Powinienem już iść

Powinienem już iść
To nie jest moje miejsce
Powinienem już iść
Nie chcesz mnie tutaj
Powinienem już iść
Nie potrzeba ci mnie
Powinienem już iść
To jest mój czas
Tak, na mnie już pora.

Nie chcę widzieć
W Twoich oczach łez
Nie chcę widzieć
Twego tęsknego spojrzenia
Nie chcę wiedzieć
Czy jeszcze Kochasz mnie.

To jest mój czas
Tak, na mnie już pora.

 

Witajcie, kochani. Jak żyjecie? Rzadko się tutaj pojawiam, za co przepraszam. Jutro już jest Wigilia, więc chcę wam życzyć smacznego karpia, dużo prezentów i szczęścia oraz świąt spędzonych w rodzinnym gronie :) 

Pozdrawiam was serdecznie i mocno ściskam

Córka Ciemności <3

Opublikowano opowiadania/miniaturki | Skomentuj

Iskra miłości

Pewnego wieczoru w dzień powszedni
Młoda kobieta przy oknie stanęła
I patrząc w ciemność bezgwieździstą kochaną być zapragnęła.
Lecz nie przez byle mężczyznę,
Ona chciała miłości tylko od
Wysokiego i przystojnego
Blondyna ciemnego o oczach piwnych z drobinkami złota błyszczącymi.
Którego uśmiech powodował, że miękły kolana i oddech przyśpieszał
Serce mocniej bić zaczynało, gdy jego spojrzenie na nią się kierowało.
I nagle świat wirował bezlitośnie
Nagle słów jej brakowało
Nagle oczy łez nabrały
Gdy zrozumiała, że nie jest jej przeznaczeniem być miłością jego życia
Mogła go tylko kochać ze smutnego ukrycia.
Więc nastąpiła w niej zmiana
Zmusiła się do skrywania wszystkiego
I tylko w czeluściach jej człowieczeństwa malutka iskierka się tliła
Która samotnymi nocami przyczyną jej płaczu była.

Córka Ciemności <3

Opublikowano opowiadania/miniaturki | Skomentuj

Rodzina Malfoy

Kochana mamo,
Czy pamiętasz, jak mówiłaś mi przed wyjazdem do Hogwartu, że jak pojawi się jakiś chłopak to żeby pisać do ciebie, a nie do taty? Więc piszę. I myślę, że twoja rada była bardzo dobra, bo jak tata się dowie, kto mi się podoba, to najpierw zamorduje jego, a następnie mnie.
Trochę się boję, że ty też możesz mieć coś przeciwko, no bo on jest trochę starszy ode mnie. Nie to, że jakoś bardzo, bo przecież bywają pary między którymi są bardzo duże różnice wieku. W każdym razie pewnie się już domyślasz, że to nie jest już uczeń. Ale zaskoczę cię jeszcze bardziej. To nauczyciel. Jest w twoim i taty wieku. No i eee… z tego, co wiem to tata się z nim kiedyś przyjaźnił, ale potem on wyjechał do pracy za granicę, ale w tym roku wrócił, żeby zacząć nauczać Zaklęć w Hogwarcie. No dobra, ale nie przedłużam, bo pewnie umierasz z ciekawości, w kim się zakochałam. I wiem, że jestem w szkole dopiero tydzień, ale on jest wspaniały i od razu między nami zaiskrzyło.
Pamiętasz Blaise’a Zabiniego? Jesteśmy parą.
Przygotuj jakoś na to tatę. Tylko nie mów mu wprost, bo padnie na zawał.
Twoja cudowna córka
Rose Malfoy

Panna Malfoy zamyśliła się na moment, a następnie wzięła drugi pergamin i zaczęła kreślić kolejne słowa.

Kochany tato,
Czy pamiętasz, jak mówiłeś mi przed wyjazdem do Hogwartu, że jak ktoś będzie mi dokuczać to mam się z tym zwrócić do ciebie, a nie do mamy, bo ona jest zbyt gryfońska? No to się zwracam. Nazywa się Dominic McMillan i jest z Hufflepufu. Chyba się we mnie zakochał. I cały czas łazi za mną i ciągle gdzieś zaprasza. On nie rozumie, że nie jestem zainteresowana?! Już trzy miliony razy mówiłam mu, żeby spadał, ale on jest strasznie natrętny.
Czy możesz mi poradzić w jaki sposób mogę go skrzywdzić i nie dostać przy tym szlabanu?
I może lepiej nie wspominaj o tym mamie.
Twoja cudowna córka
Rose Malfoy

Siedemnastolatka westchnęła ciężko i zabrała się za pisanie kolejnego listu. Jej życie zawsze było podzielone między mamę, a tatę.
Rose postanowiła najpierw wysłać list do mamy, następnie do taty i dopiero za jakieś dwie, może trzy godziny wysłać wspólny list.

Tymczasem z Malfoy Manor, Draco siedział w swoim gabinecie, przeglądając jakieś dokumenty z Ministerstwa i popijając kawę. Nagle usłyszał pukanie do szyby, zauważywszy sowę, wpuścił ją. Ptak zostawił list i odleciał.
Mężczyzna, czytając list zmrużył gniewnie oczy. Jakiś pieprzony Puchon ugania się za jego córką?! Ohh… nie ma tak dobrze. Ona zasługuje na najlepszych, a nie na jakiś ciapowatych kretynów. Więc szybko odpisał swojej ukochanej córce, dając jej parę rad, jak skutecznie i definitywnie się pozbyć się chłopaka.
W tej samej chwili Hermiona siedziała w bibliotece i czytała list, który przysłała jej córka. Kobieta westchnęła ciężko, wiedząc, że Rose jest strasznie uparta i jeśli chce być z Zabinim to z nim będzie, bez względu na wszystko. Tylko jak jej biedna matka ma teraz delikatnie przygotować porywczego Dracona Malfoy’a na to, że jego jedyna, ukochana córka, która była jego oczkiem w głowie i całym jego światem, zamierza związać się z mężczyzną, który jest kilkanaście lat starszy od niej i w dodatku za czasów szkoły był najlepszym przyjacielem Draco?
Parę godzin później, kiedy państwo Malfoy zasiedli do kolacji, do okna zapukała sowa. Przyszedł kolejny list. Hermiona rozwinęła go i zaczęła czytać na głos.

Kochani rodzice,
Piszę do was w imieniu mojego głupiego braciszka, a waszego 11-letniego syna – Tristiana, gdyż on boi się was poinformować do jakiego domu się dostał.
HA HA HA!
Dostał się do Ravenclawu.
Ja oczywiście, jako wzorowa Ślizgonka, nie mam zamiaru spoufalać się z tym kujonem, więc nawet nie proście o to, żebym mu pomagała w czymkolwiek.
Mamy nowego nauczyciela Zaklęć, nazywa się Blaise Zabini. Czy to nie twój były przyjaciel, tato?
Jest cudowny!
To znaczy, cudownie uczy i takie tam.
W każdym razie miałam u niego już dwa szlabany, ale spokojnie, chciał tylko porozmawiać, bo bardzo się zdziwił, kiedy dowiedział się czyją córką jestem. Powiedział, że jeszcze w szkole, wy drodzy rodzice, nienawidziliście się i pytał, jak to się stało, że się zeszliście. Niestety nie mogłam mu na to odpowiedzieć, bo sama tego nie wiem.
Powiedział też, że z chęcią by się z wami spotkał, więc wpadniemy na obiad za dwa tygodnie w sobotę, bo wtedy jest wyjście do Hogsmeade i nikt nie będzie się czepiał, jak znikniemy ze szkoły na parę godzin.
Aha, i zapomniałam wam powiedzieć wcześniej, ale wasz syn zakolegował się z jakimiś dziwakami z Hufflepufu. Lepiej coś z tym zróbcie i powiedzcie temu kretynowi, że udawał, że mnie nie zna. Mam serdecznie dosyć, kiedy drze się za mną na korytarzach.
Wasza wspaniała i jedyna córka
Rose Elizabeth Cathrina Malfoy

- Zabini uczy w szkole? – zdziwił się Draco.
- Na to wygląda.
- Nigdy bym się tego po nim nie spodziewał.
- Ja również. – odparła z uśmiechem Hermiona, postanawiając, że od razu poruszy temat, o którym we wcześniejszym liście wspomniała Rose. – Draco, co sądzisz o związkach w których jest spora różnica wiekowa?
- Nie obchodzą mnie inne związki, poza naszym.
- No tak, ale co o takich sądzisz?
- Nie wiem, nigdy nie zwracałem na to uwagi. Ale jeśli ludzi się kochają, to czy jakieś tam cyferki mają znaczenie?
- Uważam podobnie. A co byś zrobił, gdyby Rose związała się z kimś starszym?
- Jakie związała? Z kim? Rose ma kogoś? Urwę chłopakowi jaja za to, że choćby tknął moją córeczkę! – zdenerwował się mężczyzna.
- Spokojnie, kochanie, tak tylko pytałam.
- Więc Rose nie ma chłopaka?
- Nic mi o tym nie wiadomo, kochanie. A teraz już się tak nie denerwuj, chodźmy do sypialni to się trochę zrelaksujesz.
Oh cholera, to będzie ciężkie. – pomyślała Hermiona.

W końcu nadeszła sobota, kiedy Rose i Zabini mieli się zjawić w Malfoy Manor na obiedzie. Hermiona tego dnia była po prostu przerażona. Niemal codziennie próbowała przygotować Dracona do tego, że Rose przecież w końcu się zakocha i Draco nie będzie mógł zabić tego chłopaka, nawet jeśli jest niemal 20 lat starszy od jego ukochanej córeczki. Hermiona wraz z mężem siedzieli na tarasie oczekując przybycia swoich gości. W pewnym momencie usłyszeli trzaskanie drzwiami, a następnie krzyk.
- Mamooo?! Jesteśmy!
- Nie da się ukryć. – powiedziała kobieta do Draco, udając się do domu. Malfoy powlókł się za nią.
- Blaise! – zawołał blondyn na widok starego przyjaciela.
- Cześć, Draco. – zaśmiał się Zabini. – Ile to już lat, stary?
- Oj, dużo.
W czasie kiedy mężczyźni się witali, Rose odciągnęła matkę na bok.
- Przygotowałaś go?
- Skarbie, próbowałam, naprawdę próbowałam. Ale twój ojciec to bardzo trudny przypadek.
- Coś o tym wiem. – westchnęła dziewczyna. – Ale i tak zamierzam mu dzisiaj powiedzieć o nas.
- Tylko zrób to delikatnie. Nie chciałabym patrzeć na to, jak Draco na wieść o twoim związku, dostaje ataku serca.
- Spokojnie, mamo, jemu nic nie będzie. Bardziej bym się martwiła o Blaise’a. Mam nadzieję, że ojciec go nie zamorduje.
- Marne nadzieje. – stwierdziła Hermiona, a następnie obie wróciły do mężczyzn i wszyscy razem udali się do jadalni, gdzie czekał już gorący obiad.

