również. Nigdy nie sądziłam, że zakocham się w arystokracie, który przez długi czas nienawidził mnie za samo moje pochodzenie. Nie sądziłam również, że owy arystokrata pokocha mnie. Była to bardzo dziwna i niepewna miłość, którą chcieliśmy ukryć przed całym światem, ponieważ wiedzieliśmy, że kiedy wszyscy się dowiedzą, rozpęta się piekło. Ja zostanę poniżona, a Lucjusz oskarżony o uwiedzenie przyjaciółki Wybrańca. Nie chcieliśmy tego. Jednak nasze uczucie było coraz gorętsze, aż powstał owoc tej miłości. Kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, musiałam odejść. Nie mogłam pozwolić, aby nazwisko Lucjusza zostało zszargane. Za bardzo go kochałam, żeby wystawić go na bezpodstawne oskarżenia, które na pewno by padły. Dlatego wyjechałam do Albanii nikogo o tym nie informując. Parę miesięcy po moim odejściu urodził się Anthony. Zamieszkałam z pewną starszą kobietą, która bardzo mi pomagała w trakcie ciąży, jak i już po porodzie. Jednak z czasem zaczęło mi brakować pieniędzy, a Gringott nie chciał mi ich wysłać, więc musiałam wrócić do Londynu i osobiście wypłacić galeony. Na Pokątnej spotkałam Dracona.
- Zabrałem ją do swojego mieszkania, chciałem się czegokolwiek dowiedzieć o jej ucieczce i wreszcie mi opowiedziała. Ale na koniec związała mnie Wieczystą Przysięgą. – wtrącił Malfoy Jr.
Hermiona pokiwała głową, patrząc na niego ze smutkiem.
- Draco złamał przysięgę, prawie tracąc przy tym życie. – wyszeptała. – Powiedział Lucjuszowi, gdzie jestem, a on przybył do Albanii i nie chciał wracać do Anglii beze mnie.
- Ja… Hermiono… Nie wiem, co powiedzieć.
- Nic nie mów, Harry. Tylko nie chcę tracić przyjaciela.
- Nigdy. – odparł i przytulił przyjaciółkę. Następnie westchnął i dodał. – Wezmę Rona i wszystko mu opowiem, jak już dojdzie do siebie.
- Dziękuję, Harry. – szepnęła, a jej przyjaciel lewitował swojego kumpla do na zewnątrz, aby móc się z nim aportować.
Hermiona tuliła syna do piersi, kiedy podszedł do niej Lucjusz i objął ich oboje. Draco przyglądał się tej scenie z uśmiechem. Jego ojciec w końcu był szczęśliwy. Pierwszy raz od wojny.

6 dni później.
- … tak więc, oficjalnie mam przyjemność przedstawić państwu moją narzeczoną, Hermionę Granger oraz moich synów. Dracona oraz Anthony’ego. – Lucjusz wraz z całą swoją rodziną stał na podium w Ministerstwie Magii i przed wszystkimi pracownikami tej korporacji oraz przed dziennikarzami, przedstawiał trzy najważniejsze osoby w jego życiu.
A co do tego, jak bardzo Lucjusz ich kochał, nikt nie miał wątpliwości, gdyż czuły uśmiech, który pojawiał się na ustach arystokraty, kiedy tylko patrzył na swoją rodzinę, wyrażał więcej niż słowa…

 

Córka Ciemności <3

Informacje o Córka Ciemności

Jestem zielonooką brunetką, mającą wielkie marzenia - nie koniecznie możliwe do spełnienia ;)) lubię czytać książki i oglądać dobre filmy.... moją miłością jest Alan Rickman i Ian Somerhalder <33 uwielbiam wszystko co jest związane z Harrym Potterem i Pamiętnikami Wampirów xDD
Ten wpis został opublikowany w kategorii opowiadania/miniaturki. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Rodzina Lucjusza cz.II

  1. ~Malgo pisze:

    Krytyk literacki… Tylko na tyle Cię stać? :P

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>