Draco i Blaise podczas obiadu wspominali stare czasy, a pani rzucały sobie nerwowe spojrzenia. Kiedy wreszcie pojawił się skrzat, podając deser, Rose postanowiła się odezwać.
- Tato?
- Tak skarbie?
- A jak się dzisiaj czujesz? – postanowiła najpierw go sprawdzić.
- W porządku. Od kiedy to się przejmujesz moim stanem zdrowia? – zaśmiał się Draco.
- Od kiedy muszę powiedzieć ci coś bardzo ważnego.
Malfoy natychmiast spoważniał.
- Co się stało?
- Nooo jest taka sytuacja, że…
- Ktoś ci coś zrobił w szkole?
- Co? Nie.
- Na pewno? Jeśli ktoś choćby cię tknął wbrew twojej woli, to go zamorduję.
- Wiem, tatusiu. A jeśli ja chcę żeby ktoś mnie tykał?
- Co to ma znaczyć?
- Mam chłopaka, tato.
Draco milczał przez długą chwilę.
- Hermiona? Wiedziałaś o tym?
- Skąd? Przecież wszystkie listy, które dostaje od naszej córki, otwieramy wspólnie. – odpowiedziała kobieta.
- Kto to jest?
- Ale nie denerwuj się, tato.
- Ja się nie denerwuje.
- Nie, wcale.
- Rose! – krzyknął. – Nie wyprowadzaj mnie z równowagi!
- Ale ja nic nie robię! Chciałam ci tylko powiedzieć, że mam chłopaka!
- On chce cię tylko wykorzystać! – wrzasnął Malfoy.
- Nie prawda! Blaise mnie kocha i jesteśmy razem szczęśliwi!
- Szczęśliwi. – parsknął Draco. – Teraz jesteście szczęśliwi, później on cię skrzywdzi i będziesz chciała, żebym ja skrzywdził jego!
- On nigdy mnie nie skrzywdzi! – zawołała Rose.
- Zobaczymy, czy jest taki wspaniały, jakim go… – zaczął Draco i gwałtownie przerwał. – Chwileczkę. Powiedziałaś ‘’Blaise mnie kocha’’?
- Tak, tak właśnie powiedziałam.
- Jaka jest szansa, że nie chodzi o tego Blaise’a? – zapytał arystokrata.
- Nie ma takiej szansy. – odpowiedziała wyniosłym tonem Rose.
- Uwiodłeś ją. – wysyczał Draco, zwracając się do Zabiniego. – Uwiodłeś i omamiłeś MOJĄ MAŁĄ CÓRECZKĘ!!! – wrzasnął.
- Draco, uspokój się. – odezwała się Hermiona.
- Pozwól mi wyjaśnić. – dodał Blaise.
- Nie chcę tego słuchać. Nie sądziłem, że mi to zrobisz, Blaise. Myślałem, że mimo wszystko jesteśmy przyjaciółmi. – Malfoy wstał od stołu. – A ty, córko, bardzo mnie rozczarowałaś. – ruszył do drzwi.
- Smoku, nie wygłupiaj się, porozmawiajmy! – zawołał za nim Zabini. – Smoku!
Mężczyzna zatrzymał się.
- Tak zwracają się do mnie tylko przyjaciele. Ty nim nie jesteś. – i wyszedł.
Zabini spojrzał na Rose i dostrzegł, że jej oczy są pełne łez. Podszedł szybko do niej i ją przytulił.
- Pójdę za nim. – powiedziała cicho Hermiona i również opuściła pomieszczenie.
- Nie płacz, Rose. Skrabie, spokojnie. – mówił Blaise, tuląc do siebie dziewczynę.
- Nigdy nie powiedział, że jest mną rozczarowany. Nigdy. Zawsze mnie chwalił, a kiedy coś było nie tak to mi tłumaczył i wyjaśniał. A dzisiaj… rozczarowałam go. Nie chciałam tego robić. – szlochała.
- Spokojnie, nie płacz, proszę.

Tymczasem w sypialni państwa Malfoy, Draco wyżywał się na przedmiotach nieożywionych, kiedy do pomieszczenia weszła Hermiona i bez słowa po prostu przytuliła swojego męża.
- Uspokój się, Draco.
- Jak mam być spokojny? Blaise to najgorszy flirciarz i kobieciarz! A teraz jest z moją jedyną córką. On ją skrzywdzi, Hermiono. Skrzywdzi i zostawi. Zawsze tak robił.
- Właśnie, Draco ‘’robił’’, czas przeszły. Zabini się zmienił. Musiał się zmienić skoro nasza córka dostrzegła w nim kogoś więcej niż tylko nauczyciela.
- Ale ona jest taka młoda, nic nie wie o życiu.
- Jest bardzo do ciebie podobna, Draco. – powiedziała stanowczo kobieta, kładąc dłoń na policzku mężczyzny. – I nie mówię tutaj o jej blond włosach, błękitnych oczach, czy tych wspaniałych ustach. – przeciągnęła palcem po jego wargach. – Chodzi mi o jej charakter. Jest równie uparta i niecierpliwa, jak ty. I jeśli czegoś chce, zawsze to dostaje. Tak jak ty, Draco. A teraz nasza Rose chce być z Zabinim. Ona szanuje siebie i swoje uczucia. Nie pozwoli mu, żeby ją skrzywdził. Daj im szansę, Draco.
- Jak to jest, że zawsze wiesz, w jaki sposób mnie do czegoś przekonać?
- Ponieważ doskonale cię znam, skarbie. – odpowiedziała z uśmiechem, zbliżając swoją twarz do jego. Malfoy szybko to wykorzystał, całując ją długo i namiętnie. W tej samej chwili ktoś zapukał do drzwi ich sypialni.
- Proszę. – powiedziała Hermiona, odrywając się od ust Dracona, ale wciąż pozostając w jego objęciach.
- Mamo? – do pokoju wsunęła się Rose.
- Chodź, kochanie, śmiało. Blaise został w jadalni? – dziewczyna pokiwała głową, więc Hermiona kontynuowała. – Pójdę do niego, żeby nie siedział sam, a wy spokojnie porozmawiajcie. – i wyszła.
- Tato. – odezwała się cicho dziewczyna.
- Nie chciałem powiedzieć, że mnie rozczarowałaś. Byłem zły. Przepraszam. – powiedział Malfoy, a jego córka podbiegła do niego i mocno przytuliła.
- Kocham cię, tato. Przepraszam, że na ciebie krzyczałam, ale ja i Blaise kochamy się i chcemy być razem.
- Wiem. – westchnął Draco.
- Obiecuję, że on mnie nie skrzywdzi.
- Nie masz na to wpływu, Rose.
- Mam. Nie pozwolę mu, tato. A jeśli i tak to zrobi to wtedy ci o tym powiem i razem obmyślimy wspaniałą zemsty i jego długą śmierć w męczarniach. Obiecuję.
Draco roześmiał się.
- A ja obiecuję, że na pewno ci w tym planie pomogę.
- Czyli jak teraz wrócimy do nich to nie zamordujesz Blaise’a?
- Nie dzisiaj, córeczko. – powiedział wesoło Draco i razem skierowali się do jadalni, jednak nikogo tam nie zastali. Znaleźli Hermionę i Zabiniego dopiero w salonie, siedzieli na sofie i przeglądali jakąś książkę.
- A spójrz na to! – zawołała kobieta. – Czy nie wyglądają uroczo?
- Co robicie? – zapytał Draco.
- Oglądamy wasze zdjęcia. – odparł Blaise. – Wyglądałeś odjazdowo z niebieskimi włosami, stary, a ty, Rose zdecydowanie nie powinnaś robić takich min. – powiedział wskazując na jakieś zdjęcie.
- Hermiona!
- Mamo! – Draco i jego córka zawołali oburzeni. – Jak mogłaś mu to pokazać?
- No właśnie! – dodał Malfoy, ale kobieta tylko się roześmiała.
Wszyscy rozsiedli się w salonie, a skrzat przyniósł im herbatę i ciastka. Spędzili razem czas, rozmawiając i wspominając stare czasy.
- Jestem bardzo ciekaw, jak to się stało, że wy jesteście razem. – powiedział Zabini.
- Byłem nieustępliwy. – odparł Draco, patrząc na żonę z czułość.
- I za to go pokochałam. – dodała, cmokając męża w usta.
- Chciałabym poznać całą historię. – rzekła panna Malfoy.
- Kiedyś ci ją opowiemy.
- A czemu nie teraz? – zapytała błagalnie Rose.
- Bo to bardzo długa historia.
- Mamooo… – wyjęczała. – Prooooszę.
- W pełni popieram tę prośbę. – zaśmiał się Zabini.
Hermiona spojrzała na swojego męża, a on skinął głową.
- Jak za pewne wiesz, Blaise, ja i Draco odkąd tylko się poznaliśmy nienawidziliśmy się. Denerwowała mnie jego arogancja, egoizm i pewność swojej wyższości. Miał się za księcia tylko dlatego, że jego rodzina była jedną z najbogatszych w magicznych społeczeństwie.
Zabini parsknął śmiechem, a Rose patrzyła na matkę z niedowierzaniem. Nie mogła uwierzyć, że jej rodzice kiedyś się nienawidzili, przecież teraz są w sobie przez cały czas tacy zakochani.
- Mnie również wkurzało to, że jesteś taka przemądrzała, gadatliwa i najlepsza we wszystkim, czego się podejmujesz. Ale najbardziej denerwowało mnie to, że przyjaźnisz się z Potterem i Weasleyem. – powiedział Draco.
- O tak… doskonale pamiętam, jak wymyślał różne plany pozbycia się tych dwóch. Ale nigdy nie powiedział złego słowa o tobie, Hermiono. – wtrącił Diabeł.
- Na szóstym roku, pewnego dnia, późnym wieczorem wracałam z…
- Biblioteki. – zakończył za nią Draco i zaśmiał się, kiedy obrzuciła go zirytowanym spojrzeniem.
- I spotkałam Malfoy’a, kiedy próbował wejść do Pokoju Życzeń.
- Naprawiałem wtedy Szafkę Zniknięć dla Czarnego Pana. – mruknął blondyn.
- Tak, naturalnie zaczęliśmy się kłócić.
- Do tej pory nie mam pojęcia, czemu zaczęłaś na mnie wrzeszczeć.
- Byłam prefektem i było po ciszy nocnej, a ty sobie spacerowałeś po szkole. To niedozwolone.
- Oczywiście, kochanie. – wyszczerzył się.
- W pewnym momencie usłyszeliśmy hałas. To był pan Filch, szedł i wyzywał, że uczniowie nie są w dormitoriach. Ja będąc pochłonięta kłótnią z Draconem całkowicie zapomniałam o tym, że jestem prefektem i mam pełne prawo do przebywania na korytarzu po ciszy nocnej. Więc pozwoliłam mu, aby wciągnął mnie do Pokoju Życzeń. Kiedy tylko się tam zaleźliśmy z nieznanego nam powodu zaczęliśmy się śmiać. A później…
- A później odbyliśmy normalną rozmowę. – wtrącił arystokrata.
- Naszą pierwszą normalną rozmowę. – pokiwała głową Hermiona.
- A dalej ułożyło się dość dziwnie. Kiedy byliśmy wśród ludzi udawaliśmy nienawiść i pełną pogardę, ale kiedy przypadkiem spotykaliśmy się i byliśmy sami… – ucichł na moment, spoglądając na swoją żonę.
- Rozmawialiśmy i śmialiśmy się. W pewien sposób to nas zbliżyło do siebie. Po jakimś czasie zrozumiałam, jak wiele znaczą dla mnie te krótkie chwile spędzone z Draconem. Zrozumiałam, że ciągle o nim myślę i zastanawiam się, gdzie jest i co teraz robi.
- Miałem tak samo. – mruknął.
- Jednak tak naprawdę zrozumiałam, że go kocham, kiedy pod koniec szóstej klasy do zamku wtargnęli Śmierciożercy.
- Dlaczego akurat wtedy? – zapytał Blaise.
- Ponieważ gdy tylko dowiedziałam się, co się dzieje, nie pomyślałam od razu tak, jak zawsze, że muszę znaleźć Rona i Harry’ego, że muszę być z nimi w tej chwili. Moją pierwszą myślą było ‘’czy Draco jest bezpieczny?’’ – oczy Hermiony zaszkliły się, gdy wspominała ten moment.
- Byłem bezpieczny, ponieważ byłem ze Snapem. Zaraz po tym, jak on zabił Dumbledore’a na wieży astronomicznej, zabrał mnie z zamku. Chronił mnie, bo obiecał to mojej matce.
- O czym ja, oczywiście, nie wiedziałam. Bardzo się o niego martwiłam.
- Tak samo, jak ja martwiłem się, kiedy dowiedziałem się, że cała wasza trójka nie wróciła do Hogwartu na następny rok. Gdyby sam Potter nie wrócił, oczywistym by było, że po prostu się wystraszył i się schował. Ale nie. Ty, Weasley i Wybraniec poszliście sami na wyprawę, mającą na celu całkowite pozbycie się Czarnego Pana. – powiedział Draco z lekkim niedowierzaniem. Jego żona była taka odważna, on w życiu by się na coś takiego nie zdobył.
- Dumbledore zostawił nam zadanie, Draco. Musieliśmy znaleźć wszystkie horkruksy. – wytłumaczyła mu po raz kolejny.
Mężczyzna pokiwał głową.
- Martwiłem się o nią, jak diabli. Co prawda czasami pisaliśmy do siebie listy, ale raczej rzadko. Obydwoje musieliśmy zachować szczególną ostrożność. Ja ciągle byłem pod obserwacją ojca i Voldemorta, a Hermiona – Potter’a i Weasley’a.
- Na ostatecznej bitwie, szukałam go wszędzie. Wśród walczących i wśród zmarłych. – wyszeptała smutno. – Byłam przerażona tym, że mogę go już więcej nie zobaczyć. – Draco przytulił swoją ukochaną.
- Też jej szukałem. Spotkaliśmy się dopiero w Wielkiej Sali, gdzie Potter’owi udało się zabić Czarnego Pana. Pamiętam Weasley’a, który niemal cały czas był w twoim pobliżu i pamiętam, że prawie oddał za ciebie życie. Nienawidziłem go, że może być tak blisko ciebie, a ja nie. Ale w tamtej chwili dziękowałem Merlinowi, że był przy tobie i zasłonił cię własnym ciałem, w ostatniej chwili rzucając Protego.
- Podbiegłeś wtedy do mnie, ignorując krzyki twojego ojca, że musicie uciekać i nie zwracając uwagi na Rona, Harry’ego i innych, po prostu mnie pocałowałeś.
- Wszyscy byli zszokowani i oburzeni. – zaśmiał się Draco. – Nie mieli pojęcia, co się dzieje i dlaczego ty i ja się całujemy.
- Tak. – potwierdziła, posyłając mu uśmiech. – A później powiedziałeś, że mnie kochasz i że…
- Zawsze będę cię kochać. – zakończył za nią, składając na jej ustach czuły pocałunek. Następnie spojrzeli na swoją córkę i Blaise’a. Rose była cała we łzach, ciągle pociągała nosem i patrzyła na rodziców z delikatnym uśmiechem. Natomiast Zabini szczerzył się, jak głupi.
- Nie miałam pojęcia, że macie tak romantyczną historię. – powiedziała panna Malfoy.
- A mówi się, że Malfoy’e nie mają serca. – zaśmiał się Zabini.
- Mają ogromne serce, Blaise. – powiedziała Hermiona, również się uśmiechając.

Dwie godziny później, Blaise i Rose szli przez błonia Hogwartu, chcąc dostać się do zamku.
- Wyjaśniłaś sobie wszystko z Draco? – zapytał w pewnej chwili mężczyzna.
- Tak, tata jest wybuchowy, ale zrozumiał, że cię kocham.
- Oj tak, pamiętam, jak bardzo wybuchowy jest. – zaśmiał się.
- Ale wszystko będzie dobrze.

Tymczasem w Malfoy Manor.
- Widzę, że wrócił ci humor. – zauważyła Hermiona, na co Draco szeroko się uśmiechnął.
- Po prostu cię kocham. – odparł. – I naszą córkę również.
- A Blaise’a?
- Jego co najwyżej mogę lubić. On jest… – zaciął się na moment. – … jest moim przyjacielem.
- I chłopakiem Rose. – przypomniała mu kobieta.
- I chłopakiem Rose. – przytaknął. – Będzie z nim szczęśliwa. – dodał po chwili.
Hermiona podeszła do niego, zarzucając mu ręce na szyję i uśmiechając się.
- Kocham cię bardzo, wiesz? – szepnęła.
- Ja ciebie bardziej. – odparł również szeptem i wpił się w jej usta. – Ale przysięgam, że w wychowaniu naszego syna nie popełnimy żadnego błędu i będzie on miał dziewczynę w swoim wieku.
Po tym zdaniu oboje zaśmiali się głośno.

Jednakże Draconowi nie udało się dotrzymać słowa i 6 lat później, Tristian Malfoy przedstawił rodzicom swoją o 18 lat starszą dziewczynę. Draco przeszedł małe załamanie nerwowe, lecz jak zawsze u jego boku cierpliwie trwała Hermiona.
Jednak mimo wybuchów Malfoy’a i jego totalnego niezrozumienia, jak jego dzieci mogą się interesować starszymi od siebie osobami, po jego policzkach spływały łzy wzruszenia, kiedy na ślubie Rose i Blaise’a siedział w pierwszej ławce, trzymając swoją żonę za rękę i ciągle się uśmiechając. Tak samo, jak na ślubie Tristiana i jego małżonki, Stefani.
Draco mimo wszystko był szczęśliwy, bo lekarstwem na każdy jego smutek i zmartwienie była jego ukochana żona…

Córka Ciemności <3

Opublikowano opowiadania/miniaturki | Skomentuj

Życie Hermiony Granger

Hermiona Granger prowadziła bardzo żałosne życie i doskonale o tym wiedziała. Właśnie była umówiona na spotkanie ze swoją przyjaciółką – Ginny i jej narzeczonym Draconem Malfoyem.
Planowali ślub, na którym Hermiona miała być druhną honorową. Ginny i Draco spotykali się od zakończenie wojny, co wprawiło Granger w totalny szok. Ponieważ dziewczyna od dawna podkochiwała się w Malfoy’u, jednak nikomu o tym nie powiedziała, nawet Ginny. Więc jej przyjaciółka związała się z miłością jej życia, nie mając pojęcia o uczuciach Granger. Gin i Draco byli ze sobą już trzy lata i planowali ślub, który miał się odbyć za trzy miesiące. Dzisiaj mieli wybrać zastawę odpowiednią na wesele. Tak też Granger teleportowała się na Pokątną i szybko poszła pod sklep, przy którym się umówili. Ginny, Draco i Blaise Zabini, który był świadkiem blondyna, już na nią czekali.
- Cześć. – powiedziała, cmokając Weasley w policzek, przytulając Blaise’a, a Malfoy’owi po prostu podając dłoń. – Przepraszam za spóźnienie, zatrzymali mnie w pracy.
- Kolejny idiota, który potrzebuje prawnika? – zapytał Malfoy, przyglądając jej się.
- Coś w tym stylu. – mruknęła.
- Jakaś poważna sprawa? – zapytała Gin ze zmartwieniem.
- Obowiązuje mnie tajemnica służbowa.
- Oczywiście. Martwi mnie tylko, że wszystkie najgorsze sprawy przypadają właśnie tobie, Herm.
- W końcu jest najlepszym prawnikiem w całym magicznym społeczeństwie. – odezwał się Zabini.
- Wchodzimy? – zapytała Hermiona, chcąc zmienić temat. Granger pracowała w najlepszej magicznej kancelarii w Anglii, jako najlepszy prawnik. Wszystkie najgorsze, najbardziej skomplikowane sprawy trafiały właśnie do niej. Na samym początku swojej kariery wykazała się ogromnym zaangażowaniem, charyzmą oraz siłą woli i w ten sposób wygrała rozprawę, broniąc swojego klienta przed Azkabanem, a faktycznego sprawcę skazując na pocałunek dementora. Od tamtej rozprawy wszyscy wiedzieli, że Hermiona Granger jest groźnym przeciwnikiem w sądzie. Niektórzy adwokaci czasami nawet nie podejmowali się spraw, wiedząc, że Hermiona będzie po drugiej stronie.
Teraz jednak Hermiona nie była adwokatem, a przyjaciółką, która miała pomóc przy wyborze odpowiedniej zastawy.
- Ta jest ładna. Co tym sądzisz, Herm? – zapytała Ginny.
- Faktycznie ładna, ale nie za bardzo wzorzysta?
- Może masz rację. Coś prostszego i eleganckiego byłoby idealne.
Granger przez chwilę rozglądała się po sklepie, ale nic takiego nie zauważyła, natomiast Zabini podszedł do nich z talerzem.
- Co sądzicie o tym?
- Z klasą. – pochwaliła Hermiona.
- Proste i eleganckie. – mruknęła Gin, kiwając głową. – Draco, podoba ci się?
- Podoba mi się wszystko, co wybierzesz. – odpowiedział Malfoy, całując narzeczoną w usta, przez co Hermiona szybko odwróciła wzrok, skupiając się na widoku za szybą, czym zwróciła uwagę Blaise’a.
- Dobra, to ja złożę zamówienie. – odezwała się rudowłosa kobieta. – To pewnie chwilę zajmie, więc może idźcie do Dziurawego Kotła. Tam się spotkamy. – zarządziła i odeszła w stronę lady.
Hermiona szybko opuściła sklep, a Zabini i Malfoy podążyli za nią.
Kiedy już siedzieli przy stoliku w barze, podszedł do nich kelner.
- Na co mają państwo ochotę?
- Ja poproszę szklankę Ognistej Whiskey. – powiedział Draco.
- Dla mnie to samo. – dodał Blaise.
- A co dla pani? – zapytał mężczyzna, patrząc niepewnie na Hermionę.
- Wódkę z lodem. – powiedziała cicho, a mężczyźnie spojrzeli na nią zaszokowani, lecz zignorowała to.
- A więc co u ciebie, Hermiono? – odezwał się Zabini.
- W porządku. Tak jak mówiliśmy wcześniej, właśnie pracuję nad pewną sprawę, więc większość czasu spędzam w kancelarii.
- A tak prywatnie, co u ciebie? – Blaise sprecyzował swoje pytanie.
- Wspaniale. – odpowiedziała z wymuszonym uśmiechem.
- Masz kogoś? – nagle zainteresował się Draco.
- A czy żeby kobieta była szczęśliwa potrzebuje do tego mężczyzny?
- Ja uważam, że tak. – odparł Zabini. – A ty, Smoku?
- Mnie również się tak wydaje.
- Więc się mylicie. – powiedziała i wtedy przyszedł do nich kelner z zamówieniem, a sekundę po nim zjawiła się Ginny.
- Wszystko załatwione! – zawołała radośnie. – Co pijecie?
- Ognistą. – powiedzieli jednocześnie mężczyźni.
- A ty, Hermiono?
- Teraz już nic. – odpowiedziała, wypijając wszystko na raz. Draco i Blaise byli pod wrażeniem, nawet się nie skrzywiła. – Ale z przyjemnością napiję się tego samego ponownie! – zawołała do kelnera, unosząc delikatnie w górę kieliszek. Mężczyzna skinął głową i pobiegł przygotować zamówienie.
- Wszystko w porządku, Miona? – zapytała Ginny.
- Naturalnie. – odparła, a następnie skinęła głową kelnerowi, który przyniósł jej alkohol. Po raz kolejny wypiła wszystko na raz, nie krzywiąc się przy tym, a następnie rzuciła parę monet na stół. – Ja będę się już zbierać, mam sporo pracy.
- Dobrze, ale wiesz, że jeśli się coś dzieje, możesz do nas przyjść? Zawsze ci pomożemy.
- Oczywiście. – Draco potwierdził słowa swojej narzeczonej.
- Nic się nie dzieje. – odpowiedziała z dystansem. – Do zobaczenia. – dodała i opuściła bar.
- Coś jest nie tak. – stwierdziła Ginny, patrząc za przyjaciółką.
- Nie znam jej zbyt dobrze, ale też mi się tak wydaje. – zgodził się Malfoy.
- Zrobiła się taka… inna odkąd dowiedziała się o naszym ślubie.
- Myślisz, że to ma jakiś związek?
- Nie wiem. Może czuje się samotna?
- To ty jesteś jej przyjaciółką, Gin, nie ja. Ja nie mam pojęcia, co się z nią dzieje. – powiedział Dracon.
- Porozmawiam z nią. – zdecydowała Weasley.
- Ja to zrobię. – do rozmowy wtrącił się Blaise.
- Ty? – zdumiała się kobieta. – Myślisz, że tobie coś powie?
- Myślę, że mnie powie więcej, niż tobie.
- A to niby dlaczego?
- Dlatego, że ty jesteś jej przyjaciółką, planujesz ślub, masz masę innych rzeczy na głowie niż zajmowanie się nią, więc nie będzie chciała cię obciążać. A ja jestem tylko starym znajomym ze szkoły.
- Może masz rację. – stwierdziła w końcu Ginny. – Daj nam znać, jak się czegoś dowiesz.

Hermiona weszła do swojego gabinetu w kancelarii i ze złością rzuciła swoją torebkę na biurko. Coraz trudniej było jej przebywać w ich obecności. Nie może już patrzeć, jak się całują i przytulają, jacy są szczęśliwi. Kochała Malfoy’a, ale on kochał Ginny, więc ona nie mogła wchodzić między nich. Zależało jej na jego szczęściu, jednak była zbyt blisko. Potrzebowała zniknąć na jakiś czas i odpocząć. Westchnęła, siadając za biurkiem i wtedy rozległo się pukanie.
- Proszę.
To Amelia Stannis, sekretarka w kancelarii.
- Panno Granger, ma pani klienta.
- Dobrze, poproś go, Amelio.
Dobrze, że ktoś znów potrzebuje jej pomocy. Przynajmniej pracując, nie mogła sobie pozwolić na myśli o Malfoy’u.
Kiedy wyszła z kancelarii było parę minut po 22. Odetchnęła chłodnym powietrzem i spojrzała w niebo pełne gwiazd. Nie lubiła wracać do domu. To oznaczało pustkę, smutek, samotność.
Mimo to ruszyła spacerkiem w stronę mieszkania. Nie bała się chodzić po nocy sama, chociaż wielu uważało, że przydałaby jej się ochrona. Była świetnym prawnikiem i często stawała przeciwko jakimś gnojom, którzy życzyli jej jak najgorzej. Jednak ona się nie bała.
Tej nocy od razu wyczuła, że ktoś za nią idzie. Wsadziła rękę do kieszeni i zacisnęła palce na różdżce. Zatrzymała się i odwróciła. Ktoś stał kawałek dalej, jednak światło latarni było zbyt słabe, aby mogła go dostrzec, jednak zarys sylwetki wskazywał, iż jest to osobnik płci męskiej.
- Czego chcesz? – zapytała głośno, celując różdżką w mężczyznę.
- To ja, Hermiono.
- Blaise? – schowała różdżkę. – Czemu mnie śledzisz?
- Chciałem z tobą porozmawiać.
- Wybacz, ale nie mam czasu. – chciała go spławić.
- A co? Spieszysz się gdzieś? Chętnie ci potowarzyszę.
- Dobra, mów, o co chodzi. – zirytowała się.
- Ginny się o ciebie martwi.
- To niech przestanie, bo nie ma o co.
- Draco też.
Przez moment milczała.
- Nie obchodzi mnie to.
- A jednak. – mruknął Zabini.
- Przestaniesz bawić się w te dziwne gierki i powiesz mi wprost po co tu przyszedłeś?
- Odkąd zaczęły się przygotowania do ślubu, dziwnie się zachowujesz.
- Mam dużo pracy.
- Tak, to na pewno. – stwierdził.
- Co to miało znaczyć?
- A to, że zakopujesz się w robocie, aby o czymś zapomnieć lub czegoś się pozbyć. Ty mi powiedz, o co konkretnie chodzi.
- Nie twój interes. – burknęła, odwracając się i odchodząc.
- Hermiono! – zawołał za nią, ale nie zareagowała.
Naprawdę potrzebowała gdzieś wyjechać, odpocząć i zapomnieć. Jak najdalej od tego całego gówna.

Jej prośby zostały wysłuchane, gdyż kolejnego dnia w pracy, jej szef poinformował ją, że znalazła się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Morderca, przeciw któremu Hermiona kilka miesięcy temu występowała w sądzie, zbiegł z więzienia i teraz poluje na Granger, chcąc się na niej zemścić. Szef kobiety postanowił dać jej urlop i wręcz kazał jej wyjechać, mówiąc, że poinformuje ją, kiedy mężczyzna zostanie złapany i nic już nie będzie zagrażać jej życiu.
- Jak długo to może trwać? – zapytała Granger.
- Nie mam pojęcia, moja droga. Rozmawiałem z aurorami, ale oni kompletnie nie wiedzą, gdzie zbieg się podziewa, wiedzą natomiast, że na pewno chce się na tobie zemścić. Zostawił im wiadomość w celi.
- Ohh… no dobrze. Więc wyjadę, odwiedzę rodziców w Australii.
- Wspaniale Hermiono, jednak może lepiej nikomu nie podawaj konkretnego adresu. Tak będzie bezpieczniej.
- Tak jest, szefie.

Dwie godziny później Granger stała przed drzwiami domu, w którym mieszkali Ginny i Draco, w jednej ręce ściskała walizkę, a drugą dłonią pukała do drzwi, które otworzył jej Malfoy.
- Cześć, jest Ginny? – zapytała od razu.
- Nie ma, poszła do krawca, powinna wrócić za jakąś godzinę. Chcesz na nią poczekać? – odpowiedział blondyn, patrząc na jej walizkę.
- Nie mogę, nie mam czasu. Przekaż jej, że jest mi bardzo przykro, że jej nie zastałam i że nie mogę jej tego powiedzieć osobiście, ale nie mogę być jej druhną.
- Dlaczego? – zdziwił się Malfoy.
- Muszę natychmiast wyjechać i nie mam pojęcia kiedy wrócę.
- Ale co się stało? – zmartwił się.
- Parę miesięcy temu występowałam przeciw pewnemu mordercy. Przeze mnie został skazany na dożywocie, ale uciekł. Teraz mnie szuka, chce się zemścić. Muszę zniknąć na jakiś czas. Powiedz Ginny, żeby się nie martwiła i że przez jakiś czas nie będę się odzywać, żeby nie mógł mnie namierzyć. I przekaż jej, że przepraszam, jeśli nie będę na waszym ślubie.
- Hermiono, poczekaj, powoli. Gdzie wyjeżdżasz?
- Nie mogę ci powiedzieć.
- Ale… – zaczął, jednak przerwała mu.
- Muszę iść.
- No dobrze. – przyglądał jej się ze zmartwieniem i troską. – Uważaj na siebie.
Kiwnęła głową, wpatrując się w jego szare oczy, a następnie teleportowała się, zanim mógł zauważyć, jak łzy zaczęły spływać po jej policzkach.

Minęły dwa miesiące, a Hermiona wciąż się ukrywała, ponieważ aurorom nie udało się złapać zbiega. Nie mogli go w ogóle wyśledzić, natomiast on zdawał się iść tropem Granger, więc ta musiała się co chwilę przenosić w inne miejsce. Pierwsze trzy tygodnie spędziła u rodziców w Australii, ale wtedy dostrzegła, że zaczynają się dziać dziwne rzeczy, więc rzuciła masę zaklęć ochronnych na dom rodziców i sama przeniosła się do Kanady, nie chcąc ich jeszcze bardziej narażać. W Kanadzie spędziła tydzień, gdyż mężczyzna bardzo szybko ją wyśledził. Na dwa tygodnie udało jej się ukryć w Rosji, jednak i tam złapał jej trop. Następnie przeniosła się do Francji, ale tam spędziła również tylko dwa tygodnie i ledwo zdążyła uciec, gdyż zbieg spalił cały budynek łącznie z mieszkaniem, w którym się zatrzymała. Teleportowała się tak szybko, że odrobinę się rozszczepiła, jednak szybko to uleczyła dyptamem. Tydzień spędziła w Norwegii, kiedy morderca ją dopadł. Walczyła z nim, czując się jakby ponownie przechodziła przez wojnę z Voldemortem. Jej przeciwnik walczył doskonale, brakowało jej już sił, była pewna, że go nie pokona, dlatego w pewnym momencie poddała się. Morderca posłał w jej stronę serię klątw torturujących, po których Hermiona straciła przytomność i kiedy mężczyzna miał rzucać mordercze zaklęcie do pomieszczenia wpadli aurorzy i złapali zbiega. Granger została przetransportowana do specjalnej kliniki w Nowym Jorku, gdyż okazało się, że dostała jakimś bliżej nie zidentyfikowanym zaklęciem i przez to przebywała w śpiączce.
Jej przyjaciele zostali powiadomieni o tym, jednak żadne z nich nie mogło przybyć do swojej przyjaciółki. Rozkaz ten wydał sam szef aurorów, ponieważ któryś z jego ludzi ciągle czuwał przy pokoju szpitalnym Hermiony.
Pewnego dnia Granger w końcu się wybudziła ze śpiączki, jednak wciąż była w fatalnym stanie. Nagle dostała krwotoków wewnętrznych, których lekarze nie mogli opanować. Dodatkowo wymiotowała krwią, a jej skóra była niemal przezroczysta. Aurorzy wspólnie zgodzili się nie powiadamiać nikogo o tym, że Hermiona się obudziła, bo jej stan był tak krytyczny, że kwestią czasu była jej śmierć. A oni nie chcieli niepotrzebnie martwić jej przyjaciół i rodziny. Niech myślą, że zmarła w spokoju.
I była chwila, kiedy aurorzy ściągnęli swoje czapki, aby uczcić w ten sposób śmierć jednej z bohaterek wojennych. Była chwila, kiedy lekarze nie mieli już pojęcia, jak przywrócić jej serce do bicia. Ale ona ich zaskoczyła i po długich minutach, kiedy uzdrowiciel nie czuł już pulsu Hermiony, a maszyna do której była podłączona przeraźliwie piszczała, kobieta otworzyła swoje oczy. Szok, jaki ich wszystkich wtedy ogarnął był niesamowity. Lekarze od razu zaczęli badać Hermionę i podawać jej eliksiry.
- Nie mówcie nikomu. – wyszeptała sennie w pewnym momencie.
- O czym mamy nie mówić, panno Granger? – zapytał jeden z uzdrowicieli.
- Że się wybudziłam.
Mężczyzna nie zgadzał się z tym. Uważał, że każdy powinien się dowiedzieć o tym, że przyjaciółka Harry’ego Pottera wciąż żyje, jednak szanował jej decyzję i przekazał ją innym lekarzom oraz aurorom, którzy jej pilnowali. Był 23 lipca, kiedy Hermiona wyszła ze szpitala, co oznaczało, że do ślubu Ginny i Draco zostały jeszcze dwa dni. Granger długo myślała o Malfoy’u. I postanowiła nie wracać do Anglii na jego ślub.
Wysłała list do swojego pracodawcy, składając rezygnację i prosząc o dyskrecję. Następnie wynajęła mieszkanie w Nowym Jorku i zaszyła się w nim.
Kiedy nadszedł ten dzień, starała się nie myśleć o tym, co właśnie się dzieje w Anglii. Starała się nie wyobrażać sobie Dracona w pięknym czarnym smokingu podkreślającym jego wyrzeźbioną sylwetkę. Próbowała o nim zapomnieć. W pewnej chwili usłyszała dzwonek do drzwi, na początku wystraszyła się, że to Ginny albo ktoś z Londynu, ale potem zdała sobie sprawę, że oni nie mają pojęcia, że ona w ogóle żyje, więc bez wahania otworzyła drzwi.
I tak właściwie mogła tego nie robić.
- Cześć. – powiedział Blaise, opierając się ramieniem o framugę.
- Co tu robisz?
- Czemu udajesz, że nie żyjesz? – odpowiedział pytaniem na pytanie.
- Bo tak jest lepiej. Nie powinieneś być na ślubie Gin i Draco?
- Ty chyba też.
- Jak zauważyłeś, udaję, że nie żyję, więc…
- Ślub zaczyna się za pół godziny, więc spokojnie zdążę. Pomyślałem, że uda mi się ciebie nakłonić, żebyś na niego poszła.
- Jak mnie tu znalazłeś?
- Dobrze jest być aurorem, Hermiono.
- Ktoś poza tobą wie?
- Nikt. Dlaczego nie chcesz wrócić do Anglii? I to w dodatku w dzień, kiedy twoja przyjaciółka wychodzi za mąż?
- Bo wychodzi za mężczyznę, którego kocham. – powiedziała wprost. – Nie mogę… nie jestem w stanie na to patrzeć. Chcę, żeby był szczęśliwy, ale nie mogę patrzeć, jak bierze ślub.
- Dlaczego nie powiedziałaś wcześniej?
- A co by to zmieniło?
- Nie wiem. – westchnął Zabini. – Co z pracą?
- Zrezygnowałam. Poszukam sobie czegoś tutaj.
- Chcesz tu zostać?
- Tak będzie lepiej.
- Co mam powiedzieć twoim przyjaciołom, Hermiono?
- Nic im nie mów, niech wciąż myślą, że jestem w śpiączce. Kiedy nadejdzie czas, ujawnię się.
- A kiedy nadejdzie ten czas?
- Możliwe, że nigdy.
- A jak będą chcieli cię odwiedzić w szpitalu?
- Nie możesz na to pozwolić.
- Naprawdę sądzisz, że uda mi się powstrzymać Wybrańca przed przybyciem tutaj i zobaczeniem swojej najlepszej przyjaciółki? – powiedział z delikatnym uśmiechem.
- Kiedyś się ujawnię. – obiecała mu. – Idź już.
Pokiwał głową.
- Do zobaczenia, Hermiona.
- Do widzenia, Blaise. – szepnęła, zamykając za nim drzwi.

Zabini spodziewał się, że Hermiona wróci do Anglii za jakiś miesiąc, może dwa. Jednak zaczęły mijać lata, a ona nie wracała. Przyjaciele już jej nie wyczekiwali, czasami tylko ją wspominali. Tylko Ginny chodziła trochę przygnębiona, ale Draco zawsze ją pocieszał. W między czasie, wiele się zmieniło w magicznym Londynie. Ron Weasley porzucił swoją pracę obrońcy w stanowej lidze i zajął się pracą aurora. Natomiast Harry Potter, niegdyś dyrektor Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów, teraz objął posadę Ministra Magii. A sam Draco awansował ze zwykłego uzdrowiciela na ordynatora w św. Mungu. Kancelaria, w której kiedyś pracowała Hermiona, została zamknięta. Nie szło im już tak dobrze, od kiedy Granger zrezygnowała. I również zwiększyła się liczba przestępców na wolności, gdyż większość z nich wiedziała, że w Londynie nie ma już najlepszego prawnika, który by ich powstrzymał przed znalezieniem sobie adwokata, który skróci ich wyrok. Taki też sposób wykorzystał Lucjusz Malfoy, którego zaraz po wojnie Hermiona wtrąciła do Azkabanu. Draco nie był zadowolony, że jego ojciec jest znów na wolności, doskonale zdawał sobie sprawę, jakim potworem jest Lucjusz.
Jednak Malfoy Senior nie zainteresował się swoim synem po opuszczeniu więzienia, wręcz przeciwnie. Od razu przeniósł się do innego miasta. Nikt nie wiedział gdzie.
Kiedy dziewięć lat później Draco i Ginny w otoczeniu przyjaciół, świętowali swoją rocznicę ślubu, ktoś zapukał do drzwi ich dworu.
- Ja otworzę. – poinformował żonę Malfoy. Szybko poszedł, aby zobaczyć kto przyszedł, choć zdawało mu się, że na tej uroczystości zjawili się już wszyscy zaproszeni. Otworzył drzwi i zamarł.
- Hermiona? – wyszeptał.
- Cześć, Draco. – uśmiechnęła się. – Wszystkiego najlepszego z okazji rocznicy ślubu. – powiedziała, podając mu wino, które ze sobą przyniosła.
- Dzięki. Wchodź, śmiało. Ginny będzie zachwycona. – odpowiedział, wpuszczając ją do środka. Kiedy weszła poprowadził ją do salonu, w którym byli wszyscy goście. – Zobaczcie kto nas odwiedził. – powiedział, wchodząc do pomieszczenia. Zaraz za nim pojawiła się kobieta.
- Hermiona! – wykrzyknęła Ginewra i rzuciła się przyjaciółce na szyję. Sekundę później jej miejsce zajął Harry, a następnie Ron i również Blaise.
- Trochę ci zajęło to wracanie tutaj. – wyszeptał jej do ucha Zabini.
- Co u ciebie? Kiedy wyszłaś ze śpiączki? Aurorzy i uzdrowiciele nie chcieli nic nam mówić i nawet nie pozwolili nam cię zobaczyć. Nie mieliśmy pojęcia, co się dzieje. Opowiadaj natychmiast. – mówiła rudowłosa.
- Trochę się u mnie pozmieniało. Jeśli nie macie nic przeciwko to za chwilę dołączy do nas mój mąż.
- Twój mąż?! – zawołał z zaskoczeniem Blaise.
- Chyba nie rozumiem. Masz męża? Czemu nic o tym nie wiem? I skoro masz męża to kiedy się wybudziłaś, Hermiono? – pytała pani Malfoy.
- Wybudziłam się ze śpiączki dwa dni przed waszym ślubem. – przyznała.
- To dlaczego się nie pojawiłaś? Dlaczego nic nie napisałaś?! – krzyczał Potter.
- Potrzebowałam trochę czasu.
- Czasu na co?! – zawołał Weasley.
- Od wojny z Voldemortem byłam zakochana w Draconie. – wyszeptała, spoglądając na zaszokowanego blondyna. – Wasz ślub był dla mnie ciężkim przeżyciem i właściwie na rękę mi było, że musiałam się ukrywać. Nie chciałam uczestniczyć w tych wszystkich przygotowaniach, ale też nie chciałam sprawiać ci przykrości, Gin.
- Kochałaś mnie? – zapytał Malfoy.
- Tak. Przez bardzo długi czas. Nawet jak już mieszkałam w Nowym Jorku przez kilka miesięcy nie mogłam o tobie zapomnieć, ale później pojawił się ktoś inny.
- Kto? – odezwał się Blaise.
- Zaraz zobaczycie. Musiał zostać odrobinę dłużej w pracy, ale za moment powinien się pojawić.
- Hermiono, ja nie miałem pojęcia. – szepnął Draco.
- Wiem. – odpowiedziała. – Nikt nie wiedział.
- Poza mną. – wtrącił Zabini.
- Wiedziałeś? – zaszokowała się Ginny.
- Podejrzewałem, ale Hermiona potwierdziła to, kiedy pojawiłem się w Nowym Jorku.
- Widziałeś się z nią? I nic mi nie powiedziałeś?! – wrzasnęła Ginewra.
- Pojawiłem się u niej chwilę przed waszym ślubem. Nie powiedziałem nic, bo mi zabroniła.
- Ale dlaczego? – Ginny i Draco nie mogli zrozumieć, podobnie jak reszta tam zebranych.
- Nie chciałam wracać do Londynu. – odezwała się Hermiona i chyba chciała coś jeszcze dodać, ale rozległ się dzwonek do drzwi.
- Pójdę. – powiedziała Ginny i szybko opuściła pomieszczenie, aby wrócić po kilku minutach z przerażeniem wypisanym na twarzy. – Draco, ktoś do ciebie. – rzekła, podchodząc szybko do męża i wtedy do salonu wkroczył Lucjusz Malfoy.
- Ojciec?! – wykrzyknął zaszokowany. – Co ty tu robisz?
- Tak jak powiedziała Ginewra, Draconie, przyszedłem do ciebie, ale nie tylko. Szukam żony.
- Nie pan jeden. – parsknął Ronald Weasley.
- Szukam mojej żony. – sprecyzował Malfoy, spoglądając po wszystkich.
- Tu jestem, Lucjuszu. – odezwała się Hermiona, wstając z fotela, na którym dotychczas siedziała i stając przy nim.
- Zadam to pytanie jeden raz. – powiedział Draco. – Co tu się, kurwa, dzieje?
- Mówiłam wam, że znalazłam kogoś przy kim zapomniałam o tobie, Draco. Tak się złożyło, że to twój tata.
- Jesteście małżeństwem? – zapytała dla potwierdzenia Ginny.
- Od czterech lat. – odpowiedział Lucjusz.
Draco wypuścił z siebie głośno powietrze i usiadł na sofie.
- Co się dzieje, Smoku?
- Najpierw się dowiedziałem, że Hermiona Granger kochała się we mnie przez kilka lat, a ja zmuszałem ją, aby patrzyła na moje szczęście z inną kobietą. Przez co przez bardzo długi czas udawała prawie umarłą. I teraz nagle zjawia się tutaj z moim ojcem, mówiąc że jest jego żoną. Jestem w lekkim szoku, Blaise. – wytłumaczył Draco.
- Nie chcieliśmy sprawiać problemu. Chcieliśmy tylko powiedzieć wam, że jesteśmy razem i że jesteśmy szczęśliwi. Ale może nie potrzebnie.
- Tak więc już pójdziemy. – dodał Lucjusz, łapiąc Hermionę za rękę. – Miło było cię zobaczyć, synu. – mruknął i razem opuścili dwór Ginny i Draco, pozostawiając ich oraz resztę gości w stanie totalnego osłupienia.
Natomiast Hermiona i Lucjusz wrócili do Nowego Jorku nieco zawiedzeni. Kobieta myślała, że jej przyjaciele przyjmą ich nieco inaczej. Z większym entuzjazmem, z radością. Ale oni raczej wyglądali na dość niepewnych w stosunku do niej i jej męża. Chciała znów uczestniczyć w ich życiu, ale widocznie oni tego nie chcieli. Cóż, tyle lat sobie bez nich radziła, więc i teraz to nie zrobi różnicy.

Jednak ku jej zdziwieniu dwa dni później w drzwiach jej i Lucjusza mieszkania stanął Blaise Zabini.
- Czego chcesz, Blaise?
- Draco was szuka.
- No i?
- On chce z wami porozmawiać, Hermiono. Zrozum, że to dla niego nowa sytuacja. Jego matka zmarła w trakcie wojny, ojciec trafił do więzienia. Po kilku latach nagle on wychodzi, ale nawet nie zjawia się u swojego syna, tylko od razu opuszcza kraj i po kolejnych latach przybywa na rocznicę ślubu Draco wraz ze swoją dużo od siebie młodszą żoną, która niegdyś była najlepszą przyjaciółką Ginny.
- O czym chce z nami rozmawiać? – zapytała cicho.
- Nie mam pojęcia. Ale zmusił biuro aurorów, aby was odnaleźli.
- Nie odnajdą.
- Ja was odnalazłem.
- Bo byłeś tutaj wcześniej. Zaraz po ślubie wraz z Lucjuszem nanieśliśmy na ten apartament potężne klątwy. Jeśli ktoś tutaj wcześniej nie był, nie odnajdzie tego miejsca.
- A więc teleportujcie się do Londynu, porozmawiajcie z Draco.
- Lucjusz jest teraz w pracy.
- O której wraca?
- Powinien być po 16.
- Pojawicie się w Londynie?
- Nie wiem, porozmawiam o tym z Lucjuszem i dam ci znać.
- Dobrze.
- To cześć.
- Cześć. – odpowiedział Blaise i zniknął, a Hermiona głośno westchnęła.

Po krótkiej rozmowie z Lucjuszem, wspólnie zdecydowali, że odwiedzą Dracona. Hermiona wysłała liścik do Blaise’a, informując go o tym, że za parę minut pojawią się we dworze Malfoy’ów.
I faktycznie już po 15 minutach stali w salonie, Ginny podawała herbatę, a Draco i Blaise siedzieli na sofie.
- Co chcesz wiedzieć, synu? – odezwał się Lucjusz, który siedział w fotelu, przy jego boku stała Hermiona.
- Dlaczego po wyjściu z Azkabanu nie przyszedłeś do mnie?
- Wątpię, abyś chciał mnie wtedy widzieć. Prowadziłeś już swoje własne, szczęśliwe życie, wolałem tego nie niszczyć.
- Jak to się stało, że ty i Hermiona spotkaliście się?
- Po wyjściu z więzienia, przeniosłem się do Nowego Jorku. Szybko otworzyłem tam firmę, a pewnego dnia do drzwi mojego gabinetu zapukała Hermiona, przychodząc tam na rozmowę w sprawie pracy. Miała wspaniałe kwalifikacje, a poza tym doskonale wiedziałem na co ją stać. W końcu widziałem ją na sali sądowej, kiedy dzielnie walczyła, aby zamknąć mnie raz na zawsze w Azkabanie. – powiedział nieco rozbawiony, a kobieta przy nim zachichotała. – Zatrudniłem ją. Pracowała u mnie około pół roku, kiedy zauważyłem w niej kogoś więcej.
- Zaprosił mnie wtedy do restauracji. Rozmawialiśmy o wielu rzeczach i naprawdę fantastycznie się z nim bawiłam.
- Owszem, ponieważ naśmiewałaś się z mojej elegancji. – odparł Lucjusz.
- Byłeś wtedy taki sztywny, poważny i nadęty.
- Oh dziękuję. – odpowiedział przekornym tonem.
- Później spotykaliśmy się coraz częściej, aż w końcu zapytał, czy zostanę jego dziewczyną. Na początku się nie zgodziłam. Bałam się, że potraktuje mnie jak zabawkę, a następnie zostawi dla innej, bardziej eleganckiej i dystyngowanej.
- Ale przekonałem ją, że uwielbiam ją taką, jaka jest. Nie chciałem i wciąż nie chcę dystyngowanej i chłodnej kobiety, jaką była twoja matka, Draco. Chciałem, żeby w moim życiu pojawiło się odrobinę radości i szaleństwa. Hermiona mi to dała. Pokazała mi, jak się bawić życiem.
- A jak to się stało, że się pobraliście? – zapytał cicho Draco.
- Pewnego wieczoru byliśmy na balu, moja firma sponsorowała wtedy operację dla pewnego bardzo chorego dziecka. Hermiona ciągle myślała o tym chłopcu, mówiła, że takim dzieciom nie powinny się zdarzać takie rzeczy i że każdy potrzebuje czuć opiekę, troskę i miłość. A ja poczułem, że chcę to wszystko dać właśnie jej. Chcę się nią opiekować każdego dnia, troszczyć się o nią w każdej chwili i kochać ją do końca mojego życia. To były też słowa mojej przysięgi ślubnej.
- Tamtego wieczoru wyszliśmy na taras, było dość chłodno, więc Lucjusz dał mi swoją marynarkę i zakładając mi ją na ramiona, spojrzał mi w oczy i zapytał, czy chciałabym spędzić z nim resztę życia. I żeby była jasność w chwili, kiedy zaczęłam pracować u Lucjusza totalnie o tobie zapomniałam, Draco. Więc kiedy Lu zadał mi to pytanie, byłam taka szczęśliwa. Kochałam go, więc się zgodziłam.
- Jak wyglądała ceremonia? – wyszeptała Ginny, po której policzkach spływały łzy wzruszenia.
- Była piękna. Byliśmy tylko my, kapłan i świadkowie. Wszystko odbyło się w malutkim kościółku poza miastem. Miałam na sobie śliczną, białą, długą suknie.

tatata
- Wyglądała cudownie. – wtrącił Lucjusz, a Hermiona obdarowała go szerokim uśmiechem i spojrzeniem pełnym miłości. Mężczyzna złapał jej rękę i pocałował wierzch dłoni.
- Dlaczego nie powiedzieliście wcześniej? – odezwał się do tej pory milczący Zabini.
- Nie byłam pewna, jak zareagujecie na wieść o tym, że żyje i mam się raczej dobrze, a do was nie wróciłam. Ale w Londynie nie miałam już niczego, nie chciałam tutaj wracać. Natomiast w Nowym Jorku było całe moje życie.
- A w jakim mieście jest teraz twoje życie? – zapytała niepewnie Ginewra.
- Już nie jest w mieście. Teraz całe moje życie właśnie siedzi obok mnie.
Draco westchnął głośno. Ojciec i Hermiona naprawdę się kochali, więc nie pozostawało mu nic innego, jak się z tym pogodzić. Zastanawiała go jeszcze tylko jedna rzecz.
- Planujecie mieć dzieci?
Hermiona spojrzała na niego zaskoczona, natomiast Lucjusz odpowiedział.
- Nie myśleliśmy o tym.
- Bo jeśli chcielibyście to wolałbym mieć brata. – powiedział bardzo poważnie, a następnie roześmiał się. – A poza tym za parę miesięcy będziecie mieli okazję poćwiczyć opiekę na waszym wnuku.
- Ginny? – brunetka od razu zwróciła się do swojej przyjaciółki. – Jesteś w ciąży?
Rudowłosa pokiwała głowa.
- Trzeci miesiąc.
- To fantastycznie! – wykrzyknęła Hermiona, podchodząc do kobiety i ją przytulając.
- Wiem. – zaśmiała się. – Dasz wiarę, że będziesz babcią mojego dziecka??
Po tym zdaniu wszyscy ryknęli śmiechem.
Życie Hermiony od teraz układało się idealnie. Sześć miesięcy później Ginewra urodziła chłopczyka, który urodę odziedziczył zdecydowanie po swoim ojcu. Lucjusz wraz z żonę często odwiedzali Dracona i Ginny, jednak wciąż mieszkali w Nowym Jorku. Dwa lata później Hermiona dowiedziała się, że jest w ciąży, Lucjusz był zachwycony. Chwalił się niemal każdemu, że po raz drugi zostanie tatą. Niestety, kiedy Hermiona była w piątym miesiącu ciąży, poroniła. Przez tę sytuację, przez trzy miesiące pozostawała w depresji, a jej mąż nie miał pojęcia, co robić. Jednak w końcu udało mu się wyprowadzić kobietę z tego stanu. I razem wrócili do normalnego życia, jednak temat dzieci już nigdy więcej nie był poruszony…

Córka Ciemności <3

Opublikowano opowiadania/miniaturki | 2 komentarzy

Randka, informacje, nowe doświadczenia i wszyscy są w szoku cz.II

Ku swojemu zdumieniu kolejny wieczór Severus spędził bardzo sympatycznie. Ginewra była inteligentna i oczytana, Snape był zachwycony, a i ona wydawała się być bardzo zadowolona.
W dniu kiedy Sev wysyłał kolejny list do Ginny, odwiedził go Lucjusz, taszcząc ze sobą dwie wielkie torby.
- Witaj, Severusie. – powiedział, wchodząc do jego gabinetu bez pukania.
- Co tu robisz?
- Hermiona powiedziała mi, że potrzebujesz szat wyjściowych, więc postanowiłem porozmawiać z moim krawcem, aby i tobie uszył. Są fantastyczne, sam zobacz. – powiedział Malfoy, wyjmując je z toreb i kładąc na biurku przed Severusem. – Oczywiście czarne, ale dotknij tego materiału, jest wspaniały.
Snape niewyraźnie podziękował Malfoy’owi.
- Nie mogłem uwierzyć w to, co powiedziała mi Hermiona. Wiesz jakich słów użyła?
- Jakich?
- ”Lucjuszu, twój przyjaciel, Severus, koniecznie potrzebuje nowych szat, wybierz mu coś niesamowitego. Coś co oczaruje moją przyjaciółkę, z którą umówił się na randkę.”
Snape odetchnął.
- Nie powiedziała ci o kogo konkretnie chodzi. To dobrze.
- Nie musiała, sam się domyśliłem, że się zabujałeś w Weasley. Wiesz, Hermiona nie ma innych przyjaciółek. Ma samych przyjaciół-kretynów.
Parę minut później Lucjusz pożegnał się i wyszedł, a Snape poleciał do swojej sypialni, aby przymierzyć szaty. W duchu dziękował, że Lucjusz znał go tak dobrze, żeby wiedzieć, że Sev nie toleruje innych kolorów poza czarnym i że Malfoy posiadał dobry gust.

Kolacja z Ginewrą przebiegała znakomicie do chwili, kiedy panna Weasley postanowiła zadać wyraźnie nurtujące ją pytanie.
- Dlaczego pan to robi?
- Co takiego robię, panno Weasley?
- Najpierw to spotkanie w bibliotece, teraz ta kolacja. Ja nie jestem głupia, proszę pana. Musi istnieć jakiś powód dla którego pan to robi.
- I oczywiście istnieje.
- Mam pana za honorowego człowieka, więc mam tylko nadzieję, że to nie był jakiś głupi zakład z kimś o poderwanie naiwnej Gryfonki, która jest w panu szaleńczo zakochana.
- To nie był zakład. Zaprosiłem panią na kolację, panno Weasley, ponieważ zdałem sobie sprawę z tego, że znaczy pani dla mnie dużo więcej niż jakaś naiwna Gryfonka.
- Słucham? – zapytała zaskoczona.
- Pani inteligencja oraz uroda niesamowicie mnie ujęły. Zainteresowałem się pani osobą. I wiem również, że pani jest zainteresowana moją osobą.
- Skąd ten pomysł?
- Rozmawiałem z pani przyjaciółką.
- Z Hermioną?! Powiedziała panu?! – wykrzyknęła.
- Owszem, lecz proszę się na nią nie złościć. Powiedziała mi, ponieważ ją o to poprosiłem.
- Nie bawi się pan mną? – zapytała cicho.
- Za kogo mnie pani ma, panno Weasley? – prawie się oburzył. – Nie bawię się kobietami i raczej w ogóle nie zwracam na nie uwagi, chyba że pojawia się ktoś wyjątkowo interesujący. Jak się okazuje, to właśnie pani jest taką osobą.
- Cóż, w takim razie, cieszy mnie to, proszę pana.
- Mnie również.
- Jednak mam jedną prośbę.
- Słucham.
- Mam na imię Ginny.
- Severus. – wyszeptał, unosząc kieliszek z winem w geście toastu.

Następnego wieczora wpadł do niego Lucjusz, a sekundę po nim zjawiła się Hermiona, podeszła do Malfoy’a i pocałowała go na powitanie.
- Przepraszam bardzo, ale to jest mój gabinet, a nie miejsce spotkań zakochanych. – wysyczał.
- Nie marudź, Sev. – mruknął Lucjusz, siadając na krześle i ciągnąc na swoje kolana Granger.
- I jak wczoraj poszło? Nie mogłam nic wydusić z Ginny.
- A co panią to obchodzi, panno Granger?
- Pomogłam panu. Beze mnie nic by pan nie zdziałał. Chcę wiedzieć, czy wszystko poszło dobrze.
- Wszystko poszło wyśmienicie. – odparł powoli.
- To wspaniale. – ucieszyła się Granger. – Mówiłam ci, Lu, że jakoś dadzą sobie radę.
- Oczywiście, moja kochana. – odpowiedział, patrząc na dziewczynę z uczuciem, jakiego Severus jeszcze nie widział u przyjaciela. Malfoy nie patrzył tak nawet na swoją żonę. Hermiona przelotnie spojrzała na zegar, wiszący na ścianie i szybko wstała z kolan Malfoy’a.
- Wybaczcie, ale umówiłam się z Harrym, chciał mi powiedzieć coś ważnego.
- Co takiego? – zapytał ostrym głosem Lucjusz.
- Nie wiem, Lu, idę się dopiero dowiedzieć. Nie martw się.
- Nie martwię się.
- No to nie bądź zazdrosny. – zachichotała i poszła.
- Wpadłeś, Malfoy. – odezwał się Severus.
- Tak jak ty, Snape.

Harry siedział na błoniach pod wielkim dębem i czekał na swoją przyjaciółkę. Miał dla niej dwie wiadomości i miał nadzieje, że je zaakceptuje. Wreszcie się pojawiła.
- O czym chciałeś porozmawiać, Harry?
- Mam dla ciebie dwie informacje.
- Dobrą i złą? – zaśmiała się,
- Właściwie to złą i jeszcze gorszą. – odparł poważnie.
- Co się dzieje, Harry?
- Od której wiadomości mam zacząć?
- Od złej. – wyszeptała, patrząc na niego ze strachem.
- Jestem gejem. – wyznał.
- Ohh… Harry, tak bardzo mnie wystraszyłeś. To wcale nie jest zła informacja. Rozumiem to, Harry. Wolisz chłopców, to pewnie dlatego nie układało ci się z Gin.
- Tak, dobrze że to akceptujesz.
- Oczywiście. – uśmiechnęła się szeroko. – A druga informacja?
- Zakochałem się.
- To wspaniale! – zawołała radośnie.
- W Draco Malfoy’u. – dodał.
- O cholera.
- Lepiej bym tego nie ujął. – mruknął.
- Nie zrozum mnie źle, Harry. Cieszę się, że się zakochałeś i nawet nie przeszkadza mi to, że jest to Draco, tylko czy on też czuje to do ciebie?
- Nie mam pojęcia, Hermiono. Ale czuję się tak dobrze, kiedy jest w pobliżu, chciałbym podejść do niego i mu powiedzieć, że go lubię. – Potter uśmiechnął się.
- To zrób to.
- Hermiono, on mnie wyśmieje.
Dziewczyna spojrzała na niego ze zmartwieniem, ale już nic nie powiedziała na ten temat.
- Harry, przepraszam cię, ale obiecałam się z kimś spotkać, więc muszę lecieć, widzimy się później. – no cóż Granger trochę skłamała, nikomu nic nie obiecała, ale musiała jak najszybciej zobaczyć się z Lucjuszem.
Popędziła więc do lochów prosto do gabinetu Snape’a. Weszła do gabinetu, nie pukając i nie czekając na zaproszenie. Miała nadzieję zobaczyć tam Malfoy’a, ale przy biurku siedział tylko Snape.
- Lucjusza już nie ma? – zapytała z rozczarowaniem.
- W łazience. – burknął Snape. Granger zamknęła za sobą drzwi i usiadła na krześle. Severus spojrzał na nią pytająco. – Zamierzasz tu na niego czekać?
- Tak, muszę mu przekazać coś bardzo ważnego.
I w tej chwili do gabinetu wrócił Malfoy.
- O, już jesteś, Hermiono?
- Tak, Lu, ja nie wiem, jak ci to powiedzieć.
- Co mi powiedzieć?
- Ja…
- Potter ci coś zrobił?
- Nie.
- Mam kogoś zabić?
- Nie.
- Jesteś w ciąży?
- Nie.
- A więc zrywasz ze mną?
- Nie.
- Więc o co, do jasnej cholery, chodzi?! – krzyknął Malfoy.
- Harry się zakochał…
- A co mnie to, do diabła, obchodzi? – warknął zirytowany Lucjusz.
- W Draconie. – dokończyła Granger.
- Co? – zapytali jednocześnie Malfoy i Snape, po czym Sev ryknął śmiechem, a Lu stał jak sparaliżowany.
- Potter zakochał się w moim synu?
- Na to wygląda.
- Czy Draco… czuje to samo? – wyszeptał z przerażeniem.
- Tego nie wiem. – powiedziała Hermiona i podeszła do mężczyzny, aby go przytulić. Lucjusz już nic więcej nie powiedział.
Trwali tak chwilę w uścisku, a Sev przyglądał się im, zastanawiając się, czy on będzie mógł tak kiedyś tulić Ginewrę i wtedy totalnie niespodziewanie drzwi do gabinetu Severusa otworzyły się i do pomieszczenia wkroczył Draco, mówiąc.
- Panie profesorze, muszę się spotkać z ojcem, bo… – i właśnie wtedy jego wzrok padł na Hermionę i Lucjusza, wciąż objętych. Draco zamarł w miejscu, Snape szybko podszedł do drzwi i zamknął je. – Co to ma znaczyć? – zapytał chłopak.
- Synu… – zaczął Lucjusz, wyswobadzając się z objęć dziewczyny. – Ja i Hermiona spotykamy się.
- Spotykacie się. – powtórzył.
- Tak.
- Od kiedy to trwa? – z jego ust wyszedł tak chłodny głos, o jaki Sev nigdy by go nie podejrzewał.
- Zaczęło się, kiedy Hermiona zaczęła nam pomagać w odbudowie Malfoy Manor.
- Chcesz powiedzieć, że jesteście razem pół roku i nie powiadomiłeś mnie o tym, że znalazłeś sobie dziewczynę i że jest nią pieprzona Hermiona Granger? – wywarczał.
- Uważaj na język. – skarcił go odruchowo Snape.
- Nie byliśmy pewni twojej reakcji, a poza tym chcieliśmy… – rzucił szybkie spojrzenie Hermionie. – … chcieliśmy się upewnić, że jest to coś poważniejszego.
- Upewniliście się?
- Draco. – odezwała się Granger. – Bardzo kocham twojego ojca.
- A czy on kocha ciebie? – zapytał lekko kpiąco.
- Tak. – powiedział cicho Lucjusz. Odchrząknął i rzekł już głośniej. – Kocham Hermionę.
Draco skinął głową, nie odzywając się.
- Kiedy bezczelnie wtargnąłeś do mojego gabinetu, chciałeś widzieć się z ojcem. – powiedział Severus. – Możecie to załatwić od razu?
- Tak. – odparł Malfoy Jr. – Chciałem ci powiedzieć, że Potter się ciągle na mnie czai. Nie wiem o co mu chodzi, ale wydaje się to bardzo podejrzane.
Lucjusz westchnął głęboko i usiadł ciężko na krześle.
- To może ja to wytłumaczę. – rzekła Granger. Dracon spojrzał na nią. – Otóż, Harry jest gejem.
- A co mnie obchodzi orientacja Pottera? Jaki to ma związek ze mną? – zapytał zdziwiony chłopak, a potem natychmiast zrozumiał. – Nie. – wyszeptał. – Granger, chcesz mi powiedzieć, że podobam się Potter’owi?
- Eee… tak, Harry powiedział mi, że się w tobie eee… zakochał.
- Cudownie. – skwitował z sarkazmem i wyszedł.
- Mam nadzieję, że go nie zabije. – wyszeptała Hermiona.
- Mało prawdopodobne. Draco lubi nowe doświadczenia. – powiedział załamany Lucjusz.

Tymczasem Harry Potter siedział w swoim dormitorium i zawzięcie przeglądał mapę Huncwotów. W pewnej chwili dostrzegł, że Draco Malfoy cały czas kręcił się przy obrazie Grubej Damy. Harry postanowił sprawdzić, czego Ślizgon tutaj szuka. Wyszedł na korytarz niemal wpadając na blondyna.
- Potter! – zawołał Draco. – Wreszcie jesteś! Czekałem na ciebie!
- Na mnie? Ale po co? – zapytał zaskoczony.
- Czemu się dziwisz? Powinieneś raczej być zachwycony. – odparł ze złośliwym uśmiechem.
- Nie rozumiem.
- Zaraz ci wytłumaczę. – rzekł Draco i wpił się w usta Harry’ego.
Wybraniec był w totalnym szoku, dlatego kiedy Draco oderwał swoje usta od jego, Potter zapytał tylko.
- Dlaczego?
- Lubię nowe doświadczenia. – Malfoy wzruszył ramionami, jakby to było coś oczywistego.

Od tej pory w Hogwarcie spotykały się trzy najdziwniejsze pary w całym magicznym społeczeństwie. Hermiona i Lucjusz, Draco i Harry oraz Severus i Ginny. Oczywiście nikt o nich nie wiedział, ale to się miało wkrótce zmienić.

Draco Malfoy miał już serdecznie dosyć. Jego chłopak odkąd tylko byli razem, czyli już od miesiąca ciągle otoczony był przez dziewczyny i chłopców zresztą też. Draco nie mógł już na to patrzeć. Jednak Dean Thomas właśnie przegiął. Właśnie obejmował Harry’ego po przyjacielsku, ale Malfoy’a szlag jasny trafił. Podszedł więc do Pottera złapał go za łokieć i przyciągnął do siebie, całując namiętnie. Wszyscy będący w pobliżu tych dwojga, zamarli w szoku.
- CO TO MA BYĆ?! – ryknął Weasley.
Harry spojrzał na niego lekko zamroczony.
- Co?
- CO?! TY SIĘ PYTASZ CO?! CAŁUJESZ MALFOY’A!!! WŁAŚNIE TO! – wrzeszczał Ron.
- Ahh no więc, ja jestem gejem. – wyjąkał Harry. – A Draco to mój chłopak.
- TWÓJ CHŁOPAK?! – zapiszczał rudy i zemdlał.

Związek Malfoy’a i Pottera przez długi czas stanowił sensację, jednak po jakichś dwóch miesiącach przycichł. Jednak właśnie wtedy pojawił się kolejny skandal.
Severus Snape i Ginewra Weasley na romantycznej kolacji w Hogsmeade! – głosiły nagłówki wszystkich gazet.
Ronald Weasley dostał tę gazetę, kiedy akurat jadł śniadanie. I ta wiadomości prawie go zabiła. Najpierw zakrztusił się sokiem, później dziabnął się widelcem w policzek, bardzo blisko oka, a następnie spadł z ławki, mocno uderzając głową w podłogę, przez co stracił przytomność na dwa dni.
Ten związek podobnie, jak poprzedni był na językach całej magicznej społeczności przez prawie dwa miesiące. Ludzie nie mogli uwierzyć, że piękna młoda dziewczyna związała się ze starym, niezbyt atrakcyjnym i wrednym Mistrzem Eliksirów.
Pół roku po tym wszystkim, Lucjusz Malfoy ogłosił, że po raz drugi zostanie ojcem. A kobietą, która da mu to dziecko jest Hermiona Granger. Prasa oszalała. Czarodzieje i czarownice nie wiedzieli, co o tym myśleć. Pojawiały się nawet pomysły, że Malfoy rzucił na dziewczynę jakąś klątwę. Jednak ona radośnie pojawiła się w miejscach publicznych wraz Lucjuszem. Chodzili razem do sklepów z zabawkami lub sprzętem dla dzieci albo po prostu wybierali się na spacer po Pokątnej. Dwa miesiące później odbył się ich huczny ślub, a po kolejnych siedmiu miesiącach na świat przyszedł Septimus Angelus Malfoy.
Cała szóstka była szczęśliwa, natomiast inni wciąż nie dowierzali w to, co się dzieje. I naturalnie było wielu, którzy chcieli te związki zniszczyć. Na przykład Astoria Greengrass, gdy dowiedziała się, że Draco naprawdę zakochał się w Potterze i nie ma zamiaru go zostawić, wściekła się i wynajęła ludzi, aby zabili Harry’ego, ale na szczęście i jak zwykle Wybraniec przeżył. W związku Severusa i Ginny też przez jakiś czas nie było kolorowo. Molly Weasley szalała ze zdenerwowania i rozpaczy, że stary nietoperz zabrał jej jedyną córkę. Dlatego też często zjawiała się w Hogwarcie, gdzie obydwoje zamieszkali i robiła awantury Snape’owi. Jednak najgorzej mieli Hermiona i Lucjusz. Ron Weasley nie mógł się otrząsnąć po tym, że jego najlepsza przyjaciółką i również dziewczyna, którą potajemnie kochał, wybrała arystokratę. Przez jego zazdrość i wściekłość syn państwa Malfoy niemal zginął, a Ron spędził 8 lat w Azkabanie. Jednak po wielu trudnościach, jakie na swojej drodze miały te trzy pary, w końcu udało im się, wyszli na prostą drogę i wreszcie byli szczęśliwi.

 

Córka Ciemności <3

Opublikowano opowiadania/miniaturki | 3 komentarzy